ulubieńcy listopada

Ulubieńcy miesiąca: Listopad 2021

Szaro, prawda? Szaroburo, nieprzyjemnie, zimno i przygnębiająco. Tak nam się zazwyczaj kojarzy listopad i, cóż, taki zazwyczaj po prostu jest. Nie ma się co oszukiwać i koloryzować rzeczywistości – przedostatni miesiąc roku to najmniej przyjemny okres. Dłuży się, szarzy i próbuje nam wmówić, że już nigdy nie będzie ani jasno, ani ciepło, ani przyjemnie. Tak, nie ma co koloryzować rzeczywistości, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby ją trochę… pokolorować. Nie od dzisiaj natomiast wiadomo, że świat i życie nabierają kolorów przy dobrej książce, kojącej serce muzyce, wciągającym serialu, wartościowym filmie, wspaniałym spektaklu. Kulturę mamy na wyciągnięcie ręki, korzystaliśmy z niej więc chętnie w minionym miesiącu i wyzywająco patrząc Listopadowi w oczy, przekazując wiadomość, że nawet najbardziej szarym dniem nas nie pokona. Sprawdźcie koniecznie, czym ratowali się przed szaroburością Małgosia, Ania, Magda, Klaudia, Natalia, Mateusz i Sylwia. Zachęcamy gorąco do zapoznania się z tytułami, które polecamy – mamy nadzieję, że nasi Ulubieńcy listopada Wam również się spodobają.

Sylwia Sekret

O tym serialu rozpisałam się już w recenzji, do której zainteresowanych odsyłam (tutaj na Was czeka), nie będę więc się powtarzała. Miniserial Ku’damm, który pochłonęłam, nie mam pojęcia kiedy, zaskoczył mnie tym, jak świetny się okazał, przy całkowitym braku popularności (przynajmniej w naszym kraju). Ku’damm (1 sezon nos tytuł Ku’damm ‘56, drugi Ku’damm ‘59, a trzeci Ku’damm ‘63) to historia trzech sióstr i ich surowej, konserwatywnej matki, której głównym marzeniem jest wydać pociechy (choć pociechy zdaje się mieć z nich niewiele) za mąż. Monika, Eva i Helga to kobiety, które wkraczają szybkim krokiem w dorosłość, ale i tak nie potrafią uwolnić się od oceniającej matki, od jej wzroku pełnego dezaprobaty i niezadowolonej miny. Caterina próbuje sterować ich życiem, będąc święcie przekonana, że tylko w ten sposób będą zdolne osiągnąć choć minimalne szczęście. Ku’damm rozgrywa się na ulicach Berlina, w latach wspomnianych w kolejnych tytułach serialu. Mamy więc tło polityczne, mamy pokłosie wojny, mamy Mur Berliński, homoseksualizm traktowany jak chorobę, mamy kobiety traktowane jak obywateli drugiej, a nawet trzeciej kategorii, których rolą ma być jedynie zaspokajanie potrzeb męża. Jednak wraz z postępującymi latami, przemianami na świecie i rozwojem fabuły taki stan rzeczy zaczyna powoli się zmieniać. Widzimy to w zrachowaniach bohaterek, w strojach, w muzyce. Ku’damm może pochwalić się zarówno świetnym aktorstwem, jak i scenografią, która przenosi nas do Berlina lat 50. i 60. Ta niemiecka produkcja to moja osobista perełka, do której na pewno kiedyś wrócę. Rodzinna saga, na której przestrzeni, w dziewięciu półtoragodzinnych odcinkach wydarzy się wiele złego i dobrego, która porusza wiele problemów i trudnych tematów. Polecam serdecznie, zwłaszcza że produkcję można bez problemu obejrzeć na HBO GO.


Anna Sroka-Czyżewska 

W listopadzie trafiłam na niecodzienną produkcję, bo opowiadającą o środowisku dziennikarzy i pracowników telewizji śniadaniowej w USA. The Morning Show, bo o nim mowa, to świetny serial dramatyczny stworzony przez Jaya Carsona z udziałem takich gwiazd jak Jennifer Aniston, Reese Whiterspoon i Steve Carell. No i właśnie taka obsada w głównej mierze skłoniła mnie do zobaczenia tego serialu i pod tym względem na pewno się nie zawiodłam. Pierwszy sezon serialu wprowadza nas bardzo ciekawie za kulisy telewizji śniadaniowej, ale także pokazuje własną interpretację związaną z ruchem „mee to”.

Alex Levy, grana przez Aniston, to gwiazda śniadaniówki, ulubienica Ameryki, której od lat w życiu towarzyszą kamery i błyski fleszy. W rozpoczęciu serialu, już w pierwszym odcinku, dowiaduje się ona, że jej partner z programu, a także przyjaciel (Carell), został natychmiastowo zwolniony z powodu oskarżeń o molestowanie seksualne. Cała Ameryka mówi o tej sprawie, a sama Alex musi wygłosić w tej sprawie ogłoszenie na antenie. W tym samym czasie niesforna reporterka, Bradley Jackson – w nią wciela się Reese Whiterspoon – prowadzi transmisję z protestów w Wirginii, dając się nagrać w chwili emocjonalnego wybuchu. Nagranie wzburzonej dziennikarki trafia do sieci i staje się pretekstem do zaproszenia jej na rozmowę do telewizji śniadaniowej The Morning Show, który prowadzi Alex Levy. Tak splatają się losy tych dwóch bohaterek, które przez następne odcinki będą mierzyły się z naprawdę ciężkimi sprawami, a ta najcięższa dotyczyć będzie kwestii molestowania seksualnego w miejscu ich pracy. The  Morning Show to serial, który długo się rozkręca, ale ma w zanadrzu parę fajnych twistów, ciekawych rozwiązań i przede wszystkim może zadowolić widza, który od serialu wymaga czegoś więcej niż prostej rozrywki.


Małgorzata Kilijanek

W listopadzie udało mi się odwiedzić Teatr Muzyczny ROMA, by obejrzeć Waitresshistorię kelnerki z amerykańskiej prowincji, która zamierza odmienić swoje życie. Libretto musicalu napisała Jessie Nelson – aktorka, scenarzystka i reżyserka, a za muzykę i teksty piosenek odpowiadała Sara Bareilles, kompozytorka i wokalistka wielokrotnie nominowana między innymi do nagród Tony i Grammy. Amerykańska premiera musicalu odbyła się 24 kwietnia 2016 roku, a z Brodawayu zszedł po 1 544 przedstawieniach, 5 stycznia 2020 roku.

Polskie tłumaczenie spektaklu jest jego trzecim przekładem na świecie, a polska premiera – pierwszą na licencji Music Theatre International w wersji non-replica. Zaskakująco dobrze amerykańska scenografia wygląda w Warszawie, a dialogi wielokrotnie rozśmieszają do łez. Główną bohaterkę, Jennę, poznajemy jako kelnerkę i autorkę fantazyjnych tart, tkwiącą w przemocowym związku. Ze wsparciem przyjaciółek kobieta stara się zawalczyć o kontrolę nad własnym losem, a jej perypetie dotyczą nie tylko spraw indywidualnych, ale wiążą się z tematem emancypacji kobiet oraz praw do decydowania o sobie. To bardzo aktualne widowisko, zaserwowane w lekkiej formie, z fantastyczną oprawą muzyczną i piosenkami, które nuci się jeszcze długo po wyjściu z teatru.

Pozostaje mi jeszcze zgodzić się ze słowami reżysera, Wojciecha Kępczyńskiego: Jak zawsze w dobrym musicalu koncentrujemy się na konkretnych postaciach, bo tylko opowiadanie fabuły przez pryzmat indywidualnych doświadczeń ma sens i sprawia, że widz może sam odnieść się do tego, co widzi na scenie. Ale nie chcemy moralizować, osądzać wyborów bohaterów. Niech widzowie dokonają tych ocen sami, jeśli mają na to ochotę. Warto jednak najpierw spojrzeć w głąb własnego „ja” – i dopiero potem oceniać innych. To też jest ważne przesłanie „Waitress.” W tym musicalu sprawy układają się dokładnie tak jak w życiu: chwile złe przeplatają się dobrymi, a uśmiech z momentami załamania. Ale to wszystko do czegoś prowadzi. Jak śpiewa główna bohaterka: „momenty złe zyskują sens, gdy kończą się przemianą”. Właściwie nie oglądamy na scenie bohaterów idealnych, bez skazy. Dlatego historia, którą opowiadamy jest taka prawdziwa.

„Waitress" w Teatrze Muzycznym ROMA - zwiastun

 

Kiedy za oknami ciemność pochłaniała listopadowe szarości, zasłuchiwałam się w środowej audycji Michała Nogasia w Radiu Nowy Świat, czyli Muzyce do czytania. – Niektórzy twierdzą, że przy muzyce nie da się czytać. Inni z kolei przekonują, że słowa na papierze i dźwięki dobiegające z radia to idealne wręcz połączenie. A jak jest naprawdę? Sprawdzamy to co tydzień, podróżując po całym świecie, od Argentyny po Japonię. Mroczne dźwięki, fortepian, sale koncertowe i dużo więcej. Michał Nogaś zawsze z książką w ręku. – głosi jej opis na radiowej stronie. W przypadku braku możliwości wsłuchiwania się w audycję na żywo, w środy od 22:00 do północy, dla Patronek i Patronów Radia Nowy Świat istnieje możliwość odsłuchu podcastu, a dla wszystkich dostępne są playlisty z utworami pojawiającymi się w odpowiednich odcinkach. Znajdziecie je tutaj. To muzyka nie tylko do czytania, gdyż może stanowić tło, czego tylko chcecie, ale w wielu przypadkach jest na tyle angażująca, że wszelkie czynności przerywa się, aby słuchać tylko jej.

 


Magda Przepiórka

Nasza planeta to serial dostępny na Netflixie, dokument, którego narratorem jest sławny biolog, podróżnik i popularyzator wiedzy przyrodniczej — David Attenborough. Ten 95-latek, który wciąż ma w sobie mnóstwo życia, energii i miłości do świata ludzi i przyrody, fascynuje jako lektor. Wspominam o tym serialu dokumentalnym z tego względu, że w końcu udało mi się go w całości obejrzeć, a seans ten okazał się jedną z najciekawszych przygód filmowych w tym roku. Ten światowy fenomen, ośmioodcinkowa przygoda przez ziemskie — tak łatwo przez nas ignorowane — cuda natury to niesamowite widowisko i przepięknie snuta opowieść nie tylko pod względem wizualnym, ale i emocjonalnym. To także po części i smutna historia o tym, że przyroda wciąż musi się dostosowywać, walczyć o równowagę, zmieniać… Im bardziej człowiek w nią ingeruje, zmusza do sztucznych lub niespotykanych dotąd rozwiązań, tym ta coraz bardziej traci na swych siłach. Nasza planeta to dokument, do którego chce się wracać. To niesamowite prowadzenie historii, zapierające dech w piersiach krajobrazy i zwierzęta oraz ironiczna, ale jakże trafna i świetnie utrzymująca napięcie narracja w wykonaniu Davida Attenborough. Miłośników i miłośniczki Krystyny Czubówny ucieszy zapewne fakt, że ta słynna polska lektorka podkłada głos w polskiej wersji językowej. Dodatkowym smaczkiem może okazać się także seans Naszej planety — za kulisami. To zaledwie godzinny dokument, który uchyla rąbka tajemnicy na temat tego, w jakich warunkach twórcy produkcji pracowali, jak dużą cierpliwością musieli się momentami wykazać oraz z jakimi utrudnieniami przyszło im się zmierzyć. Niesamowicie interesująca perełka dla fanów dobrze zrealizowanych — nie tylko przyrodniczych — dokumentów.


Natalia Trzeja

Tutaj chyba nie będzie większego zaskoczenia, co do tej pozycji w Ulubieńcach listopada, zwłaszcza że świat serialowy w ciągu ostatniego miesiąca był skupiony wokół jednego tytułu – Arcane. I nie ma co się dziwić, bo oprócz zachwycającego wizualnie i muzycznie serialu, dostajemy również kawał dobrze skrojonej historii, pełnej skomplikowanych osobowości.  

Opowieść skupia się głównie na historii sióstr, Vi i Powder, i tego, co później je bardzo poróżniło, jednak oprócz tych dwóch bohaterek poznajemy również masę innych ciekawych postaci. Akcja rozgrywa się równocześnie w dwóch miastach. Z jednej strony mamy Piltover – miasto postępu, bogactwa i technologii, z drugiej zaś mamy Zaun – miasto pod miastem zdominowane przez biedę, przemoc i nienawiść do górniaków (mieszkańców Piltover). Pod płaszczem skomplikowanej relacji między Vi a Powder obserwujemy intensywny spór między tymi miastami, które w kolejnych sezonach może doprowadzić do krwawego konfliktu pomiędzy mieszkańcami.

Arcane było i jest dla mnie wyśmienitą ucztą wizualną i muzyczną, z dobrze napisaną historią, pierwszorzędną animacją i dramaturgią, którą docenią nie tylko fani League of Legends, ale i osoby, które nigdy wcześniej nie miały z tą grą do czynienia. Złożoność zarówno świata, jak i jego bohaterów sprawia, że cała produkcja nie jest „czarno-biała”; nie możemy postawić jednej linii dzielącej bohaterów na dobrych i złych, gdyż każdy reprezentuje z nich cechy zarówno dobre, jak i te złe (tak, Silco również). Umożliwia nam to „wejrzenie” w głąb tych postaci, a nawet odkrycie w nich cech, z którymi poniekąd możemy się utożsamiać. Jeśli kontynuacja utrzyma poziom pierwszego sezonu, to mogę powiedzieć tylko jedno: jest na co czekać.


Klaudia Rudzka

Dwudziestego czwartego listopada miała miejsce premiera najnowszej książki wydanej nakładem wydawnictwa Czarne pod tytułem Apartament w hotelu wojna. Reportaż z Donbasu. Autorem jest Tomáš Forró, słowacki reporter, który od lat opisuje kryzysy polityczne oraz konflikty zbrojne na świecie. Tym razem na warsztat wziął wschód Ukrainy, na którym od lat toczy się wojna. Dzięki niemu dowiadujemy się o krokach, jakie podejmuje Rosja, prowadząc wojnę hybrydową oraz o panującej w regionie sile propagandy.

W końcu otrzymujemy bardzo aktualny i wnikliwy reporterski obraz z samego środka konfliktu mającego miejsce do dziś. Autor odbywa wiele rozmów z osobami po dwóch stronach, jeździ do miejsc niebezpiecznych, niejednokrotnie narażając swoje życie, byśmy mogli otrzymać poruszającą relację z frontu. Najnowszy reportaż wydawnictwa Czarne to doskonała pozycja dla osób zainteresowanych konfliktem oraz dla tych, którzy chcą poznać jego dwie strony. Poznajemy tu zarówno  żołnierzy, jak i zwykłych obywateli zamieszkujących wojenną strefę, walczących od 2014 roku o przetrwanie.


Mateusz Norek

Ulubieniec listopada wziął mnie totalnie z zaskoczenia, ponieważ mowa o produkcji, której zupełnie nie śledziłem, dowiedziałem się o niej przypadkiem i włączyłem właściwie bez większych oczekiwań. Jednak serial Arcane, bo o nim mowa, okazał się absolutną perełką końcówki roku. Najważniejsza informacja – absolutnie nie trzeba znać gry League of Legends, by czerpać przyjemność z oglądania serialu. Ja sam, choć w LoLa z mniejszymi i większymi przerwami gram już dość długo, zupełnie nie interesowałem się fabułą, a może nawet nie kojarząc kilku imion, pojawiających się w Arcane, miałbym jeszcze większe zaskoczenie, jak potoczą się ich losy w serialu. 

Arcane zachwycony byłem tak naprawdę wszystkim. Przepięknie wykonaną animacją, jedną z najlepszych, jakie widziałem. Konstrukcją świata przedstawionego, z dobrze zarysowaną polityką i klimatycznym połączeniem klimatu steampunka i magii; zapadającą w pamięć muzyką i idealnie dobranymi aktorami głosowymi. Ale przede wszystkim nie umiałem wyjść z podziwu, jak dobrze została napisana ta opowieść. Jak w zaledwie 9 odcinkach (trwających mniej niż godzinę), twórcy potrafili przedstawić i zarysować tak wielu unikatowych i piekielnie ciekawych bohaterów, z których niemal każdy przeszedł jakąś przemianę i jak perfekcyjnie te wszystkie wątki i relacje splotły się w spójną i wciągającą historię. Nie chcę się póki co rozpisywać, bo niedługo będę chciał napisać o Arcane trochę więcej w podsumowaniu całorocznym, dlatego na razie po prostu gorąco polecam ten serial każdemu, niezależnie od tego, czy wie, czym jest League of Legends i czy lubi seriale animowane. 

 

Fot.: HBO, Netflix, Apple TV+, Teatr Muzyczny ROMA, Wydawnictwo Czarne

ulubieńcy listopada

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Małgorzata Kilijanek

Pasjonatka sztuki szeroko pojętej. Z wystawy chętnie pobiegnie do kina, zahaczy o targi książki, a w drodze powrotnej przeczyta w biegu fragment „Przekroju” czy „Magazynu Pismo”. Wielbicielka festiwali muzycznych oraz audycji radiowych (Radio Nowy Świat i Radio 357), a także zagadnień naukowych, psychologii społecznej i czarnej kawy. Swoimi recenzjami, relacjami oraz poleceniami dzieli się z czytelniczkami i czytelnikami Głosu Kultury.

Mateusz Norek

Z wykształcenia polonista. Zapalony gracz. Miłośnik rzemieślniczego piwa i nierzemieślniczej sztuki. Muzyczny poligamista.

Klaudia Rudzka

Kino w każdej postaci, literatura rosyjska, reportaż, ale nie tylko. Magister od Netflixa, redaktor od wszystkiego. Właściwy człowiek we właściwym miejscu – chętnie zrelacjonuję zarówno wystawę, koncert, płytę, jak i sztukę teatralną.

Natalia Trzeja

Piszę, więc jestem. I straszę w horrorach. Bu.

Magda Przepiórka

Psychofanka Cate Blanchett, Dario Argento, body horrorów Davida Cronenberga, Rumuńskiej Nowej Fali i australijskiego kina. Muzyka to beztroskie, ale i mocniejsze polskie brzmienia – przekrój dekad 70/80 – oraz aktualne misz-masze gatunkowe w strefie alternatywy. Literacko – wszystko, co subiektywnie dobre i warte konsumpcji, szczególnie reportaże podróżnicze. Poza popkulturą miłośniczka wojaży wszelakich.

Anna Sroka-Czyżewska

Na zakurzonych bibliotecznych półkach odkrycie pulpowego horroru wprowadziło mnie w świat literackich i filmowych fascynacji tym gatunkiem, a groza pozostaje niezmiennie w kręgu moich czytelniczych oraz recenzenckich zainteresowań. Najbardziej lubię to, co klasyczne, a w literaturze poszukuje po prostu emocji.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.