Choć luty jest miesiącem najkrótszym w roku, to zazwyczaj, przez jego aurę, pogodę, a także przez to, że jest ostatnim zimowym miesiącem i to wraz z jego końcem upatrujemy pierwszych oznak wiosny, ciesząc się na nadchodzące ciepłe dni – dłuży się on niemiłosiernie, sprawiając czasem wrażenie, że nie minie nigdy. Miniony miesiąc, ze względu na to, co wydarzyło się na świecie (i wciąż dzieje), zapisze się w historii jako najczarniejszy luty. Nasze głowy, tak jak większości ludzi, były w tych ostatnich dniach lutego skupione głównie wokół wojny i ludzkiego cierpienia. Nie da się jednak zaprzeczyć, że życie, zarówno to kulturalne, toczyło się i toczy dalej, co nierzadko pomaga po prostu wytrwać w trudnym okresie i zachować szczątki normalności. Również luty 2022 zatem, mimo swojego wydźwięku i tego, że na zawsze zapisze się w pamięci jako związany ze strasznymi wydarzeniami, postanowiliśmy podsumować Ulubieńcami, do których lektury serdecznie zapraszamy.
Patryk Wolski

Jakub Pożarowszczyk

Co ponadto? Niestety, rozczarował Eddie Vedder solowym Earthling. Nie podchodzą mi jego solowe krążki wydane po soundtracku do Into The Wild. Tamta płyta w połączeniu z obrazem Seana Penna była wybitna, tak samo, jak świetny jest Eddie w otoczeniu swoich kolegów z Pearl Jam. Solowo jednak coś, moim zdaniem, nie domaga. Earthling to rzecz dla wiernych fanów artystów. Za to, być może, najlepszą płytą od lat osiemdziesiątych popisali się Scorpions. Rock Believer ostatecznie nie jest wielkim osiągnięciem, niemniej od czasów Savage Amusement raczej zawodzili (no, może z wyjątkiem Humanity: Hour I). Ale pokłonów bić nie będę. Ekipa Klausa Meine wszystko, co najlepsze, pokazała na promujących singlach (energiczny i chyba najlepszy z całego zestawu Peacemaker oraz Rock Believer, Seventh Sun i Shining of Your Soul). Reszta utworów zdaje się dobrej jakości wypełniaczami. Tylko tyle, ale i aż tyle. Warty odnotowania jest jeszcze udany powrót po latach klasyków popu lat osiemdziesiątych – Tears For Fears (The Tipping Point).
Gosia Kilijanek
Podsumowując luty, trudno mi myśleć o ulubieńcach tak jak jeszcze miesiąc wcześniej, zachwycając się kulturą i chcąc polecić Wam coś wartego uwagi. Wszelkie miejsce w internetowej przestrzeni wydaje się teraz potrzebne idei niesienia wsparcia i pomocy przyjaciołom zza wschodniej granicy – nie jako jednorazowemu przedsięwzięciu, ale długoterminowemu wyzwaniu.
Artystki i artyści stworzyli w lutym grupę na Facebooku „Aukcje sztuki dla Ukrainy”, która szybko zgromadziła tysiące członków (i ją chciałabym polecić na wstępie). Dochód ze sprzedaży prezentowanych tam dzieł przekazywany jest na rzecz wybranych organizacji wspierających ukraińską armię oraz cywilów – tych, którzy zostali w Ukrainie oraz tych, którym udało się uciec. Na swoim Instagramie licytację plakatu zorganizowała też warszawska graficzka Ola Jasionowska, a grafik w żółto-niebieskich barwach przygotowała kilka. Jedna z nich przedstawia berehynię (brzeginię), czyli monument niezależności w Kijowie postawiony w roku 2001 z okazji 10-lecia ogłoszenia niepodległości Ukrainy. Хай живе вільна Україна. Друзі, ми з вами! Niech żyje wolna Ukraina. Przyjaciele, jesteśmy z Wami! – widnieje tuż pod symbolem ukraińskiej niezależności. Kolaż dla wyrażenia symbolicznego wsparcia Sercem z Ukrainą stworzyła też Aleksandra Morawiak: Mimo ogromu smutku, który jest teraz wokół nas, ze wzruszeniem obserwuję, jak wielu Polaków zjednoczyło się, organizuje pomoc i robi, co może, i jest to absolutnie wspaniałe. Każdy najmniejszy gest ma znaczenie i jestem pewna, że będzie doceniony – dodała.
Zanim wszystkie moje myśli skupiły się wokół jednego tematu, zdążyłam przeczytać opowiadanie Agnieszki Jelonek na łamach „Pisma. Magazynu opinii”, zatytułowane Suka. Autorka zabiera w nim czytelników do willi, w której znalazła się Ida, bohaterka tekstu, aby wraz z nią odkrywać to, o czym pozostałe literackie postacie nie mają pojęcia. Więcej nie zdradzę, ale historię z lutowego numeru magazynu wciąż możecie przeczytać na stronie „Pisma”.
Na platformie MUBI obejrzałam Spragnionych miłości Wong Kar-Waia z 2000 roku. To głęboko refleksyjna opowieść o radzeniu sobie ze smutkiem, samotnością i zdradą małżonków. W nieszczęśliwej roli zdradzanych znaleźli się pani Chan (Maggie Cheung) i pan Chow (Tony Leung), a ich wzajemne wsparcie zaczęło przeradzać się w powściągliwe uczucie. W niezwykle poetyckiej opowieści istotny okazuje się każdy detal, mieszczący się w intymnych, niekiedy rozmytych i nieostrych kadrach. Rzeczywistość miesza się z wyobrażeniami, a jej problemy wydają się uniwersalne dla każdej kultury i miejsca na świecie. To film, którego streszczanie jest zbędne, gdyż należy doświadczyć go samodzielnie, wpatrując się w stojące w deszczu oraz oparach dymu postacie i wsłuchując w wybitne walce Shigeru Umebayashiego.
Mateusz Norek

Mateusz Cyra
Postanowiłem w lutym poświęcić więcej czasu na nadrobienie kluczowych dla mnie zaległości w muzyce i filmie. Przez słowo kluczowych rozumiem takie, które w krótkim fragmencie mojego życia są dla mnie najbardziej palące, wybijają się na pierwszy plan i nie dają mi o sobie zapomnieć. A że mam ekstremalnie mało czasu na realizację swoich pomysłów, planów i wizji, które w danym momencie życia wpadają do mojego umysłu, muszę się bardzo gimnastykować przy wyborze. Dlatego też po długich negocjacjach z samym sobą, wybór padł na animację Spider Man Uniwersum z 2018 roku. Film ten zdobył szereg nagród, w tym Oscara za najlepszą animację, deklasując na przykład Wyspę Psów Wesa Andersona. Ze Spider Manem mam tak, że był moim ukochanym superbohaterem w dzieciństwie (od piątego do dziesiątego roku życia), miałem figurkę, oglądałem serial animowany, aż w końcu przyszedł czas na „zmęczenie materiałem” i Spider Man odszedł do lamusa. Nie pomogły mu filmy z Tobeyem Maguirem, mimo iż nie oceniam ich nisko. W zasadzie w tym momencie urywa się moja przygoda z Peterem Parkerem. I tu wkracza oscarowa animacja, która rozbudziła we mnie dawną miłość. To pierwszorzędnie skrojona animacja, z dbałością o każdy detal, z mądrze poprowadzonymi bohaterami, z wiarygodnym rysem fabularnym i świetnie dobraną ścieżką dźwiękową. Ten film to po prostu istny samograj i Sony Pictures Animation nie dość, że wyrasta na realne zagrożenie dla skostniałego nieco i tłamszonego przez Disneya Pixara, to jeszcze pokazuje miejsce w szeregu całemu MCU, bo żaden film aktorski Marvela (może poza Deadpoolem) nie jest tak udany, jak Spider Man Uniwersum.
Sylwia Sekret

Fot.: HBO, Netflix, poncle, Ola Jasionowska, Silver Lining Music, Vesper











