Muzyka,Patronat,Wywiady

Trudno trwać w miłości, ale jeszcze trudniej bez niej żyć – wywiad z Bartkiem Grzankiem

Bartkiem Grzankiem
Bartkiem Grzankiem

Bartek Grzanek powrócił i zaskoczył swoim debiutem zatytułowanym Duch. Wokalista i gitarzysta znany między innymi z formacji Tosteer, która charakteryzowała się rockowym, mocnym graniem, zaproponował na Duchu intymne, ciepłe brzmienie, idealne na zimne, jesienne wieczory. To dobra okazja, aby porozmawiać z artystą o płycie i jej powstaniu, ale nie zabraknie kilku wycieczek w przeszłość. Zapraszam do lektury.

Zewsząd płyta zbiera entuzjastyczne opinie. Spodziewałeś się tak dobrego przyjęcia Ducha?

Bartek Grzanek: Chyba nie. Pewnie jak każdy artysta, gdzieś po cichu liczyłem, że płyta się spodoba, jednak miałem wiele obaw. Na etapie powstawania materiału, wiele osób było zaskoczonych, że moja muzyka tak bardzo różni się od tego, co robiłem wcześniej. Bałem się trochę, że to może być przeszkodą, przede wszystkim w nastawieniu do Ducha. Teraz, kiedy płyta już jest, nagle zniknęły wszystkie znaki zapytania. Ludzie, do których trafia, są zachwyceni jej brzmieniem, tak bardzo tradycyjnym, tak innym od współczesnej muzyki popowej. Najwięcej jednak ludzi mówi o emocjach – że wydaje im się, że to o nich, o ich życiu, że gdzieś, kiedyś czuli dokładnie to samo.

Opowiedz mi o powstawaniu materiału na płytę. Kiedy zacząłeś myśleć o tym, aby nagrać własny, w pełni autorski album?

Pomysł na autorski album pojawił się chyba po udziale w programie The Voice of Poland, w którym właściwie znalazłem się trochę przypadkiem. Nie miałem wtedy konkretnego planu, co dalej. Nabrałem jednak chęci, żeby stworzyć coś od początku do końca własnego. Poczułem, że jestem gotowy i że wiem, czego chcę.  To co wchłonąłem z muzyki przez całe lata muzykowania i występowania na scenie, nagle zaczęło układać się w głowie w zupełnie innej formie. Zaczęły powstawać pomysły na piosenki. Czasem ciężko było za nimi nadążyć i wszystkie spisać. Nabrałem wiary, że potrafię stworzyć swoją muzykę, dać ludziom swoje emocje i swoją wrażliwość.

Jak planowałeś sobie Ducha, to czy płyta ta od początku do końca miała charakteryzować się łagodnym brzmieniem, czy jednak gdzieś sobie planowałeś pograć ostrzej, jak to czyniłeś w Tosteerze?

Od początku wiedziałem, że chcę nagrać płytę spokojną, opartą na tradycyjnych brzmieniach. Czasy Tosteera minęły. Może kiedyś wrócą. Teraz nie potrzebuję krzyku i przesterowanej gitary, żeby przekazać muzyką, co czuję. Chciałem nagrać płytę, przy której będzie można odpocząć od codziennej gonitwy i zgiełku, zrelaksować się i złapać oddech. Sam na co dzień szukam takiej muzyki. Muzyki, która nie będzie mnie atakować hałasem, „plastikiem” czy nachalną manierą. Na płycie pojawiły się jednak dwa utwory, które wcale nie są dalekie od tego, co robiłem z Tosteerem: CenturionGłośniej od Bomb. Jedynie przesterowane gitary zastąpiły akustyki, co o dziwo nie odjęło tym piosenkom mocy.

Przy okazji zapytam się, czy będziemy mogli jeszcze posłuchać Bartka Grzanka za mikrofonem w grupie Tosteer? Jaki jest status formacji?

Od 2009 roku, kiedy zagraliśmy ostatni koncert i wyszedł nasz singiel Silver Tears, działalność zespołu została zawieszona. Każdy z nas zajął się innym projektem. Jednak dosyć często spotykamy się, a nawet grywamy ze sobą, jak choćby z Łukaszem Kapuścińskim czy Pawłem Stępniem, którzy współpracują ze mną przy moim solowym projekcie. Mamy tu zatem 3/4 Tosteera. Zdarza nam się nawet zagrać coś Tosteera na koncertach. To taka podróż sentymentalna do starych kompozycji, którym teraz można nadać inny kształt, przefiltrować przez nowe emocje. Ale to wszystko. Powrotu zespołu póki co nie ma w planach.

Pograłeś też country w zespole Colorado Band. Czy w Polsce jest w ogóle klimat do uprawiania takiej muzyki, która wydaje się być tylko i wyłącznie domeną Amerykanów z południa?

Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych country, wraz ze swoim dorocznym świętem w Mrągowie, było w Polsce dosyć popularne. Choć nie jest to zbyt „modna” muzyka, to jej fanów znaleźć można na całym świecie. Country to nie sama muzyka, to sposób bycia, specyficzny strój, rytuały, tańce. Pamiętam, że zawsze było to dla mnie egzotyczne zjawisko, z którym ciężko było mi się identyfikować. Przez kilka lat grania w Colorado Band nie dorobiłem się ani własnego kapelusza, ani kowbojek. Wiele jednak nauczyłem się jako muzyk, bo techniki gry stosowane przez countrowych gitarzystów należą do tych trudniejszych.

Które z dotychczas Twoich muzycznych doświadczeń najmocniej odcisnęło piętno na brzmieniu Ducha?

Przy nagrywaniu tej płyty szczególny nacisk kładłem na brzmienie i aranżacje piosenek. To właśnie muzyka country jest w tych dziedzinach wzorem godnym naśladowania. Nie napisałem jednak piosenek countrowych, kowbojskich, choć użyłem na płycie najbardziej charakterystycznego dla tej muzyki amerykańskiej instrumentu – pedal steel guitar, na której zagrał Leszek Laskowski. Słychać tam też bluesa, z którym chyba najbardziej się identyfikuję. Czasem łapię się na tym, że jak zaczynam pisać piosenkę, to na końcu zawsze wychodzi blues. I choć tym razem trochę próbowałem od niego uciec, to jednak jest.

O czym jest płyta Duch? Bo dla mnie przede wszystkim to płyta o miłości, o tym, jak trudno czasami w niej trwać.

Tak, to bez wątpienia płyta o miłości. Trudno w niej trwać, ale jeszcze trudniej bez niej żyć. Stąd mnóstwo emocji, kiedy jej szukamy, kiedy ją znajdujemy i tracimy. Miłość to bardzo popularny temat, jednak wielokrotnie bagatelizowany i spłycany. Śpiewam o niej często ze swojej perspektywy, dość intymnie i osobiście. W każdy zagrany dźwięk starałem się włożyć wiele emocji. Sporo mnie to kosztowało, bo wrażliwość u mężczyzn nie jest zbyt modna. Liczę na to, że słuchacze docenią, że otrzymują muzykę bardzo autentyczną, a nie wypełniacz między reklamami.

Co można rozumieć przez tytułowego Ducha? Kim on jest?

Tytuł płyty nawiązuje do tytułu jednej z piosenek, która znalazła się na krążku, Jak Duch. To bardzo ważny dla mnie utwór. Napisany w trudnym momencie w życiu, w chwili trudnych emocji. Każdy dźwięk i każde słowo to esencja tego, co wtedy czułem. Tytułowy duch to postać, jaką stajemy się, kiedy miłość wymyka nam się z rąk. Kiedy czekamy, na szansę od ukochanej osoby, by znów być blisko. Duchem jestem ja, duchem jest ukochana kobieta, obydwoje pogrążeni w tęsknocie, zawieszeni w niebycie.

W kompozycji Czort słyszymy głos Moniki Kuszyńskiej. Jak doszło do Twojej współpracy z nią?

Choć Monikę poznałem już dawno, jeszcze w czasach, kiedy śpiewała w Varius Manx, to tak naprawdę przypadek zadecydował, że nasze drogi skrzyżowały się akurat w momencie, kiedy kompletowałem materiał na moją płytę. Spotkaliśmy się pewnego dnia na otwarciu hospicjum dziecięcego Fundacji Gajusz. Zaśpiewaliśmy tam razem Tears In Heaven Claptona. Monika zauroczyła mnie swoim delikatnym głosem i wrażliwością. Tym bardziej było mi miło, że Monika bez większego zastanowienia zgodziła się zaśpiewać ze mną ten duet.

Bartek Grzanek – Ikar [official video]

W warstwie lirycznej wyróżnia się moim zdaniem Centurion. O czym opowiada ten utwór? Akcentujesz w nim mocno słowo „wiara”. O jakim rodzaju „wiary” śpiewasz w Centurionie?

Dla mnie to utwór o wierze w ideały, w tym także w miłość. O wierze z perspektywy wojownika, którym czasem każdy z nas się staje. Dla każdego te ideały będą inne, więc w sumie to dość uniwersalny utwór. Każdy może znaleźć dla niego własną interpretację.

Wśród melodyjnych, osadzonych w stylistyce pop-rockowej utworów zwraca na siebie uwagę bluesowy Nie odejdę stąd. Skąd pomysł na taki blues na płycie? Czyżby po ostrym rocku, country, pop-rocku, przyszedł w najbliższej przyszłości czas u Ciebie na płytę czysto bluesową?

Być może. Bardzo bym tego chciał. Choć jeszcze nie mam pewności, jaki kształt przybierze kolejny krążek. Jest wiele pomysłów. Jednak gdyby ktoś mnie zapytał, co najgłębiej gra w mojej muzycznej duszy, to odpowiedziałbym, że to właśnie blues. Pierwszego bluesa napisałem, jak miałem 15 lat. I tak już zostało. Jak miałem 20 lat, zacząłem grać w rasowej, bluesowej kapeli Pig Bit. W 1999 roku założyliśmy z kolegami własną, autorską kapelę Tosteer Band, z którą udało się wygrać prawie wszystkie najważniejsze bluesowe festiwale w Polsce, z samym Rawa Blues Festiwal w 2001 roku na czele. Czas, żeby wyjść znowu z bluesem do słuchacza na pewno przyjdzie, bo blues w moim życiu jest każdego dnia.

Przeczytałem gdzieś, że Twoimi inspiracjami są śpiewający gitarzyści, natomiast w kompozycji Jak Duch, mogłem usłyszeć echa twórczości Roda Stewarta. Jacy są Twoi muzyczni bohaterowie?

Z tym Rodem Stewartem to zupełnie niezamierzone podobieństwo. Muzyka to w końcu kombinacja skończonej ilości dźwięków i czasem ciężko jest uciec od zbliżonej do siebie melodyki. Sam tego nawet nie zauważyłem, bo akurat twórczość Roda Stewarta była mi raczej zawsze daleka. Natomiast co do moich bohaterów, to rzeczywiście głównie śpiewający gitarzyści: Steve Ray Vaughn, Jimi Hendrix, John Mayer, David Gilmour. Trochę z różnych muzycznych światów, jednak wszyscy grający emocjami, stawiający na przekaz, a nie samą formę.

Masz za sobą doświadczenia uczestnictwa w programach typu talent show takich jak Voice of Poland Mam Talent. Jak z perspektywy czasu oceniasz swój udział w tych programach? Coraz więcej młodych artystów próbuje sił w tego typu telewizyjnych formatach. To dobry sposób na wypromowanie się, czy polecasz jednak tradycyjną drogę, czyli pierwsze kroki sceniczne w zadymionych barach i klubach?

Nic nie zastąpi doświadczenia zdobywanego w klubach. Niestety do programów typu talent show często trafiają ludzie, którzy rzeczywiście pięknie śpiewają, jednak nie mają pojęcia, jak występuje się na scenie z żywym zespołem. Często też mają problem z własną tożsamością sceniczną. Nie wiedzą, kim są, dokąd zmierzają, co chcą tworzyć. Wielu z nich nie jest w stanie samemu nic stworzyć. Czekają, aż ktoś zrobi z nich produkt i da sławę. O dziwo w dzisiejszych czasach to właśnie takim osobom najłatwiej osiągnąć wielki sukces. Niezwykle utalentowanym, ale dającym z siebie zrobić medialny produkt. Inni z reguły skazani są na długotrwałą pracę i powolne wspinanie się po szczeblach niezwykle długiej drabiny kariery. Choć zdarzają się wyjątki. Mnie programy te jedynie zmotywowały do ciężkiej pracy. Choć mogłem pokazać się szerszej publiczności, to zrozumiałem, że mainstream nie jest dla mnie. Zrozumiałem, że chcę wydać płytę prawdziwą, że ja chcę być prawdziwy.

Bartek Grzanek – Jak duch (Official Video)

W książeczce załączonej do płyty bardzo chwalisz swoją miejscowość, czyli Aleksandrów Łódzki. Dlaczego warto odwiedzić Aleksandrów?

To miasto o wielu twarzach, można by powiedzieć. Te, które wybijają się na pierwszy plan to muzyka i sport. Władze tego miasta przykładają ogromną wagę do tych dwóch dziedzin życia. Stąd też nie brakuje u nas nowoczesnych obiektów sportowych, na których młodzież może trenować i zdobywać tak ważne doświadczenie oraz świetnie wyposażony Zespół Szkół Sportowych, który może pochwalić się nawet olimpijczykami wśród swoich wychowanków. Od strony muzycznej to Aleksandrów zdaje się być jednym z tych nielicznych wyjątkowych miast, w którym nie gra się Disco Polo, Dance i im podobnych tworów na imprezach masowych. Kiedy miasto świętuje z różnych okazji, nie daje słuchaczowi bubla, tylko wartościowy mix. Aleksandrów to również miasto ciężkich brzmień. Od kilku lat odbywa się u nas cieszący się coraz większą popularnością Festiwal rockowy „Summer Dying Loud”, na który ściągają ludzie z całej Polski. To impreza, której żaden miłośnik ostrej rockowej muzyki nie powinien pominąć. Poza tym, nie ma co ukrywać, gdyby nie Aleksandrów, penie nie nagrałbym płyty takiej, jaką chciałem.   Wsparcie miasta dało mi ogromną swobodę artystyczną.

Jesteś w trasie koncertowej promującej Ducha. Skupiasz się podczas koncertów jedynie na najnowszym repertuarze, czy pograsz także rzeczy ze swojej muzycznej przeszłości?

W trasie jeszcze nie. Zagraliśmy z moim zespołem oraz z gośćmi towarzyszącymi mi w nagraniach do płyty koncert premierowy, bardzo dla mnie ważny. Mogliśmy w końcu pokazać się szerszej publiczności z całym materiałem autorskim, w pełnej instrumentalnej oprawie i sprawdzić, jaki jest odbiór. Nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać, jednak zostaliśmy bardzo gorąco przyjęci. Okazało się nagle, że ta muzyka na żywo nabiera zupełnie innego wymiaru. Trasę planujemy rozpocząć w styczniu, koncertem właśnie w Aleksandrowie Łódzkim. Czy podczas koncertów pojawią się inne utwory? Na pewno nie zabraknie  ukochanego Little Wing, być może jeszcze jakaś moja kompozycja z czasów Tosteera. Czasem o setliście decydujemy przed samym koncertem. Nie lubię rutyny w koncertach.

Jakie plany na przyszłość? Masz jakieś pomysły odnośnie drogi kariery, gdy skończy się promocja Ducha?

Na pewno kolejna płyta. Już zbieram piosenki. Może jeszcze jakiś inny projekt? Pojawia się wiele pomysłów. Czas zweryfikuje, które z nich uda się zrealizować.

Dziękuję za rozmowę!

Fot.: MJM Music

Na Głosie Kultury odpowiedzialny za pisanie o muzyce. Gustuje w każdym gatunku oprócz rapu, jednak im większy gitarowy hałas, tym lepiej.