superbohaterowie

Póki mamy czas – Paolo Genovese – „Superbohaterowie”

Dziesięć lat związku. Dekada bycia razem. Wspierania się i spierania. Czy to wystarczająco wiele, by uznać, że  –  przynajmniej metaforycznie  –  posiadamy supermoce? Czy współczesne związki, coraz częściej niesformalizowane, są wystawiane na tak potężne próby, by partnerów, którzy wytrwali, mimo przeciwności, nazywać superbohaterami? A może wszyscy w jakiś sposób nimi jesteśmy? Znosząc to, co znieść trzeba, i walcząc z tym, co można pokonać? Kto jest prawdziwym superbohaterem? Będący wytworem wyobraźni Spider-Man, którego losy z fascynacją śledzi nasz siostrzeniec, czy mama tego kilkuletniego chłopca, która rzuca wszystko, gdy ten zaleje się łzami? Liga superbohaterów czy dwoje ludzi, którzy z uporem brną razem przez życie, mając w zanadrzu tylko to jedno  –  miłość? A wiemy przecież nie od dzisiaj, że ona sama nie wystarczy. Niczym superbohaterów właśnie przedstawia postaci w swoim komiksie Anna w najnowszym filmie Paola Genovese. Anna, dla której inspiracją do stworzenia komiksu Superbohaterowie jest ona sama i jej wieloletni partner, z którym od dziesięciu lat idą przez życie  –  potykając się, brodząc w brudnej wodzie, kalecząc, tracąc siebie z oczu i znów spotykając na rozstaju dróg. Taki również tytuł ma film włoskiego reżysera, który tym razem na warsztat bierze historię zwykłych ludzi, superbohaterów swoich czasów i swojego otoczenia.

Film Superbohaterowie wchodzi do polskich kin dzięki Aurora Films, a Głos Kultury objął dzieło patronatem medialnym.

Anna i Marco poznają się w niezbyt sprzyjających okolicznościach. I nie chodzi o deszcz (który okazuje się pretekstem do pierwszej rozmowy i pierwszego gestu wyrażającego żywe zainteresowanie drugą osobą), lecz o aktualną sytuację życiową. Ona nie szuka nikogo na stałe, zadowalając się jednonocnymi przygodami, on z kolei jest właśnie w związku, i to dość poważnym, bo właśnie ze swoją dziewczyną, Pilar, mają przeprowadzić się do wspólnego mieszkania. Jednak Anna i Marco przyciągają się w trudno zrozumiały dla nich sposób. Nawet gdy znikają sobie z oczu na długo, wracają potem z siłą pierwszego, szaleńczego zakochania. Obserwujemy ich przez dziesięć lat  –  zmieniają się ich fryzury, sytuacja materialna, ich skóra, ich problemy i marzenia. Zmienia się także ich miłość, ale niezmiennie na przestrzeni tych lat dostrzegają w sobie coś, co sprawia, że się kochają i w końcu stwierdzają, że po prostu muszą iść razem przez życie. Przypadek staje się dla nich nowym Przeznaczeniem. A może na odwrót?

Film, za którego reżyserię odpowiada Paolo Genovese, znany polskim widzom z takich hitów jak Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie (nasz Wielogłos TUTAJ) czy filmu The Place (zachęcam do lektury TEGO Wielogłosu) to pełne przeskoków czasowych towarzyszenie Annie i Marco w ich dążeniu do tego, by być razem, przetrwać kolejne burze i cieszyć się ze swoich sukcesów. Pokonywać drobne na pozór przeszkody, które  –  jakby same miały jakieś supermoce  –  potrafią urosnąć do rangi nieprzekraczalnych barier. Wędrujemy przez życie razem z tą dwójką i obserwujemy ich wzloty i upadki, większe i mniejsze kłamstwa, wyrzuty, obawy i troski. Patrzymy na to, jak rozpadają się związki ich przyjaciół, poznajemy matkę Anny i dowiadujemy się, że jej ojciec zniknął zaraz po jej urodzeniu  –  co może nam dużo mówić o tym, dlaczego kobieta wynosi do rangi superbohaterstwa fakt trwania przy sobie dwojga ludzi mimo przeszkód i pędzącego naprzód świata. Gdzieś tam w tle raz na jakiś czas przewija się motyw dziecka. Za drzwiami u sąsiadów słychać płacz niemowlaka, przyjaciele spodziewają się potomka, przy sąsiednim stoliku w restauracji siadają goście z wózkiem. Ten temat wisi nad bohaterami, ale wisi w sposób bardzo nienachalny, a przynajmniej nienachalny dla widza. Zdaje się naturalną koleją rzeczy nie sam fakt posiadania dziecka, wychowywania potomka, ale kwestia rozmowy o tym między dwojgiem ludzi, którzy tworzą związek  –  ustalenia nie kiedy i ile, ale czy w ogóle.

Superbohaterowie to komiks, którego pierwszy zeszyt Anna tworzy (dla wydawnictwa, w którym pracuje), zainspirowana dziesiątą rocznicą związku z Marco. Komiks opowiada o zwykłych ludziach, którzy superbohaterami stają się, „po prostu” utrzymując swój związek. Komiksy te pełne są zabawnych historyjek z życia pary, anegdot  –  tych bardziej i jeszcze bardziej życiowych. Przypominają w tym prawdziwą serię komiksów zatytułowaną One of Those Days, którą tworzy wspólnie małżeństwo: Jehuda i Maya Devir  –  zaczynając od opisywania własnych perypetii jako para, z czasem, wraz z biegiem życia, „dorzucając” do tego jedno, a potem drugie dziecko. Komiksowi Superbohaterowie pomagają niezbyt wylewnej i mimo wszystko dość zdystansowanej Annie wyrazić emocje, a także lęki związane z miłością i oddaniem się drugiej osobie, uzależnieniem się od niej. Marco, choć bardziej skory do rozmawiania o uczuciach, również nie potrafi powiedzieć swojej partnerce wszystkiego.

Marco jest profesorem fizyki, a czas, który go zajmuje zarówno jako naukowca, jak i w pewnym sensie jako filozofa, odgrywa w filmie znaczącą rolę. Mężczyzna nie do końca zgadza się z postrzeganiem go w kategorii przeszłości i przyszłości czy w ogóle w jakichkolwiek kategoriach. Do (nomen omen) czasu, aż musi zmierzyć się z faktem, że czas  –  czy tego chcemy, czy nie  –  ma na nas ogromny wpływ i aż nazbyt wyraźnie dzieli nasze życie na poszczególne etapy, nie wspominając już o tym, że nadchodzi moment, kiedy po prostu może go zabraknąć.

Superbohaterowie ostatecznie więc mierzą się z upływem czasu, własnymi kłamstwami, mniejszymi i większymi zdradami, śladami przeszłości, odmiennym spojrzeniem w dal. Paolo Genovese serwuje widzom komediodramat jakże inny od poprzednich swoich filmów. Nie jesteśmy tu uwikłani w ciasną sieć kłamstw i zdrad, w której niemal każdy ma niemało za uszami; nie docieramy także do pytania, ile złego w nas siedzi, w jakim stanie jest nasza moralność i do czego bylibyśmy się w stanie posunąć, by spełnić nasze najskrytsze marzenia. Jednak kolejny raz dostajemy opowieść o ludzkiej naturze  –  skomplikowanej tak bardzo, jak to tylko możliwe. A kiedy do opowieści o tej naturze dodamy jeszcze opowieść o relacjach między dwojgiem kochających się ludzi  –  mamy gwarancję, że to nie będzie ani jednoznaczna, ani jednostronna historia. Marco i Anna są równoprawnymi bohaterami tej historii. Z jednej strony moglibyśmy być nimi, z drugiej jednak jest to niemożliwe, bo każda opowieść i każdy związek jest inny. Wszyscy jesteśmy bohaterami swoich historii. Przy odrobinie wysiłku stajemy się superbohaterami.

Genovese ma już doświadczenie w bardzo bliskiej pracy kamery z aktorami, w intymności między nimi, w ciasnej atmosferze, w której spiętrzają się zarówno dobre, jak i złe emocje i stany. Nic dziwnego więc, że nie zawodzi i tym razem, dając nam obraz ludzi, którzy przez dziesięć lat tworzą związek może nie idealny, ale idealny w dążeniu do tego, by w ogóle go utrzymać, by wytrwać w tym wszystkim, co miłością nie jest, ale jest potrzebne do tego, by razem z tą miłością stworzyć coś, co przetrwa, co nie rozpadnie się przy pierwszej próbie, przy pierwszym ostrzejszym zakręcie, po pierwszej burzy i wichurze, która strąca dachy.

Aktorzy  –  Alessandro Borghi i Jasmine Trinca  –  oddali świetnie nie tylko chemię między dwojgiem przyciągających się przez ponad dekadę ludzi, ale także wiarygodnie odegrali swoich bohaterów jako jednostki, dając im życia i osobowości, w które wierzymy  –  w niektórych ich zachowaniach się odnajdujemy, w innych nie, ale za każdym razem widzimy w nich mężczyznę i kobietę, którzy przeżywają swoje życie  –  i starają się to robić najlepiej, jak potrafią. Walczą o miłość i nie odpuszczają, choćby wydawało im się, że jest już za późno. Tracą coś, by zrozumieć wartość tego, co wypadło im z rąk. A potem schylają się desperacko wręcz, by zdążyć to złapać. Kłócą się, podnoszą głosy i opadają im ręce  –  dokładnie tak, jak nam. Nie ma w nich grama sztuczności, a ich żywe twarze, pełne emocji i bogate w mimikę sprawiają, że przez te niemalże dwie godziny oglądamy nie aktorów, ale prawdziwych ludzi, którzy walczą o miłość, związek i to, do czego rwie nam się serce. I choć przeskoki w czasie, które pozwalają nam prześledzić chaotyczne momentami dziesięć lat historii tych dwojga, mogą się wydać zbyt szybkie, zbyt nagłe, to trzeba oddać twórcom, że kolory zdjęć towarzyszące kolejnym etapom wspomnień są odpowiednio dobrane do czasu przeszłego, a i same przejścia są zrealizowane sprawnie i zgrabnie. Również muzyka staje się dopełnieniem włoskiego filmu, a utwór Downtown z 1964 roku, choć niejednokrotnie wykorzystywany już w kinie czy telewizji (Przerwana lekcja muzyki, serial Zagubieni), nie brzmi tu wcale odtwórczo czy nudno, idealnie wpasowując się w klimat tak samego filmu, jako dzieła pełnego technikaliów, jak i jako opowiadanej historii.

Superbohaterowie to film, który nie tyle gloryfikuje długoletnie związki, ile pokazuje, że życie i relacje międzyludzkie są po prostu niewyobrażalnie skomplikowane i nie jest żadną sztuką  –  poddawać się, odpuszczać, zdradzać, nie wybaczać, kłócić się, obstawiać przy swoim, słowem: żyć całkowicie po swojemu i liczyć, że ktoś kiedyś po prostu to zaakceptuje. Sztuką czy raczej, zgodnie z tytułem filmu, supermocą jest próbować, starać się: nieważne czy jesteśmy w związku rok, pięć lat, dziesięć czy pięćdziesiąt. Nieważne, czy chodzi o miłość, czy o przyjaźń. Superbohaterowie Paola Genovese to ludzie, którzy się obrażają, unoszą dumą, rozstają  –  ale nie zacietrzewiają się w swoich żalach. Wyciągają rękę, widzą swoje błędy, dostrzegają szansę na niepowtarzalne uczucie tam, gdzie ktoś, kto nie korzysta z tych supermocy (bo wierzę, że prawie wszyscy je mamy), zwyczajnie odejdzie, nie obracając się za siebie ani razu. Superbohaterowie nie muszą być, co więcej, laurką dla monogamii czy dla związków heteroseksualnych. To raczej pochwała  –  i być może zachęta  –  dla człowieka, który wie, że kompromisy, rozmowy, wyciąganie ręki, kontakt fizyczny, druga szansa, czas, który nam pozostał  –  to nasze jedyne supermoce. Ale takie, których nikt nam nigdy nie odbierze, których możemy użyć zawsze i wszędzie  –  jeśli tylko chcemy. Dopóki mamy czas.

Superbohaterów warto obejrzeć, bo te niecałe dwie godziny nie pójdą na marne. Seans skłania do przemyśleń, ale też nie brakuje w nim uśmiechu. Fani filmów opowiadających w sposób błyskotliwy i szczery o zwykłym życiu powinni być usatysfakcjonowani.

superbohaterowie

 

superbohaterowie

Overview

Ocena
7 / 10
7

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.