Toy Story

Pokonać lęk przed porzuceniem – Andrew Stanton, McKenna Harris – „Toy Story 5”

Seria Toy Story jako jedna z nielicznych zdaje się rozumieć dwie rzeczy – po pierwsze, czasy się zmieniają; po drugie, jej widzowie dorastają, przez co zmieniają się ich priorytety. Twórcy bardzo mądrze wykorzystują współczesne problemy młodych pokoleń, zachowując balans między rozrywką dla dorosłych i dla dzieci, oraz ważnym przesłaniem i zwróceniem uwagi na to, że pewne rzeczy już po prostu nie wrócą. Piąta już część filmów o żywych zabawkach nie jest więc skokiem na kasę czy żerowaniem na nostalgii milenialsów, którzy łapczywie pragną powrócić do lat swojej młodości. Toy Story 5 nikogo nie nabija w butelkę, za to budzi podziw, że po ponad 30 latach ta konwencja wciąż potrafi zachwycić.

Uwierzcie mi, że z wielką ulgą wychodziłem z kina, chociaż i tak miałem już sugestie od najbliższych, że Toy Story 5 to udany film, a może jeden z lepszych z serii. Mnogość powrotów starych filmów i odgrzebywanie nostalgicznych kotletów przytłacza i niejednokrotnie było przyczyną ogromnego zawodu. Miałem (słuszne) obawy przed premierą Strasznego filmu, mam je również przed premierą nadchodzącego Shreka, ale w przypadku Toy Story 5 już po zwiastunie można było mieć nadzieję, że Andrew Stanton i McKenna Harris tego nie popsują. Zamysł najnowszej części jest wszak banalnie prosty, ale jakże ważny – edukacja i higiena cyfrowa jest wciąż na niewystarczającym poziomie, a technologia staje się często ucieczką od odpowiedzialności, aniżeli przydatnym narzędziem.

Zabawki znane z poprzednich odsłon, ale nie będące już pod opieką Andy’ego (co pięknie pokazano w części poprzedniej, gdy Chudy musiał dojrzeć do brutalnej prawdy o życiu), napotykają na nowe wyzwanie, chyba jak dotąd najbardziej niebezpieczne – otóż przestają być podstawowym narzędziem rozwoju i rozrywki dla dzieci. Są konsekwentnie wypierane przez smartfony, tablety i gry, które fascynują dzieci i nie pozwalają im oderwać oczu od ekranu. Ta plaga dociera również do Bonnie, która chcąc dogadywać się z rówieśnikami porzuca klasyczne, „niemodne” według tych dzieciaków, zabawki i poświęca swoją uwagę rozrywce cyfrowej. Jej fascynacja nową technologią, w połączeniu z brakiem wystarczającej opieki rodziców, doprowadza do jej stopniowej izolacji od świata rzeczywistego, większego przemęczenia i rozdrażnienia. Myślę, że paru rodzicom obecnym w kinie mogły zapalić się kontrolne lampki, czy aby na pewno właściwie adaptują swoje pociechy do wirtualnej rzeczywistości.

Toy Story wydaje się nie istnieć bez Chudego, więc nawet pomimo roli drugoplanowej, jego pojawienie się budzi jakieś ukłucie nostalgii, ale dla mnie osobiście jest również wzruszającą figurą pokazującą, jak wygląda dojrzewanie człowieka z biegiem nie lat, ale dekad. Zawadiacki kowboj pogodził się z tym, że rozstanie z jego ukochanym właścicielem nie jest końcem świata, ale początkiem czegoś nowego; i chociaż odcięcie pępowiny było bolesne, doprowadziło do duchowego rozwoju bohatera. Pomaga to zrozumieć tym razem Jessie, która ponownie musi się zmierzyć z wizją porzucenia. Jej trauma (chciałoby się powiedzieć, że z dzieciństwa) budzi w niej sprzeciw i konieczność walki o swój byt u boku Bonnie. Pozwala jej to również zmierzyć się z duchami swojego poprzedniego życia, które jej brutalnie odebrano. Katharsis Jessie pod jej ulubionym drzewem powoduje nadmierne pocenie się oczu, ale wlewa też dużo ciepła do serca.

Narracja Toy Story 5 bardzo racjonalnie prowadzi nas do konkluzji, że w tym starciu zabawek z nowoczesną technologią nie ma jednoznacznie dobrych i złych postaci. Odpowiednio wdrożona i stosowana, elektronika potrafi być nie tylko źródłem rozrywki, ale może być także przydatnym narzędziem w życiu codziennym, co również przekazuje nam film. Niewłaściwie wprowadzona do życia młodego człowieka, może być źródłem napięć, złości czy nawet izolacji od tego, co ważne w życiu. Zabawki też zrozumiały, że życie po prostu czasami nieodwracalnie się zmienia i tylko od nas zależy, czy się zaadaptujemy do nowej sytuacji, czy usilnie walcząc o utrzymanie status quo zapadniemy się w sobie. Ta odpowiednio dawkowana lekcja życia, przeplatana z dobrze napisanymi momentami humorystycznymi, daje nam piękny całokształt dzieła, które czegoś może nauczyć i dorosłych, i dzieci. Kiedy trzeba, to wzruszy, aby po chwili rozbawić z zaskoczenia, przez co łzy mieszają się z niekontrolowanym śmiechem. Nie wiem, ile jeszcze pomysłów mają twórcy Toy Story, ale jeśli kolejne będą tak celnie komentować rzeczywistość i tłumaczyć nam świat, to nie mam nic przeciwko, aby zabrali nas na koniec świata i jeszcze dalej.

Fot.: Disney

PS. Na film wybraliśmy się dzięki Cinema City.

zwierzogród 2

Toy Story

Overview

Ocena
7 / 10
7

Write a Review

Opublikowane przez

Patryk Wolski

Miłuję szeroko rozumianą literaturę i starego, dobrego rocka. A poza tym lubię marudzić.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *