„Galeria potworów” to świat Agnieszki Osieckiej – opowieść o ludziach, miejscach i wydarzeniach w jej życiu – jak trafnie zauważył w przedmowie Daniel Passent. I rzeczywiście, trudno czytać tę książkę inaczej niż jako intymny, choć podszyty ironią autoportret kobiety, która całe życie przyglądała się innym z niezwykłą uważnością. To nie jest książka plotkarska, choć nie brakuje w niej faktów, nazwisk i pikantnych szczegółów. To raczej kronika spotkań – zapis fascynacji ludźmi, ich dziwactwami, słabościami i wielkością.
Osiecka, „zwierzę towarzyskie”, jak sama o sobie mówiła, miała rzadką umiejętność słuchania. W „Galerii potworów” portretuje zarówno największe postaci kultury, jak i anonimowe osoby spotkane na ulicy czy mazurskiej wsi. Marek Hłasko, znudzony pisaniem kolejnych życiorysów w stalinowskich czasach, wymyślający ojcu coraz to nowe zawody; Jerzy Skolimowski z jego świątecznym zwyczajem obdarowywania znajomych; Krzysztof Komeda – nazwany przez nią przewrotnie „Chopinem dla lalek”. Każda z tych postaci jest uchwycona szkicowo, ale sugestywnie – jednym gestem, jednym zdaniem, jednym wspomnieniem.
Książka pierwotnie publikowana była w tygodniku „Polityka” w latach 1988–1992, dziś ukazuje się jako całość, wzbogacona o fotografie i przypisy przygotowane przez Fundację „Okularnicy”. Dzięki temu młodsze pokolenie otrzymuje nie tylko literacką przyjemność, lecz także przewodnik po barwnym, choć zgrzebnym życiu w PRL-u. Opisy Saskiej Kępy, środowiska STS-u czy Bim-bomu tętnią energią i są jak kadry z filmu – kontrastujące z oficjalną, szarą narracją epoki.
Osiecka nie stroni od komentarzy społecznych. Z sentymentem wspomina minione czasy, jednocześnie ostro wyśmiewając nowobogacką mentalność rodzącego się po 1989 roku kapitalizmu. Jej zdanie o „nieprawdopodobnie ordynarnym” młodym polskim kapitalizmie brzmi dziś zaskakująco aktualnie. Podobnie kąśliwe uwagi o modzie i żurnalach – rzekomo wydawanych przez bogatych homoseksualistów dla własnego towarzystwa – pokazują jej charakterystyczne połączenie ironii, odwagi i dystansu wobec świata.
Nie brakuje też wątków bardziej osobistych. Autorka wspomina o mężczyznach, którzy „nie pasowali jej seksualnie”, zahacza o politykę, opisuje realia stanu wojennego i mechanizmy załatwiania spraw przez znajomości. W rozdziale o dziennikarstwie kobiecym bezlitośnie rozprawia się z powierzchownością prasy dla pań. A jednak nawet w tych ostrzejszych fragmentach nie ma jadu – jest raczej rozczarowanie i ironiczny uśmiech.
„Galeria potworów” jest częścią nurtu wspomnieniowego w twórczości Osieckiej, obok takich książek jak „Szpetni czterdziestoletni” czy „Na początku był negatyw”. To dojrzały zapis życia kobiety niespokojnej, która nie potrafiła stać w miejscu. Studiowała dziennikarstwo, potem filmówkę, pisała piosenki (ponad dwa tysiące!), spektakle, programy telewizyjne, opowiadania. Zmieniała środowiska, ludzi, miasta. Niczego nie trzymała się kurczowo. Gdy kończył się związek – zaczynał się nowy. Gdy odpływała od jednych przyjaciół – cumowała w innej przystani.
Ta zmienność znajduje odbicie w książce. Portrety bywają nierówne – niektóre olśniewają celnością, inne wydają się zamazane, jak niedopracowany scenariusz filmu. Być może dlatego, że Osiecka bardziej niż konstrukcję ceniła moment, błysk, emocję. Jako pisarka bywa rozproszona; jako poetka i autorka tekstów piosenek – pozostaje niedościgniona. I momentami to właśnie „Agnieszki-poetki” w tej prozie brakuje najbardziej.
A jednak „Galeria potworów” ma w sobie coś bezcennego. To czuła, podszyta ironią opowieść o ludziach, którzy przewinęli się przez życie autorki. Osiecka nie moralizuje i nie wydaje wyroków. Pokazuje przywary i słabości swoich bohaterów, ale robi to z empatią i ciekawością. Każdy – niezależnie od statusu – zasługuje na uwagę.
W efekcie otrzymujemy nie tylko zbiór wspomnień, lecz także zapis świata, który już nie istnieje. Świata artystycznej bohemy, kabaretów, redakcji, prywatnych mieszkań pełnych dymu papierosowego i rozmów do świtu. To autoportret kobiety, która żyła intensywnie i patrzyła uważnie. I choć wolę Osiecką w piosenkach, w krótkiej, celnej frazie, to „Galeria potworów” pozostaje fascynującym świadectwem jej nieposkromionej ciekawości ludzi – tej cechy, która czyniła ją jedną z najważniejszych postaci polskiej kultury XX wieku.
Foto.: Prószyński – i ska


![(Nie) wywiad z Osiecką – Agnieszka Osiecka, Violetta Ozminkowski – "Lubię farbować wróble" [recenzja] Lubię farbować wróble](https://www.gloskultury.pl/wp-content/webp-express/webp-images/uploads/2017/06/lubie.farbowac.wroble2.jpg.webp)


![Opowieść kobiet – "Trzy kobiety" – Lisa Taddeo [recenzja] trzy kobiety](https://www.gloskultury.pl/wp-content/webp-express/webp-images/uploads/2020/03/796544-352x500-1.jpg.webp)



