Gry,Gry video,Recenzje

Tańcząca z duchami – „The Medium” [recenzja]

The Medium
The Medium

The Medium to długo wyczekiwany, najnowszy tytuł krakowskiego studia Bloober Team. Twórcy najlepiej czujący się w klimatach grozy po dwóch częściach Layers of Fear, futurystycznym Observer i filmowym Blair Witch tym razem zaserwowali nam swoją największą i najambitniejszą grę (ich własne słowa). Gotowy produkt rzeczywiście robi wrażenie, szczególnie audiowizualnie, świadczy o tym już sam fakt, że w The Medium można zagrać tylko na najnowszym Xboksie lub bardzo silnym PC. Nie zaryzykowałbym jednak stwierdzenia, że jest to opus magnum Blooberów (mam wrażenie, że to dopiero przed nimi). W każdym razie na pewno jest to ich najlepsza dotychczasowa gra, przynajmniej w moim mniemaniu.

Niezwykle klimatyczny prolog wprowadza nas w historię, przenosząc wprost do Krakowa w roku 1999. Mroczny, pogrążony w deszczu plac Matejki, ze swoim charakterystycznym pomnikiem upamiętniającym Bitwę pod Grunwaldem, nigdy nie wyglądał tak dobrze, jak na ujęciach prezentowanych przez twórców. Widok ten obserwuje z okna Marianna – nasza protagonistka. Już od samego początku atmosfera jest przytłaczająca. Mariannę poznajemy w bardzo trudnym momencie jej życia – do miasta wróciła, aby pochować przybranego ojca, Jacka, a naszym pierwszym „zadaniem” jest przygotowanie go do ostatniej podróży. Tak się składa, że Jacek był właścicielem zakładu pogrzebowego, w którego prowadzeniu pomagała Marianna. Nie jest to więc dla bohaterki żadna nowość, lecz tym razem stanowi dla niej bardzo osobiste i trudne przeżycie.

The Medium - Kraków

Rozgrywkę zaczynamy od podziwiania wystroju klasycznego polskiego mieszkania z połowy lat 90., gdzie odnaleźć musimy ulubioną spinkę do krawatu Jacka. Przyglądając się doskonałym detalom (ach, ta meblościanka, parkiet z klepki, perskie dywany i Matka Boska na ścianie), przy okazji dowiadujemy się o pewnych szczególnych zdolnościach, które posiada Marianna. Od dziecka bowiem bohaterka potrafi dostrzegać „duchowy wymiar” i porozumiewać się z duszami zmarłych. Objawia się to m.in. niezwykle efektownym rozszczepieniem rzeczywistości na dwa równoległe światy. Po pożegnaniu Jacka Marianna odbiera telefon, w którym tajemniczy głos każe jej udać się do opuszczonego ośrodka wypoczynkowego Niwa, gdzie spędzimy większą część rozgrywki.

The Medium - mieszkanie

The Medium nie jest typowym survival horrorem, nie uświadczymy tu klasycznych jump-scare’ów czy desperackich walk z żywymi trupami. Zamiast tego gra stawia na atmosferę i ciekawy scenariusz, głęboko osadzony w realiach. Co prawda znajdzie się kilka fragmentów podnoszących ciśnienie, kiedy trzeba uciekać lub ukrywać się przed prześladującym Mariannę potworem, lecz złośliwi powiedzą pewnie, że to kolejny symulator chodzenia od Bloober Team (z czym osobiście w ogóle się nie zgadzam). Wielkim plusem są też ciekawe i oryginalne zagadki, które przyjdzie nam rozwiązywać (jak chociażby wywoływanie analogowych zdjęć krok po kroku).

The Medium - Maluch

Nie sposób nie dostrzec wielu źródeł inspiracji, z których garściami czerpali twórcy – od serii Silent Hill, po obrazy Zdzisława Beksińskiego, na których opiera się cały wizualny aspekt drugiego świata, gdzie przenosi się bohaterka. Z jednej strony mamy więc opuszczony, zrujnowany ośrodek (stanowiący mokry sen urbexowych youtuberów), z drugiej niesamowite i niepokojące wizje Beksińskiego, momentami przeniesione żywcem na ekran. Przemierzamy puste korytarze i okoliczne lasy, stopniowo poznając historię, która za pośrednictwem kolejnych znalezionych notatek i pamiątek, odkrywa coraz ciekawsze karty. Na tyle ciekawe, że niezależnie od wszystkiego, po prostu chce się poznać zakończenie tej opowieści.

The Medium - dwa światy

Właściwie całe The Medium opiera się na dualności i różniących się od siebie światach. Mam tu na myśli nie tylko dosłowny przebieg rozgrywki, ale też pewne metaforyczne aspekty. Nowoczesny silnik i grafika, ścierają się tutaj z mechaniką rodem z początku lat dwutysięcznych. Z jednej strony mamy pokaz siły Xboxa Series X/S, szczególnie w momentach, kiedy światy się rozszczepiają, wchodzi split-screen i silnik gry musi uciągnąć dwa równoległe procesy. Z drugiej strony, sterowanie pozwala przenieść się prawie do czasów, w których rozgrywa się akcja, przywodząc na myśl klasycznego Silent Hilla – czyli umieszczona na sztywno kamera i poruszanie postacią z jednej strony ekranu na drugą, przy jednoczesnym zastosowaniu coraz bardziej dziwacznych kątów kamery. Nie jest to w żadnym wypadku wadą, widać bowiem, że twórcy zrobili to bardzo świadomie i przemyślanie, dzięki czemu klimat The Medium tylko zyskał. Dlatego też przez pierwszą godzinę gry nieustannie walczyłem ze swoimi współczesnymi nawykami gracza, bezskutecznie próbując rozglądać się kamerą, żeby przyjrzeć się bliżej jakiemuś detalowi. Kiedy jednak przywyknie się do takiego rodzaju rozgrywki, klimat potrafi pochłonąć bez reszty. Całości atmosfery dopełnia też nastrojowa muzyka, będąca wynikiem współpracy Arkadiusza Reikowskiego z samym Akirą Yamaoką (ponowny ukłon w stronę Silent Hill).

The Medium - Beksiński

Dodatkowym atutem The Medium jest obsada – swoich twarzy użyczyli głównym bohaterom Weronika Rosati i Marcin Dorociński. Z tym że są to właściwie jedyne twarze, jakich uświadczymy w grze, pozostałe bowiem (nie licząc pojedynczych wyjątków) występują w formie pośmiertnych masek – co, samo w sobie jest całkiem pomysłowym i wydajnym rozwiązaniem, dodaje bowiem klimatu, jednocześnie oszczędzając na animacji mimiki. Z kolei animacja postaci pozostawia nieco do życzenia, momentami wydaje się toporna i niepasująca do reszty (przynajmniej jeśli chodzi o gameplay, bo w cutscenkach wypada to jednak bardzo dobrze). Zabrakło też samego Krakowa w nieco większej dawce, a to właśnie tym miastem gra kusiła najbardziej przed premierą (zapomnijcie o tym, że zobaczycie chociażby scenę na Rynku, znaną ze zwiastuna). Lecz moim największym zarzutem (który pojawia się chyba w każdej recenzji tego tytułu) jest brak polskiego dubbingu i ogólnego spolszczenia elementów gry. Owszem, są polskie napisy, ale znajdując się w tak rodzimym otoczeniu i obcując z opowieścią, która momentami nawiązuje do ważnych wydarzeń z historii naszego kraju, dość dziwnie słucha się bohaterów mówiących po angielsku czy ogląda znajdywane tu i ówdzie gazety, które mimo wielu znajomych szczegółów nadal nie wydają się „nasze” ze względu na język. Nie wiem dokładnie, jaka była przyczyna takiego zabiegu, domyślam się, że chodziło pewnie o brak czasu i przede wszystkim chęć dotarcia do międzynarodowego odbiorcy. Odnoszę jednak wrażenie, że to właśnie polscy gracze czekali na tę grę najbardziej, a brak tej polskości w dialogach i detalach utrudnia pełną immersję w świat The Medium.

The Medium - Niwa

Mimo tych kilku zarzutów uważam najnowszy produkt Bloober Team za grę naprawdę udaną. Połączenie starego typu sterowania i klasycznych zagadek z nowoczesnymi rozwiązaniami sprawdza się wyśmienicie, a jeśli dacie się wciągnąć w mroczny klimat ośrodka Niwa, The Medium pochłonie Was bez reszty. Rozgrywka jest co prawda liniowa, nie ma też różnych zakończeń – jest tylko jedno, niezależne od naszego postępowania w grze (co również dobrze współgra z ogólną mechaniką retro), ale mimo tego do gry chętnie się wraca, żeby jeszcze trochę przesiąknąć tą niesamowitą atmosferą. Najlepszym dowodem jest to, że oprócz tego, że The Medium przeszedłem dwa razy, to jeszcze z przyjemnością obserwowałem, jak robi to moja małżonka. Tak więc, Bloober Team, robicie naprawdę dobrą robotę.

Fot.: Bloober Team, screeny własne

Podobne wpisy:

Avatar

Miłośnik lat 80., komiksów Marvela, horrorów i kina klasy B, które jest tak złe, że aż dobre. Odpowiedzialny za sprawy techniczne związane z Głosem Kultury.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *