Książki,Patronat,Recenzje

Nietuzinkowa biżuteria – Ariadna Piepiórka – „Szmaragdowa Ważka” [recenzja]

szmaragdowa ważka
szmaragdowa ważka

Kiedy byłam młodsza, uwielbiałam opowieści o dzieciakach, które nagle odkrywają coś niesamowitego. Mają niezwykłe zdolności lub spotykają ich niesamowite przygody. Chyba każdy z nas czuł pewną ekscytację, przeżywając razem z bohaterami coś niezwykłego i obserwując, jak czyniąc coś dobrego. Wielu z nas w głębi duszy marzyło, by zrobić coś wyjątkowego, by stać się częścią czegoś niesamowitego, by odkryć jakąś tajemnicę, skarb, wpaść na jakiś trop, na który nikt nigdy wcześniej nie wpadł. Zainicjować coś, co miałoby znaczenie. Szmaragdowa Ważka, powieść Ariadny Piepiórki, która ukazała się w przepięknej szacie graficznej dzięki Wydawnictwu Skrzat, opowiada właśnie taką historię. O zwykłych dzieciakach, ale z odrobinką magii. O wspaniałych rzeczach, jakich można dokonać, ale także o tych smutnych, które również zdarzają się w życiu. 

Głos Kultury miał przyjemność objąć książkę patronatem medialnym.

Basia Łuczak ma trzynaście lat, a jej życie różni się od życia typowej dziewczynki w jej wieku. I wcale nie chodzi o to, że Basia nie przepada za sukienkami, za to przepada za strzelaniem goli, a troje jej najlepszych przyjaciół to chłopcy. Chodzi o to, że życie Basi zostało odarte z wielu uroków dzieciństwa, w tym z beztroski i niezmąconego niczym szczęścia, a przede wszystkim ze wsparcia rodziców, którzy do pewnego wieku są dla swoich dzieci całym światem. Mama Basi zmarła, kiedy urodził się młodszy braciszek naszej bohaterki, Kubuś. A pan Łuczak załamany śmiercią żony i pokonany przez depresję, któregoś dnia po prostu nie wytrzymał, załamał się całkowicie i zostawił swoją rodzinę, w dodatku w urodziny najstarszego syna, Adama. Zostawił trójkę dzieci, pod opieką babci. Myśląc, że zostawia je w dobrych rękach, nie przewidział, że babcia Karolina, niedługo potem przejdzie udar, a cały obowiązek opiekowania się rodziną spocznie na niepełnoletnim Adamie. Rodzina Łuczaków boryka się zatem z naprawdę wieloma problemami.

Basia to typ łobuziary o złotym sercu. Pragnie czynić dobro i pomagać tym, którzy tego potrzebują, ale jest w tym wieku i ma tak porywczy charakter, że często, choć intencje ma dobre, czyni więcej szkody niż pożytku – głównie sobie. Któregoś dnia wpada na pomysł, żeby naprawdę coś zmienić. Razem z przyjaciółmi – Oskarem, Bonawenturą (zwanym Bonkiem) i Filipem zakładają Klub Superbohaterów. Kiedy dowiaduje się o tym surowa Pani Trójkąt, nauczycielka, która zawsze ma przypiętą do bluzki szmaragdową ważkę, i której wszyscy uczniowie się boją, szepcząc między sobą o czarodziejskich zdolnościach kobiety, nie gani ich ani nie wyśmiewa (a tego się właśnie spodziewali), tylko podsuwa Baśce książki (Robin Hood, Opowieści z Narni), ze słowami, że powinna brać przykład z najlepszych.

Choć Klub Superbohaterów w swoich celach miał głównie pomaganie innym w drobnych sprawach i ochronę środowiska, dość szybko okazuje się, że ich misja okaże się ważniejsza i o wiele bardziej niebezpieczna, niż mogłoby im się kiedykolwiek przyśnić. W miasteczku, w którym mieszkają przyjaciele, nie dzieje się bowiem najlepiej. Ale pozory sprytnie ukrywają to, jak jest naprawdę. Basia odkrywa również, że jej rodzice także mieli pewną tajemnicę, która najprawdopodobniej wiąże się w jakiś przedziwny sposób z panią Trójkąt. Bo przecież symbol Ważki nie znalazł się w domu Łuczaków przez przypadek… 

Jest jeszcze Kubuś. Najmłodszy Łuczak. Ten, o którego zdolnościach Basia i Adam nie chcą nikomu mówić, a tym bardziej pokazywać ich. 

Szmaragdowa Ważka to przepiękna przygoda pełna zwrotów akcji, łez wzruszeń, niepokoju o bohaterów i przede wszystkim odwagi w to, że może być lepiej, że najważniejsze, to działać razem. Ariadna Piepiórka stworzyła powieść, która wciąga od pierwszej strony, której bohaterowie są żywi, namacalni i bardzo swojscy – tak swojscy, że mogliby mieszkać tuż obok. Sceny rozgrywające się w domu Łuczaków koją podobnie, jak kiedyś koiły rozmowy przy rodzinnym stole Borejków (jeśli ktoś również zaczytywał się w Jeżycjadzie, ten wie). Rodzinę i przyjaciół stawia się w tej powieści na pierwszym miejscu, ale nie ma tu moralizatorstwa, które odstraszyć by mogło niedorosłych czytelników. Za dużo się dzieje i za wiele chcemy odkryć i przeżyć razem z bohaterami, aby zastanawiać się nad tym, czy ktoś nas właśnie poucza lub próbuje coś nam wytłumaczyć. A jednocześnie trudno nie zauważyć miłości, jaką darzą się Basia, Adam i Kubuś. Uczucia, które przetrwało niejedną próbę, któremu nikt nie miałby za złe, gdyby osłabło lub nosiło na sobie znamiona żalu. Tymczasem Łuczakowie całe zło, jakie ich spotkało, starają się przekuć w dobro. Znamienne jest to, że Tosia, niezbyt lubiana przez Basię (z wzajemnością zresztą) koleżanka, choć ma dwoje rodziców, którzy w dodatku są w stanie kupić jej to, na co dziewczyna ma akurat ochotę, zazdrości na wpół osieroconej rówieśniczce atmosfery, jaka panuje w jej domu. Zestawienie rodzinnych sytuacji i uczuć bohaterek poraża, bo choć główna bohaterka nie ma rodziców, to doświadcza o wiele więcej ciepła i zrozumienia, miłości i akceptacji niż Tosia, której rodzice, choć trudno zaprzeczyć ich teoretycznej obecności, tak mocno wsiąknęli w swoje laptopy i telefony, że córka stała się dla nich jedynie elementem otoczenia.

Powieść Ariadny Piepiórki to również bardzo mądra i w pewien sposób magiczna opowieść o wybaczaniu i o tym, że warto dawać drugie szanse. Skreślić człowieka jest łatwo i zdarza się, że to jedyne, co nam pozostaje, ale wyciągnięcie pomocnej dłoni czy właśnie danie drugiej szansy komuś, kto nas zawiódł, pozwolenie mu na wyjaśnienia i odkupienie win, a także, być może, dostrzeżenie swoich – zazwyczaj może prowadzić do czegoś lepszego. Szmaragdowa Ważka przemyca te prawdy w sposób niby prosty, ale jednocześnie nie do końca. Bohaterowie raczej nie dzielą się z innymi swoimi refleksjami, nie prowadzą pamiętników. O ich przeżyciach i tym, co my, jako czytelnicy, możemy z nich wynieść, świadczą ich czyny, a następnie emocje. I to w Szmaragdowej Ważce bardzo mi się podoba i to, jestem niemal pewna, spodoba się również młodszym czytelnikom, nawet jeśli nie będą umieli nazwać tego po imieniu.

