trzy kroki od siebie

Odchodzę, bo kocham – Justin Baldoni – Trzy kroki od siebie [recenzja]

Trzy kroki od siebie – film, który wyreżyserował Justin Baldoni – to typowy wyciskacz łez. Rzadko płaczę na filmach, a tym razem łzy lały mi się strumieniami. To historia o miłości, która była niemożliwa. Miłości, w której dwoje ludzi uratowało siebie nawzajem.

Stella (Haley Lu Richardson) i Will (Cole Sprouse) poznają się w szpitalu. Problem polega na tym, że oboje chorują na mukowiscydozę, a takie osoby muszą utrzymywać odległość między sobą na około 1,8 metra. Jak pogodzić miłość z takim warunkiem?

Film został ujęty w klamrę. Wtedy to słyszymy głos głównej bohaterki, która mówi o tym, jak bardzo ważny jest w życiu człowieka dotyk. Bez dotyku ukochanej osoby nie mamy po co istnieć. Muśnięcie dłoni, przytulenie się, pocałunek – to wszystko wymaga fizycznego kontaktu z drugim człowiekiem. Pytanie: co wtedy, gdy nie możesz nawet podać dłoni na przywitanie? A co wtedy, gdy się zakochasz? Miłość Stelli i Willa jest miłością niemożliwą z teoretycznego punktu widzenia. Z praktycznej strony młodzi chcą doświadczyć życia w pełni, nie maja zamiaru się ograniczać. Życie jest zbyt krótkie (zwłaszcza dla nich), trzeba je w pełni wykorzystać. Dlatego decydują się na trzymanie za ręce czy pocałunek. Bo kiedy kochasz drugą osobę, znikają wszelkie granice.

Może jest to kolejny smętny, wzruszający film dla młodzieży, ale takiej miłości nam wszystkim trzeba. Miłości, która przezwycięża wszelkie bariery. Miłości, która pozwala odejść ukochanej osobie tak, jak robi to Will. Bohaterowie uświadamiają sobie wiele ważnych kwestii podczas całego filmu. Przede wszystkim to, że jednak życie ma sens, nawet jeśli chorujesz na mukowiscydozę. Tak właśnie jest z Willem, który dzięki dziewczynie decyduje się na leczenie. Z kolei Stella przekonuje się, że nie musi wieść uporządkowanego co do milimetra życia; że może wprowadzić w nie odrobinę szaleństwa, a choroba nie powinna jej w niczym ograniczać. Jest też niestety (albo i „stety”) druga strona medalu. Śmierć przyjaciela bohaterów, który również choruje na mukowiscydozę, staje się punktem zwrotnym całej fabuły.

Sam film jest pełen nadziei na lepsze jutro. Pokazuje, że ciężka choroba wcale nie musi od razu być jednoznaczna z końcem wszystkiego. Stella to szalenie wesoła dziewczyna, aktywnie działa choćby na Youtubie, gdzie na swoim kanale opowiada o mukowiscydozie i zdaje relacje z wizyt w szpitalu. Świat obserwujemy w zasadzie wyłącznie z perspektywy tych młodych ludzi. Oczywiście w filmie pojawiają się dorośli, czyli opiekunki, lekarze i rodzice bohaterów, ale raczej stanowią oni wszyscy tło do wszelkich wydarzeń. Przez to film staje się zdecydowanie bardziej młodzieżowy. Pokazuje, że młodzi ludzie zachowują się zgodnie z tym, co mówi im serce, a nie rozum. O wiele bardziej racjonalni są tu dorośli, czyli na przykład pielęgniarki, które pilnują bohaterów, by nie zbliżali się do siebie  na więcej niż odległość tych tytułowych trzech kroków.

Czy warto obejrzeć? Warto. Film dostarcza autentycznych wzruszeń. Jeżeli nawet ja płakałam podczas seansu w kinie, to produkcja wzruszy na pewno niejednego twardziela. Wiadomo – Oscara ten film nie zdobędzie, ale w kinematografii fantastyczna jest właśnie ta różnorodność, której nam dostarcza. Trzy kroki od siebie to opowieść o miłości niemożliwej, która uratowała bohaterów w każdym możliwym tego słowa znaczeniu.

Fot.: United International Pictures


Przeczytaj także:

Recenzja filmu Niedobrani

trzy kroki od siebie

Write a Review

Opublikowane przez
Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *