Technologiczna nieśmiertelność – Richard Morgan – “Modyfikowany węgiel” [recenzja]

modyfikowany węgiel

Podejście do ludzkiego ciała zmieniało się na na przestrzeni wieków, szczególnie w kulturze. Raz było ono wysławiane i rzeźbione jako idealny twór, innym razem mówiono o nim jako źródle zła i grzechu. Czasem zachwycano się skomplikowanym mechanizmem jego działania, czasem zaś było widziane jedynie jako wór nieestetycznych wnętrzności i flaków. Niezależnie jednak, jak mocno zagłębimy się w antropologię ciała, trudno dyskutować z tym, że jest nam ono niezbędne do życia i od momentu narodzin aż do śmierci dane nam jest jedno. Zupełnie inną wizję pokazuje Richard Morgan w swojej debiutanckiej powieści Modyfikowany węgiel, która pojawiła się  w nowościach wydawnictwa MAG. W świecie przyszłości rozwój technologii doprowadził do możliwości zamknięcia jaźni człowieka w małym czipie – stosie korowym – więc o ile nie ulegnie on zniszczeniu, śmierć staje się tylko drobną niedogodnością, bo mając środki, możemy przenieść się do innej powłoki. Autorowi udało się niezwykle umiejętnie operować tym – wydawać by się mogło – prostym pomysłem, tworząc wciągającą, świetnie napisaną historię, będącą połączeniem cyberpunku i powieści detektywistycznej. 

Mając to wszystko na uwadze, nie szokuje specjalnie fakt, że w prologu obserwujemy śmierć głównego bohatera. Takeshi Kovacs trafia do przechowalni, swoistego więzienia, gdzie pozbawiony ciała musi odsiedzieć kilkadziesiąt lat, zanim będzie mógł dostać nowe (prawdziwą śmiercią, czyli wykasowaniem, karane są tylko największe przestępstwa). Nieoczekiwanie zostaje jednak ponownie upowłokowiony, budząc się na Ziemi. Okazuje się, że został on wynajęty przez bogatego i wpływowego człowieka w charakterze prywatnego detektywa. Laurens Bancroft, bo tak nazywa się milioner, wyjaśnia głównemu bohaterowi, że ma on zbadać sprawę jego tajemniczego morderstwa. Zabójca co prawda spalił jego stos korowy, ale Bancroft miał przygotowaną na ten wypadek automatyczną kopię (która niestety nie mogła zachować pamięci kilkunastu ostatnich godzin poprzedniego ciała). Policja nie okazała się zbyt pomocna, stwierdzając, że było to samobójstwo. Prowadząca tę sprawę porucznik Kristin Ortega zaczyna dość mocno ingerować w działania Kovacsa, przekonując go, że nie znajdzie nic, co wskazywałoby na udział osób trzecich. Przesłuchania kolejnych osób mnożą jedynie liczbę pytań, a mgliste poszlaki prowadzą protagonistę do ciemnych zaułków Bay City, pełnych seksu i przemocy. Dodatkowo jego tropem zaczyna podążać płatny zabójca; dają o sobie znać również stare znajomości i traumy z przeszłości, o których Kovacs wolałby zapomnieć.

Jeśli tylko gatunki science-fiction i cyberpunk nie są Wam obce, Modyfikowany węgiel niemal od razu kupi Was znajomym klimatem, jednocześnie nie pozwalając się zbytnio zagubić. Oczywiście kwestia ponownych upowłokowień jest wbrew pozorom dość skomplikowana, a Richard Morgan nie traktuje tego aspektu powierzchownie – wręcz przeciwnie, na nim opiera się cała konstrukcja powieści i dowiemy się na ten temat wielu niuansów; sam proces jest nie tylko kosztowny, ale i mogący nieść za sobą masę skutków ubocznych. Wszystko to poznajemy jednak z czasem, nie jesteśmy przytłaczani nowymi informacjami. To sprawia, że Modyfikowany węgiel jest lekturą bardzo przyjemną, a wspominam o tym, ponieważ piszący również w nurcie cyberpunku William Gibson i  Philip K. Dick, których miałem okazję czytać, mają zdecydowanie bardziej wymagające skupienia pióro. Styl Morgana jest zdecydowanie przystępniejszy, na szczęście zupełnie nie cierpi na tym klimat – mamy tutaj i wielkie, futurystyczne wille, i brud obskurnych domów uciech, tak wirtualnych, jak i realnych, i nawet hotel w całości prowadzony przez SI o dużo mówiącej nazwie Hendrix.

Jednym z największych atutów książki są bohaterowie. Takeshi Kovacs to protagonista, którego nie sposób nie lubić – wielowymiarowy, cyniczny, bezpośredni, z poczuciem humoru, ale także obowiązku i honoru. Jako że pochodzi on ze Świata Harlana, a na Ziemi jest pierwszy raz, jego zagubienie i wyobcowanie w nowej rzeczywistości jeszcze bardziej pozwala się z nim identyfikować. Dzięki temu odkrywamy pewne aspekty świata razem z nim i nie czujemy, że są one przedstawiane na siłę, sztucznie, specjalnie dla nas jako czytelników. Kovacs nie zostaje oczywiście wynajęty przez Bancrofta przypadkowo – jest on członkiem Korpusu Emisjariuszy – elitarnej jednostki bojowej, która pomaga zaprowadzić porządek na wielu rządzonych przez Protektorat światach. Jednym z ich szczególnych cech jest właśnie trening pozwalający na szybkie przenoszenie się do innego ciała, przez co mogą oni w błyskawiczny sposób przemieszczać się do zapalnych rejonów. Dzięki temu Takeshi w miarę szybko i bez skutków ubocznych może przyzwyczaić się do nowej powłoki, jaką otrzymuje na Ziemi. Jest to jednak tylko niewielka część umiejętności, jakie daje szkolenie Emisariuszy. Podobały mi się również drobne historie Kovacsa o Świecie Harlana, którymi dzieli się z innymi. Czy to opowieść o tym, kim jest w półświatku przestępczym nosiwoda, jak wygląda przesłuchanie w wirtualu według standardów sharyańskiej policji religijnej, kto to jest łatołak i dlaczego straszy się nim dzieci – wszystko to jest przedstawione perfekcyjnie i tworzy bardzo przekonujący klimat. Nie zawodzi również reszta postaci obecnych w książce – praktycznie każda z nich jest w jakiś sposób zagadkowa, a jej motywy działania nie są oczywiste – co zresztą wydaje się niezbędne, by dobrze napisać powieść detektywistyczną, gdzie podejrzanych jest wielu, ale wskazanie winnego to nie lada zagwozdka również dla czytelnika. Historia potrafi zaskoczyć co najmniej kilka razy, chociażby wtedy, gdy dowiadujemy się, dlaczego niewierząca w morderstwo Banecrofta porucznik Ortega tak bardzo interesuje się śledztwem głównego bohatera, a nawet na swój sposób mu w nim pomaga, chroniąc go przed konsekwencją jego nielegalnych działań. Jeszcze bardziej tajemniczy jest Laurens Banecroft, który żyjąc ponad trzysta lat, zupełnie inaczej patrzy na rzeczywistość, spoglądając z wyższością na innych ludzi, niczym długowieczny elf z klasyków fantasy. Przez innych jemu podobni nazywani są Matami i najczęściej nie cieszą się zbytnim szacunkiem, bo traktują innych przedmiotowo jak szachowe figury w swoich rozgrywkach.

Jeśli cyberpunk zawsze podejmuje jakiś problem wpływu technologii na życie człowieka, wartość życia jest tematem ciągle odbijającym się echem w Modyfikowanym węglu. Jednak to, czy jako czytelnicy uznamy swoistą nieśmiertelność, jaką daje modyfikowany węgiel, za błogosławieństwo czy przekleństwo, zależy od nas. Morgan pokazuje nam jedynie wizję, nie opowiada się jednak po żadnej ze stron, natomiast Kovacs przyjmuje po prostu świat takim, jaki jest, jest trochę fatalistą, uważając, że zawsze, niezależnie od postępu technologii, będą bogaci, sterujący społeczeństwem, i wykorzystywani biedni. Co ciekawe, mimo iż w powieści występuje wątek religijny (chrześcijanie są marginalną sektą, działającą jedynie na Ziemi, niezgadzającą się z transferem świadomości do innego ciała), praktycznie w ogóle w rozmowach bohaterów nie pojawia się słowo dusza.

O powieści Richarda Morgana dowiedziałem się dopiero niedawno, przy okazji zapowiedzi serialu o tej samej nazwie, który już lada moment zadebiutuje na platformie Netflix. O wrażeniach z niego na pewno jeszcze tutaj napiszę, póki co zapowiada się on bardzo obiecująco, ale w końcu mamy chyba złotą erę seriali, a twórcy, co bardzo cieszy, sięgają również po literackie inspiracje – obok Altered Carbon czy chociażby The Expanse na podstawie prozy science-fiction autorstwa Jamesa S.A. Coreya, niedawno pojawiła się krótka zapowiedź serialu HBO na podstawie klasycznej antyutopii – 451 stopni Fahrenheita  Raya Bradbury’ego.

Na koniec muszę również pochwalić wydawnictwo MAG za świetne wydanie Modyfikowanego węgla – twarda oprawa i genialna ilustracja autorstwa Dark Cryon sprawia, że książka prezentuje się przepięknie. Również pod względem korekty nie ma się do czego przyczepić – mimo iż byłem pełen obaw, kiedy już w prologu zauważyłem literówkę, dalej obyło się bez błędów.

Modyfikowany węgiel to kawał świetnej cyberpunkowej prozy – zachęcam gorąco do zapoznania się z tym tytułem, zwłaszcza, kiedy serial za pasem!

Fot.: MAG

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *