Wrzesień się rozgościł, rozpakował swoje rzeczy i zdaje się nie zauważać, że zaraz przyjdzie mu zwijać manatki i ustąpić miejsca październikowi. I choć na razie resztki kalendarzowego lata raczą nas słońcem i przyjemną temperaturą, to wieczorny chłód i zimny wiatr czający się na nas w cieniu przypominają o tym, że lato to już tylko wspomnienie, a jesień niedługo wymusi na nas zakładanie ciepłych płaszczy, szalików i kto wie, może nawet rękawiczek! Warto jednak cofnąć się na chwilę do sierpnia, przypomnieć sobie te gorące promienie słońca, a także tytuły z różnych dziedzin kultury, które towarzyszyły nam w tym ostatnim pełnym letnim miesiącu. Seriale, książki, muzyka, filmy – nie ograniczamy się nigdy, jeśli chodzi o ulubieńców. Jeśli więc chcecie sprawdzić, co nam w duszy grało jeszcze niedawno i co zapadło nam w pamięć, a czym chcielibyśmy się z Wami podzielić – serdecznie zapraszamy do lektury Ulubieńców miesiąca.
Anna Sroka-Czyżewska

Małgorzata Kilijanek

Za godne polecenia odkrycie uważam też wystawę Xawery Dunikowski. Malarstwo w warszawskiej Królikarni, która potrwa do 14 listopada 2021 roku. Dunikowskiego kojarzy się głównie z rzeźbami, ale okazuje się, że jego płótna są równie interesujące – skupia się w nich na wspomnieniach, zastanawia nad ludzką egzystencją oraz (nie)śmiertelnością. Ogromny wpływ na jego twórczość wywarły przeżycia wojenne i obozowe, a na wystawie, wraz z opisami, znalazły się między innymi: Orkiestra (1955), Ruszty (1955), Droga do wolności (ok. 1955), Boże Narodzenie w Auschwitz w 1944 roku (1950). Ekspozycja składa się z sal tematycznych – Portrety, Katharsis, Memento, Czas, Pracownia, Człowiek w kosmosie – pozwalających na śledzenie procesu twórczego i doskonalenia warsztatu. Obok dzieł finalnych znalazły się również ich szkice. Wojna jest zaprzeczeniem, pogwałceniem praw natury, zniszczeniem na długi okres harmonii życia. W przyrodzie istnieje walka, to prawda, walka o rozwój, o kształtowanie życia, ale nie istnieją wojny – twierdził i udowadniał poprzez dzieła malarskie, z którymi zapoznać możecie się w klasycystycznym pałacu przy ul. Puławskiej w Warszawie.

To był intensywny muzyczny sierpień. Nie sposób nie wspomnieć o warszawskim koncercie Riverside na Letniej Scenie Progresji, który odbył się 21 sierpnia. Zaiste był to magiczny wieczór. Na jednej scenie obok ekipy Mariusza Dudy zagrali: Mick Moss z Antimatter ze swoim akustycznym setem (rozpoczął go moim ulubionym Leaving Eden) i legendarni polscy neo-prog rockowcy z Collage z dwoma premierowymi utworami, ale i też z klasykami takimi jak Heroes Cry – niestety kulało trochę brzmienie. Riverside zagrali potężny, jubileuszowy (20 rocznica powstania zespołu!), dwu i półgodzinny przekrój całej dyskografii, zaczynając koncert kompozycją otwierającą debiut zespołu – The Same River. Był to dla mnie ich pierwszy występ na żywo, w którym mogłem zobaczyć w akcji gitarzystę Macieja Mellera. Uwielbiam tego muzyka, cenię niesamowicie jego dokonania z Quidam, mam jednak wrażenie, że jeszcze potrzebuje on kilku występów, żeby być może móc zrzucić z siebie tremę albo stać się pełną jednością z resztą zespołu. Z drugiej strony Riverside przerwali swoją trasę koncertową w feralnym marcu 2020 roku i to był trzeci koncert od tego momentu, więc czasu na pełne zgranie nie było wiele. Ale to może tylko moje marudzenie. Niemniej zespół był w doskonałej formie. Najlepsze momenty? Wzruszający do łez, poświęcony pamięci nieodżałowanego gitarzysty Piotra Grudzińskiego Towards the Blue Horizon (ta cisza w momencie pauzy po słowach: I just miss those days/And miss you so/Wish I could be strong/When darkness comes – to był najbardziej magiczny moment koncertu) i monumentalny, wbijający w ziemię Lament z ostatniej płyty – i chyba właśnie to wykonanie ostatecznie przekonało mnie do Wasteland. Absolutnie kapitalny występ, Riverside znowu potwierdzili, że są czołówką światowego prog rocka.
Z płytowych premier moim odtwarzaczem pod koniec miesiąca zawładnęła nowa muzyka od Raya Wilsona. Ex-wokalista Genesis powrócił z bardziej rockowym brzmieniem, nawiązując nieco do czasów, gdy nagrywał ze Stiltskin. A nie ukrywam, to jest mój ulubiony, szczególnie LP She z 2006 roku, fragment bogatej dyskografii Raya. The Weight of Man przynosi pewne zaskoczenie, brzmienie jest nowoczesne, niewolne od delikatnego, subtelnego, elektronicznego tła. Najważniejsze jest to, że zachowany został wyjątkowy, pełen zadumy, refleksji i nostalgii klimat twórczości Raya. Wokalista nie stroni jednak w swoich tekstach od wątków współczesnych. W Mother Earth oraz w utworze tytułowym wspomina o zmaganiach ludzkości z pandemią covid-19. Podsumowując: The Weight of Man to kolejna dobra płyta w dorobku Raya Wilsona. Mam wrażenie jednak, że nie przyniesienie ona wokaliście specjalnego rozgłosu, za to jego wierni fani powinni być zadowoleni.
Na koniec mała prywata: otóż jest to mój ostatni tekst na Głosie Kultury. Tworzyłem ten portal od jego początku, niniejszym chcę gorąco podziękować Czytelnikom i Redakcji za ten czas. Niczego nie żałuję. Do zobaczenia.
Mateusz Norek

Mógłbym wymienić wiele elementów, które sprawiają, że Metro: Exodus niesamowicie wciąga, ze wspaniałą grafiką, świetnym klimatem (koniecznie grajcie z rosyjskim dubbingiem!) i dużym nastawieniem na eksplorację, ale dla mnie największą robotę robią tutaj te drobne smaczki, interakcje, które sprawiają, że jeszcze lepiej można wczuć się w postapokaliptyczny klimat: to, że nasza maska gazowa może zostać uszkodzona i będziemy musieli zakleić ją taśmą, która będzie ograniczała widoczność, aż nie zamienimy jej na nową; to, że nasza latarka z czasem działa coraz słabiej i co jakiś czas musimy ręcznie ładować ją za pomocą podręcznego agregatu; to, jak zachowują się napotykane mutanty, które podobnie do dzikich zwierząt, nie zawsze od razu atakują, a i my z powodu mocno ograniczonej amunicji (szczególnie na wyższym poziomie trudności) często będziemy unikać zbędnej walki; to, że wchodząc do menu ekwipunku, nasza postać faktycznie ściąga i otwiera plecak, mieszczący cały nasz sprzęt. Wreszcie to, jak rozbudowany jest system modyfikacji dostępnych broni, która dodatkowo może się zacinać, a także traci walory bojowe, jeśli nie czyścimy jej od czasu do czasu. Jeśli macie ochotę przeczytać o grze więcej, tutaj znajdziecie recenzję Michała, tutaj natomiast Mateusz dzieli się wrażeniami z audiobooka Metro 2033.
Wiktoria Ziegler

Martyna Michalska
Mam wrażenie, że od jakiegoś czasu mamy do czynienia z istną serialową posuchą. Jeszcze kilka lat temu na liście „do obejrzenia” na różnych platformach miałam łącznie kilkanaście tytułów. Ostatnimi czasy ta lista bardzo mocno się skurczyła, obecnie do zaledwie jednej pozycji must watch. Może to kwestia tego, że już nie siedzę tak mocno w serialowym światku, ale fakt jest taki, że jak rozmawiam ze znajomymi o tym, co oglądają, to też w większości słyszę: „aa, ostatnio nic” lub nazwy produkcji, które już widziałam. Z pomocą tutaj przychodzą kontynuacje seriali, które bardzo lubię i cenię. I tak w tym roku dostałam kolejny bardzo dobry sezon The Crown, zaskakująco dobry powrót zaliczyła również Opowieść podręcznej, której oglądanie zamierzałam rzucić w diabły po bardzo słabym trzecim sezonie. Natomiast tym, na co najbardziej czekałam, był piąty sezon Sprawy idealnej. Na pewno w którymś wydaniu ulubieńców rozpływałam się z zachwytem nad tą produkcją i, cóż, muszę zrobić to ponownie. Z sezonu na sezon ten serial staje się coraz lepszy, powoli zabierając widza w coraz większe momentami opary absurdu. Spin off Żony idealnej już dawno odszedł od typowego procedurala na rzecz dramatu politycznego. I była to świetna decyzja twórców, którzy dodatkowo postanowili umieścić jak najbardziej aktualne wydarzenia ze świata (wygrana Trumpa, później Bidena, Pizza Gate, pandemia), podejmując jednocześnie z nimi dialog i ochoczo je komentując ustami bohaterów. W piątym sezonie, siłą rzeczy, głównym tematem jest pandemia COVID-19, ale również pewien bardzo nietypowy sąd, zupełnie wyłamujący się ze standardowych reguł, którymi powinna kierować się ta instytucja. Całość, jak zawsze zresztą, została fantastycznie odegrana, świetnie napisana (przeszkadzały mi jedynie duchy postaci historycznych, które objawiały się Jayowi) i sprawiła mi ogrom frajdy. Z niecierpliwością czekam na kolejny sezon.
Sylwia Sekret

Fot.: Fabryka Słów, Sony Music Entertainment, Jaggy Polska, Techland, Wydawnictwo Lira, HBO GO, BBC/Netflix



![Bliżej, niż sądzimy – Silvia Vecchini, Sualzo – „Bartłomiej i Karmelek – 1 – Najlepsze miejsce” [recenzja] niezwykłe miejsce](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2021/10/bartlomej-i-karmelek.jpg)




