Ministerstwo Paniki – Tomasz Wolski – „1970” [recenzja]

Protesty w dniach 14-22 grudnia 1970 roku były jednymi z najczarniejszych momentów w historii PRL. Przymiotnik uznany zresztą nieprzypadkowo, Czarnym Czwartkiem bowiem nazwano właśnie 17 grudnia 1970 roku, kiedy to eskalacja konfliktu przybrała śmiertelny wymiar. Oprócz fabularnych obrazów, takich jak właśnie Czarny Czwartek, o tych wydarzeniach przypominają oczywiście filmy dokumentalne i wspomnienia świadków. Najnowsza produkcja Tomasza Wolskiego, zatytułowana po prostu 1970, jeszcze raz przypomina 8 dni strajków, ale w wyjątkowy sposób, ponieważ od strony rządzących polityków, bezpośrednio zaangażowanych w tłumienie strajków na Wybrzeżu. Nowe materiały momentami jeżą włosy na ciele. 

Głos Kultury objął film patronatem medialnym.

1970 to dokument o tyle wyjątkowy, że do narracji nie wykorzystano lektora tłumaczącego zaistniałe wydarzenia, nie uświadczymy również wypowiedzi naocznych świadków. Narratorami są komunistyczni politycy, których rozmowy telefoniczne z tego gorącego okresu zachowały się w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej. Wiele więc rzeczy reżyser pozostawia do oceny widzowi – a jest co oceniać. Z jednej bowiem strony w głosach polityków słychać ludzki, prosty strach, co zdziera z nich wizję robotów posłusznie wykonujących zadania, z drugiej – bezwzględność w działaniu i nieudolność w podejmowaniu decyzji.

Tomasz Wolski postanowił nie dzielić poszczególnych wydarzeń na dane miasto czy zakład pracy, w którym doszło do strajków. Krótko informuje odbiorcę, co było bezpośrednią przyczyną strajków – czyli podniesienie cen na żywność (niekiedy nawet o 36%), a pokazujące robotników materiały wideo jednocześnie odsłaniają nam transparenty afiszowane przez strajkujących: często z jasną komunikacją, że strajk ma podłoże ekonomiczne, a nie polityczne. I, jak wynika z samych rozmów telefonicznych polityków, początkowo przebieg strajków miał charakter pokojowy, a wybuchy agresji były szczątkowe. Komunistom jednak zapalił się grunt pod nogami i ślepo odbierali wyjście ludzi na ulicę jako wystąpienie antyrządowe, jeden z nich nawet mówi, że będzie „drugi Poznań”.

Niektóre rozmowy aż szokują relacjami między komunikującymi się ze sobą politykami. Komuniści bardzo bali się wypłynięcia informacji o strajkach poza granice Polski, dlatego Tomasz Wolski nie oszczędził jednego z najdziwniejszych dialogów, jaki usłyszałem w filmie 1970:

  • Co w eterze?

  • Nic na temat wydarzeń w Gdańsku i Polsce, w radiu Wolna Europa komentowali dosyć obszernie…

  • Na temat?

  • No właśnie nic, tylko o podwyżkach płac…

  • O Gdańsku nic?

  • Nic

  • A to mi dupy podwyżkami nie zawracaj

Ten dialog udowodnił, że władza absolutnie nie interesowała się faktyczną przyczyną wystąpień swoich obywateli. W rozmowach polityków nie padło żadne sformułowanie nawet o negocjacji ze strajkującymi. Gdy usłyszeli o 40-50 tysiącach strajkujących, dopadła ich panika. Rozmowy stały się nerwowe; gdy jeden z niżej postawionych towarzyszy zadzwonił z pytaniem, od razu dostał „w twarz” odpowiedzią, że nie ma czasu na głupie pytania. Politycy też zaczęli przerzucać się odpowiedzialnością, bojąc się podjąć drastyczne środki. Z początku z rozmów jasno wynika, że starali się uniknąć rozwiązania siłowego. Co więcej, wykazali się nie lada determinacją, aby uratować trzech funkcjonariuszy MO uwięzionych w płonącym budynku Komitetu Wojewódzkiego Partii – nie chcieli dopuścić do śmierci tych ludzi, chociaż potrafię sobie wyobrazić reżim totalitarny, który w takim wypadku nie ryzykowałby utraty helikoptera czy niebezpiecznego szturmu, aby odbić trzy jednostki. W tym przypadku doświadczyłem dysonansu moralnego, bo ich zachowanie było zaskakująco ludzkie.

Nie zmienia to jednak faktu, że wraz z eskalacją przemocy – strajkujący rzucali kamieniami, butelkami z benzyną – sytuacja wymykała się władzy spod kontroli. Moralność już wtedy przestała mieć znaczenie, dla władzy liczyło się jak najszybsze stłumienie konfliktu. Wtedy rozmowy przybierają już grobowy wydźwięk:

Trzeba, kurwa, siłą zdusić, bo inaczej będzie jak w Czechosłowacji (…). Jak się zbierze większa grupa, to spuśćcie im wpierdol, rozumiecie, co to po polsku znaczy?

Coraz bardziej szokujące słowa są tłem do materiałów filmowych zachowanych z czasów strajków, gdzie widzimy tłumy rozganiane środkami chemicznymi, ale również brygady pancerne przejmujące kontrolę nad miastem, a następnie potworne łapanki, które były działaniem odwetowym. I decyzje te zapadły na łączach telefonicznych, które na szczęście nie przepadły. Twarze zaś oprawców tego strajku zastąpiono pomysłową animacją poklatkową, stosując makietę z gliny i kartonu. Nerwowe gesty, powietrze gęste od wypalonych papierosów i nieustanny mrok budzą jeszcze większą grozę tych wydarzeń.

Trailer | 1970 | Tomasz Wolski

Film dokumentalny oceniamy na podstawie wiarygodności i rzetelności, a 1970 Tomasza Wolskiego niewątpliwie spełnia te cechy. Brak narratora, który tłumaczyłby te wydarzenia, a jedynie głosy polityków, robi niesamowite wrażenie i jedyne, czego mi zabrakło, to chociażby tekstowa informacja, którego dnia toczą się dane rozmowy, aby widz lepiej wsiąkł w dynamiczną chronologię wydarzeń. Niemniej jednak dokument robi piorunujące wrażenie zarówno od strony merytorycznej, jak i produkcyjnej.

marianne i leonard

Write a Review

Opublikowane przez

Patryk Wolski

Miłuję szeroko rozumianą literaturę i starego, dobrego rocka. A poza tym lubię marudzić.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.