Książki,Recenzje

Więcej pytań niż odpowiedzi – Tomasz Sablik – „Lęk” [recenzja]

W czasach zmierzchu ludzkości, po apokalipsie zabójczej zarazy, na świecie zostało niewielu ludzi. Być może bohaterowie najnowszej powieści Tomasza Sablika, Lęk, są ostatnimi żyjącymi ludźmi na planecie. Być może. Niewiele wiemy o okolicznościach, w jakich nastąpił koniec świata, wiemy jednak, że życie powoli wraca do normy, ale to, co czujemy my i czują bohaterowie, to właściwie brak jakiegoś sensu, brak nadziei na przyszłość, bo jednostka przestaje mieć znaczenie, kiedy ogół po prostu nie istnieje. Nowa powieść Tomasza Sablika zabiera nas do świata pełnego samotności, pełnego atawistycznych lęków. Zabiera nas do świata, gdzie koniec zdaje się początkiem, a początek końcem. 

Małe życie w cieniu wielkiej apokalipsy

Julia i Jakub mieszkają w swojej małej chatce – nie mając agregatora prądotwórczego, z wanną, którą muszą dźwigać z ogromnym wysiłkiem, aby móc się umyć, z psem Kapralem, który jest ich stróżem i przyjacielem. W ich przygasłych oczach i zgarbionych ramionach nie ma zbyt wiele radości. Żywią do siebie chłodne uczucia, pogodzeni z losem, nie tylko losem świata, ale także losem ich samych – bezdzietnych, marzących o nadziei na dobre jutro, poszukujących jakiegoś wyższego celu w życiu. Niedaleko nich mieszkają Marta i Daniel, małżeństwo pastora i lekarki, którzy starają się, jak mogą, o przetrwanie, pomagając sobie korzystaniem z ostatnich resztek cywilizacji – samochody z pełnymi bakami paliwa, które Daniel na bieżąco uzupełnia, agregat, który daje im namiastkę normalności – mogą mieć ciepłą wodę. Ich dom jest również okazalszy, a sami oni mają do życia trochę inne podejście. Ta czwórka ludzi żyje niedaleko siebie, ale tak naprawdę prawie nic ich nie łączy. Ich zagmatwane relacje, ukryta pogarda i niechęć, kryją się pod maską uprzejmości i udawanego zainteresowania. Tych ludzi, w świecie przed pandemią, która dotknęła ich świat, nic by nie łączyło. Dziś łączy ich cel – jakoś przeżyć, nie zatracając resztek człowieczeństwa.

Umiejscowienie akcji powieści Sablika jest ciekawe, bo świata tak naprawdę nie musiała opanowywać zabójcza zaraza, mógł on swoich bohaterów umieścić na odludziu, z dala od cywilizacji, samotnych i wykluczonych. Nie gra tu roli nawet wirus, który zdepopulował świat, ale znaczenie ma samotność bohaterów, która dzięki temu zabiegowi urosła do rangi samotności ostatecznej, ogromnej, przerażającej i śmiertelnej. Nikt na nich nie czeka, nikt nie tęskni, nikt nie pamięta – wszyscy oni nie żyją. Jakub i Julia zmagają się też z traumami z życia sprzed wirusa, to co zrobili i to jak ukształtowało to ich obecne położenie. Ale przeszłość, pod postacią młodej dziewczyny, puka do drzwi i małżeństwo musi zmierzyć się ze swoim lękiem.

Bardzo osobista groza

Świat, który pozostał i stał się jedynym światem dla bohaterów, nie jest już przerażający. Nie obawiają się oni już tak bardzo, jak w czasie ogromnej zarazy, kiedy musieli uciekać, pozostawiając praktycznie cały swój dobytek na pastwę losu. Czują się pogodzeni z życiem i otaczającym ich lasem, przestrzenią. Jednak jakiś podskórny lęk, strach i niepokój towarzyszy im, kiedy śpią. Nocą, kiedy nie mogą zmrużyć oka, a także we śnie, kiedy różne fantazje i lęki mieszają się, tworząc niepokojące obrazy. Muszę przyznać, że te elementy przypominały mi poprzednią powieść Tomasza Sablika, Winda, gdzie szaleństwo, strach i fantazmaty były ważną warstwą historii. Czy tak samo jest w Lęku? To bez wątpienia inna powieść, dojrzalsza niż poprzedniczka, z bardzo ciekawym światem przedstawionym, z bohaterami, którzy budzą dyskomfort, z którymi nie sposób wytrzymać, tak jak oni sami mają trud wytrzymać ze sobą w jednym pomieszczeniu. To powieść pełna alegorii, metafor i symboli, które autor sprawnie wrzucił do powieściowej fabuły. Bardzo ciekawie przedstawia lęk ludzkości, ale także lęk jednostki. Dzięki temu, że umieścił swoich bohaterów w świecie, który był najczarniejszym snem nas samych w czasie pandemii koronawirusa, ziścił się koszmar, który możemy dość dobrze poczuć. To koszmar samotności, koszmar wyobraźni i tego, że nic po nas nie pozostanie. To także wymiar czystego ludzkiego lęku – co ze mną będzie, kiedy zostanę sam? Ten element bardzo mi się podobał, ale są też takie, które podobały mi się dużo mniej. Choćby tempo akcji, które było bardzo powolne, chociaż to akurat dość mocno pasuje do historii, jaką autor nam serwuje – w świecie postapokalipsy nie ma miejsca na pęd życia. Jest tylko jej powolny rozpad. Sam styl jest bardzo dobry, barwny i opisowy, dzięki czemu szybko zanurzamy się w pustynny świat bohaterów, powoli obserwujemy ich zmagania z codziennością i czujemy ciężar ich trosk. To, co bez wątpienia mi się podobało, to sposób wydania i całokształt tego, jak wygląda książka. Jest to kolejny dobry tytuł, który wydało Vesper – intrygująca okładka, wspaniałe ilustracje Dawida Boldysa, kolejna zakładka z motywem z książki do kolekcji. Tak dobrze prezentującą się powieść każdy fan horroru i grozy powinien mieć. Jeśli chodzi o elementy grozy – wszak powieść wpisuje się w ramy tego gatunku – to jest ich sporo, ale raczej w warstwie symbolicznej, w opisie świata i budowanego powoli napięcia. Jest to groza bardzo subtelna i osobista, która każdego z nas może dotknąć inaczej, a wielu z nas także będzie mogło utożsamić się mocniej z którymś z bohaterów i dana symbolika zadziała wtedy na nas dosadniej.

Na początku była ciemność

Na początku była ciemność. I z tej ciemności wyłaniają się różne potwory – potworami dla bohaterów Lęku są ich traumy, ich strach, nieuświadomione potrzeby, dawne decyzje i pragnienia. Każdy szuka wybawienia tam, gdzie wierzy w nie najbardziej – Jakub kieruje myśli ku Bogu, Julia ku dziecku, które miałoby odmienić jej los. Bohaterowie nie potrafią się dogadać, każdy marzy o czymś innym, jeśli jeszcze pozostały im jakieś marzenia. W powieści Tomasza Sablika nie znajdziemy elementów patosu, jak choćby w Bastionie Stephena Kinga, nikt tutaj nie jest fantastycznym dzieckiem o nadnaturalnych siłach zdolnych pokonać zło tego świata. Tutaj są tylko ludzie, ich przyziemny strach, odwieczny ludzki lęk przed nieznanym, przed przyszłością, przed śmiercią. Bohaterowie żyją w świecie po apokalipsie, ale ich własny koniec świata dopiero nadchodzi.

Fot.: Vesper

Podobne wpisy:

Na zakurzonych bibliotecznych półkach odkrycie pulpowego horroru wprowadziło mnie w świat literackich i filmowych fascynacji tym gatunkiem, a groza pozostaje niezmiennie w kręgu moich czytelniczych oraz recenzenckich zainteresowań. Najbardziej lubię to, co klasyczne, a w literaturze poszukuje po prostu emocji.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *