Oparta na prawdziwych wydarzeniach historia niesłusznie skazanego na śmierć człowieka to, zdawałoby się, przepis na filmowy wyciskacz łez albo chociaż solidną produkcję w szeregu dramatów sądowych. Tylko sprawiedliwość to jednak obraz, który potęguje w sobie mnogość scen i dialogów jakby skrojonych specjalnie na okazję filmu – o niesłusznie oskarżonym czarnoskórym mężczyźnie oraz prawniku walczącym o jego dobre imię. Kontekst rasowy oraz czas i miejsce toczących się wydarzeń, ale także obsada (Jamie Foxx, Michael B. Jordan oraz Brie Larson) sugerowały seans wzruszenia nad niesprawiedliwością, ale także refleksji nad obyczajowym tłem filmowych wydarzeń. Niestety, film tak mocno zamknął się w sztywnych ramach i utartych schematach, że nie sposób było pochylić się nad dramatem Waltera McMilliana i wszystkich tych, którzy niesłusznie przebywają w celach śmierci.
W stolicy Zabić Drozda
Z małego miasteczka Monroeville w stanie Alabama pochodzi ceniona pisarka, uhonorowana nagrodą Pulitzera, Harper Lee. Jej powieść – Zabić drozda – dotyka tematu nienawiści na tle rasowym, małomiasteczkowych uprzedzeń i zachwiania wiary w sprawiedliwość. Monroeville staje się również świadkiem zabójstwa młodej dziewczyny, o które zostaje oskarżony Walter McMillian (Jamie Foxx). Tym samym zaczyna się właściwa filmowa historia – Bryan (Michael B Jordan) poznaje Waltera McMilliana, zwanego przez wszystkich Johnnym D. i mimo dużych przeciwności ze strony oskarżycieli, opinii publicznej oraz policji stara się udowodnić, że mężczyzna wcale nie jest winny okrutnej zbrodni na młodej dziewczynie.
Schemat goni schemat
Tylko sprawiedliwość to film skrojony pod pewną tezę, a sceny, dialogi i sposób wypowiadania się postaci przypominają inne produkcje sądowe. Waleczny prawnik, który zrobi wszystko, by ocalić życie klienta i niemal do ostatniej kropli krwi wierzy w jego niewinność, to jeden z takich wyświechtanych już motywów kina obyczajowo-sądowego. Nie pomaga fakt, że bohaterowie odgrywani przez naprawdę znakomitych aktorów mają po prostu papierowe charaktery – irytują i zwyczajnie nudzą. Jedyny powiew świeżości, oczywiście w ostatnim występie totalnie zniszczonym niepotrzebnym patosem, zapewnia postać grana przez Tima Blake’a Nelsona. Obdarza on granego przez siebie Ralpha Myersa jakimś ciekawym pomysłem, nadaje mu autentyczności i na sceny z jego udziałem patrzy się z przyjemnością. Reszta obsady niestety została przygnieciona przez słaby scenariusz i nawet lubiana i ceniona za wybitny warsztat Brie Larson jest po prostu kolejną nudną bohaterką, która gdzieś tam przewija się na ekranie. Jamie Foxx, jako przebywający w celi śmierci skazaniec snuje się beznamiętnie od sceny do sceny i nie da się o nim za wiele powiedzieć. Nie ma tu emocji, o które podejrzewalibyśmy film o takiej tematyce, a fakt, że twórcy odhaczają poszczególne elementy wyjęte wprost z innych filmów sądowych, sprawia, że niknie gdzieś wydźwięk historii, tak przecież ważny, a cały obraz staje się męczący i pozbawiony życia.
Ważny temat, słaba narracja
Film Destina Daniela Crettona mógł stać się ważnym głosem w toczącej się debacie na temat stanu sądownictwa w Stanach Zjednoczonych czy choćby przez kontekst rasowy. Nic z tego jednak nie miało szansy autentycznie wybrzmieć. Suche, wypowiedziane bez polotu monologi bohaterów czy patetyczna otoczka nie zawierają w sobie wystarczającej głębi, aby skupić uwagę i zyskać zaangażowanie widza. Coś po drodze twórcom nie wyszło, zostało zgubione – cały sens i przesłanie filmu utonęło w szeregu błahych rozwiązań i sztucznych słów. Sceny sądowe, które aż proszą się o iskry, o dramatyzm i dynamikę są oklapłe i jedynie broni ich przez chwilę wspomniany wcześniej bohater grany przez Nelsona. Reszta to, punkt po punkcie, sceny widziane już tyle razy, że wiemy już, co zdarzy się za moment. Tylko sprawiedliwość nie ma zbyt wielu błyskotliwych i świeżych momentów, a kilka ciekawych scen nie obroni ponad dwugodzinnego filmu, a jemu samemu bliżej do telewizyjnego przeciętniaka niż kinowego dramatu.
Na zakurzonych bibliotecznych półkach odkrycie pulpowego horroru wprowadziło mnie w świat literackich i filmowych fascynacji tym gatunkiem, a groza pozostaje niezmiennie w kręgu moich czytelniczych oraz recenzenckich zainteresowań. Najbardziej lubię to, co klasyczne, a w literaturze poszukuje po prostu emocji.
Na tej stronie wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Więcej informacji znajdziesz w polityce prywatności. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? ZGADZAM SIĘ
Manage consent
Privacy Overview
This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.