Ulubieńcy miesiąca

Ulubieńcy miesiąca: kwiecień 2021

ulubieńcy kwietnia
ulubieńcy kwietnia

Jesteśmy ciekawi, czy u naszych Czytelników kwiecień również był miesiącem tak mało obfitującym w ciekawe propozycje kulturalne. Być może wpływ miała na to pogoda, która nie zachęca do niczego? Być może to tylko zbieg okoliczności i po prostu niefortunny czas? W każdym razie mimo wszystko Ulubieńcy kwietnia pojawiają się i polecają do lektury. Swoimi kwietniowymi faworytami dzieli się co prawda tylko troje redaktorów, ale za to jakich! Zawsze na posterunku, zawsze gotowi podrzucić Wam i sobie nawzajem coś, czym ich zdaniem warto się zainteresować. Nie zważając na zmienną pogodę, nie zważając na zawalone terminy, na krzyczące dziecko, na okropny wiatr, na szczekającego psa, na ogrom zajęć – wracamy jak co miesiąc z ulubieńcami. Dziś mamy dla Was film, muzykę, książki i audiobooki. To co? Może mimo niewielkiego wyboru (a może właśnie dzięki temu?) znajdziecie tutaj coś, co Wam przypadnie do gustu?


Małgorzata Kilijanek

ulubieńcy kwietnia

W kwietniu do licznych dyskusji skłonił mnie film Emerald Fennell Obiecująca. Młoda. Kobieta., a jedną z nich przeprowadziłyśmy z redaktorką Klaudią Rudzką w formie Wielogłosu (przeczytacie go tutaj). To aktualna, a może wręcz rewolucyjna dla współczesnego kina, opowieść o trwającej patriarchalnej opresji kobiet, którą powinni poznać wszyscy. Idealnie dopasowanej do fabuły ścieżki dźwiękowej po seansie słuchałam wielokrotnie, ale poza nią wśród ulubieńców chciałabym wyróżnić wydaną w lutym płytę Nicka Cave’a i Warrena Ellisa – CARNAGE. Wydaną bez zapowiedzi, stworzoną w trakcie jednego z lockdownów. Przedstawiającą obrazy z dzieciństwa artysty i odniesienia do aktualnych wydarzeń – pandemii, jak i protestów Black Lives Matter, ale też wyrażającą tęsknotę za przedpandemiczną rzeczywistością. When everything is ordinary until it’s not śpiewa muzyk w Balcony Man. Po wydaniu albumów związanych z żałobą po śmierci syna, w tytułowej rzezi Cave wraz z Ellisem tworzą obraz świata pełnego nadziei, do którego pozwalają uciec odbiorcom. Delikatne fortepianowe dźwięki w towarzystwie wirtuozerii skrzypiec i syntezatorów Warrena Ellisa wraz z przejmującymi tekstami i niepowtarzalnym głosem Nicka Cave’a poruszają, ale również dają ukojenie. Dziełu tego niesamowitego artystycznego duetu warto poświęcić czterdzieści minut, wieczór bądź znacznie więcej. 

Pozostając w klimatach muzycznych, przejdę do tego, że Artur Rojek w kwietniu zaprezentował trzy playlisty opatrzone szyldem OFF Jazz, w których znalazła się jego autorska selekcja utworów jazzowych. Na OFFie jazz zawsze był obecny, ale słyszymy go inaczej, poza gatunkową ortodoksją. Czasem grają go artyści, których środowisko jazzowe nie poważa lub wypycha poza granice tego nurtu, czasem nawet tacy, którzy sami nie wpadliby na to, że ktoś słyszy w ich muzyce jazz. A to jest właśnie ten zgiełk, to wolność i twórczy niepokój. Jak ktoś mądry kiedyś powiedział: jazz poznaje się nie po tym, co się gra, ale po tym, jak się to robi. (…) Jeśli zapomnicie się w tych dźwiękach, zaczniecie tańczyć – wspaniale. Jeśli coś was zaskoczy, wzbudzi sprzeciw – równie dobrze. Po to przecież jest muzyka. – tak opisany został projekt mogący umilić nam oczekiwania na kolejną edycję spacerów między scenami w Dolinie Trzech Stawów. Wsłuchiwałam się uważnie we wszystkie utwory, odkrywając OFFową definicję jazzu i serdecznie ją Wam polecam. Na playliście OFF Jazz vol.1 znajdziecie między innymi Jeffa Parkera, black midi i Błoto, na OFF Jazz vol.2 Grega Foata i GODTET, a na OFF Jazz vol.3 Alberta Aylera, Blurt czy Tuatara.


