Publicystyka,Ulubieńcy miesiąca

Ulubieńcy miesiąca: Czerwiec 2021

the last spell
the last spell

Jedni wylegują się na słońcu z książką w ręku, inni skrywają się w cieniu, oglądając kolejny epizod serialu. Jedni słuchają muzyki w drodze na urlop, inni odpalają odcinek podcastu, by droga z pracy szybciej im zleciała. Niektórzy są już po urlopie, inni niecierpliwie odliczają do niego dni. A pewnie nie zabraknie i takich, którym wakacje w tym roku nie są pisane – z różnych względów. Tym bardziej cieszymy się, że wszelkie wytwory kultury przychodzą z pomocą, a życie w XXI wieku pozwala na to, by obcować z muzyką, literaturą, serialem czy filmem w zasadzie zawsze i wszędzie. Można dzięki temu zarówno w interesujący sposób przeczekać burzę, jak i największy skwar w ciągu dnia. Można rozkoszować się lipcową aurą tak, jak lubimy i z tymi autorami i bohaterami, z którymi chcemy. W czerwcowych Ulubieńcach jak zawsze znajdziecie garść inspiracji i szczerze liczymy na to, że coś z naszych poleceń Was zainspiruje. Dziś omawiamy zarówno muzykę, jak i literaturę, serial czy podcasty. Sięgnijcie więc po drinka z palemką, mrożoną kawę, zimne piwko, wodę z cytryną i miętą albo siądźcie sobie przed wiatrakiem czy gdzie Wam będzie miło i przyjemnie i zapraszamy do lektury! Dziś między innymi o Mare z Easttown, Gorzko, Gorzko Joanny Bator czy grze The Last Spell. Miłego czytania!


Wiktoria Ziegler

Lipiec już się zaczął, słońce za oknem, a więc warto poratować się dobrą „urlopową” lekturą. A taka książka na urlop nie jest zwyczajną książką, są pewne cechy, które powinna mieć (przynajmniej dla mnie). Przede wszystkim powinna być obszerna – bo jak wciągnie to ino roz, więc najlepiej, że to było tomiszcze, ale takie, które jednak wygodnie trzyma się, leżąc na przykład na leżaku. Nie powinna to być naukowa literatura, najlepiej celować w środek – i taka właśnie jest najnowsza powieść Joanny Bator pt. Gorzko, gorzko. Zresztą o samej autorce mówi się, że jest to „pisarka literatury środka”. Gorzko, gorzko to saga o czterech pokoleniach kobiet walczących z życiowymi przeszkodami na przestrzeni lat – poznajemy kolejno Bertę, Barbarę, Violettę i Kalinę. Powieść łączy w sobie realizm, magiczność i turpizm, dodatkowo autorka bawi się narracją, która jest sprzeciwem wobec wszechobecnego i wszechwiedzącego męskoosobowego narratora. To historia trudnych miłości, wyborów, rodzinnych traum i pamięci. Joanna Bator zaprasza czytelników do swojego rodzinnego miasta – Wałbrzycha, w którym najmłodsza z bohaterek odnajduje brakujące fragmenty swojej rodzinnej opowieści. Jeśli chcecie posłuchać, jak o swojej powieści mówi sama autorka, z całego serce polecam tę dwudziestopięciominutową audycję:

 

– ja właśnie po jej wysłuchaniu sięgnęłam po Gorzko, gorzko.


Magda Przepiórka

Lato w pełni, więc zacznę lekko, muzycznie. Na pierwszy letni ogień pójdzie nowy singiel od Ofelii oraz towarzyszący wydaniu klip (bo oba są warte, kolejno: przesłuchania i obejrzenia). Zakochana w bicie prezentuje wszystko to, czym mnie do dzisiaj Ofelia zdążyła uwieść – a więc jest tu i nostalgiczny vibe, romantyczny klimat, a przy tym coś nowego w postaci disco bitów (niesłychanie łatwo i szybko uwodzących uszy) czy takiej swobodnej, luźnej „wakacyjności”. Nowy singiel zapowiada kolejną płytę Ofelii pod tytułem Osiem. Ciekawy jest też patent, jaki wykorzystuje artystka. Otóż w swoich, wybranych kawałkach przedstawia różne kobiece oblicza swoich muzycznych odsłon. Była już Terry, Chloe czy Tamara; teraz przyszedł czas na silną, pełną energii i odważną Mirandę. Widać też, że Ofelia szuka nowych rozwiązań. W Zakochanej w bicie piosenkarka w dużej części rezygnuje z poetyckich wygibasów muzyczno-słownych na rzecz większej energii w bicie. Ciekawy zwrot, bo to, co było na albumie Ofelia, było już dobre, a zapowiada się na to, że tej dobroci będzie jeszcze więcej, bo artystka idzie po nowe, przy czym ze starego tak całkiem to nie rezygnuje. No i klip, super sprawa – przybliża nam postać samej Mirandy i jest niesamowicie estetyczny. A na koniec ciekawostka! Za produkcję odpowiada Kuba Karaś (jedna połówka The Dumplings), za zdjęcia z kolei odpowiedzialność wziął Marek Edelman (współtwórca klipu do wcześniejszej piosenki Ofelii – Tu).

Ofelia - Zakochana w bicie (Miranda) [Official Music Video]

 

Ofelia Ofelią, ale jest i druga sprawa. Mata. Ten nasz młody raper. Dla mnie wakacje bez Maty odbyć się nie mogą. Parę dni temu na YouTube wskoczył jego nowy singiel, toteż pomyślałam sobie, że z okazji skorzystam i parę słów o nim napiszę. Kiss cam (podryw roku) specjalnie mi nie siedzi, przynajmniej na razie, no ale singiel wykonuje poważne zadanie, bo zapowiada nowy album Maty (ten ma ukazać się we wrześniu). Klip Kiss cam wskoczył na YouTube i od razu zrobił wielkie show. Rekordy się posypały, tak jak i wyświetlenia (gdy to piszę, utwór ma już prawie 12 mln wyświetleń, a jest dopiero 9 dni po publikacji; jak na polskie standardy tej platformy jest to, delikatnie mówiąc, duży sukces). To jednak nie wszystko. Macie przy okazji udało się pobić  rekord na polskiej scenie muzycznej – w sześć godzin od wypuszczenia w świat preorderu jego nowego albumu, ten został sprzedany w aż 15 tysiącach egzemplarzy (co daje mu status złotej płyty). No ale… wracając do wakacyjnego vibe’u, jakim teksty i kawałki Maty emanują – dla mnie to jest idealne połączenie dobrej produkcji z wybijającym się na czoło luzem w słowie i zachowaniu rapera – nic mnie tak nie relaksuje, jak: Lezore, Schodki, Konkubinat; nic tak nie ładuje, jak: GOMBAO 33 czy Biblioteka Trap. Niby nie moja muza, ale muszę przyznać, że akurat album 100 dni do matury siadł mi idealnie. I nie oszukujmy się, wiele razy ratował tyłek i łeb w trakcie pandemii. No lubię tego chłopaka, no. Na koniec nowego singla Maty nie wrzucę, bo to nie jest mój specjalny ulubieniec. Wrzucę za to klasycznie, standardowo i bez zaskoczeń Schodki


Martyna Michalska:

michalska-lipiec-2021Ostatnie dwa miesiące upłynęły mi przede wszystkim na nauce języka, w związku z czym z kulturą było mi niespecjalnie po drodze. Powoli odrabiam serialowe zaległości, których sporo się nagromadziło (nowy sezon Opowieści podręcznej, Pracujących mam, Felling GoodSprawy idealnej Specjalisty od niczego), jednak jak do tej pory żadna produkcja nie zachwyciła mnie na tyle, żeby zasłużyć na miano ulubieńca. Tu jednak z pomocą przychodzi jedno z narzędzi do nauki języka, czyli podcast Reply All. Podcast zaczął być nadawany w 2014 roku z inicjatywy spółki Gimlet Media i praktycznie z biegu zdobył sobie sporą sympatię słuchaczy. I nic w tym dziwnego, bo słuchanie prowadzących, czyli Alexa Goldmana i Emmanuela Dzotsiego, to czysta przyjemność, choć tematyka nie zawsze do takich należy. Podcast porusza tematy przeróżne, głównie społeczno-obyczajowe. Ja swoją przygodę zaczęłam od odcinka The Case of the Missing Hit, w którym prowadzący opowiadają niezwykle fascynującą historię o kawałku, który grał w głowie kilku zupełnie niepowiązanych ze sobą osób, a którego nikt nie był w stanie nazwać i przypisać do konkretnego artysty. Ta opowieść jest o tyle interesująca, że oprócz opisania prób zidentyfikowania utworu, przedstawia pewną wariację na temat efektu Mandeli.

Podcast Reply All towarzyszył mi w różnych momentach – podczas sprzątania, gotowania, zakupów, spacerów i był świetnym kompanem umilającym mi czas, a przy okazji umożliwiającym osłuchanie z żywym, nieksiążkowym językiem. Na szczęście przede mną jeszcze sporo odcinków, a cały czas powstają nowe, więc obcowanie z tym dobrem szybko się nie skończy.


Klaudia Rudzka 

W czerwcu  zdecydowałam się nadrobić film, który od dawna znajdował się na mojej liście „do obejrzenia”. Dzieło Wojciecha Staronia realizowane przez ponad siedem lat opowiada o relacji dwóch braci – Mieczysławie i Alfonsie Kułakowskich, którzy we wczesnych latach swego życia zostali wywiezieni na Syberię, skąd uciekli i po latach spotkali się w Kazachstanie. Wojciech Staroń realizuje swój film, gdy bracia zdecydowali się na powrót do kraju, gdzie jako repatrianci zamieszkali w małej wiosce na północy Polski. Dokument to wzruszająca historia braterskiej miłości i przywiązania, to także opowieść o dwóch różnych charakterach, które pomimo lat nadal darzą się ogromnym zaufaniem, uczuciem i szacunkiem. To również siła wspomnień  od tych ciężkich i bolesnych, po humorystyczne i wzruszające. To w końcu obraz ukazujący, jak bracia odnaleźli się w nowej rzeczywistości i jak niełatwo było im zmierzyć się z przeciwnościami losu, wobec których nie poddali się, wciąż będąc razem. Film Bracia dostępny jest na platformie Ninateka. Gorąco zachęcam do obejrzenia.

Muzyczne premiery czerwca zaowocowały nową płytą Modest Mouse. Jest to zespół z prawie 30-letnią historią. Powstał w mieście Issaquah w stanie Washington i zadebiutowali w 1996 roku. Od tamtego czasu  mają na swoim koncie 6 albumów, z czego ostatni został wydany w 2015 roku. Po 6 latach wracają ze swoim nowym materiałem wyprodukowanym przez Dave Sardy i Jacknife Lee pod tytułem The Golden Casket. Krążek składa się z dwunastu ciekawych zarówno lirycznie, jak i muzycznie utworów. Charyzmatyczny Issac Brock  po raz kolejny daje nam dowód na to, że Modest Mouse to jeden z najważniejszych zespołów na amerykańskiej scenie alternatywnej. Psychodeliczna okładka, punk oraz eksperymenty to jedne z wielu cech wyróżniających nowy krążek Modest Mouse, na który wielu fanów z pewnością czekało. Ja się nie zawiodłam.


Mateusz Norek

the last spellJako fan gier niezależnych uwielbiam ten mement, kiedy nagle, zupełnie niespodziewanie, bez żadnych zapowiedzi, pojawia się kolejny mały, niepozorny tytuł, który w przeciągu kilku dni staje się niesamowicie popularny. Tak było chociażby z Valheim, o którym pisałem w Ulubieńcach Marca. W czerwcu natomiast na Steamie pojawił się we wczesnym dostępie The Last Spell – pixel artowy roguelite, który z miejsca został zbombardowany przytłaczająco pozytywnymi komentarzami. Twórcy wykorzystali bardzo prosty pomysł, połączyli kilka mechanik znanych z różnych gatunków i wyszedł im piekielnie uzależniający tytuł!

Nasze zadanie w The Last Spell jest bardzo proste – musimy, przy pomocy bohaterów, bronić miasto przed kolejnymi, coraz większymi i silniejszymi falami zombie. Rozgrywka podzielona jest na dwie fazy. W dzień mamy szansę na postawienie umocnień i murów, wzniesienie nowych budowli, a także wykorzystanie robotników do pracy w tych już posiadanych. Rozwijamy też naszych herosów (na początku mamy do dyspozycji trzech), ulepszając statystyki i wybierając specjalne zdolności, a także kupujemy (lub produkujemy) im elementy wyposażenia i broń. Po tym następuje noc, gdzie w turowej walce staramy się wyeliminować wszystkich przeciwników, nim oni pokonają naszych bohaterów lub zniszczą umieszczony w centrum miasta magiczny krąg. Jak przystało na prawdziwego rogalika, poziom trudności jest tutaj wysoki, a porażka jest integralnym elementem rozgrywki – po pierwszej śmierci poznajemy bowiem dwa tajemnicze bóstwa, które w zamian za osiągnięcie poszczególnych wyzwań oferują nam pomoc. Dzięki temu możemy odblokować kolejne budynki, sprawić, że nasze miasto będzie na początku mocniej obwarowane, dostajemy również do dyspozycji więcej zestawów oręża. I to chyba najważniejsze nagrody, ponieważ to, w jaki sposób walczy dany bohater, determinuje tylko trzymana przez niego broń (każdy może jednocześnie korzystać z dwóch zestawów). Większość umiejętności podstawowych korzysta z odnawialnych co turę punktów akcji, ale niektóre wymagają również zużycia many, a tę bohaterowie mogą regenerować w ograniczonej ilości jedynie w dzień. Sprawia to, że czasem musimy zaryzykować i oszczędzić ten cenny surowiec na kolejną noc. 

Mimo tego, że gra znajduje się we wczesnym dostępie, ilość rzeczy, jakie możemy odblokować, jest ogromna. Twórcy bardzo profesjonalnie podchodzą do rozwoju gry, słuchają również głosu fanów, czego dowodem jest najnowszy, pierwszy większy patch, który wprowadził oprócz kilku ulepszeń interfejsu (którego przejrzystość i prostota jest dla mnie jednym z największych plusów The Last Spell), wprowadził także bardzo oczekiwaną przez społeczność, możliwość customizacji wyglądu bohaterów. O takie świetne indyki we wczesnym dostępie na Steamie walczyłem!


Małgorzata Kilijanek

W czerwcu w moje słuchawki wpadła playlista, której od jakiegoś czasu nie słuchałam – Shoegaze Classics. Znajdziecie na niej między innymi dzieła Slowdive, Cocteau Twins, Beach House, DIIV, Blonde Redhead, Papercuts, My Bloody Valentine czy Lush. Gitarowe, porywające ściany dźwięku z wyłaniającym się zza nich stonowanymi wokalami stanowią idealne tło dla shoegaze’owych wspomnień koncertowych czy tęsknoty do nich.

Przywołana przeze mnie gotowa lista piosenek może być jednak bardzo dobrym punktem wyjścia do odkrywania kolejnych propozycji tego gatunku – wystarczy kliknąć w nazwę zespołu i wybrać płytę.

Tytuł odcinka podcastu, który chciałabym polecić Waszej uwadze, brzmi: Bo jesteś człowiekiem. Strata i akceptacja. To rozmowa Agnieszki Szydłowskiej i Agnieszki Woźniak-Starak z doktorką Ewą Woydyłło, w audycji Era Wodnika newonce radio. Gościni jako psycholożka i terapeutka uzależnień opowiada o tym, jak mimo przeciwności akceptować negatywne uczucia, tłumaczy, ile złego sobie i środowisku może wyrządzić niskie poczucie własnej wartości oraz czym w życiu ludzi jest obecnie strata. Pewne jest jedno: tym, o czym się milczy. W tym odcinku się nie milczy, a o stracie głośno mówi, czemu towarzyszy wymiana doświadczeń życiowych trzech rozmówczyń. Człowiek, który ma poczucie własnej wartości nie boi się zagrożenia, bo wie, że sobie poradzi – pada z ust Woydyłło, a rozwinięcie tego zdania możecie poznać, odsłuchując nagrania tutaj.

Z serialowych propozycji zaskakująco wciągająca okazała się dla mnie produkcja HBO Mare z Easttown, opowiadająca o śledztwie w sprawie morderstwa, poszukiwaniu zaginionych nastolatek i zmaganiach z codziennymi kryzysami głównej bohaterki. Mare, bo o niej mowa, mieszka w małym pensylwańskim miasteczku, w którym zna się ze sobą każdy, ale to nie wystarcza, by zbliżyć się do prawdy. W siedmiu odcinkach twórcy odkrywają kolejne karty kryminalnych historii, jednak skutecznie wodząc widzów za nos, za pomocą nie tylko cliffhangerów, ale i nagłych zwrotów akcji (szczególnie w finale). Więcej o dziele Craiga Zobla przeczytacie w naszym Wielogłosie, który znajdziecie tutaj, dlatego w Ulubieńcach dodam tylko, że bardzo go Wam polecam.


the last spellSylwia Sekret

Idealnie się składa, że przyszło mi pisać swoją część ulubieńców zaraz po Gosi, bo moim w zasadzie jedynym faworytem jest, wspomniana właśnie przed chwilą, Mare z Easttown. Kryminał to chyba mój ulubiony gatunek serialowy i zawsze szukam takich tytułów, które mnie totalnie wciągną, które nie będą banalne, w których rozwiązanie zagadki będzie albo zaskakujące, albo bardzo życiowe (a najlepiej jedno i drugie), ale także seriali dobrze zagranych, w których nie zapomina się o wyrazistym tle dramatycznym. Mare z Easttown wpisuje się w to wszystko bezbłędnie. Rzecz dzieje się w niewielkim miasteczku i choć motyw ten wydaje się może i oklepany, to prawda jest taka, że nie można wymarzyć sobie lepszego miejsca na fabułę serialu kryminalnego. Z jednej strony większość mieszkańców się zna, z drugiej okazuje się, że każdy ma jakieś sekrety, a im większa zażyłość powierzchowna sąsiadów, tym większe i bardziej mroczne tajemnice mogą czasem skrywać. Mare z Easttown to mistrzowsko poprowadzona opowieść o kobiecie, której życie niejedną kłodę już rzuciło pod nogi. Mare zagrana fenomenalnie (o czym moje koleżanki niejednokrotnie wspominały w Wielogłosie) przez Kate Winslet, jest postacią, którą się jako widz po prostu pochłania, której chce się więcej i więcej. Ma mnóstwo wad, popełnia błąd za błędem, rani najbliższych, zdarzają jej się totalne porażki, jeśli chodzi o interakcje z rodziną czy przyjaciółmi, ale przy tym nie jest postacią negatywną. Jest po prostu kobietą, która na każdy możliwy sposób walczy o szczęście tych, których kocha, i o dobro mieszkańców miasteczka, nad którym jako detektywka czuwa. A że nie zawsze jej to wychodzi… Cóż… Takie właśnie jest życie. Mare to taka bohaterka, dla której warto stworzyć cały serial, a nawet uniwersum. Kate Winslet to taka aktorka, dla której warto było napisać tę postać i ten serial. Bardzo się cieszę, że czas na ten tytuł znalazłam, dopiero gdy wyszły już wszystkie odcinki, bo nie wiem, jak wytrzymałabym czekanie na kolejne epizody. Nie wiem, co doskwierałoby mi bardziej – chęć odkrycia prawdy lub choćby kolejnego elementu układanki czy po prostu tęsknota za Mare i jej nietuzinkową rodziną. Serial HBO to zdecydowanie mój ulubieniec czerwca i na pewno będzie też jednym z ulubieńców roku.


Fot.: Znak, SBM Label, Ishtar Games, PIAS, HBO

Podobne wpisy:

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *