Oznaczone tagiem: ludzkość

Zwycięstwo albo śmierć 0

Jak (prze)żyć? – Robert J. Szmidt – “Zwycięstwo albo śmierć” [recenzja]

Myślę, że mogę sobie pozwolić na generalizację – wydaje mi się, że każdy miłośnik sztuki rozrywkowej – niezależnie czy mowa o książce, filmie, grze itd. – obawia się nieuniknionego końca ulubionej opowieści. Oczywiście czekamy na wielki finał z wypiekami na twarzy, bo chcemy przecież wiedzieć, jak to wszystko się skończy; wtedy też jednak zakradają się dwa demony: Nostalgia i Niepokój. Ten pierwszy odpowiada za poczucie, że kończy się wspaniała przygoda, do której przyjdzie nam powracać tylko we wspomnieniach (czy też przy drugiej czy kolejnej lekturze – ale wiemy, że to już nie to samo). Drugi z braci N to nieprzyjemne wiercenie w brzuchu szepczące do ucha wątpliwości, czy finał spełni nasze oczekiwania. Kilkutomowe wydawnictwa mają przechlapane, bo przecież apetyt rośnie w miarę jedzenia, a jak nadmuchany przez autora balonik pęknie, pozostawiając po sobie nieprzyjemny smrodek, to każdy wie, czym to się kończy. Opowiadam o tym wszystkim, bo rozpoczynając finałowe Zwycięstwo albo śmierć, miałem demony N na swoich barkach, wiedząc, że to już koniec.

Podróż na księżyc 1

Zakurzony Projektor #2: “9” (2009)

Kontynuujemy cykl Zakurzony Projektor, w którym omawiać będziemy filmy stare i nowe, nieoczywiste, niekoniecznie mainstreamowe, kinowe i te z serwisów streamingowych, zapomniane lub kompletnie nieznane szerszej publiczności oraz te, będące kiedyś (lub nawet teraz) na ustach wszystkich. Niedawno poprosiliśmy Was o pomoc w wyborze filmów na najbliższe dwa odcinki naszego cyklu i 58% Waszych głosów padło na filmy czarno-białe, natomiast pozostałe 42% zdecydowało się na filmy Netflixa. Spodziewajcie się zatem, że nasz Projektor stanie się bardziej zakurzony niż dotychczas. Jednak filmy czarno-białe dopiero przed nami – tymczasem dzielimy się wrażeniami z seansu filmu animowanego 9.

Filmy animowane nieodzownie kojarzą nam się z produktem przeznaczonym dla dzieci. Wszak to właśnie produkcje skierowane do młodszego odbiorcy nieustannie podbijają serca widzów, zgarniają najważniejsze nagrody filmowe i bardzo długo okupują wysokie miejsca światowego box-office. Ogólny trend nie znaczy na szczęście, że animacje dla dorosłych nie mają prawa bytu. Filmy takie jak Anomalisa, Grobowiec świetlików czy też Burtonowskie Miasteczko Halloween udowadniają, że również w taki sposób można dotrzeć do dojrzałego widza, a animacja w tym wypadku sprawdza się lepiej od standardowego dzieła filmowego. Nie inaczej jest z obrazem Shane’a Ackera o enigmatycznym i niewiele mówiącym tytule 9.

