Teoria wielkiego powrotu – „The Big Bang Theory”, sezon 8 [recenzja]

Nie dalej jak we wrześniu ubiegłego roku, dalsza produkcja najpopularniejszego obecnie komediowego sitcomu na świecie stała pod dużym znakiem zapytania. Główni aktorzy – Jim Parsons (ekranowy Sheldon Cooper), Johnny Galecki (Leonard Hofstader), Kaley Cuoco (Penny Kaley), Kunal Nayyar (Raj Koothrappali) oraz Simon Helberg (Howard Wolowitz) nie mieli jeszcze podpisanych kontraktów, a punktem spornym była żądana przez gwiazdy serialu podwyżka – do miliona dolarów za odcinek (wcześniej zarabiali około 300 tysięcy za epizod). Część fanów zadrżała z niepokoju, niektórzy zaś uznali, że może rzeczywiście nie warto przystawać na warunki aktorów i zakończyć produkcję, której poziom już od kilku sezonów (powiedzmy trzech) spadał po równi pochyłej. Nic takiego jednak się nie stało; postawieni pod ścianą włodarze CBS zgodzili się spełnić zachciankę gwiazd swojego najpopularniejszego show. Ruszyły więc prace nad ósmym sezonem The Big Bang Theory. Nadal jednak niektórzy widzowie zadawali sobie pytanie, czy serial jest w stanie jeszcze czymś błysnąć i zaskoczyć, czy też zostanie im podany po raz kolejny odgrzewany kotlet. Najnowsza odsłona rzecz jasna nie okazała się tak udana jak początkowe sezony, jednak – moim skromnym zdaniem – udało się twórcom przywrócić wiarę w sens kontynuacji Teorii wielkiego podrywu. [Tekst zawiera małe spoilery].

teoria 3

W 2007 roku otrzymaliśmy niezwykle zabawny serial o grupce nerdów, których głowy zaprzątały wyłącznie planszówki, gry video oraz Gwiezdne wojny, a dla których płeć piękna była co najwyżej zagadką. Cały trik polegał na pokazaniu ich relacji z otoczeniem, w tym ze śliczną nową sąsiadką Penny, która była całkowitym przeciwieństwem wspomnianych wcześniej kujonów. Naprawdę było się z czego pośmiać, jednak w miarę upływu lat produkcja CBS stawała się coraz bardziej wtórna, schematyczna i męcząca. Pojawienie się w grupie nowych kobiet początkowo dawało pozytywne rezultaty, jednak powtarzane dowcipy i sytuacje bawiły coraz mniej. Trzeba powiedzieć szczerze, że poprzednie dwie odsłony większość fanów oglądała już tylko z przyzwyczajenia i sentymentu. Serial z jednej strony próbował się rozwijać (nowe postaci), z drugiej jednak cały czas stał w miejscu i wydawało się, że „goni swój własny ogon”. Leonard zakochany w Penny, Penny zakochana w Leonardzie – są ze sobą, rozstają się, są ze sobą, rozstają się, nie rozstają; Wolowitz będący początkowo motorem napędowym wielu zabawnych sytuacji spokorniał i dał się stłumić pod kobiecym pantoflem; no i Raj, początkowo – przemiły, nieco zagubiony i nieśmiały hindus, z czasem – najbardziej irytująca swą nieporadnością i marudzeniem postać. Tylko jeden wątek i bohater wciąż trzymał poziom, będąc perełką w tym towarzystwie – Sheldon. Wcielający się w rolę dra Coopera, Jim Parsons, niezmiennie bawił – jego poczucie wyższości nad innymi, w połączeniu z brakiem zrozumienia elementarnych zasad relacji międzyludzkich, nadal wywoływało salwy śmiechu i tak naprawdę to tylko on (powiedzmy, że razem z Kaley Couco) ratował The Big Bang Theory i trzymał widza przed telewizorem.

Serial „ewoluował” w nieprzekonującą wielu odbiorców stronę i z przezabawnej historii geeków zderzających się z rzeczywistością, zmienił się w historię relacji i związków damsko-męskich. Oczywiście nie można powiedzieć, że było aż tak znowu strasznie (inaczej pewnie Teoria nie byłaby wciąż takim hitem), jednak tym, co uderzało najbardziej, była przemiana z komedii w momentami komediodramat, a co za tym idzie – spadkiem poziomu żartu (inna sprawa, że od pewnego czasu można było odnieść wrażenie, że aktorzy mają po prostu źle rozpisane dialogi).

teoria 1

Cóż więc takiego spowodowało, iż uważam sezon ósmy za najlepszy od kilku lat? Co się zmieniło?

Pod względem tego, że The Big Bang Theory nadal jest (i prawdopodobnie zawsze już będzie) bardziej historią o związkach niż grupie dziwacznych nerdów, nie zmieniło się nic, jednak udało się twórcom nieco odwrócić od tego faktu uwagę. Pierwszym, co według mnie należy pochwalić, jest GENIALNE posunięcie, jakim była aranżacja coraz większej ilości scen „jeden na jeden” w wykonaniu dwójki najzabawniejszych bohaterów – Sheldona i Penny. Zderzenie dwóch tak różnych charakterów o całkowicie innym spojrzeniu na świat, wymieszane z, nad wyraz dobrym i zaskakującym, zrozumieniem siebie nawzajem. Coś, czego twórcy nie stosowali zbyt często (nie wiedzieć czemu) w poprzednich latach, okazało się strzałem w dziesiątkę!

pennysheldon

Kolejna rzecz to dialogi i żarty, które momentami dorównywały tym z najlepszych czasów hitu CBS. Zdarzała się oczywiście wtórność, jednak gołym okiem widać było wzrost formy, a miałkie żarty z kilku ostatnich sezonów ustąpiły miejsca na rzecz ciętych i błyskotliwych ripost będących swego czasu znakiem firmowym Teorii wielkiego podrywu.

Pomimo tego, że – jak napisałem wcześniej – nie jest to już serial wyłącznie o grupie kumpli (mężczyzn), zauważalny był powrót ekipy do „starych czasów”, a relacje między chłopakami odżyły.

chlopaki1

Nie jest też oczywiście tak, że Teoria wróciła do korzeni i wszystko jest idealnie („wielki powrót” w tytule tego tekstu jest użyty trochę na wyrost). Zdarzały się słabsze epizody, przy których szczytem było u widza lekkie uniesienie kącików ust, dwa razy w ciągu tych dwudziestu minut; była wtórność i pewien schemat, jednak całość oglądało się, według mnie, o wiele lepiej niż to, co dostawaliśmy przez ostatnie kilka sezonów.

Jak przedstawiają się w takim razie dalsze losy The Big Bang Theory?

Kontrakty na bodajże jeszcze dwa lata podpisane, liczba widzów jakoś drastycznie nie maleje, więc cóż – będzie grane dalej. Pytanie tylko, czy popularny sitcom spróbuje jeszcze wznieść się wyżej, lub – przynajmniej – utrzymać poziom sezonu ósmego, czy też za kilka miesięcy twórcy po raz kolejny odgrzeją nam nieśmiesznego kotleta? Ciężko powiedzieć, ponieważ jednym z większych minusów sezonu jest samo zakończenie ostatniej odsłony, ponownie – niestety – dramatyczne, a nie wesołe. Są jednak rzeczy pewne – Teoria… powróci już niebawem, a Jim Parsons (idę o zakład) znów będzie bawił do łez, należy więc tylko trzymać kciuki za to, by reszta obsady i ludzie tworzący serial postarali się mu dorównać.

teoria

Fot.: CBS

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.