Szmaragdowa Ważka jest zresztą pisana tak, by dziesięcio- czy dwunastoletni czytelnik nie zmęczył się książką, ale jednocześnie tak, by dorosły zjadacz literatury nie prychał z dezaprobatą na banał czy infantylne zwroty. W tym wypadku autorka znalazła złoty środek, co wątpię, aby było najłatwiejszym zadaniem. Dodatkowo Piepiórka dzieli swoją książkę na opowieści każdego z członków Klubu Superbohaterów, przeplatając je ze sobą, co sprawia, że po pierwsze mamy ogląd na całą sytuację z różnych perspektyw, a po drugie rozszerza się grono odbiorców, do którego może trafić. Do tego podział ów jest klarowny i każdorazowo zaznaczany, nie musimy więc domyślać się, czyją narracją właśnie jesteśmy raczeni. Jedyny minus, jaki dostrzegam w powieści, to potraktowanie Oskara, Filipa i Bonka nieco po macoszemu. Wiadomo, że Basi zostało poświęcone najwięcej miejsca, ponieważ jest to nie tylko założycielka Klubu, ale przede wszystkim główna bohaterka książki, jednak w porównaniu z Antoniną, chłopcy bledną i osobiście miałam niekiedy problemy, by przypomnieć sobie, który z nich ma wiele rodzeństwa, którego ojciec pomaga w budowie domu, a który jest totalnym pechowcem (jeśli oczywiście był akurat wymieniony z imienia, a nie z pseudonimu). Być może nie powinnam tego nazywać wadą książki, ale stanowczo mi tego zabrakło i żałuję, że nie mogłam poznać przyjaciół Baśki Łuczak bliżej.

Również Pani Trójkąt zasłużyła sobie w moim przekonaniu na więcej miejsca. To taka postać, która w pierwszym skojarzeniu przypomina (jak przez mgłę, ale jednak) Severusa Snape’a. To oczywiście porównanie na wyrost, ale chodzi o prawdziwe oblicze nauczycielki zestawione z tym, jak jest postrzegana w szkole. No i ta aura magii, jaką uczniowie jej przypisują, a jaka skrywać miałaby się jakoby w broszce w kształcie Ważki. Mikroskopijne skojarzenie z Harrym Potterem pojawiło się w mojej głowie jeszcze w związku z jednym wątkiem, ale myślę, że każdy czytelnik sam odpowie sobie na pytanie, z którym. Podczas lektury nie mogłam również odpędzić skojarzenia z Tajemnicą zielonej pieczęci Hanny Ożogowskiej – książką, przy której lata temu zaśmiewałam się, zbierając pożółkłe, nadgryzione zębem czasu, fruwające pojedynczo kartki do kupy.

To, że wspominam, iż niektóre postaci zasłużyły na więcej miejsca, być może odczytywać należałoby jednak bardziej w kategorii zalet książki – po prostu potencjał bohaterów był ogromny, a moja sympatia do niektórych i zaciekawienie charakterem i być może ich unikalnymi losami, są naprawdę duże. Świadczy to jednak o tym, jak barwnych i intrygujących bohaterów powołała do życia autorka. Szmaragdowa Ważka tętni życiem, przygodą i emocjami. I naprawdę nie pogniewałabym się, gdybyśmy w świecie, w którym Basia Łuczak kopie piłkę, Oskar wciąż się o coś potyka, Adam gotuje obiad, Tosia poprawia czyjeś słownictwo, a Pani Trójkąt kiwa z dezaprobatą głową, mogli znaleźć się raz jeszcze, za sprawą jakiejś kolejnej książki, która przywróciłaby nam tych bohaterów – ich szalone pomysły, ich odwagę, miłość, dobroć i empatię.

Szmaragdowa Ważka zaskoczyła mnie na wielu poziomach – w tym także wizualnym. Świetna jest okładka, która z jednej strony od razu kieruje nasze skojarzenia na książkę dla nieco młodszych czytelników, z drugiej jednak nie jest infantylna, za to kryje się w niej jakaś magia, jakiś przyciągający spojrzenie czar. W dodatku postaci na niej narysowane przypominają mi ilustracje ze starego wydania Dzieci z Bullerbyn, do których również mam ogromny sentyment. Jednak najgłośniej mam ochotę przyklasnąć pomysłowi na to, by strony książki zdobiły większe i mniejsze ważki w szmaragdowym kolorze (które pozwoliłam sobie pożyczyć na potrzeby tego tekstu). O ile drobne rysunki w książkach nie są aż taką rzadkością, to te zrobione w kolorze już tak – a przynajmniej ja nie spotkałam się z wieloma takimi tytułami (jeśli w ogóle). I zważyć należy na to, że nie mówię tu o obrazkach, które zdobić by miały książki dla młodzieży w sposób, powiedzmy, tradycyjny, choć rzadszy (jak np. w serii dla młodzieży Lepiej w to uwierz!), lecz o drobnych ozdobach, ornamentach, które uczyniły lekturę książki jeszcze bardziej magiczną, które stały się w pewien sposób jej nietuzinkową biżuterią. Ważki autorstwa Zofii Zabrzeskiej są piękne i subtelne, choć przecież tak charakterystyczne i kontrastujące z czarnym tekstem. 

Szmaragdowa Ważka przypomniała mi o książkach, które sama czytałam jako dziewczynka i nastolatka. A oprócz wspomnianej już Tajemnicy zielonej pieczęci uwielbiałam zaczytywać się między innymi w młodzieżowych utworach Joanny Chmielewskiej – tam również zawsze była jakaś tajemnica i odważne dzieciaki – czasem aż nazbyt odważne. Ariadna Piepiórka pisze w sposób, który nie będzie ani ujmą, ani utrudnieniem dla czytelnika w żadnym wieku. Jej powieść pełna jest ciepła, miłości i mądrości, a jednocześnie tak fantastycznie zostało to splecione z tajemnicą, lękiem, chwilami grozy i niepokoju, z odrobiną magii. 

Historia Basi Łuczak, jej rodziny i przyjaciół pokazuje, że każdy może przynajmniej spróbować być bohaterem i zawalczyć o lepszy świat. Że każdy ma prawo zawalczyć o swoją iskierkę dobra. A kiedy już napotkamy na swojej drodze prawdziwe zło, najłatwiej i najbezpieczniej będzie je pokonać jak największą grupą. Bo dopiero razem mamy niesamowitą, magiczną moc. Trzeba jednak przestać dbać wyłącznie o siebie i swoje interesy, licząc, że po nas nikt nigdy nie przyjdzie. Trzeba wykazać się empatią i chęcią zmian. Trzeba wierzyć i mieć szczere chęci. Historia Basi może być nie tylko świetną rozrywką, przygodą i nauką dla młodzieży, ale także stanowić pretekst do rozmowy z rodzicami – jeśli i oni sięgną po tę opowieść. Warto – zwłaszcza w czasach, kiedy tak rzadko doceniamy to, co mamy, wciąż skupiając się na niedostatkach lub cudzych sukcesach. W czasach, kiedy na zwykłą rozmowę mamy tak mało czasu, zapominając chyba, jak wiele potrafi ona zdziałać i jak wiele wnieść do naszego życia. Być może nadinterpretuję, ale dostrzegam w tej książce również pewną przypowieść, którą spokojnie można rozpatrywać jako alegorię tego, co obecnie dzieje się w naszym kraju. I choć młodszy czytelnik tego być może nie zrozumie, to lektura może okazać się wspaniałym punktem wyjścia dla mądrej i wartościowej rozmowy z pociechą, z której bardzo możliwe, że sami wiele wyniesiemy.

Szmaragdowa Ważka to zatem opowieść dla wszystkich (oczywiście od pewnego wieku – którego dolną granicę Wydawnictwo Skrzat stawia przy wieku dziesięciu lat), którzy pragną przygody, dobrej zabawy, żywych, zapadających w pamięć bohaterów, wartkiej akcji, emocji i poznania wielu prawd o nas i otaczającym nas świecie. To historia, która w pewnym sensie zatacza koło, ale o tym, dlaczego tak jest, dowiedzcie się lepiej sami, sięgając po tę przepięknie wydaną książkę. 

Fot.: Wydawnictwo Skrzat

Podobne wpisy:

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *