Filmy,Patronat,Recenzje

Cicha rewolucja – Sandra Kogut – „Święta, święta i po świętach” [recenzja]

Kino brazylijskie mimo znaczących sukcesów w obiegu festiwalowym w ostatnim czasie (vide choćby kazus Kleber Mendonça Filho) pozostaje u nas zjawiskiem epizodycznym i częściej niestety wciąż kojarzone jest jednak z mydlanymi operami niż pełnowartościowym filmem artystycznym czy choćby przyzwoitą społecznie zaangażowaną rozrywką w stylu Elitarnych. Reżyserka Sandra Kogut, mimo znajomo brzmiącego nazwiska (wbrew temu, co mogłoby się wydawać, ma ona korzenie węgierskie), zaczynała jako dokumentalistka, a powidoki tych wyborów widać właśnie we wchodzącym teraz na polskie ekrany sumptem dystrybutora Aurora Films filmie Święta, święta i po świętach. Asocjacje te nie są zresztą takie oczywiste, jak i cała ta pozornie gładka fabuła. Głos Kultury objął patronatem medialnym tę premierę.

Notabene także w szerszym znaczeniu, mając na uwadze inne aspekty, jest to film nieoczywisty. Już sam tytuł zwiastuje lekką bożonarodzeniową familijną rozrywkę, podczas gdy gwiazdkowy entourage jest tu wyłącznie umowny w tym znaczeniu, w jakim służy on jako miernik czasu, aby opowiedzieć o trzech kolejnych epizodach z życia pięćdziesięcioletniej szefowej służby u bogatego państwa. Świat blichtru oglądamy jej oczami, ale ów załamuje się w momencie, kiedy jej pracodawca zostaje aresztowany prawdopodobnie za korupcję, co swoją drogą jest satyrą na brazylijskie elity, których zepsucie jest wiedzą powszechną. Na pierwszy rzut oka mogłoby wydawać się, że życie Mady uzależnionej przez dziesięciolecia od sytuacji osób wyżej od niej sytuowanych diametralnie się zmieni. Sandra Kogut ucieka jednak od takiego prostego rysunku relacji międzyludzkich. Owe są dużo bardziej zniuansowane, bo choć widać, że bogaci państwo traktują personel życzliwie, to jednak z pewnym rysem protekcjonalizmu. Opuszczoną rezydencję przejmuje służba, która z racji zaprzestania wypłacania poborów próbuje jakoś zmonetyzować dostępne im w tym momencie dobra, wynajmując willę choćby na studio filmowe realizujące tandetne reklamy. Właśnie ten epizod jest źródłem dużej dawki nieoczywistego sytuacyjnego humoru, ale też staje się punktem, w którym to następuje pewne przesilenie filmu, kiedy to Mada, o której dotychczasowym życiu nic nie wiedzieliśmy (poza tym, że ma własne biznesowe plany związane z otwarciem kiosku spożywczego z kanapkami), zaangażowana przypadkowo do realizacji telewizyjnej, wyznaje w spazmatycznym płaczu o mieszkaniu w faveli i utracie ukochanej córki.

Reżyserka zgrabnie balansuje między różnymi tonacjami, tj. od społecznej satyry na zadęcie, bufonadę  i snobizm nowej burżuazji, poprzez farsową komedię, aż po wyciskający łzy melodramat oferując widzowi cały wachlarz emocjonalnych doznań. Przede wszystkim jednak podskórnie jest to jednak udana opowieść o stratyfikacji rozwarstwionego społeczeństwa, kiedy to wskutek zdarzeń niezależnych udaje się w bezinwazyjny sposób warstwom gorzej sytuowanym przejąć przestrzeń. Fabuła ta znajduje się tematycznie bardzo blisko obok innej produkcji z tego południowoamerykańskiego kraju, która kilka lat temu miała w Polsce swoją premierę (notabene też pod auspicjami Aurora Films). Mowa tutaj o obrazie Prawie jak matka (recenzję filmu znajdziecie tutaj) z udziałem tej samej Reginy Case, która w obu filmach gra główną rolę służącej. Podobna diagnoza sytuacji, aczkolwiek diametralne inne rozwiązanie wyjścia ze stanu zależności i budowy własnej tożsamości. Święta, święta i po świętach to obraz wydawałoby się niepozorny, którego społeczny pazur ujawnia się stopniowo, a przy tym stanowi ofertę dobrego aktorstwa i świetnego humoru zmaterializowanego poprzez gadżet żółtego dmuchanego kaczora do pływania w basenie, z którego w miarę upływu kolejnych świąt stopniowo uchodzi powietrze. 

Fot.: Aurora Films

Podobne wpisy:

Gra aktorska7
Reżyseria7
Scenariusz7
Strona wizualna6.5
Muzyka6.5
Emocje8
7Ocena ogólna

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *