Peter Hessler

Wainguorem* – Peter Hessler – „Dziwne kamienie. Opowieści ze Wschodu i z Zachodu” [recenzja]

Obecnie by poznać krańce świata, nie trzeba w ogóle ruszać się z domu. Informacji można szukać w książkach, reportażach czy Internecie. Jednak pozbywamy się wówczas emocji i palety wrażeń towarzyszących nam podczas wypraw. Tego zdania jest Peter Hessler, który niczym wędrowny ptak rusza w świat, by go poznać. W ciągu dziesięciu lat mieszkał w dwunastu domach, w trzech różnych krajach. Mieszając się z miejscową ludnością, lgnie do włóczęgów, uciekinierów, przyjezdnych i tych, którzy swojego miejsca na ziemi wciąż szukają. Ma słabość do osób, które czują się odrobinę nie na miejscu. Część z nich opowiada mu o okresie dostosowywania się do nowych warunków. Są niczym kameleony, nowa przestrzeń – nowe oblicze. Dla innych każdy dzień to walka o przetrwanie i nieustanne marzenie o powrocie do swojej Itaki (rodzinnego domu). Cóż – ile osób, tyle form twórczej nieporadności. Nie brakuje jednak bohaterów mających silną pozycję zawodową i społeczną. Oni wszyscy stają się przewodnikami po problemach współczesnego świata: globalizacji, kryzysach, przestępczości,  migracjach czy szeroko pojętej ekologii. Te historie zbierane w latach 2000-2012 to przede wszystkim umiejętne zestawienie lokalnego punktu widzenia z punktem widzenia przybysza z Zachodu.

Peter Hessler nie boi się wielokulturowości i odmienności. Wszak sam jest Amerykaninem, o włoskiej prezencji i niemieckich korzeniach, co zdradza jego nazwisko. Do tej pory za sprawą wcześniejszych książek Przez drogi i bezdroża. Podróż po nowych Chinach oraz Kości wróżebnych przybliża nam Chiny, jakich dotąd nie znaliśmy. Niniejsza publikacja jest zbiorem reportaży i esejów opublikowanych pierwotnie na łamach New Yorkera. Tytuł książki informuje nas, iż tym razem nie zostaniemy ograniczeni jedynie do opowieści ze Wschodu, odwiedzimy również Zachód, o którym wydaje się, że powiedziano i napisano już prawie wszystko. Nic bardziej mylnego. Zdarza się bowiem tak, że odległe części świata są wbrew pozorom bardzo do siebie podobne.

Zacznijmy od Zachodu. Stany Zjednoczone – mekka i nadzieja wielu emigrantów, najradośniejszy naród świata, choć nie pozbawiony smutnych wydarzeń. Mówi o tym tekst Uranowe wdowy. To reportaż o wydobyciu uranu, który pozyskuje się przez wiercenie dziur w żyłach rudy. Obecnie eksploatacja i wzbogacenie tego pierwiastka chemicznego zamiera, mimo że w USA elektrownie jądrowe wciąż wytwarzają ponad 20% energii elektrycznej. Ale po masowej produkcji znajdziemy również inne pozostałości. Ich terytorium jest obecnie odgrodzone i opatrzone tabliczkami ostrzegawczymi z napisem: Każdy obszar lub pojemnik na tym terenie może zawierać materiały promieniotwórcze. Ponadto w krainie złowróżbnych nazw wykwitły oazy marzeń, takie jak: Kopalnia Ukrytej Chwały, Kopalnia Króla Salomona czy Kopalnia Srebrny Dzwon. Inne nazwy miejscowości związane z wydobyciem, które przetrwały do dnia dzisiejszego, brzmią niczym przypowieści: Strumień Rozczarowań, Mesa Niedoli, Głodówka. Wiążą się one z dużą śmiertelnością spowodowaną silnym promieniowaniem i innymi skutkami ubocznymi, na które narażeni byli pracownicy kopalni.  Zadziwia  fakt, że żadna z wdów nie jest przeciwniczką tego przemysłu, który wszak zabił ich mężów. Atomowa historia Kolorado pełna jest sprzeczności, poczynając od faktu, że pierwszy duży zakład wzbogacenia rud pierwiastków promieniotwórczych zbudowano z myślą o leczeniu raka… Z tych właśnie eksperymentów z biegiem czasu narodziła się radioterapia. Zdania samych górników są podzielone. Jeden z nich uważa, że przeciwnicy przemysłu wyolbrzymiają problemy zdrowotne. Nie sądził bowiem, by kiedykolwiek go dotyczyły. Podkreśla, że sam chciał tam pracować (głównie ze względu na bardzo wysokie wynagrodzenie) i świadom był konsekwencji. Bezsprzecznie jednak większość pracowników zmarło na drobnokomórkowego raka płuc. Pierwszy raz epidemię tę udokumentowano w 1956 roku, przeprowadzając sekcję zwłok 51-letniego mężczyzny, Toma van Ardale’a. Co istotne, zmiany chorobowe dotknęły jedynie mężczyzn. Kończąc ten reportaż nasuwa się pewna refleksja: Czy w imię dobrobytu warto poświecić własne zdrowie i życie?

W opowieściach ze Wschodu znajdziemy choćby historię dotyczącą Wielkiego Muru Chińskiego. Warto o nim wspomnieć, bo ten, mimo swojej sławy i bogatej historii, przyciąga nie tyle brać akademicką, co zapaleńców i sportowców. Dla turystów jest przede wszystkim symbolem ksenofobii, dla Chińczyków chwały i dokonań. Wbrew powszechnym opiniom nie jest widoczny gołym okiem z kosmosu, choć z niskiej orbity okołoziemskiej już tak. Co więcej, nie pełnił nigdy funkcji fortyfikacyjnej zdolnej odeprzeć długofalowy atak. Służył jako bezpośrednia ochrona przed najazdami ludów z Wielkiego Stepu (Mongołów, Turków i Xiongnu). Mimo że lata swej świetności ma dawno za sobą, to w dalszym ciągu przyciąga i fascynuje turystów. Wciąż bowiem na jego szlaku można znaleźć stare tabliczki informujące o jego długości i szerokości. Wystarczy iść kamień za kamieniem, by poznać wszystkie chi  i shangi. Ale nie tylko. Powstało również stowarzyszenie, które za pomocą forum komunikuje się ze sobą i dzieli obserwacjami, wynikami badań. Wysoką pozycję gwarantuje chiński rodowód, dlatego nasz bohater, mimo licznych zasług, obawia się ujawnić swą amerykańską tożsamość.

Wschód to również kuchnia, jakże odmienna od europejskiej czy amerykańskiej. Któż z nas nie byłby zdziwiony pytaniem kelnerki: Czy chce Pan/i małego czy dużego szczura? W Chinach to jednak zupełnie naturalne. Co więcej, gryzonie te czekają w klatkach na zapleczu i zabija się je dopiero po złożeniu zamówienia przez klienta. Według wierzeń poszczególne zwierzęta je się nie ze względu na smak, lecz by uzyskać konkretny rezultat. I tak kota nie je się dla dreszczyku emocji, tylko dla dziarskiego jigshen czyli ducha – by stać się silniejszym. Prącie jelenia podnosi męskość, a szczur zapobiega łysieniu. Dodać należy, że jedynie ten górski (miejskich się nie jada) i to spożywany  regularnie. Handel tym gryzoniem z rodziny myszowatych to doskonały biznes – jest lepszy niż owocami czy mięsem. Jeden kilogram szczurów kosztuje bowiem dwa razy więcej niż kilogram wołowiny.

Takich zadziwiających historii w Dziwnych kamieniach znajdziemy więcej. Jak choćby ta, związana z japońskimi gangsterami, którzy o swoim fachu  mówią w kategoriach aktorstwa. Wyobrażaj sobie, że jesteś na scenie. Że grasz w sztuce. Jeżeli jesteś kiepski w graniu gangstera, to żaden z Ciebie gangster i nie zarobisz tym na życie. To określony klimat, określona prezencja – stwierdza członek największej zorganizowanej przestępczości na świecie. Yakuza będąca jedyną jawną mafią (numer można znaleźć w książce telefonicznej) posiada ponadto swój kodeks, który z biegiem lat ulega zmianom. Według niego nie używa się przemocy w stosunku do cywili, a jeżeli gangster (który zawiedzie szefa), chce odzyskać zaufanie, może to uczynić jedynie przez odcięcie sobie małego palca (który przekazuje się zwierzchnikowi). Jak zatem poznać członka Yakuzy na ulicy? Po wyglądzie: plecy ozdobione tatuażami, ondulowane włosy, tatuaż z chryzantemą w widocznym miejscu. Często trudnią się lichwą, szantażami i wyłudzeniami. Ale nie są jedynie marginesem społecznym, pełnią też pozytywne funkcje społeczne.

Peter Hessler w swojej książce pięknie przedstawia historię miejsc za pomocą ludzkich opowieści i osobistych wrażeń. Dla niego osoba i historia są tym samym – rozumie przez to, że osobiste historie są ogromne. Pojedynczy człowiek jest bardziej skomplikowany niż społeczeństwo. I ma absolutną rację. Autor kreśli portrety niby zwykłych mieszkańców (co jest cechą typowo amerykańską), którzy jednak dzięki bliższemu opisowi stają się niezwykli, interesujący, a niejednokrotnie osobliwi. To oni są kwintesencją, są najważniejsi. Intrygują, skłaniają do refleksji, dziwią, a czasami nawet śmieszą. Mimo licznych doświadczeń życiowych narrator potrafi znaleźć w ich postawie czy sposobie myślenia coś pozytywnego. Znajdziemy więc opowieść o chińskich pracownikach specjalnych stref ekonomicznych, o właścicielu wypożyczalni samochodów, poznamy wiejskiego aptekarza, znanego lobbystę Korpusu Pokoju czy dziennikarza tropiącego powiązania japońskiej mafii – Yakuzy.

Jeśli chcecie się dowiedzieć, czy gangi mogą prowadzić działalność charytatywną; dlaczego przestępca często sam zgłasza się na posterunek policji i przyznaje do wykroczeń; co ma wspólnego przestępca z aktorem; jaki jest znak imperialnej Japonii; z czym wiąże się tradycja samookaleczenia; czym i w jakim kształcie są dziwne kamienie mające przynieść szczęście, i  kto przeważnie wierzy w ich moc; czemu osoby wpływowe traktują Waszyngton jak wioskę; czy samouk może stawiać diagnozę i leczyć – to odpowiedź na te i inne pytania znajdziecie w grubej acz interesującej książce. Może Wam uda się znaleźć odpowiedź na pytanie: dlaczego „dziwne kamienie” będące jedynie krótkim reportażem, nadały tytuł całej publikacji, w której teksty korespondują ze sobą, wzajemnie się uzupełniając.

* Cudzoziemiec

Fot.: Wydawnictwo Czarne

Peter Hessler

Write a Review

Opublikowane przez

Magdalena Kurek

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Gdańskim. Zgodnie z sentencją Verba volant, scripta manent (słowa ulatują, pismo zostaje) pracuje nad rozprawą doktorską poświęconą interpretacji muzyki w prasie lat ’70 i ‘80. Jej zainteresowania obejmują literaturę i sztukę, ale główna pasja związana jest z tempem 33 obrotów na minutę (mowa oczywiście o muzyce płynącej z płyt winylowych).

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.