Mateusz Cyra

Miałem nadzieję, że kwiecień będzie u mnie miesiącem przełamania dość znikomej ilości filmów, które oglądałem miesiąc wcześniej, niestety – tak się nie stało i w zasadzie powtórzyłem swój kiepski wynik zaledwie trzech obejrzanych filmów. Ubolewam nad tym ogromnie, ale w tym momencie nie jestem w stanie nic z tym zrobić. Skoro nie mam żadnego filmowego ulubieńca, to może muzyka? Tak się składa, że na tym polu popkultury „coś” mam. No bo z racji cyklu, który prowadzimy wspólnie z Patrykiem Wolskim, jesteśmy muzycznie całkiem na bieżąco i przesłuchane płyty możemy przeliczać na kilogramy. Z dumą i nieskrywaną radością przedstawiam naszą marcową playlistę Aktualnie na słuchawkach 03/21, zawierającą najlepsze utwory spośród albumów, które przesłuchaliśmy.

Zdaję sobie sprawę, że mylący może być fakt, iż publikowanym w maju ulubieńcem kwietnia jest playlista zawierająca piosenki wydane w marcu, ale taki przyjęliśmy system, że w danym miesiącu skupiamy się na muzyce z jeszcze wcześniejszego miesiąca, ponieważ wielu artystów potrafi wydać wartościowe dźwięki w ostatnim kalendarzowym dniu, a my nie lubimy, jak coś nam umyka. 

ulubieńcy kwietnia

Ulubieńcy kwietnia to także dobry powód, by wspomnieć o literaturze, ponieważ postanowiłem wrócić do porzuconych w 2019 roku Akt Harry’ego Dresdena autorstwa Jima Butchera. Przyswajam sobie treść tego cyklu za sprawą audiobooków wydanych i dostępnych na Storytel w obłędnej interpretacji Maćka Kowalika. Narracja pierwszoosobowa to jest coś, w czym Kowalik jest absolutnym królem i po dziś dzień żałuję, że to Filipowi Kosiorowi (który też jest dobry w kwestii interpretacji audiobooków, ale nie jest moim ulubieńcem), a nie Maciejowi Kowalikowi przypadło czytanie najlepszego dzieła, które wyszło spod pióra Stephena Kinga, czyli Dallas 63. Wracając jednak do Dresdena – porzuciłem serię po 11. tomie, logicznie więc odpaliłem sobie tom 12., zatytułowany Zmiany i zakładam, że jest to po części spowodowane powrotem do cyklu po niemal dwuletniej przerwie, ale to była istna miazga. Ponad piętnaście godzin Rozrywki (tylko przez duże „R”). Nie wiem, jak do końca wyjaśnić fenomen tej serii, ale spróbuję posłużyć się przykładem: Akta Dresdena są dla mnie tym, czym dla miłośników MCU są filmy o Avengersach – niczym nieskrępowaną rozrywką, minutami magii, radości i przyjemności z obcowania z uniwersum, które pokochałem całym serduszkiem, z tym że Harry Dresden ma do zaoferowania odbiorcom więcej niż wszyscy bohaterowie Marvela razem wzięci. Aż się zaczynam zastanawiać, czy aby przypadkiem Harry Dresden nie jest moim ulubionym bohaterem wykreowanym przez popkulturę. Poczekam z ostateczną decyzją do zakończenia serii, a ta planowana jest na dwadzieścia tomów.


Sylwia Sekret

ulubieńcy kwietniaNa długie lata zapomniałam o książkach Joanny Chmielewskiej. W zasadzie nie tyle zapomniałam, bo przecież nie wymazałam z pamięci całkowicie ich istnienia, ile po prostu wyparły je wszelkie nowości i literatura zupełnie innego typu. Zapomniałam natomiast przede wszystkim o tym, jak świetnie bawiłam się kiedyś podczas czytania powieści nieżyjącej już autorki, jak bardzo potrafiły mnie odciągnąć od niewygodnych, zatruwających głowę myśli, i jak bardzo po drodze było mi zawsze z humorem Chmielewskiej. Do wielkiego powrotu przyczynił się wydany stosunkowo niedawno przez Storytel audiobook czytany fenomenalnie przez Tomasza Kota – Lesio. Wraz z przesłuchaniem uświadomiłam sobie, że najwyższy czas na poważnie przeprosić się z takimi powieściami jak Wszyscy jesteśmy podejrzani, Krokodyl z kraju Karoliny, Całe zdanie nieboszczyka i tak dalej. A ponieważ czasu na czytanie nie mam niestety wiele (jak większość z nas zapewne), postanowiłam dalej pójść w audiobooki. I choć Ewa Abart, która czyta w zasadzie wszystkie dostępne (poza wspomnianym Lesiem) w Storytel książki Chmielewskiej, niestety nie przypadła mi do gustu jako lektorka, to zarówno czytana przez nią, a wysłuchana przeze mnie, powieść Wszyscy jesteśmy podejrzani, jak i będący swoistą kontynuacją Lesio zapisują się w tym roku dumnie jako moi ulubieńcy kwietnia, bo obie książki potrafiły poprawić mi nastrój w kilkadziesiąt sekund i sprawić, że zaśmiewałam się w głos, przebiegając obok niczego nieświadomych ludzi.

Joanna Chmielewska pisze w sposób w jaki, mam wrażenie, już się nie pisze, a na pewno mało kto tak obecnie pisze. Wydaje mi się również, że gdyby przyszło jej tworzyć współcześnie, mogłaby się w pewnych sytuacjach odbić od nadmiernej poprawności politycznej, która ma w moim przekonaniu zarówno dobre, jak i złe strony. Jej nietuzinkowy styl pisania, jej błyskotliwość, jej zdolność do wygrzebywania iskierek humoru z najmniej typowych sytuacji i połączeń była (i jest nadal) niepodrabialna. Nie jest to w żadnym razie literatura ambitna, wyższych lotów, ale do pośmiania się, wyluzowania i docenienia kunsztu pisarskiego w konkretnym gatunku jest idealna. Dodatkowo warto podkreślić, że lektura jej powieści może być interesująca również z tego względu, że ukazuje zupełnie inne czasy, zupełnie inny system i rzeczywistość. Dla młodszych czytelników mogą być zatem jej książki pewnym sposobem na poznanie zupełnie innego świata, jakim był nasz kraj w czasach PRL-u, a dla tych, którzy owe czasy pamiętają, na pewno będzie ciekawym wspomnieniem i możliwością zweryfikowania, czy podobnie zapamiętali tamte lata. Na pewno pamiętający PRL czytelnicy więcej humoru wyłapią i będą mieli więcej okazji do pośmiania się.

Ja bawiłam się świetnie i na pewno nie opuszczę Joanny Chmielewskiej na długo. Być może ulubieńcy kwietnia to dopiero początek mojej ponownej przygody z pisarką.

Fot.: Goliath Enterprises Limited, Storytel, Kobra


Ulubieńcy kwietnia przeczytani? Sprawdź także:

Ulubieńcy marca

Podobne wpisy:

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *