Komiksy,Recenzje

Potrójna dawka szaleństwa – Johns, Fabok – „Batman: Trzech Jokerów” [recenzja]

Trzech Jokerów
Trzech Jokerów

Batman: Trzech Jokerów to wyzwanie, którego chyba każdy bałby się podjąć, ponieważ historia stanowi swego rodzaju kontynuację kultowego Zabójczego żartu Alana Moore’a. Tę odwagę znalazł w sobie Geoff Johns wraz z rysownikiem Jasonem Fabokiem i trzeba przyznać, że wyszła z tego całkiem zręczna opowieść.

Autorzy poszli nawet dalej, nawiązując nie tylko do Moore’a, ale także do wielu innych, ważnych punktów zwrotnych w „karierze” zarówno Batmana, jak i Jokera – w tym, przede wszystkim, do kontrowersyjnej Śmierci w rodzinie, gdzie w wyjątkowo brutalny sposób zginął drugi Robin (zabity właśnie przez Jokera). Najlepszy w tym komiksie jest jednak pomysł wyjściowy – bardzo oryginalna koncepcja, że Joker nigdy nie był jedną postacią, lecz że na przestrzeni lat było ich co najmniej trzech, stanowiąc tym samym bardziej ideę czy tytuł przechodni niż konkretnego bohatera.

Mamy więc Jokera-przestępcę, tego najstarszego z całej trójki i najbardziej ukierunkowanego na działalność kryminalną. Następny jest Joker-klaun, psychopata i sadysta odpowiedzialny za zatłuczenie Robina na śmierć. I wreszcie jest Joker-komik, siejący chaos szaleniec, którego dobrze znamy z historii Alana Moore’a. W opozycji do tej zielonowłosej trójcy staje oczywiście Batman wraz z dwoma towarzyszami – Barbarą Gordon, znaną lepiej jako Bat Girl (tą samą, która wyszła najgorzej ze spotkania z Jokerem-komikiem) oraz Jasonem Toddem (owym uśmierconym przez Jokera-klauna drugim Robinem, który w wyniku kilku dziwnych czynników zaszłych w uniwersum DC, powrócił do życia – ale to już zupełnie inna historia), działającym obecnie pod pseudonimem Red Hood.

Batman: Trzech Jokerów

Cała historia zaczyna się od kolejnych działań przestępczych Jokera, którymi zajmuje się tradycyjnie Batman. Wszelkie dowody świadczą jednak, że Joker, aby móc dokonać rzeczonych czynów, musiałby znajdować się w trzech miejscach jednocześnie. To z kolei doprowadza naszego herosa, do którego przyłącza się dwójka pomocników, do konkluzji, że rzeczywiście mają tutaj do czynienia z trzema różnymi Jokerami i każdy z nich jest tym prawdziwym. Śledztwo naprowadza bohaterów na trop każdej z iteracji zabójczego klauna, jednocześnie ujawniając motywację i cel trzech Jokerów. Nie zabraknie tutaj także easter eggów i nawiązań,  na przykład w postaci Joego Chilla – złodzieja, który zamordował rodziców Bruce’a Wayne’a.

Johns doskonale gra tutaj faktem, że Joker na przestrzeni lat wyraźnie zmieniał się i ewoluował – od zwyczajnego rzezimieszka z tendencją do czerstwych żartów, stworzonego przez Boba Kane’a poprzez czerpiącego sadystyczną przyjemność z zatłuczenia kogoś na śmierć psychopaty w wersji Jima Starlina aż po próbującego zarazić innych szaleństwem siewcy chaosu autorstwa Moore’a. Rzeczywiście można by pomyśleć, że to zupełnie różne postacie, a ten komiks pokazuje to dosłownie. Jednocześnie, mimo czerpania garściami z całej burzliwej historii Batmana i Jokera, Johns i Fabok koncentrują się głównie na zręcznym dokończeniu niektórych wątków wyjętych prosto z Zabójczego żartu. Momentami nawet kadrowanie jest dokładnie takie samo (klasyczne Moore’owe 3×3), nie brak też odniesień do wydarzeń z tego albumu (w tym naprawdę zaskakującego finału). Można by to uznać za wymuszone i zupełnie niepotrzebne dopisywanie dalszego ciągu do perfekcyjnej historii, gdyby nie fakt, że to naprawdę działa. Trzech Jokerów nie jest może tytułem przełomowym czy rzucającym na kolana, lecz mimo tego sprawdza się naprawdę udanie jako kontynuacja wątków (zarówno tych z Zabójczego żartu, jak i Śmierci w rodzinie). Twórcy mieli tutaj naprawdę dobry pomysł, którego potencjału udało się nie zmarnować.

Fot.: Egmont Polska

Podobne wpisy:

Miłośnik lat 80., komiksów Marvela, horrorów i kina klasy B, które jest tak złe, że aż dobre. Odpowiedzialny za sprawy techniczne związane z Głosem Kultury.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *