battle royale

Gorące krzesła – Koushun Takami – „Battle Royale” [recenzja]

Walka o życie nie może być banalna. Jest to motyw wymagający skrupulatnego przemyślenia, szczególnie jeśli chodzi o poprowadzenie go w trybie wielopostaciowym i multiwątkowym. Oddalona od reszty cywilizacji wyspa. Czterdziestu dwóch uczestników. Przerażająca gra, z której tylko jeden uczestnik może wyjść cało. Ludzkie życie kładzione na szali. Miejsce, gdzie każda walka rozgrywa się na śmierć i życie… Koushun Takami oddaje w ręce czytelnika pozycję wyjątkową, przemyślaną i bardzo niebanalną: prawdziwe Battle Royale.

Historia, którą przedstawił Takami, jest wartka i unika zbędnych przedłużeń. Wszystko zaczyna się od szkolnej wycieczki. Uczniowie klasy trzeciej B Gimnazjum Miejskiego w Shiroiwie w prefekturze Kagawa jadą autokarem w kierunku Kiusiu. Pogoda jest słoneczna, droga spokojna, a uczniowie żartują między sobą, jedzą drugie śniadanie, śpią lub rozmyślają o swoich szkolnych miłościach. Streszczając: dzień jest piękny.

Niestety z chwili na chwilę sielanka zaczyna się burzyć. Nieważne jednak co, ważne jak. Burzenie nie odbywa się w sposób stopniowy – świat gimnazjalistów wali się w gruzy, a te gruzy topią niczym lód w trzydziestostopniowym upale. Co robić, gdy cały ich świat się rozpadł? Wdrapywać się kamień po kamieniu na powierzchnię, póki jest szansa, pamiętając, że każda kolejna śmierć przybliża do zwycięstwa i egoistycznego ocalenia siebie.

Fabuła Battle Royale jest niezwykle zaskakująca, a czytelnik nie jest w stanie przewidzieć, jak potoczy się cała historia. Ogromnego uroku dodaje książce opis battle royale dokonany przez fana japońskiego wrestlingu (znajduje się na samym początku książki). W klarowny sposób wyjaśnia znaczenie tytułu książki, jak i stanowi idealną wręcz zapowiedź tego, co będzie się działo po przewróceniu kolejnych stron. Bardzo pomocna jest mapa wyspy, po której poruszać się będą pionki oraz ich spis. Zabieg ten pozwala na śledzenie losów poszczególnych bohaterów. Warto również zwrócić uwagę, że na początku, i przez długi czas, każdy z uczniów pojawia się w książce wraz z nadanym sobie numerkiem, a na końcu rozdziałów znajduje się liczba osób, które pozostały w grze. Przy tak dużej liczbie postaci, jest to ogromne ułatwienie dla czytelnika.

Pozytywnie oceniam to, że każdy z uczniów (a przypominam, że na wycieczkę pojechały czterdzieści dwie osoby), został przedstawiony i opisany. W książce nie pojawiła się żadna postać „pusta”, o której czytelnik nie miałby najmniejszej informacji. Były mu znane myśli gimnazjalistów, ich sympatie, aktualne odczucia, stan emocjonalny i fizyczny oraz często ważne historie z ich życia, które ukształtowały odpowiednio każdy poszczególny charakter.

Na ogromną uwagę zasługuje napięcie zbudowane w książce. Jak napisałam wcześniej, fabuła z sielanki w „anime stylu” wartko przemienia się w prawdziwy horror. Niespokojny nastrój utrzymuje się już praktycznie do końca książki. A co w środku? Pełno brutalności, przemocy, krwi, flaków i nierzadko wulgaryzmów. Sceny walki są bardzo wyczerpujące – czytelnik oczyma wyobraźni widzi wszystko, co dzieje się z konkretnymi postaciami na tle emocjonalno-fizycznym i ich otoczenie.

Za przyjemne uznaję fragmenty poświęcone tradycjom i kulturze Japonii, zastosowane przez autora słowotwórstwo oraz klarowne wręcz poradnikowe wyjaśnienie zasad kierujących światem przedstawionym, w tym zasad Programu – czyli najokropniejszej w historii gry w „Gorące Krzesła”, gdzie gra nie toczy się o tytułowe krzesła a o ludzkie życia. Dla jeszcze niezachęconych, cytat z książki:

Chciałbym, abyście dzisiaj pozabijali się wzajemnie.

Jeśli chodzi o wady, im grubsza książka, tym więcej można ich szukać i takowe także w tej się znalazły, a zaliczam do nich:

  •  ilustracje – są bardzo klimatyczne, wielka szkoda, że nie pojawiają się na równi z fabułą. Już lepiej by było wstawić je jako dodatek na samym końcu czy przerywnik w środku książki;
  •  podobieństwo imion bohaterów – dla przeciętnego Polaka brzmią one tak samo, a nie wątpię, że jest ich mnóstwo. Uważam, że Takami mógł swobodnie dać każdej postaci inne imię i nazwisko. Niestety zmiany poprzez jedną literkę i zbieżności nazwisk utrudniały zrozumienie niektórych sytuacji (zwłaszcza gdy postaci były razem);
  •  zaburzona powaga przedstawianej treści – poprzez wtrącenia, i to wcale nie dialogowe, takie jak: „Okej, dobra, niech będzie. Ale…” czy „Potem jeszcze trochę gadał z Noriko i Yoshitokim…”. Przypomina to raczej jakiś myślotok autora, którego ten przypadkiem nie usunął lub nie przerobił. Często też trudno to zrozumieć;
  •  minimalny zamęt fabularny: chwilami działo się po prostu za dużo;
  •  ogromny zamęt stylistyczno-ortograficzny: przydługa treść w nawiasach, która w gruncie rzeczy była po prostu kontynuacją fabuły;
  •  niepoprawne lub nadmierne użycie znaków interpunkcyjnych: nadwyżki i braki w znakach zapytania, zbędne wykrzykniki i ogrom wielokropków. To zrozumiałe, że autor chciał pokazać rozchwianie emocjonalne uczniów gimnazjum postawionych w bardzo ekstremalnej sytuacji, jednak czasem była to po prostu przesada;
  •  postaci – główni bohaterowie są wspaniali, niestety nie można tego opowiedzieć o pozostałych. Na ogromną pochwałę zasługują starania o ukazanie charakteru każdej postaci, jednak budowanie tego na siłę oceniam już na minus;
  •  nieśmiertelność postaci – niektóre żyją naprawdę za długo. To tylko gimnazjaliści, nie żadni supermani i catwomen;

Jeśli chodzi o błędy logiczne, chcę poświęcić im osobny akapit. Nurtują mnie kwestie takie jak:

  •  po przedstawieniu wszystkich postaci w autobusie czytamy: W klasie B panował więc spokój i wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Nie rozumiem, czemu służyć ma takie podsumowanie i to chwilę, zanim uczniowie będą ginąć jak muchy (szybko i w dużej ilości). Dodam, że podobnych „rozkmin” tego typu oczywiście znalazłoby się więcej. Bardzo niepotrzebne;
  •  program wysyłania uczniów na śmierć istnieje i jest powszechnie znany. Trudno mi wobec tego wyobrazić sobie, że rodzice dobrowolnie pozwalają im jechać na wycieczkę. Kolejna sprawa, skoro już się zgadzają, a ich dzieci zostają zgarnięte – dlaczego rodzice są informowani o ich śmierci z powodu rzekomego wypadku autobusu, skoro zwycięzca i tak ogłaszany jest publicznie w telewizji?;
  •  ostatnią kwestią jest przyrost naturalny. W książce wyraźnie powiedziane jest, że przyrost jest ujemny (niedostatek młodych). Dlaczego więc zasadne ma być ich zabijanie, skoro rząd tak walczy o wspaniałe warunki dla całego kraju?

Myślę, że bez wątpienia książka sprawdzi się idealnie dla każdego fana Władcy Much Williama Goldinga. Walka o życie, niepokój, ucieczka, chęć przeżycia… Golding to oczywiście klasyka, ale Battle Royale Koushuna Takamiego może nieco zaspokoić głód na tego typu książki.

Okładka książki jest bardzo przyjemna dla oka. Użyta kreska jest typowo japońska niczym żywcem wyjęta z anime. Odcienie czerwieni i czerni idealnie nakierowują na motyw krwi ciągnący się przez całą książkę, jak i mroczny klimat treści fabularnej. Dodam (i zabrzmi to płytko), że jest po prostu ładna.

Battle Royale mimo wad (a nie ma książek idealnych) jest pozycją, którą oceniam jako bardzo dobrą. Kreacja świata przedstawionego jest w gruncie rzeczy poprawna, a ogarnięcie tak wielu wątków to ogromny wyczyn. Fabułą przedstawia nam świat Wielkiej republiki Azji Wschodniej, zamieszkiwanej przez równych i równiejszych w otoczce coraz głębszej deprawacji. Czytamy o postawie bezsilności i bezwarunkowego podporządkowania, faszyzmie, protekcji i zamkniętej gospodarce, na których to kiełkuje bunt. Bardzo ciekawa jest obserwacja przemiany wewnętrznej bohaterów oraz doszukiwania się ich dalszych działań. Do tego dochodzi także rozliczanie się dzieci ze swoją własną przeszłością (prześladowcy nie mogli liczyć na niczyją pomoc, a prześladowani szybciej tracili skrupuły). Książka pokazuje, że ludzka forma jest krucha i łatwa do wypaczenia. Mimo narastającej wraz z ilością stron sumy błędów Battle Royale polecam każdemu miłośnikowi literatury, w której nie brakuje krwi, przemocy, motywu przetrwania i walki o życie. Realizacja pomysłu jest świetna.

Fot.: Wydawnictwo Vesper

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.