dawno zapowiedziana nieobecność 0

W poczytalni: grudzień 2017

W grudniu wydawcy książek w naszym pięknym kraju są zgodni – niemal nie wydają książek! Spowodowane jest to najprawdopodobniej taką, a nie inną specyfiką miesiąca, bo nie od wczoraj wiadomo, że w grudniu prawie wszyscy myślą tylko i wyłącznie o nadchodzących świętach i późniejszym Sylwestrze, stąd zapewne ilość czytelników zainteresowanych premierami literackimi w ostatnim miesiącu w roku jest znikoma (czy aby na pewno?). Niech Was nie zdziwi zatem, że grudniowa odsłona W Poczytalni jest tak uboga w tytuły! Z racji tego, że ten miesiąc to raczej domena podsumowań i snucia planów noworocznych, nie ma większego sensu w tworzeniu osobnych kategorii dla tytułów, które jednak znalazły się w niniejszym zestawieniu, a finalnie jest ich w sumie dziewięć. Wrzucamy wszystko do jednego worka i uważamy, że z pewnością wskazane przez nas tytuły znajdą się prędzej czy później na Waszej liście życzeń, a finalnie pod choinką! Jeśli jednak czujecie niedosyt w tym miesiącu, zapraszamy do poprzedniej odsłony, z której wciąż możecie wybrać dla siebie interesujące pozycje, tym bardziej że w tym roku okres międzyświąteczny może być dla niektórych bardzo korzystny w kwestii urlopowej i będzie sporo czasu na czytanie, np. takiego klasyka jak Księga Dżungli!

nigdy cię tu nie było 0

Co jest grane #106

Na początek października dystrybutorzy w swojej ofercie mają dla nas aż dziewięć premier, z czego przynajmniej trzy tytuły mają szansę powalczyć o tłumy na salach kinowych. 6 października przyniesie nam bardzo głośną produkcję science fiction Blade Runner 2049, będącą kontynuacją słynnego dzieła Ridleya Scotta z 1982 roku; Będziemy mogli wybrać się na kooperację polsko-brytyjską Twój Vincent, w której po raz pierwszy cały film jest… pomalowany! Miłośnicy komedii romantycznych będą zadowoleni, gdyż będą mogli obejrzeć debiutanckie dzieło córki słynnej Nancy Meyers – Wszyscy moi mężczyźni z Reese Witherspoon w roli głównej;  Polski film będzie tylko jeden, ale za to jaki! Photon to mieszanka filmu dokumentalnego z fabularnym, podana w artystycznym sosie z Andrzejem Chyrą w roli naukowca-narratora; dzieciaki zapewne będą świetnie się bawić, oglądając wyczyny kucyków w produkcji My Little Pony: Film; Fani ambitniejszych produkcji będą mieć bardzo dobry weekend – otrzymacie łącznie cztery filmy: poruszającą trudną i aktualną tematykę transseksualności i postrzegania kobiecości w Fantastycznej kobiecie, filipińskie Dziecko apokalipsy, włoski komediodramat wojenny Ciao Italia! oraz dzieło, które Głos Kultury objął patronatem medialnym – Jestem Rosa, opowiadające o kobiecie, która zmęczona życiem dla innych postanawia wreszcie zacząć żyć dla siebie. Poniżej znajdziecie nieco dokładniejsze informacje na temat wszystkich nadchodzących premier. Miłej lektury i przyjemnego czasu w kinie życzymy!

Człowiek 1

Samotność w tłumie – Walter Tevis – “Człowiek, który spadł na Ziemię” [recenzja]

Walter Tevis sprawił mi nie lada kłopot. Wydana niespełna dwa lata temu przez Wydawnictwo MAG książka Przedrzeźniacz, rozłożyła mnie na łopatki (o czym przeczytacie tutaj) i po dziś dzień uznaję ją za jedną z moich ulubionych powieści. Dawno nie miałem do czynienia z tak udaną, mroczną i depresyjną dystopią, dlatego gdy tylko na rynku wydawniczym ukazało się kolejne dzieło amerykańskiego pisarza, Człowiek, który spadł na Ziemię, moje oczekiwania sięgnęły sufitu, a we mnie zrodziła się jakaś wewnętrzna pewność, że mogę być spokojny, ponieważ ten autor nie sprawi mi zawodu. Mimo to muszę przyznać, że druga wydana w Polsce książka Tevisa wywołała we mnie lekki zawód, ale biorę to na siebie – miałem wobec niej zbyt duże oczekiwania i prawdopodobnie chciałem, aby Człowiek, który spadł na Ziemię spodobał mi się bardziej niż Przedrzeźniacz. Tak się nie stało, ale w dalszym ciągu jest to bardzo udana podróż w głąb ludzkiej psychiki i świetny materiał do analizy – tak w trakcie lektury, jak i na długie miesiące potem.