W oczekiwaniu na Przebudzenie Mocy – Chuck Wendig – „Star Wars. Koniec i początek” [recenzja]

Koniec i początek to najbardziej oczekiwana pozycja książkowa z nowego kanonu Gwiezdnych wojen. Jest to pierwsza powieść, która rozgrywa się po Powrocie Jedi i nakreśla nam, w jakim kierunku będziemy dalej zmierzać. Jest to też książka napisana przez debiutującego w tym uniwersum autora. I wreszcie Koniec i początek jest częścią dużego, wielowarstwowego projektu zatytułowanego W oczekiwaniu na Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy, a więc z założenia, w większym lub mniejszym stopniu, ma wprowadzać nas w realia Epizodu VII. A przynajmniej tak to wszystko wygląda w teorii. Czy w praktyce udało się spełnić te oczekiwania? Odpowiedź na to pytanie jest niestety nieco bardziej złożona.

Fani podnieśli poprzeczkę bardzo wysoko, oczekując mostu łączącego Powrót JediPrzebudzeniem Mocy, a tymczasem każdy utwór wchodzący w skład tego projektu rzuca nam najwyżej okruszki i daje jakieś drobne sugestie dotyczące pojedynczych wydarzeń. I tak naprawdę właśnie tego powinniśmy oczekiwać po książkach i komiksach z tego worka. Nie sposób w kilku historiach opowiedzieć o wydarzeniach mających miejsce na przestrzeni 30 lat. Zresztą, chyba nikt nie chciałby, by tak po łebkach potraktowano ten okres i na szczęście twórcy nie próbują nawet tego robić. Na rozszerzanie świata i obudowę kolejnych filmów przyjdzie jeszcze czas. Dzisiaj dostajemy tylko małe nawiązania i smaczki podsycające atmosferę oczekiwania.

Koniec i początek nie tylko nie łączy klasycznej trylogii z nowymi filmami, ale nawet przez większość czasu nie skupia się jakoś szczególnie mocno na nakreślaniu sytuacji po zniszczeniu drugiej Gwiazdy śmierci. A przynajmniej nie robi tego w skali makro. To nie jest książka polityczna, a kolejna przygodówka, z tą różnicą, że tym razem nie przetrawiamy filmowych postaci, a zostajemy wrzuceni w całkowicie nowe realia, wykreowane na potrzeby rozszerzonego książkowego uniwersum. Nowa planeta, nowe miejsce akcji i nowi bohaterowie. A tych ostatnich jest dość sporo i łatwo się przy nich pogubić. Ich losy śledzimy naprzemiennie, fragmentarycznie, a całość napisana jest na zasadzie krótkich przetasowanych scenek, często zakończonych mniej lub bardziej udanymi zwrotami akcji. Książka stworzona jest według znanej i wielokrotnie wałkowanej receptury. Grupka kompletnie nie pasujących do siebie indywidualności, na skutek ciągu nieprzewidzianych wydarzeń, łączy się i zaczyna działać zespołowo. Na planecie Akiva odbywa się tajne zebranie imperialnych niedobitków. Zostaje wprowadzona blokada, a my śledzimy formowanie się grupy złożonej z rebeliantów, łowcy nagród, imperialnego dezertera, podrasowanego droida bojowego i podobnych indywidualności. Większość książki ogranicza się do jednej przygody, która nie daje nam zbyt wielu tropów dotyczących tego, jak rozwinął się świat po śmierci Imperatora. Co kilka rozdziałów dostajemy natomiast Interludium i w tych krótkich wstawkach autor nakreśla nam aktualną sytuację, ale robi to w sposób nieszablonowy. Przedstawia galaktykę oczami zwykłych ludzi, pokazując, jak wojna wpłynęła na ich życie, jak oni postrzegają Sojusz Rebeliantów, Imperium, walkę między dobrem a złem, zmiany i przejęcie władzy. I to jest w moim odczuciu zagranie doskonałe, choć zdaję sobie sprawę, że jeśli ktoś oczekiwał powieści, która szczegółowo, krok po kroku, przedstawi nam obecną sytuację, to może czuć się lekko rozczarowany.

Niestety fabuła to tylko jedna strona medalu. Chuck Wendig znany jest z wydawanego również w Polsce cyklu Drozdy i nie mam pojęcia, jak napisane są tamte książki, ale po pierwszym kontakcie z tym autorem mam raczej nieciekawą opinię na temat jego umiejętności. Nawiązując do tytułu, przygodę z powieścią Koniec i początek bardzo łatwo jest zakończyć już na początku. Jak głosi legenda, Wendig załatwił sobie tę posadę przez Tweetera, we wstępie dziękuje wielu osobom, w tym sporej grupie użytkowników Tweetera, którzy pomogli mu napisać tę książkę i niestety czytając ją, ma się wrażenie, jakby właśnie przez Tweetera została napisana. Bardzo krótkie zdania. Często dziwny, szarpany styl, przybierający formę luźnej wypowiedzi internetowej. Zupełnie nieuzasadnione, nagminne używanie nawiasów, nie w celu wtrącenia myśli w środku zdania, a zamykania w nich całych akapitów. Dodawanie komentarzy do narracji. Dziwne zabiegi z czasem, co niestety jest czymś niedopuszczalnym i dotyczącym konkretnie polskiego wydania. Ta książka w oryginale została napisana w czasie teraźniejszym. Historie przedstawione w taki sposób zazwyczaj czyta się ciężko i nieprzyjemnie, a gdy w tym przypadku zestawimy to z koszmarnym stylem autora, to wychodzi twór, przez który bardzo ciężko jest się przebić. W polskim wydaniu zmieniono czas na przeszły, choć jednocześnie nasz przekład nie trzyma się tego i tak jak początek jest naprzemiennie z naciskiem na czas teraźniejszy, tak dość szybko przechodzimy niemal całkowicie na ten drugi. Taki zabieg ratuje tę powieść i tutaj autentycznie mniej więcej od drugiego rozdziału czuć ogromną zmianę. Nagle zdania wydłużają się, jest to napisane lepiej, na stałe zmienia się czas i przez historię zaczyna się płynąć gładko. Im dalej w las, tym jest tylko lepiej, bo gdy powieść zaczyna rozwijać się fabularnie, kiedy wsiąkamy w tę historię, akcja przyspiesza, robi się coraz ciekawiej, to nawet gdy język kuleje, przestajemy na to zwracać uwagę. Umówmy się, książkowe Gwiezdne wojny to nigdy nie były arcydzieła światowej literatury i zawsze na pierwszym miejscu stała historia. Niestety, choć zmiana czasu powoduje, że książkę czyta się płynniej i dużo łatwiej wchodzi się w ten świat, to jednocześnie jest to niedopuszczalny zabieg, zbyt duża ingerencja w oryginalny tekst i ostateczna ocena jest przez to zawyżona i mocno wypaczona.

Na koniec chciałbym poruszyć temat, o którym pierwotnie nie planowałem tutaj wspominać. W Internecie przelewa się fala krytyki spowodowana wprowadzeniem do świata Star Wars postaci homoseksualnych. Nie żeby była to jakaś nowość, ale bardzo mocno przysłoniło to ocenę samej książki. I mówimy tutaj zarówno o fali nienawiści w zwykłych komentarzach, jak i o teoretycznie bardziej rzetelnych recenzjach, pisanych na zasadzie: „nie mam nic do gejów, ale…”. Powieści zarzuca się nachalne propagowanie związków homoseksualnych na zasadzie nagminnych i niepotrzebnych wtrąceń. I faktycznie taka sytuacja pojawia się pięć razy i dotyczy czterech różnych wątków. I rzeczywiście kilka razy jest to zrobione na zasadzie „bohater ni z gruszki ni z pietruszki wspomina swoich dwóch tatusiów/dwie mamusie”. Trzeba tutaj jednak zwrócić uwagę na inną rzecz, która charakteryzuje tę powieść. Wendig opisuje nam wydarzenia poprzez historie normalnych ludzi i w wielu momentach próbuje przedstawić ich w zwykłych sytuacjach. Czasem wychodzi mu to nieźle (np. bohaterowie grający w gry), ale zazwyczaj umiarkowanie dobrze. Stanowczo za często idzie jednak po linii najmniejszego oporu, rzucając nam wspomnienia na temat żony, ojca, męża, rodziny, itd. Na każdą niepotrzebną wzmiankę na temat związku homoseksualnego przypada pięć podobnych wtrąceń na tematy heteroseksualne i tutaj naprawdę problemem nie jest wyszydzana w recenzjach homopropaganda, a średnio udana na tym polu próba urzeczywistnienia i uczłowieczenia wykreowanych postaci. W Lordach Sithów wątek homoseksualny był znacznie bardziej stonowany i ograniczał się do dwukrotnego wspomnienia zmarłej żony jednej z bohaterek, a internetowe homofoby i tak wycierały sobie gęby ulubionym sloganem – „poprawność polityczna”. Podczas recenzowania poprzedniej książki pominąłem ten watek, bo wtedy nie przesłaniał on oceny powieści w opiniach recenzentów i czytelników. W przypadku Końca i początku taka sytuacja zachodzi, a chciałbym wyraźnie zaznaczyć w recenzji, jakie są faktyczne wady tej powieści i oddzielić je od urojeń ludzi z problemami.

Przechodząc do podsumowania, Koniec i początek to książka dobra. Fabularnie spełniła moje oczekiwania. Czyta się ją bardzo szybko. Jest ciekawie. Akcja gna do przodu, a do tego dostajemy mnóstwo malutkich elementów składających się na fragment układanki przedstawiającej aktualny wygląd galaktyki. No i wreszcie możemy wyłapać kilka smaczków związanych z Przebudzeniem Mocy. Od strony językowej jest dużo gorzej, ale tak jak zaznaczyłem wcześniej, dość szybko można wbić się w lekturę i choć większa w tym zasługa naszego przekładu niż autora tekstu, to w przypadku książek z tego uniwersum aż tak mocno mnie to nie boli. Gdyby nie ta zmiana, pewnie męczyłbym książkę miesiąc i wystawił jej dużo gorszą ocenę. Koniec i początek serwuje nam zamkniętą historię. Jest to jednak pierwszy tom zaplanowanej trylogii, który pozostawia sporo niedomkniętych wątków i otwartą furtkę dającą duże pole do manewru na przyszłość. Jest to klasyczna historia przedstawiająca nam formowanie się drużyny. Śledzimy ich pierwszą wspólną przygodę i zamykamy pierwszy rozdział, ale całość aż się prosi o ciąg dalszy. Pomimo największej jak dotąd krytyki, ja bawiłem się naprawdę doskonale i na chwilę obecną kolejne tomy serii są dla mnie jednymi z najbardziej oczekiwanych powieści z tego worka.

Fot.: Uroboros

Write a Review

Opublikowane przez

Hubert Spandowski

Fanatyk Stephena Kinga. Współautor polskiego serwisu Kinga. Miłośnik filmu (głównie fantastyki i B-klasowych horrorów), nałogowy pochłaniacz seriali, książek i komiksów. Nieuleczalny kolekcjoner. Bywalec konwentów lubiący integrację miedzyfandomową. Wielki fan Star Wars w każdej postaci.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.