Książki,Patronat,Recenzje

Powrót w wielkim stylu – Aleksander R. Michalak – „Wąż z lasu cedrowego” [recenzja]

https://replika.eu/tytul/waz-z-lasu-cedrowego/
https://replika.eu/tytul/waz-z-lasu-cedrowego/

Wąż z lasu cedrowego to druga część słynnego Denara dla Szczurołapa, powieści, która zachwyciła nie tylko mnie, ale także wielu miłośników historii, niezwykłych intryg i przygód. Gabor Horthy – po dość nieoczywistym zakończeniu pierwszej części – powraca i znów angażuje się w sprawę, która spędza sen z powiek wielu osobom. Demony, historyczne przedmioty, przeszłość, która nachalnie powraca i bohaterowie: zarówno ci, którzy skradli nieśmiało moje serce w Denarze dla Szczurołapa, jak i nowi, dopiero co poznani, ale równie intrygujący. To wszystko niczym kolorowy prezent otrzymałam od osobliwego autora, Aleksandra Michalaka, i połknęłam chciwie w kilka dni. I w tym miejscu nieuchronnie goni nas konieczność postawienia pytania: czy kontynuacja jest równie dobra, jak pierwsza część? Czy warta uwagi? I czy w ogóle to możliwe, by kolejny tom – objęty przez Głos Kultury patronatem medialnym – był lepszy niż początek, który zasiał ziarno ciekawości?

Wąż z lasu cedrowego to – przyznam szczerze – była dla mnie wielka niespodzianka. Choć po niedawno poznanej pierwszej części przygód Gabora wiedziałam, co mniej więcej mogę otrzymać od autora, zdziwiłam się. Było to znacznie więcej niż za pierwszym razem i zdecydowanie więcej, niż oczekiwałam. Akcja tym razem głównie toczy się w klimatycznym Libanie. Znów odbyłam kolejną literacką podróż do miejsca, które mnie zaintrygowało swoim urokiem, tajemnicami, uliczkami i historią. Aleksander Michalak świetnie wchodzi w rolę przewodnika po miastach, o których ma ogromną wiedzę, a z każdą kolejną stroną jego pasja przechodzi na czytelnika. Już mogę powiedzieć, że zapragnęłam odwiedzić to miejsce, a to zasługa zarówno autora, jak i bohaterów, których skonstruował tak, by budzili wielką sympatię.

Historia opowiada o projekcie Biblijnego Zoo, które zapragnął otworzyć pewien milioner, pan Peabody. Miały znajdować się w nim wszystkie gatunki zwierząt występujące w Biblii, a także muzealne przedmioty mające ogromne znaczenie dla całego przedsięwzięcia. Choć początkowo szło dobrze, z czasem zaczęły dziać się dziwne i przerażające rzeczy. Zastraszanie pracowników, a z czasem ich śmierć: to brzmiało jak klątwa ciążąca nad całym projektem. Pan Peabody kierował swe podejrzenia w stronę tajemniczej organizacji, Wielkiej Fenicji. Gdy sprawy zaczęły wymykać się spod kontroli, do akcji wkroczył… Andrea Rossi. Tak, uroczy Włoch, którego czytelnicy poznali w Denarze dla Szczurołapa, w tej części ma swoje pięć minut. I to świetnie, bo z całą pewnością mogę stwierdzić, że to moja ulubiona postać! Zabawny, broniący swego zdania, ale i lojalny wobec przyjaciół. Skoro o przyjaciołach mowa: poznawszy całą historię, Andrea decyduje się na włączenie do sprawy Gabora, orientalisty, który po wybudzeniu się ze śpiączki znajduje się w dziwnym, mrocznym letargu. Targany wspomnieniami przerażającej, demonicznej przygody, do której przeżycia został zmuszony, nie jest sobą. Ciekawość okazuje się jednak silniejsza i oto kochający kobiety, alkohol i adrenalinę Horthy przyjeżdża do Libanu, by dowiedzieć się, co lub kto kryje się za tajemniczymi śmierciami pracowników.

Wąż z lasu cedrowego to świetnie opowiedziana historia, skupiająca w sobie elementy sensacji, przygody, jak i niezastąpionego thrillera. Autor rozpieścił swoich czytelników, fundując im niezłą dawkę emocji i zaskakującego tempa, w jakim toczy się akcja. Tak, jak i w pierwszej części, występuje tutaj demon, który prześladuje głównego bohatera już od dawna. I choć wątek z Denara dla Szczurołapa nadal jest kontynuowany, tym razem nie odkładałam książki na noc z powodu przerażenia. Owszem, było ono obecne, jednak chęć poznania zakończenia była tym razem dużo silniejsza, przez co byłam skłonna czytać aż do rana. Muszę przyznać, że Wąż z lasu cedrowego to – według mnie – historia dużo lepsza niż poprzednia. Oczywiście, były wątki związane z historią, ale Aleksander Michalak przedstawił je w formie bardzo przystępnej laikom. I tak jak ostatnio musiałam mocno się skupiać, by nic mi nie umknęło, tak tutaj wszystko było dla mnie jasne, zrozumiałe i tak bardzo pociągające.

Choć może zabrzmi to dziwnie, Wąż z lasu cedrowego rozgrzał mnie do czerwoności. Zakończył się w taki sposób, że można oczekiwać, iż pojawi się trzecia część. Skoro Aleksander Michalak z książki na książkę jest coraz to lepszy… już nie mogę się doczekać. Tym razem skupił się nieco bardziej na relacjach międzyludzkich, przez co powieść stała się… bardziej ludzka. Wątek Biblijnego Zoo był bardzo oryginalny, niebanalny. Gazele, kozy, a przede wszystkim lwy i węże – tych ostatnich mamy szansę dowiedzieć się nieco więcej, a wiedza ta wydaje się niebezpiecznie intrygująca. Podczas czytania zamykałam oczy i próbowałam wyobrazić sobie, że mam w pokoju terrarium. A później, że z charakterystycznym sykiem pełznie w moją stronę gad, cichy zabójca. Gdy gęsia skórka pokrywała moje ciało, strofowałam samą siebie i wracałam na karty powieści, która – jak już wspominałam – okazała się dla mnie wielką niespodzianką.  I, mimo iż było w niej wiele przerażającego, zasmucającego zła, to było także wiele światła i przede wszystkim nadziei, a to sprawiło, że jeszcze długo po przeczytaniu ostatnich słów nie mogłam przestać się uśmiechać. Czy trzeba dodawać coś więcej?

PS A Gabor? Jak to Gabor: wciąż wzbudzający w kobietach szaloną miłość niczym muzyk słynnej kapeli. I ja uległam tej platonicznej miłości. Niech wraca do nas szybko!

Fot.: Wydawnictwo Replika

Avatar

Studentka pedagogiki, pragnąca mieć wpływ na efektywne kształcenie dzieci i system oświaty. Pasjonatka wszelakiej literatury i tworzenia opowiadań. Wylewając swe emocje na papier, głęboko wierzy, iż każde dzieło pisane wnosi coś do naszego postrzegania świata. Marzy o napisaniu własnej książki: zarówno dla dzieci jak i dorosłych.

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!