Studium rozpaczy, studium nadziei – Remender, Tocchini – “Głębia – 1 – Iluzja nadziei” [recenzja]

Iluzja nadziei

Nasz świat nie jest wieczny. Możliwe, że naukowcy potrafią w miarę bezbłędnie oszacować, kiedy nastanie jego kres, możliwe, że wszechświat zaskoczy nas kompletnie i stanie się to niespodziewanie, z dnia na dzień, kiedy nikt nie będzie na to gotowy. Jednak gdybyśmy wiedzieli, gdybyśmy byli świadkami intensywnego i nieuchronnego końca naszego świata, to jak byśmy się zachowali? Czy ludzkość potrafi stanąć na wysokości zadania, zmobilizować siły, zapomnieć o konfliktach i różnicach i razem próbować przetrwać? Czy w obliczu nieuchronnego końca, można w ogóle zachować optymizm i zmusić umysł do intensywnej pracy nad naprawą tego, co nienaprawialne? Głębia, do której scenariusz napisał Rick Remender, a którą zilustrował Greg Tocchini, to opowieść o nieuniknonym i o reakcji na ową nieuchronność paskudnego losu, na nieprzychylną dla nas kolej rzeczy. Iluzja nadziei to pierwszy tom tej podwodnej wędrówki.

Komiks nie wprowadza nas w postapokaliptyczny świat powoli i delikatnie, najpierw tłumacząc cierpliwie, co się stało i jak do tego doszło. Nie. Jakby podążając za znaczeniem tytułu tej historii, czytelnik zostaje rzucony na głęboką wodę; wielu rzeczy musi się domyślić w trakcie lektury, wyciągnąć wnioski z kolejnych kadrów i rozmów. Iluzja nadziei, bo tak zatytułowany jest pierwszy tom serii, rozpoczyna się od rozmowy małżonków, którzy właśnie przed chwilą zakończyli stosunek. Nadzy i zrelaksowani zaczynają rozmawiać, a my z tej pierwszej na kartach komiksu rozmowy jesteśmy w stanie bardzo wiele wynieść. Z czasem dostajemy dodatkowe informacje, które układają się w pewien wstęp do historii. Świat, jaki zna czytelnik, nie istnieje, ponieważ słońce niesłychanie szybko “pęcznieje”, w związku z czym promieniowanie, które dociera na Ziemię, sprawia, że nie nadaje się ona do życia dla człowieka. Powstały więc podwodne miasta, w których wciąż, wbrew wszystkiemu, toczy się życie. Jednak zagrożenie nadal istnieje, a życie w głębinach to jedynie tymczasowe rozwiązanie. Tymczasowe, ale dla wielu jedyne. Ludzie w zdecydowanej większości pogodzili się już ze swoim losem. Spędzą pod wodą swoje ostatnie chwile, a później nastąpi Exodus, który zmiecie ludzkość z powierzchni (i dna) Wszechświata. Cóż więc zrobić? Można oddać się nałogom takim jak alkohol i narkotyki, można wprowadzić się w stan nieustannego transu i zapomnieć o ponurej przyszłości, a raczej jej braku, można pogrążyć się w seksualnej orgii, słowem – korzystać z życia, które jeszcze zostało, a kiedy przyjdzie czas, poddać się bez walki, wyszarpawszy z życia, co tylko się dało. Nie brzmiałoby to nawet źle, gdyby nie fakt, że takie zachowanie dla wielu mieszkańców głębii jest nie tyle wcieleniem w życie frazy carpe diem, co raczej bezwolnym pogrążeniem się w marazmie i beznadziei, bez siły do jakiegokolwiek działania. Czy w tym ponurym, przeżartym przez nihilizm świecie, jest jeszcze ktoś, kto wierzy, że wciąż można żywić nadzieję?

Stel Caine to pogodna kobieta, która optymizmem próbuje zarazić troje swoich dzieci, a także męża, Johla. I o ile z dziewczynkami – Tajo i Dellą – a także synem Marikiem, raczej jej się to udało (cóż, to jeszcze beztroskie dzieci, za małe, by pogrążyć się w beznadziei i do końca zdać sobie sprawę z nieuchornności tego, co ma się wydarzyć), o tyle mąż nie tylko nie daje sie przekonać do optymistycznego nastawienia, ale wręcz gani za to ukochaną żonę. Sam nie wierzy bowiem w szczęśliwe zakończenie i jest przekonany, że ten fałszywy optymizm narobi więcej szkód niż przyniesie dobrego. Stel jednak się nie poddaje, zwłaszcza że nie jest ona zwyczajną mieszkanką głębin, która nie ma pojęcia o szczegółowych prawach rządzących obecnym światem. Stel i jej mąż to ostatni Sternicy, którzy żyją w mieście Salus. Nadzieja kobiety jest tym większa, że jedna z sond – które dziesiątki lat temu zostały wysłane w kosmos w celu znalezienia nowej planety nadającej się do zamieszkania przez ludzi – powraca. Niestety w międzyczasie dochodzi do tragicznych wydarzeń dla rodziny Caine’ów. W wyjątkowym dniu, kiedy Tajo i Della po raz pierwszy mają siąść za sterami i wypłynąć z ojcem na szerokie wody, by nauczyć się, jak przetrwać, rodzina zostaje skrzywdzona i rozdzielona. Mocno pokiereszowany i bezsilny Johl nie ma szans uratować bliskich, a związana Stel zmuszona jest patrzeć, jak jej córeczki zostają porwane wraz z legendarnym, ostatnim skafandrem, do pilotowania którego niezbędna jest krew Sternika. Czy po dziesięciu latach przygnieciona stratą kobieta będzie w stanie wykrzesać z siebie siły, nie tylko do tego, by odnaleźć córki, ale także by powalczyć o przyszłość ludzkości? Czy Marik, którego życie ułożyło się zupełnie inaczej, niż sądził kiedyś on i jego rodzina, wyrwie się z otępienia i da przekonać matce? Dziesięć lat to wieczność dla matki, której odebrane zostały dzieci. Ale to także niewyobrażalna wyrwa w życiu tych dzieci, które mogły zapomnieć, kto jest ich prawdziwą rodziną; kto jest ich sprzymierzeńcem…

Iluzja nadziei to pełen emocji wstęp do bogatej historii, jaką obiecuje nam w przyszłych tomach Głębia. To opowieść nie tylko o kresie świata, jaki znamy, ale także dramat rodziny wystawionej na niewyobrażalną próbę w i tak już trudnych do życia czasach. To studium zarówno rozpaczy i porzucenia wszelkiej nadziei, jak i głębokiej wiary wyrózniającej się wręcz skrajnym optymizmem. Stel Caine jako w zasadzie jedyna z ludzi, których poznajemy na kartach pierwszego tomu, stoi w opozycji do społeczeństwa, które na nic już nie czeka i do niczego nie dąży. Człowiek znalazł się w miejscu, w którym wierzy jedynie w zaspokojenie własnych zachcianek i potrzeb – głuchy i ślepy na innych i na wszystko dookoła. Podczas lektury nasuwają się więc pytania, czy sam optymizm wystarczy do tego, aby było lepiej? Odpowiedź wydaje się dość oczywista, jednak pozostaje jeszcze jedna kwestia – czy czarna rozpacz, pesymizm lub po prostu głęboka obojętność pozwolą nam dostrzec światełko, kiedy to mimo wszystko pojawi się w tunelu? Na to pytanie musimy sobie odpowiedzieć sami, każdy z osobna.

Głębia, a w zasadzie póki co, Iluzja nadziei, to nie tylko ciekawie zarysowana problematyka, wciągająca opowieść o kresie naszego świata i dramatyczna historia rodziny, którą stworzył Remender, ale także niesamowicie sugestywne i cieszące oko rysunki Grega Tocchiniego, które sprawiają, że świat opisany w komiksie staje się wielowymiarowy, bardziej namacalny i w pewien sposób fantasmagoryczny. Tak jak świat zbudowany od zera na dnie oceanów wydaje nam się póki co iluzją i wspaniałą, lecz wciąż pozostającą w strefie mżonek, przygodą, tak ilustracje wspaniale pogłębiają to wrażenie. Zgrabna, opływowa kreska nie pozostawia miejsca na nieprzemyślane ostrości, kanty czy zbyt grube kontury. Wszystko zdaje się być “lejące”, pełne gracji i swobody, na jaką pozwala ciału właśnie woda. Znikające stopniowo szczegóły świetnie oddają wrażenie odległości, a kolory idealnie wpasowują się w tematykę Głębi.  Żywe, intensywne barwy nie tylko przypominają o ciągłym zagrożeniu ze strony słońca, ale także współgrają swoją jaskrawością z emocjami przyżywanymi przez bohaterów, a z czasem także i czytelników. Właściwie wszystko tutaj zagrało, łącznie z niedokładnością niektórych ilustracji, które świetnie działają na wyobraźnię.

Iluzja nadziei to intrygujące rozpoczęcie serii, która porusza wyjątkowo chwytliwy, ale i niepokojący człowieka temat. Niełatwo jest oddać się lekturze Głębii, nie popadając momentami w stany lekkiego lęku i poddenerwowania, bo oto na naszych oczach ważą się losy ludzkości, a jej przedstawiciele topią swoje smutki i desperację w alkoholu, narkotykach i seksie. Na ich tle Stel Caine rysuje nam się jako postać niemal przeidealizowana, jednak każda taka opowieść potrzebuje swojego bohatera i jest to całkowicie zrozumiałe, a wręcz – uzasadnione. Choć momentami chaotyczność opowiadanej historii była może odrobinę zbyt wytrącająca z równowagi, to Iluzję nadziei czyta się szybko i z nieskrywanym zaangażowaniem w losy postaci, które poznajemy na jej kartach. Trudno również nie być ciekawym dalszych losów kobiety, a także ludzkości. Otrzymując do rąk tak ciekawą historię z tak wspaniałymi ilustracjami – nie można nie czekać na kolejny tom.

Fot.: Non Stop Comics

Sylwia Sekret

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *