Towar

The road to hell – Bruno Gascon – „Towar” [recenzja]

Towar należy do filmów, o których pisać niełatwo. Jest to bowiem obraz dotykający osławionego i po stokroć eksploatowanego w kulturze jądra ciemności. Reżyser filmu, Bruno Gascon, bierze na warsztat pozornie wyczerpany motyw i z powodzeniem go reanimuje, używając w tym celu środków wyrazu tak dotkliwych, że niemal udaje się mu przekroczyć bezpieczną granicę filmowej fikcji. To kino, które boli. Które obnaża iluzję dobrobytu i bezpieczeństwa. Wytrąca z równowagi. Wstrząsa.

Towar jest obrazem odważnym i bezkompromisowym. Nie stara się oszczędzać widza. Ani lukrować rzeczywistości. Pokazuje odstręczające oblicze zła. Reżyser śmiało miksuje filmowe gatunki, zręcznie żonglując elementami kina drogi, obyczajowego dramatu czy społecznie zaangażowanych filmów spod znaku Kena Loacha. To opowieść o tym, jak łatwo z podmiotu można stać się przedmiotem. Tytuł jest boleśnie dosłowny. Daremnie szukać w nim wielopiętrowych metafor. Portugalska produkcja, której polska premiera zaplanowana została na 13 marca, traktuje bowiem o handlu ludźmi. Czyli tytułowym towarem. O procederze, od którego zbyt łatwo odwraca się wzrok. Syte społeczeństwa raczej wolą nie widzieć, nie słyszeć, nie pamiętać. Wobec czego Bruno Gascon postanowił odświeżyć nam pamięć.

Współczesne niewolnictwo – bo o tym traktuje Towar – jest tematem niewątpliwie mało przyjemnym. Jednak twórcom filmu udała się rzecz paradoksalna. Z założenia trudna treść została ujęta w przepiękną formę w postaci poetyckich zdjęć i podbijającej klimat osaczenia muzyki. Bez wątpienia, zarówno zdjęcia, których autorem jest Jp Caldeano, jak i muzyka Filipe Goularta zasługują na osobny akapit. Ponieważ zdjęcia są wprost oszałamiające. Wnętrza utrzymano w przygnębiającej kolorystyce zgniłych brązów i zieleni. Kadry są przydymione, rozmyte. Twarze często ukryte w półcieniu. Cały ten podziemny świat skrywa się w cieniu. Pod względem estetycznym film otwarcie nawiązuje do kina noir, jednak rezygnuje z ukazywania dwuznacznej atrakcyjności zła.

Senny koszmar

Kompletny brak nadziei, moralny rozkład i więzienna atmosfera – te, najbardziej istotne – elementy świata przedstawionego fenomenalnie uchwycono za pomocą przygaszonych barw i doskonale skomponowanych kadrów. Dla wzmocnienia wrażenia obcości, świat zewnętrzny skąpano w jaskrawym słońcu. Również muzyka nie pełni w Towarze jedynie funkcji ilustracyjnej lecz, bez wątpienia jest pełnoprawnym elementem narracji. Niesłychanie skutecznie buduje dramatyczne napięcie i wzmacnia wrażenie uczestnictwa w sennym koszmarze.

Towar nie eksploruje losów jednego protagonisty. Choć fabuła koncentruje się wokół dwóch skrajnie odmiennych postaci kreowanych przez polską aktorkę (Michalina Olszańska w podwójnej roli), bohaterem jest zbiorowość. Czyli grupa osób z różnych powodów uwikłanych w handel ludźmi.

Bezsprzecznie Towar jest filmem wolnym od moralizatorstwa i stereotypizacji. Twórcy raczej nie ulegają pokusie ferowania wyroków, nie oferują też łatwych odpowiedzi. Z oczywistą korzyścią dla fabuły. Rzeczywistość Towaru jest bowiem nieco bardziej skomplikowana niż ta, którą sprzedają tabloidy czy uporczywie  lukrujące przemoc i romantyzujące syndrom sztokholmski fabuły w stylu 365 dni. Czarno-biały podział na dobrych i złych nie ma w tej rzeczywistości racji bytu. Każdy z bohaterów w pewnym sensie jest więźniem i ofiarą. Także oprawcy. Także ci, którzy wybrali mniejsze zło. Bohaterowie są co najmniej ambiwalentni. Ci źli bywają zaskakująco samoświadomi, a ich osobiste historie miewają drugie dno.  Z kolei ofiary – w swojej desperackiej woli przetrwania – najczęściej wybierają obojętność na krzywdę towarzyszy niedoli. Ponadto każdy jest postacią w jakimś stopniu tragiczną. Każdy miota się w potrzasku, z którego nie potrafi się wyrwać.

Niewątpliwie mocnym punktem filmu jest aktorstwo. Nieopatrzona, raczej nieznana szerszej publiczności, międzynarodowa obsada dodaje temu surowemu obrazowi autentyczności. Aktorzy grają powściągliwie, doskonale oddając grę pozorów, w jakiej ich postaci są zmuszone brać udział. Wyjątkiem jest niesłychanie emocjonalna postać Viktoriyi, kreowana przez Michalinę Olszańską, która mocno kontrastuje z resztą bohaterów zasługuje na szczególną uwagę.

Oskarżenie systemu

Towar to film-manifest. Ideologicznie twórcy zdają się podzielać przekonanie o pewnej nieuchronności ludzkiego losu wynikającej z miejsca i czasu urodzenia. O niemożności przekroczenia kulturowych ograniczeń i wyjściu poza rolę zdeterminowaną przez społeczne oczekiwania. Film jest wobec tego, aż nadto wyraźnym oskarżeniem systemu przekonań sankcjonujących przemoc i wyzysk najsłabszych.  Świat niedający możliwości odwrotu z raz źle wybranej drogi, obcy i zagrażający – tak wygląda rzeczywistość, w której człowiek jest towarem. Na końcu filmu padają znaczące słowa: To mogłeś być Ty. Brzmi jak groźba? Raczej jak przypomnienie i przestroga: nie odwracaj wzroku, nie dawaj niemego  przyzwolenia. Następnym razem to może być twoja historia. Reasumując: mocne, wstrząsające i bardzo potrzebne kino.

 

Fot. Spectator


Przeczytaj także:

Recenzja serialu Sukcesja

Towar

Write a Review

Opublikowane przez
Tagi
Śledź nas
Patronat

1 Komentarz

  • Zgadzam się z Pani recenzją. „Towar” to wstrząsający film. Wielu będzie ze strachu, a może nawet z instynktu samoobrony – uciekać przed tym filmem, przed okrutną, ciemną Prawdą w nim zawartą. No i wstrząsająca jest tu kreacja… a właściwie dwie kreacje naszej polskiej aktorki Michaliny Olszańskiej, która zagrała w tym filmie dwie przeciwstawne role: ofiary i oprawcy… Nie wiem którą tragiczniejszą… Szok…

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.