Filmy,Patronat,Recenzje

Ludzkie oblicze – Jong-bin Yoon – “Szpieg” [recenzja]

Szpieg
Szpieg

Kino szpiegowskie to bardzo specyficzny gatunek. Najczęściej przybiera formę thrillera, ewentualnie filmu akcji, ponieważ zdaniem twórców wykorzystanie takich motywów będzie najbardziej atrakcyjne dla widzów i temat dotrze do większego grona odbiorców. Zresztą, gdy mówimy o szpiegach, to w świadomości ludzi nie bez powodu pierwsze skojarzenie budzi agent 007, ogólnie znany jako James Bond.  Generalnie coś w takim podejściu jest, ponieważ zarówno Zawód: Szpieg czy Wróg numer jeden okazały się być filmami przynajmniej niezłymi, z kolei brytyjski Tinker Tailor Soldier Spy do tej pory był najlepszym filmem szpiegowskim XXI wieku. Był, ponieważ koreański Szpieg w reżyserii Jong-bin Yoona wyznacza nowy poziom w podejściu do tej gałęzi kina i od teraz będzie wyznacznikiem tego, jak powinno się takie kino tworzyć. 

Rok 1993. Stosunki między Koreą Północną a Koreą Południową są niezmiennie delikatne i niepewne. Półwysep Koreański to jedno z ostatnich miejsc, w których wciąż trwa zimna wojna i wzajemne szpiegostwo jest rzeczą naturalną. Napięcie między państwami narasta, gdy Północ zaczyna rozsyłać informacje o zaawansowanym stopniu programu nuklearnego, co z kolei sprawia, że Południe nie może się temu biernie przyglądać. Z tego powodu oficer wywiadu wojskowego, Park Suk-joung, zostaje zwerbowany jako szpieg i wysłany do Korei Północnej w celu infiltracji obiektów nuklearnych w Pjongjangu. Zadanie to graniczy z cudem, jednak skrupulatność, spryt oraz drobiazgowe przygotowania Parka zaprowadzą go znacznie dalej, niż początkowo wszyscy sądzili.


Park latami buduje swoją nową tożsamość, jednocześnie porzucając dotychczasową. Długie miesiące jego życia wypełnione są szczegółowymi obserwacjami oraz dopasowywaniem swojego nowego “ja”. Park przyjmuje wizerunek bogatego biznesmena, który pragnie zawojować cały półwysep Koreański swoimi pomysłami. Jego bezpośrednia, dobroduszna i prostolinijna postawa czasem jest ryzykowna, ale okazuje się być kluczową dla sukcesu. Parkowi udaje się nawiązać ciepłe relacje z Radą Gospodarczą Korei Północnej, a właściwie z reprezentującym ten urząd dyrektorem Myeong-woon Ri, który jako jedyny jest dopuszczony do bezpośrednich spotkań na najwyższym szczeblu z Kim-Jong-Ilem. Relacja tej dwójki będzie kluczowa dla całego filmu i stanowić będzie jej niezaprzeczalny atut.

Reżyser postanowił odejść od typowego schematu, przyjętego przez hollywoodzkie produkcje, utożsamiające kino szpiegowskie z typowymi dla kina akcji pościgami, spektakularnymi wybuchami oraz prowadzoną – jak po sznurku – fabułą, akt po akcie prowadzącą do wiadomego rozstrzygnięcia. Szpieg obiera odmienny kierunek – to film oparty przede wszystkim na dialogach, grze emocji i wszędobylskich pozorach. A do tego wszystkiego potrzebni są ludzie, bohaterowie z krwi i kości. Antagonista w Szpiegu to tak naprawdę zakulisowe gierki polityczne obu państw, a nie konkretny człowiek. Prawdopodobnie nie udałoby się osiągnąć zamierzonego efektu, gdyby nie fakt, że Korea Północna oraz Korea Południowa to tak naprawdę jedna nacja, podzielona na dwa różne systemy polityczne, dzięki czemu nawet tytułowy Szpieg po czasie zaczyna rozumieć opozycję, z którą walczy, co powoduje dodatkowe komplikacje, zarówno moralne, jak i natury państwowej.

Rewelacyjnym zabiegiem okazuje się to, że Szpieg nie próbuje stawać po którejkolwiek ze stron. Nie przyjmuje żadnego punktu widzenia za pewnik i pozostaje neutralny, zauważając wady zarówno komunistycznej Północy, jak i kapitalistycznego Południa. Przede wszystkim jednak, Szpieg opowiada się za człowiekiem i jego miejscem w politycznych szachach oraz zakulisowym machinacjom rządzących. Co ciekawe, film pokazuje, jak partie rządzące obu państw potajemnie ze sobą współpracują, aby wywierać naciski na swoich obywateli, nie przejmując się przy okazji takimi problemami jak klęska głodu, która przetoczyła się przez całą Koreę Północną. Kompletnie zaburza to znaną nam definicję patriotyzmu i nakazuje poddać ją w wątpliwość – jeśli politycy wycierają sobie gęby życiem obywateli, traktując ich jak marionetki dla własnych celów, to jak przeciętny człowiek ma być oddany swojemu krajowi?

Aktorsko jest po prostu fenomenalnie – Jung-min Hwang staje się moim ulubionym aktorem koreańskim. Już w Hashimie był świetny, jednak pełnię swojego warsztatu prezentuje właśnie w filmie Szpieg. Nie sposób odgadnąć jego zamiary, jego twarz jest jedną wielką zagadką, a drobne gesty dopełniają wyjątkowości kreacji. Jego Park to szpieg idealny – mężczyzna potrafi zachować pokerową twarz w najbardziej podbramkowych sytuacjach, ale przy okazji świetnie ukazano nieustanne napięcie towarzyszące jego pracy. Nie gorzej wypada Ji-hoon Joo, wcielający się w młodego, pełnego arogancji szefa Departamentu Obronności Korei Północnej, oraz stanowiący dla niego przeciwwagę dyrektor Ri (w tej roli Sung-min Lee), który jest chyba najbardziej złożonym bohaterem filmu.


Jestem pełen podziwu dla pracy, jaką wykonali twórcy, ukazując Koreę Północną, do której przecież nie mieli wstępu, w trakcie kręcenia filmu. W końcu mamy do czynienia z filmem opartym na faktach, który owszem – fabularyzuje pewne zdarzenia, naciąga niektóre kwestie dla dobra rozrywki, ale wciąż przytacza realne lokacje oraz osoby. Jako widz europejski nie jestem w stanie odnieść się do wszystkiego, ale czytałem, że koreańska widownia była bardzo zadowolona z efektu prac. Technicznie film opiera się w głównej mierze na stonowanych kolorach i bardzo dobrej ekspozycji lokacji wewnętrznych (sceny spotkań w pekińskim hotelu oraz audiencja u Kim-Jong-Ila to najlepsze fragmenty Szpiega, także przez świetne ujęcia). Muzycznie również było bardzo dobrze i gdyby udało mi się znaleźć ścieżkę dźwiękową, z pewnością bym jej słuchał.


Szpieg ma świetnie skonstruowaną intrygę, rewelacyjne dialogi i bohaterów z krwi i kości, o których los drżymy w trakcie seansu, który aż do słodko-gorzkiego finału stanowi dla widza zagadkę. To film, który z całą pewnością może i powinien wyznaczać trend dla przyszłych twórców kina szpiegowskiego, ponieważ w tym momencie jest najlepiej zrealizowanym dziełem tego gatunku. Ręce same składają się do oklasków. Dla takich filmów warto chodzić do kina.

Reżyseria 9
Scenariusz9
Aktorstwo 9
Muzyka 8.5
Kwestie techniczne 8.5
Emocje10
9Ocena ogólna

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel serwisu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Specjalizuje się w literaturze (poza tradycyjną formą słucha audiobooków), kinematografii oraz w serialach telewizyjnych. Nie pogardzi dobrą muzyką, grami komputerowymi oraz wszelkiego rodzaju grami planszowymi. Kontakt: redakcja@gloskultury.pl lub czarnepioro@gmail.com