lotto

Trip bez wspomagaczy – Lotto – „Elite Feline” [recenzja]

Długo wgryzałem się w tę płytę. Obawiałem się przez moment, że nadszedł oto ten czas, w którym polegnę w starciu z nową, nieznaną mi dotychczas muzyką. Pierwszy odsłuch drugiego krążka tria Lotto spowodował u mnie stan bliski rozedrgania emocjonalnego – nie potrafiłem pozbierać myśli, byłem niczym zahipnotyzowany. Ta muzyka porwała mnie, zapewniła mi trip bez chemicznych wspomagaczy, a po każdym zakończeniu odtwarzania Elite Feline momentalnie czułem się, jakbym znalazł się na narkotykowym głodzie. O co więc chodzi?

Na początek kilka słów wyjaśnienia, bo podejrzewam, że większość czytelników Głosu Kultury nazwę Lotto kojarzy jedynie z grą hazardową, w którą codziennie grywa miliony Polaków. Nic z tych rzeczy w tym przypadku, bowiem jest to swoista supergrupa na scenie niezależnej. W jej skład wchodzą Łukasz Rychlicki (Kristen), Mike Majkowski (Hailu Mergia Trio) i Paweł Szpura (Hera, Wovoka). Panowie niosą ze sobą olbrzymi bagaż umiejętności i doświadczeń, które doskonale wykorzystują w dwóch premierowych, dwudziestominutowych kompozycjach.

Hipnotyzujące, transowe dźwięki od Lotto niekoniecznie dają się jakkolwiek zaszufladkować. Free jazz, kraut rock, awangarda, post-rock i kilkadziesiąt innych gatunków mogłoby całkiem sensownie opisać muzykę Lotto. Pierwszy z dwóch kolosów, czyli Rope, uparcie trzyma się jednego schematu, pojedynczego tematu wygrywanego nieustannie przez cały czas trwania utworu. Może w tym tkwi siła Lotto? Że oni wałkują, z niewielkimi wariacjami i dodatkami, non stop ten samym motyw, a słuchacz daje się na to złapać i słucha tego przez dwadzieścia minut z otwartymi ustami, nie wiedząc, co ze sobą począć, bo tak ta muzyka go obezwładnia?

Lotto - Elite Feline (Full Album)

Nie każdy też od razu kupi posępną, wlokącą się kompozycję Pointing to a Marvel. Ponure, kroczące, wydobywające się jakby z czeluści piekła dźwięki kontrabasu Mike’a Majkowskiego powoli, krok po kroku obezwładniają, a jakby od niechcenia uderzenia perkusji w wykonaniu Pawła Szpury wprowadzają słuchacza w jeszcze większą transowość. Chciałoby się jakiegoś przełamania, zmiany dynamiki, ale muzycy Lotto zdają się grać, jakby nie słysząc nawoływań publiczności do zmiany konwencji – krok po kroku, sekunda po sekundzie grają praktycznie to samo, te same dźwięki, dodając fenomenalne, momentami nieco przerażające, brzmiące jakby z najgłębszych czeluści dodatki, jak harmonijka ustna w Pointing to a Marvel.

I tak człowiek słucha tej płyty, zastanawia się, czy nie mogłoby być żwawiej, mniej statycznie, bardziej różnorodnie? I tu nagle, bach! Płyta się kończy i pierwszą rzecz, jaką robisz, jest naciśnięcie przycisku „repeat”, bo mimo wszystko zdajesz sobie sprawę, że nie masz na podorędziu lepszej muzyki do tego, aby odpłynąć bez użycia środków chemicznych bezpośrednio wpływających na twój układ nerwowy. Lotto jednak potrafi uzależnić.

Fot.: Instant Classic

lotto

Write a Review

Opublikowane przez

Jakub Pożarowszczyk

Czasami wyjdę z ciemności. Na Głosie Kultury piszę o muzyce.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.