Wstęp będzie krótki. The Adekaem to kolejny debiut na polskiej scenie progresywnego rocka, który zaskakuje. Oczywiście nie będzie to zaskoczenie z rodzaju „objawił nam się nowy mesjasz sceny” albo „jeszcze nie słyszeliście takiego brzmienia”. Nie, nie, nic z tych rzeczy. Na takie niespodzianki raczej się nie zanosi w szufladce zwanej rockiem progresywnym, który jest do cna wyeksploatowany albo, co gorsza, nie ma chętnych do przekraczania kolejnych gatunkowych granic. Natomiast cieszy mnie to, że pojawiają się płyty takie jak debiut The Adekaem, które są po prostu dobrej jakości; cieszy to nawet pomimo faktu, że raczej nic nowego nie wniosą do gatunku ani nie okażą się odkryciem sceny.
Chociaż z tym odkryciem sceny nie jestem taki pewien, bo raz po raz w ostatnich latach na naszym krajowym podwórku trafiają się perełki, jak State Urge, Art of Illusion czy Lion Shepherd, które skutecznie podgryzają starszych konkurentów, jak choćby Believe, Collage, Lizard czy Millenium. Cieszy fakt, że nie ma praktycznie miesiąca bez naprawdę fajnych debiutów, jak niedawny, pierwszy krążek Backward Runners czy właśnie debiut The Adekaem.
Pochodząca ze Śląska kapela gra szeroko rozumianego rocka neo-progreswynego, chociaż w The Adekaem można usłyszeć wpływy i hard rockowe i pop rockowe. Najłatwiej brzmienie zespołu można porównać do wczesnego Pendragonu i ogólnie tego, co nowe zespoły progresywne proponowały słuchaczom w latach osiemdziesiątych. Czyli spodziewajmy się długich, melodyjnych solówek gitary Krzysztofa Wali z towarzyszeniem dyskretnych, nienachalnych plam klawiszowych Andrzeja Bielasa, który potrafi momentami zagrać ze sporą swobodą, jak w otwierającym płytę Apocalypse czy w Loolicie.
Płyta w zapowiedziach miała być instrumentalna, a ostatecznie wyszło na to, że na wszystkich podstawowych kawałkach zaśpiewał niejaki Szalony Iwan. Pytanie, które samo się nasuwa, to: jakby brzmiał zespół w wersji stricte instrumentalnej? Bo piosenki wydają się skrojone pod wokal, szczególnie że Szalony Iwan idealnie odnalazł się ze swoim wokalem w brzmieniu The Adekaem. Czy jest to szybki, krótki i treściwy Keep Calm czy lekko teatralna Loolita, wokalista daje radę swoim melodyjnym śpiewem, podnosząc kompozycje o poziom w górę.
Mocną stroną płyty są nastrojowe kompozycje, jak niespieszący się nigdzie I Can’t Leave It All Behind; ten kawałek idealnie sprawdziłby się na koncercie, jako oddech od instrumentalnych popisów instrumentalistów. Musi się spodobać bardzo camelowski The Day. Solówki, partie gitary Krzysztofa Wali wyróżniają się w każdej z kompozycji zawartych na The Adekaem. Natomiast w kończącym płytę bonus tracku gitarzysta swoimi partiami przeszedł samego siebie. Czy to orientalizujące frazy, czy bardziej tradycyjne solo – zawsze przykuwa uwagę słuchacza do głośnika. W ogóle ten bonusowy jam pokazuje, że trochę szkoda, iż zespół nie postawił jednak na płytę instrumentalną. Dużo się dzieje w tych dodatkowych jedenastu minutach muzyki, zespół gra wyraziście, nie przesadza z instrumentalnymi popisami, buduje raczej muzyczną opowieść oszczędnymi środkami, które jako całość zdecydowanie przekonują.
Ale z drugiej strony, szkoda gdyby ta płyta nie powstała bez Szalonego Iwana na wokalu. Ważne, że efekt końcowy jest naprawdę dobry, choć niekoniecznie oryginalny, bo takich albumów jak The Adekaem mieliśmy mnóstwo w historii rocka progresywnego. Co nie zmienia faktu, że cieszę się bardzo, że mamy na scenie kolejny zespół, który potrafi zagrać na wysokim poziomie. Dobrze to wróży na przyszłość.
Fot.: Lynx Music
![Kiedy padający deszcz cieszy - Internal Quiet - "When the rain comes down" [recenzja] internal quiet](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2018/02/internal-quiet.jpg)
![Klasyka w cenie - Solacide - "The Finish Line" [recenzja] solacide](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2016/01/solacide.jpg)
![Narodziny gwiazdy - Chemia - "Let Me" [recenzja] chemia](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2015/10/chemia.jpg)
![Retro neo-prog - Wave - "Me and reality" [recenzja] wave](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2017/01/wave.jpg)
![Perła sprzed dwóch dekad - Thrilos - "Kingdom of Dream" [recenzja] Thrilos](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2016/03/Thrilos-e1458848570921.jpg)




1 Komentarz
Wszyscy mogą być pewni, że następna płyta The Adekaem będzie zupełnie inna. Może koncertowa, a może studyjna, ale na pewno nareszcie wolna od podpowiedzi producenta.
Usłyszycie dużo ,muzyki improwizacyjnej i przeszczepialni psychodelicznej.
Możecie być tego pewni. Andrzej z The Adekaem.