Filmy,Oscary 2016,Wielogłos

Wielogłosem o…: “Anomalisa”

Anomalisa
Anomalisa

Charlie Kaufman jest postacią zaiste nietuzinkową w branży filmowej. To scenarzysta i reżyser żywo zainteresowany problemami psychicznymi, wszelkimi odstępstwami od normy i ową normę nieustannie poszerzający. W swoich filmach porusza tematykę inności, odmienności, alienacji oraz niedopasowania do ogólnie przyjętych norm społecznych. Postać trudna do sklasyfikowania i zaszufladkowania, podobnie jak jego wytwory, które oscylują między dramatami a surrealizmem. Nie inaczej jest i tym razem, gdy do kin wszedł jakiś czas temu eksperyment formalny, jakiego podjął się wraz z Duke’em Johnsonem – animacja Anomalisa. Po raz pierwszy podjął się nakręcenia filmu tego rodzaju, a już powędrowały do niego takie nagrody jak: Wielka Nagroda Jury Festiwalu w Wenecji czy Nagroda Festiwalu Przyszłości Kina na tym samym festiwalu. Anomalisa jest także nominowana do tegorocznych Oscarów w kategorii najlepszy długometrażowy film animowany. Jej szansę rozważają nasze redaktorki, Sylwia i Magdalena.

WRAŻENIA OGÓLNE

Magdalena Nowińska: Z Charliem Kaufmanem zetknęłam się po raz pierwszy parę lat temu, kiedy wraz ze znajomymi z Klubu Dyskusji o Filmie omawialiśmy dokonanie Spike’a Jonzego. Kaufman napisał scenariusze do dwóch spośród jego filmów: Być jak John Malkovich i Adaptacji. Przyznaję, że było to ważne i poznawczo interesujące odkrycie. Już wówczas doceniłam jego świeże, absolutnie odosobnione i charakterystyczne spojrzenie na świat. W jednym i drugim filmie bohaterowie cierpią na swego rodzaju manie i psychiczne schorzenia determinujące ich punk widzenia. Uwiodła mnie teatralność jego tekstów oraz powtarzające się motywy, takie jak: przywdziewania różnego rodzaju masek, wcielanie się w rolę innych ludzi, dywagacje dotyczące kondycji ludzkiego umysłu, płynność granicy między normalnością a anomalią, zmiany perspektyw, surrealizm, paranoidalność postaci, marazm, szkatułkowość przedstawianych historii, poszukiwanie sensu etc. Nie bez powodu na wstępie podkreślam cechy stylu tego scenarzysty, występują one bowiem także w jego najnowszym dziele, a dodatkowo zostały niejako zwielokrotnione, pogłębione. Kaufman za bazę dla Anomalisy przyjął zaburzenie zwane zespołem Fregoliego, będące rzadko występującym zaburzeniem urojeniowym dotyczącym osób, które we wszystkich otaczających je postaciach, widzą jedną, zmieniającą się osobę. Wydaję mi się, że gdyby do biletu do kina dołączona została ulotka z wyjaśnieniem tego zaburzenia, widzowi łatwiej byłoby zatopić się w oglądana historię. Mnie osobiście intrygowały, ale także drażniły mówiące męskim głosem postaci, do momentu w którym ogarnęłam w swym małym rozumku zasadność wykorzystania tego zabiegu. Teraz, gdy bogatsza jestem o wiedzę dotyczącą tego zagadnienia, gdy posklejałam ją z fascynacjami i fiksacjami Kaufmanowskimi, a także, gdy ochłonęłam z pierwszych wrażeń po obejrzeniu, Anomalisa zyskuje po stokroć. Choć przyznać muszę, że seans nie należał do najlepszych. Kaufaman kupił mnie wysoką jakością animacji, jakiej się nie spodziewałam. Postaci zostały stworzone w taki sposób, że aż oniemiałam ze zdziwienia i szacunku dla ich precyzji,  jednakże nieustannie w trakcie seansu zastanawiałam się: czy historią, jaką widzę na ekranie, byłaby tak samo interesująca, gdyby nie była animowana? Teraz, gdy mam świadomość istnienia zespołu Fregoliego wiem, że byłaby.

Warto zaznaczyć, że z założenie Anomalisa miała być jedynie rodzajem sztuki radiowej czytanej przez trzech aktorów, z akompaniamentem muzyki. Duke Johnson wymyślił jednak, że tekst znakomicie nadaje się na animację i właśnie w ten sposób powinien być wykorzystany. Kaufman przytaknął na propozycję pod warunkiem znalezienia przez Johnsona finansów na realizację pomysłu. W ten sposób Anomalisa znalazła się na liście crowdfoundingowej, zbierając datki od sprzymierzeńców.

ANOMALISA

Sylwia Sekret: W przeciwieństwie do Magdy, ja nie byłam przed seansem wzbogacona o dyskusję i wiedzę na temat poprzednich dokonań Kaufmana, choć wiedziałam, do jakich filmów scenariusze stworzył. Moją przewagą było jednak to, że doskonale wiedziałam od samego początku, dlaczego wszystkie postaci w animacji (nawet kobiece) mówią jednym, męskim głosem. Gdy tylko przed seansem dowiedziałam się, że główny bohater cierpi na zespół Fregoliego, nie odmówiłam sobie wiedzy na temat tego zaburzenia. W jednym z artykułów z cyklu Co jest grane, w którym pisałam właśnie o mającej wtedy premierę w Polsce Anomalisie, wspomniałam o tym, i jeśli ktoś przed obejrzeniem animacji zapoznał się z tym odcinkiem naszego cyklu, również nie powinien być zaskoczony (nazwa hotelu, w którym zatrzymał się nasz bohater również od początku nie była dla uważnego czytelnika CJG przypadkowa). Jeśli chodzi o ogólne wrażenia, to podczas napisów końcowych przede wszystkim kołatała mi się po głowie myśl, że Anomalisa to bardzo smutny film. Nie wiem, czy był wybitny, wyjątkowo ludzki bądź unikatowy, ale dla mnie przede wszystkim był właśnie smutny, pozostawiający widza z uczuciem jakiejś beznadziei.

PLUSY I MINUSY FILMU

Magdalena: Jestem absolutnie nieobiektywna wobec chorych pomysłów Kaufmana, dlatego doceniam umieszczenie w animacji zniechęconego, poszukującego zmian i przełomu w swoim życiu neurotyka, jakim jest główny bohater Michael Stone. To postać specyficzna, zaburzona, rozpoznawalna w branży marketingowej. Stone, jako autor książki z z zakresu obsługi klienta, zostaje zaproszony na odczyt do hotelu Cincinnati. Od samego początku widzimy, że należy raczej do kategorii ludzi aspołecznych – nie ma ochoty na rozmowy z przypadkowo spotkanymi ludźmi, którzy de facto przejawiają rozmaite manie, wzmacniając tym samym poziom dziwaczności filmu. Stone spotyka się z wieloma postaciami, wszystkie przemawiają męskim głosem, wszystkie też wyglądają podobnie, poza jedną – Lisą.To ona daje mu odetchnąć, odczarowuje zaburzenie i wpływa na uzyskanie przez bohatera nowych sił witalnych. Symptomatyczny to zabieg, bardzo wymowny i czytelny. Dodaje otuchy i wprowadza nadzieję w życie rozgoryczonego bohatera.

Anomalisa Michael

Na uwagę zasługuje także fakt wykorzystania w filmie olbrzymiego grona niespełnionych, smutnych, niezadowolonych z siebie postaci. Mam wrażenie, że poprzez nie Kaufaman obrazuje sposób, w jaki postrzegają siebie ludzie w ogóle – jaka aura nam przyświeca, z jakimi rozterkami się borykamy. Dzięki włożeniu w usta bohaterów tego samego głosu, twórcy zaznaczają w jakich czasach przyszło nam żyć. Ukazują technokratyczny świat, w którym brak jest indywidualizmu, odrębności oraz samodzielności myślenia.

Doceniam także wykorzystaną w animacji poetykę z pogranicza snu i jawy, oniryzmu i realizmu, jaką karmi nas Kaufman od lat. Respektuję także jego nieugiętość i wytrwałość w kreowaniu niewyświechtanego świata przedstawionego. Anomalisa jest animacją nakreśloną ręką geniusza bądź wielu zdolnych rąk, dlatego zasługuje na wyróżnienie nie tylko ze względów podejmowanej tematyki, ale już na pewno pod względem formalnym. W związku z tym przypuszczam, że statuetka Oscara w kategorii długometrażowy film animowany może przypaść w udziale Kaufmanowi. Trzymam kciuki za niebanalne wybory jury.

Sylwia: Tak, tematykę filmu na pewno uznać należy za jeden z plusów filmu, podobnie zresztą jak samą animację. Muszę przyznać, że obraz skierowany typowo do dorosłych, a przedstawiony w formie, w jaką zwykle ubiera się dzieła dla dzieci, był początkowo niełatwy w odbiorze, trudności sprawiło bowiem przyswojenie sobie wiedzy, którą zaburzał pewien dysonans, a która świadczyć miała dobitnie: To jest film dla dorosłych. Można oczywiście zadawać sobie pytania, dlaczego twórcy nie zdecydowali się opowiedzieć tej historii normalnie – przy pomocy normalnych domów, sprzętów i ludzi, zatrudniając do tego po prostu aktorów. Wydaje mi się jednak, że tego typu pytania są bezzasadne, a jeśli już  to pytać, to odpowiedzią może być próba wyobrażenia sobie aktorów, pod których głos podkłada jeden lektor. Obawiam się, że mogłoby wyjść albo fatalnie, albo komicznie. Przedstawienie widzowi zaburzenia, o którym niewielu z nas zdaje sobie sprawę, również uznałabym jako plus, jak zresztą niemal wszystko, co poszerza horyzonty odbiorcy i otwiera go na wszystko co nowe, inne i do tej pory nieznane. Jednak największą zaletą dzieła Kaufmana chyba byłaby dla mnie jego symbolika i ten przekaz, który z niej wypływa, przekaz, który wcale nie tchnie pod koniec nadzieją.

ANOMALISA

Magdalena: Drażniła mnie postać Lisy. Duke Johnson w wywiadzie z Dianą Dąbrowską przeprowadzonym dla miesięcznika “Kino” wyznał, że: Lisa jest aniołem. Zresztą – kto by się nie zakochał w glosie Jennifer Jeson Leigh? Niewątpliwie na tak pozytywny odbiór tej postaci mają wpływ piosenki, jakie wykonuje(…). Chcieliśmy z niej zrobić taka urocza niezdarę. We mnie wzbudzała dokładnie odwrotne emocje. Irytowała mnie jej infantylność, brak jakiejkolwiek wiary w siebie i wycofanie. Nie jestem w stanie racjonalnie tego wyjaśnić. Mam świadomość, że dzięki zabiegowi wprowadzającemu właśnie taki rodzaj postaci, film wydaje się widzowi bardziej przewrotny, a z drugiej strony Lisa jest ucieleśnieniem wielu introwertyków, outsiderów, jednakże sprawiała, że poziom mojej irytacji gwałtownie wzrastał. Moment, w którym po raz kolejny zaczyna śpiewać zdecydowanie nie przyniósł oczekiwanego przez Duka rezultatu. Została stworzona urocza, ale i drażniąca postać, choć to oczywiście bardzo subiektywne odczucie.

Sylwia: Ja absolutnie nie mogę się pod tym podpisać. Z tej dwójki bardziej drażnił mnie sam Michael niż jego ukochana Lisa. Kłóciłabym się też z przypisaniem Lisy do grupy introwertyków Wręcz twierdziłabym, że większość jej działań i zachowań przeczy takiemu jej pojmowaniu i klasyfikowaniu. Introwertyk to osoba raczej przeżywająca wewnątrz niż na zewnątrz, osoba raczej powolna (chociażby w mowie), niełatwo nawiązująca kontakty z ludźmi, zwłaszcza nowymi. O Lisie można powiedzieć, że jest nieśmiała, ale ta cecha charakteru nie tylko nie czyni z niej introwertyka, ale wręcz nie przeszkadza w niezwykłej gadatliwości, w szybkim wyrzucaniu z siebie myśli i uczuć, szybkim epatowaniu tymi uczuciami. Co więcej, introwertykiem nazwałabym raczej Michaela, tym bardziej, że pamiętać trzeba, iż wiele jego działań, które obserwowaliśmy – jak chociażby szybkie zauroczenie Lisą, zaproszenie jej do pokoju, długa rozmowa, spontaniczna propozycja – były prowokowane wiarą, że Lisa jest wyjątkowa i przeznaczona właśnie jemu, nie były więc zwyczajnym dla niego zachowaniem.

Anomalisa Lisa sama

NAJLEPSZA SCENA

Magdalena: Dokonam zgoła oczywistego wyboru, jednak postaram się wyjaśnić jego nie oczywistość. Mam na myśli scenę łóżkową, uwodzącą nie tym, że dochodzi w niej do intymnego zbliżenia między bohaterami, a tym jak bardzo realne i rzeczywiste jest owo spotkanie. Doprawdy ujęła mnie ona faktem, że zatarła granicę między postacią lalkową a ludzką. Lalki stworzone zostały w niesamowicie magiczny, perfekcyjny sposób, a właśnie ta scena, wraz z momentem odkrycia przez Michaela swego przyrodzenia, odsłania brak różnic dwóch światów. Lalki przybierają w niej absolutnie ludzkie twarze, bo choć poszatkowane, ukazują dokładnie te same emocje, co człowiecze.

Sylwia: Nie do końca rozumiem, co masz na myśli, pisząc, że Michael odkrywa swoje przyrodzenie, dlatego liczę, że mi to wytłumaczysz :).

Magdalena: Nic bardziej oczywistego – ukazuje widzowi swego penisa, po prostu… ;).

Sylwia: Myślałam, że chodzi o jakieś jego uświadomienie sobie jego posiadania! Doszukiwałam się czegoś zbyt głębokiego ;).  Zgodzę się, że była to jedna z lepszych scen, a co ciekawe, o tym, że ją do takich zaliczam, zdecydowało między innymi to, że wzbudziła ona we mnie pewien dyskomfort i poczucie zażenowania, zawstydzenia. Nie oszukujmy się – obecnie niemal każdy film epatuje nagością i seksem, a sceny łóżkowe nie tylko są na porządku dziennym, ale także są coraz ostrzejsze, jakby twórcy sprawdzali każdorazowo, na ile sobie mogą pozwolić. Oglądając scenę erotyczną w Anomalisie, czułam się zawstydzona, mimo że bohaterowie byli praktycznie ubrani, a nagość ograniczyła się do minimum. Wydaje mi się, że zadecydowały o tym dwie rzeczy. Jedną z nich będzie ta, o której już wspomniałaś, Magda, czyli ta realność i rzeczywistość, której – jak sądzę – jednak brakuje większości tego typu scen w filmach. Drugą sprawą byłoby to, że film jest animowany. Muszę przyznać, że naprawdę dziwnie oglądało się animowane postaci, jakby żywcem wyjęte z bajki dla dzieci, uprawiające seks. Kiedy do tego dodamy zawstydzenie bohaterki i lubieżność bohatera, otrzymujemy pewne zażenowanie, które przynajmniej ja odczuwałam.

ANOMALISA

Muszę też wymienić w tym miejscu scenę, w której Lisa po raz pierwszy śpiewa zarówno przed widzem, jak i przed Michaelem. Śpiewa utwór, który normalnie mnie irytuje, natomiast w wykonaniu Lisy nabrał on pewnej ogłady, wdzięku wynikającego z tego, że kobieta nie robi tego idealnie. Była to scena w jakiś sposób urocza, przykuwająca do ekranu, niemal zaczarowana.

I oczywiście scena wspólnego śniadania. Nie wiem, czy w jakimkolwiek innym filmie, jakikolwiek inny twórca tak dosadnie, a jednocześnie symbolicznie pokazał koniec miłosnego zauroczenia, pękanie tej mydlanej bańki, w jakiej zamknięci są zakochani.

NAJGORSZA SCENA

Magdalena: Jak już wspominałam, momentami śmiesznymi, ale i wnerwiającymi były te, w których słyszymy śpiew Lisy. One zdecydowanie pogarszały jakość odbioru, choć jak teraz o tym myślę, dodawały jej poharatanej twarzy ludzkiego wymiary. Nietrafianiem w dźwięki, trafiała w sedno człowieczeństwa – naszej niedoskonałości, śmieszności i karykaturalności… Ponadto piosenka Girls just want to have fun, jaka wydobywa się z ust Lisy, to na prawdę idealnie dopasowany song – z założenia przecież radosny, melodyczny, w wykonaniu Cyndi Lauper wręcz przekomiczny, w wydaniu Lisy przemienia się w smutny hymn na cześć jej nieporadności. Jest w tym smaczek.

Sylwia: Chyba nie potrafię wskazać najgorszej sceny. Mogłabym wspomnieć o najsmutniejszej, ale mówienie o najgorszej sugerowałoby, że twórcom coś nie wyszło, że w którymś momencie przesadzili lub minęli się z przesłaniem filmu, że wykonali o jedną scenę za dużo. Jako że nie odczułam, aby tak było, daruję sobie tę kategorię.

KWESTIE TECHNICZNE

Sylwia: Od razu widać, że twórcy porządnie napracowali się podczas tworzenia Anomalisy. I choć widać, że mogli oni sprawić, aby ludzie byli jeszcze bardziej ludzcy, nie zrobili tego i to chyba dobrze, bo nie po to tworzy się animację z ludźmi, by zapominać, iż jest to animacja. Może stąd te kreski przypominające okulary na twarzach wszystkich postaci? Żebyśmy właśnie nie zapomnieli?

ANOMALISA

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Sylwia: W tej animacji mamy tak naprawdę tylko dwie postaci – Lisę i Michaela. Cała reszta jest zwyczajnie nieważna i nie tylko dlatego, że wygląda prawie tak samo i mówi jednym głosem. Michael i Lisa, idol i fanka, mężczyzna i kobieta – spotykają się nagle i równie nagle zakochują. On jest wziętym autorem poradników, ona pracownicą, która z jego rad korzystała. On cierpi na zespół Fregoliego, ona na syndrom szarej myszki zawsze chowającej się w cieniu ładniejszej, mądrzejszej i bardziej zabawnej koleżanki. Muszę przyznać, że Michael Stone nie sprawia dobrego wrażenia. Jest arogancki, dumny, stroni od ludzi i wydaje się zadufany, obdarzający innych głównie pogardą. Wiele z jego zachowania tłumaczyłam sobie jego chorobą, ale scena śniadania nieco rozwiała moje współczucie i pewne wytłumaczenie. Okazało się bowiem, że jeśli chodzi o miłość, Michael me ten sam problem, co wielu innych zarówno mężczyzn, jak i kobiet – zakochuje się na zabój, by podczas ujrzenia pierwszej wady, pierwszej przeszkadzającej nam cechy stwierdzić, że tak wyjątkowa jeszcze wczoraj dla nas osoba, dziś okazuje się jedną z wielu, tłumem, obok którego przechodzimy obojętnie, czasem zerkając z obrzydzeniem lub niesmakiem. Do tego Stone wykazał się iście horrendalną odwagą, odchodząc bez słowa, rozkochawszy w sobie kobietę co, jak wiemy, nie było pierwszy takim u niego przypadkiem. Jak się okazuje, człowiek, nawet z wyjątkową, niezwykle rzadką chorobą, jest tylko człowiekiem – pełnym wad, wstydliwych zachowań, miałkich powodów do nich i poczuciem beznadziei.

