Recenzje,Seriale

Plan doskonały? – Ben Stiller – „Ucieczka z Dannemory” [recenzja]

ucieczka z dannemory
ucieczka z dannemory

Wieść niesie, że najlepsze scenariusze pisze życie. Nie mogło być inaczej w przypadku największej i najbardziej spektakularnej od wielu lat ucieczki z więzienia w Stanach Zjednoczonych, która zelektryzowała media w 2015 roku. Serial powstały w oparciu o te wydarzenia jest skrupulatnym filmowym zapisem więziennego życia oraz brawurowej ucieczki dwóch skazanych na dożywocie mężczyzn – Richarda Matta i Davida Sweata. Ucieczka z Dannemory w reżyserii Bena Stillera pretenduje moim zdaniem do jednego z najlepszych seriali dramatycznych opartych na faktach ostatnich lat. Dla mnie to również jedno z takich mocnych zaskoczeń ze względu na osobę reżysera. Do tej pory kojarzony z głupiutkimi komediami Ben Stiller (Zoolander, Jaja w tropikach), udowadnia, że ciężki kaliber i mocny psychologiczny dramat to coś, co idzie mu zaskakująco dobrze. Wręcz doskonale.

Jako widzowie na przestrzeni lat docenialiśmy obrazy, gdzie ucieczka z więzienia stanowiła dość istotny element fabuły. Dla mnie takim wybitnym obrazem na zawsze pozostanie już ekranizacja słynnych Skazanych na Shawshank (opowiadanie Stephena Kinga było opublikowane po raz pierwszy w 1982 w zbiorze Cztery pory roku) w reżyserii Franka Darabonta z 1995 roku. To jedna z tych historii, gdzie kibicujemy niesłusznie oskarżonym. To również historia, w której ostateczny twist fabularny wbija w fotel. Myślę, że w Ucieczce z Dannemory zagrały inne emocje. Absolutnie nie kibicujemy głównym bohaterom, wręcz chcemy oglądać ich przegraną. Jeden z końcowych epizodów, który pokazuje nam ich pozawięzienne życie, jest tak doskonale skonstruowany, że nie jesteśmy w stanie patrzeć na ekran, bo wydarzenia się tam dziejące przynoszą tak duży emocjonalny cios. To również historia, w której nie ma happy endów. Wiemy to już przecież z doniesień medialnych, które informowały nas, również w Polsce, o schwytaniu uciekinierów – jednego zabito pod koniec trzytygodniowego pościgu, a drugiego złapano już praktycznie przy samej granicy z Kanadą.

Sama historia jest tak niewiarygodna, że gdyby nie fakt, iż zdarzyła się naprawdę, nie uwierzyłabym w nią. Mamy tu wszystko to, co w rasowym filmie sensacyjnym oraz w dobrym kinie psychologicznym – są skorumpowani strażnicy więzienni, znudzona życiem pracownica więziennego zakładu krawieckiego, dwóch bardzo groźnych przestępców, którzy bratają się we wspólnym celu. Mamy też bardzo skrupulatnie pokazane relacje między tymi bohaterami, mamy pokazany ich upadek i ostateczny koniec. Scenarzyści wykazali się niesamowitą dokładnością w oddaniu szczegółów wydarzeń z Dannemory – przeanalizowali tysiące akt, przeprowadzili setki rozmów, odtworzyli krok po kroku proces przygotowania do ucieczki, ale też, co uważam za naprawdę genialne, pokazali dramat tych ludzi i bezbłędnie nakreślili psychologię postaci.

Moje zachwyty nad serialem nie byłyby pełne, gdyby nie podkreślenie jak wspaniale poradziła sobie obsada Ucieczki z Dannemory. Co wyprawia tutaj niesamowity Benicio del Toro! Tak zwichrowanej postaci dawno nie widziałam. Całym swoim ciałem, gestami i mimiką wciela się w pozbawionego skrupułów mordercę i manipulatora Richarda Matta. Paul Dano, który już wcześniej pasował mi do ról psychopatów (genialny w Labiryncie), po raz kolejny pokazał swój kunszt aktorski. Jako David Sweat jest nieco bardziej poukładany i ma więcej ludzkich odruchów niż jego kolega grany przez del Toro. Jednak, zasłużenie, największe brawa należą się Patricii Arquette, która za rolę w Ucieczce z Dannemory zgarnęła Złotego Globa. Zagrała ona Tilly Mitchell, wspomnianą wcześniej krawcową więzienną, która wdaje się w romans z więźniami. To zniszczona i zaniedbana kobieta staje się osią wydarzeń serialu.

Ucieczce z Dannemory nie mamy bardzo spiesznej akcji, ale to wcale nie odbiera dynamiki opowiadanej historii. Mamy dzięki temu szansę oglądać obraz bardzo spójny, bardzo dokładny i niesamowicie przyciągający. Serial nas zaskakuje, wciąga i odbiera oddech na całe siedem godzin trwania. Historia bardzo angażuje emocjonalnie widza, ale jest też taką opowieścią, po której nie możemy się długo otrząsnąć. Zastanawiamy się, skąd w nas takie ambiwalentne uczucia. Jednocześnie chcemy porażki oglądanych postaci, a gdzieś tam w nas jest jakieś współczucie dla tych ludzi, tak skrajnie ukształtowanych przez otaczającą rzeczywistość. I bardzo się cieszę, że Stiller nie bawi się w moralizatora – on jedynie przedstawia historię, nie feruje żadnych wyroków, nie podburza widza i nie rzuca oskarżeń. To, w jaki sposób opowiedziana jest ta historia, i kto wciela się w role, ma ostateczny wpływ na to, że serial ten nie jest w żaden sposób wtórny i że w sposób niesamowity wybija się spośród produkcji o podobnej tematyce.

 

Serial obejrzycie na HBO GO


Przeczytaj także:

Piątkowa ciekawostka o filmie Skazani na Shawshank

Ocena9.5
9.5Ocena ogólna
Do NOT follow this link or you will be banned from the site!