OSCAROWE SZANSE

Magdalena: Wspominałam już, że Anomalisa jest animacją nakreśloną ręką geniusza bądź wielu zdolnych rąk, dlatego zasługuje na wyróżnienie nie tylko ze względów podejmowanej tematyki, ale już na pewno pod względem formalnym. W związku z tym przypuszczam, że statuetka Oscara w kategorii długometrażowy film animowany może przypaść w udziale Kaufmanowi. Trzymam kciuki za niebanalne wybory jury.

Sylwia: Wydaje mi się, że Anomalisa ma spore szanse na zgarnięcie statuetki za najlepszy pełnometrażowy film animowany, choć ma mocnego przeciwnika w produkcji W głowie się nie mieści. Wbrew pozorom nie są te dwa tytuły aż tak od siebie różne. Oba bowiem zaglądają w głąb człowieka, odzierając go zewnętrznych powłok; obie animacje są znaczeniowo skomplikowane i zadają sporo pytań i naturę człowieka. Wiele z nich pozostaje bez odpowiedzi i pewnie pozostanie na zawsze.

ANOMALISA

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Magdalena: Anomalisa mogła okazać się dużym eksperymentem formalnym przynoszącym wiele ciekawych wizualnie bodźców i nikłej jakości doznania emocjonalne, na szczęście udało się tego uniknąć. W tej karykaturalnej opowieści kryje się prawda o codzienności każdego z nas oraz sedno poszukiwań dróg ucieczki od egzystencjalnej pustki. Twórcy przestrzegają, że nie da się uciec od rozczarowań, monotonii i marazmu, w jakiś nieodgadniony sposób unikając jednak przy tym przygnębiających widza scen. Jest to również film, w którym idealnie współgra forma i treść, jedno drugiemu przytakuje, jedno z drugiem się zazębia. Przez wzgląd na ową spójność i dopasowanie Anomalisę uznaję za na prawdę wartościowy twór.

Sylwia: Znowu muszę się z Tobą, nawet pod sam koniec nie zgodzić, bo dla mnie Anomalisa zawiera sceny, które przygnębiają widza i są one w zasadzie jednym ciągiem od momentu, kiedy Michael i Lisa jedzą razem śniadanie. Ta scena jest zresztą chyba kwintesencją filmu, wyjaśniającą symbolikę choroby mężczyzny, która posłużyła twórcom do opowiedzenia historii o – dla odmiany – miłości, której czar z czasem pryska, która mija wraz z dostrzeżenie wad tej drugiej osoby. Ta scena i scena końcowa to momenty naprawę dołujące, po których zresztą wydźwięk całego filmu staje się również taki. Anomalisa to animacja bez szczęśliwego zakończenia i nie podnosząca widza na duchu. A jednak w jakiś sposób piękna, być może przez to, że ukazuje po prostu człowieka – z jego wadami i bez ich odkupienia. Dzieło Kaufmana pokazuje, że rutyna i szara codzienność nie jest kwestią otoczenia, ale tego, jak my to otoczenie postrzegamy. W zasadzie można więc powiedzieć, że nuda i miałkość, nijakość życia, jeśli tak je odbieramy, swoje powody ma nie w świecie, lecz w nas i tym, czego od niego wymagamy. A czasami, wymagając wyjątkowości, nie zauważamy jej tam, gdzie naprawdę sie znajduje – w zwyczajnych ludziach, zdarzeniach i rzeczach, miłościach.

Anomalisa Majkel lustro

Fot.: United International Pictures

Podobne wpisy:

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *