batman v superman

Wielogłosem o…: „Batman v Superman: Świt sprawiedliwości”

Batman v Superman: Świt sprawiedliwości – wyczekiwane przez wielu widowisko superbohaterskie w końcu trafiło na ekrany kin na całym świecie i pod względem frekwencji radzi sobie świetnie, bijąc parę rekordów. Uniwersum DC do spółki z Warner Bros. wytoczyło swoje największe działa – najbardziej rozpoznawalnych bohaterów, których wystawiono do walki przeciwko sobie, aby później mogli razem stawić czoła większemu złu. W obrazie Zacka Snydera na pewno nie brakuje epickich potyczek i robiących wrażenie efektów, ale czy za tym kryje się jeszcze jakaś sensowna fabuła? Wątpliwości budzi przede wszystkim wycięcie łącznie pół godziny scen – tych uświadczymy dopiero w reżyserskiej wersji produkcji. O swoich odczuciach na temat filmu porozmawiają Michał i Krzysztof, którzy w kinie byli, zobaczyli i generalnie wyszli zadowoleni. Czy reżyser sprostał oczekiwaniom fanów komiksów? Czy Ben Affleck wypadł dobrze w roli Batmana? Jak zaprezentowała się po raz pierwszy na ekranie Wonder Woman? Na te i inne pytania poznacie odpowiedź w naszym Wielogłosie.

WRAŻENIA OGÓLNE

Michał Bębenek: Do kina szedłem pełen nadziei. Batman i Superman – spotkanie największych herosów z uniwersum DC, które na dodatek miało być wstępem do nadchodzącego wielkimi krokami jeszcze bardziej epickiego widowiska, jakim będzie film o Lidze Sprawiedliwości (czyli trochę spóźniona odpowiedź Warnera na Marvelowskich Avengers). A jakby tego było mało, za sterami tej produkcji siedzi przecież Zack Snyder, reżyser, który zrobił świetnych Strażników, a jego Człowiek ze stali, poprzedzający Świt sprawiedliwości, też nie był taki zły. Czyli właściwa osoba na właściwym miejscu, prawda? Po dwóch i pół godzinie (nie licząc reklam) opuszczałem salę kinową, właściwie nie wiedząc do końca, co mam myśleć. Niby mi się podobało, było widowiskowo, ale jednak czegoś zabrakło i tak naprawdę to nawet nie jestem w stanie wyrazić, czego dokładnie. Być może nie udało mi się wyczuć pewnego pierwiastka rozrywki, który towarzyszył superbohaterskim filmom konkurencji. Nie żałuję, że byłem w kinie (zresztą to właśnie duży ekran w znacznej mierze podnosi ocenę tej produkcji), bardzo fajnie było zobaczyć wspólnie “Gacka” i “Supcia”, a jakby tego było mało, to jeszcze Wonder Woman dorzucili. Affleck nie wypadł nawet tak źle, jak się obawiałem. Film miał kilka naprawdę dobrych momentów (miał też trochę słabych), ale jako całość nie powalił mnie na kolana.

Krzysztof Lewandowski: W przeciwieństwie do Ciebie nie miałem większych oczekiwań względem Świtu sprawiedliwości. Chciałem zobaczyć porządną produkcję, która byłaby odpowiedzią na hity Marvela, ale z drugiej strony zdążyłem zauważyć, jak mieszane uczucia wzbudziła już w widzach oraz krytykach. Paradoksalnie, jeszcze bardziej zachęciło mnie to, aby wybrać się do kina, żeby samemu sprawdzić, w jakim stylu nakręcono pojedynek Człowieka ze Stali z Mrocznym Rycerzem, dwóch najznamienitszych bohaterów świata DC. O dziwo, zostałem usatysfakcjonowany. Racja, film w paru momentach pokazał się z najgorszej strony, głównie z powodu niedbałości twórców (przynajmniej ja tak to odbieram). Jednak przez dwie i pół godziny bawiłem się wyśmienicie, ba, nawet lepiej niż na ostatnich kinowych tytułach Marvela – Ant-Manie, Czasie Ultrona czy Strażnikach Galaktyki (należę do osób, które nie przyjęły ich z euforią). W mojej opinii Warner Bros. może być więc zadowolony ze Świtu sprawiedliwości, choć liczę, że w kolejnych komiksowych ekranizacjach uświadczę bardziej przemyślanej i rozsądniej rozplanowanej fabuły.

bvs2

PLUSY I MINUSY FILMU  

Michał: Paradoksalnie, to nie tytułowi bohaterowie stanowili największy plus tego filmu. Nie był to nawet boleśnie przeszarżowany Lex Luthor. Za to mogę wymienić dwa nazwiska, które nadały tej produkcji smaczku i kiedy pojawiały się na ekranie, uśmiech na twarzy pojawiał się sam. O kim mowa? Po pierwsze – Gal Gadot, czyli Wonder Woman. Być może wyjdę na typowego faceta, bo jako aktorka Gal nie pokazała zbyt wielkiego kunsztu, ale nie zmienia to faktu, że jest po prostu piękną kobietą i w stroju WW prezentowała się naprawdę świetnie! A całości jej postaci dopełniał chyba najlepszy temat muzyczny z całej ścieżki dźwiękowej (współpraca pompatycznego Hansa Zimmera z energetycznym Junkie XL była strzałem w dziesiątkę). A po drugie – Jeremy Irons! Jego interpretacja Alfreda to wisienka na torcie. Był tak zupełnie inny niż dotychczasowi odtwórcy tej roli, a jednocześnie tak świeży i luzacki, że chcę go więcej.

Z kolei największym minusem Świtu sprawiedliwości była dziecięca naiwność Batmana. Największy detektyw w uniwersum DC dał się wmanipulować w intrygę jak małe dziecko. Nie mówiąc już o jego zupełnie nieracjonalnym założeniu, że Supermana należy wyeliminować. Nie podobała mi się też zbytnia nachalność w wepchnięciu do filmu małych teaserów dotyczących kolejnych bohaterów z Ligi Sprawiedliwości. Uwaga, w tym miejscu będzie niewielki spoiler! W momencie, kiedy Bruce Wayne przegląda zawartość danych skopiowanych z komputera Lexa Luthora, pokazany jest folder, zawierający dane na temat metaludzi i widać tam kilka ciekawych logo – na tym twórcy powinni poprzestać, byłby to świetny smaczek i pole do interpretacji dla fanów. Ale nie, musieli do tego dorzucić jeszcze kilka filmików przedstawiających te postacie. Bardzo fajnie sprawdziłoby się to jako scena po napisach, taka mała zapowiedź tego, co nas czeka, lecz jako element filmu jest zupełnie zbędne. Aha, od razu mogę Wam zdradzić, że jeśli macie zamiar uparcie siedzieć na sali kinowej podczas napisów końcowych, nie róbcie tego. To nie Marvel, nie ma na co czekać i szkoda czasu obsługi, nerwowo tupiącej nogami i miotłami.

bvs8

Krzysztof: Mnie też udzieliły się zachwyty nad ścieżką dźwiękową filmu. Hans Zimmer dał tutaj niebywały popis – muzyka jest wyraźnym i nieodłącznym elementem Świtu sprawiedliwości, dodaje patosu wielu istotnym scenom i koncentruje uwagę widza. Również zauważyłem odmienne brzmienia przy występie Wonder Woman, które sprawdziły się idealnie, akcentując wejście wojowniczej Amazonki na scenę. W ogóle produkcja stanowi przykład niesamowitego widowiska: efektownego, patetycznego i jednocześnie mrocznego, choć nie w taki sposób, jak choćby serialowy Daredevil. U Zacka Snydera mrok bierze się z nocnego i często deszczowego tła (chociaż trafiają się sceny kręcone w dzień), brutalnych momentów, za które odpowiadają także ci dobrzy, wszechobecnych zniszczeń (wizytówka Snydera po Człowieku ze stali) oraz podsycania dramatyzmu związanego z pojedynkiem Batmana z Supermanem. To wszystko sprawdza się bardzo dobrze, akcja potrafi wgnieść w fotel (raz nawet się wzdrygnąłem), a bohaterowie są piekielnie charyzmatyczni, twardzi i nieugięci, więc ogląda się ich z największą przyjemnością.

Michał: No właśnie, à propos brutalnych momentów – Batman używający broni palnej! Takiego widoku nie ogląda się często.

Krzysztof: Jednak brakuje jednego: porządnej treści. Moim zdaniem scenarzyści pokpili sprawę, bo to, co wyprawia się w Świcie sprawiedliwości, momentami przechodzi ludzkie pojęcie. Występują absurdy, które nigdy nie powinny się znaleźć – i pojawiają się tylko dlatego, żeby jakoś przejść do następnej sceny, następnego aktu historii, nieważne, czy to faktycznie ma SENS (to, co robili z włócznią… Obejrzycie, będziecie wiedzieli, o co chodzi). Konflikt między Batmanem a Supermanem prezentował się w miarę nieźle, ja kupiłem zasygnalizowane powody nienawiści dwójki herosów, ale znów wszystko trafia szlag, bo pojawia się kompletnie niedorzeczne rozwiązanie sporu. Załamać się można, widząc, co takiego wymyślili Chris Terrio i David S. Goyer. Najgorzej zaprezentował się Lex Luthor, ale o nim powiem więcej przy omówieniu postaci. Sam film ma też jeszcze jeden istotny mankament – jest chaotyczny, nieprzemyślany, wielu wątkom brakuje odpowiednich dopowiedzeń, zespolenia, aby scenariusz stanowił konkretną całość, a nie niejednorodną mieszaninę.

bvs1

NAJLEPSZA SCENA

Michał: Najlepszy był wstęp do całej historii. Widzimy zniszczenie, które w Metropolis sieją kryptońskie maszyny terraformujące i pojedynek Supermana z Generałem Zodem (w tym miejscu należy nadmienić, że wskazana, choć nie niezbędna, jest znajomość poprzedniego filmu – Człowieka ze stali). Z tym że oglądamy to z daleka, z perspektywy mieszkańców miasta oraz przybywającego tam Bruce’a Wayne’a. Nadało to opowieści naprawdę niezły ton i chwilowo pozwoliło spojrzeć na Supermana jak na pozbawionego kontroli kosmitę, zdolnego do wszystkiego. Pozwoliło też choć trochę uwierzyć w późniejszą motywację Batmana, o której już wspominałem. Niezła była też – obowiązkowa w filmach o Batmanie – retrospekcja pokazująca śmierć jego rodziców. A gościnne występy w tych rolach zaliczyli Jeffrey Dean Morgan (Komediant ze Strażników) i… no właśnie, fani The Walking Dead, mam nadzieję, że zauważyliście, kto grał Marthę Wayne? W pamięci zapadła mi też scena “prekognicji” (?) Batmana, w której odziany w skórzany płaszcz i gogle Nietoperz przemierza postapokaliptyczną pustynię, pełną brudu, pyłu i przemocy. Z wielką chęcią obejrzałbym cały film, dziejący się w takich realiach! Przy okazji, czy jakiś oświecony fan DC mógłby wyjaśnić mi, kim właściwie była postać, która zaraz po tej scenie wyłoniła się z “mroków przyszłości”, informując, że przybyła za wcześnie?

Krzysztof: Sam zastanawiam się nad tą kwestią, co tylko dowodzi, jak bałaganiarski scenariusz posiada Świt sprawiedliwości. Co do najlepszych scen – zgadzam się, że Batman w brązowym płaszczu i goglach prezentował się wybornie. Zresztą, podobały mi się wszystkie momenty związane ze snami Bruce’a Wayne’a, zwłaszcza że (brawa dla Zacka Snydera) często trudno było je odróżnić od rzeczywistości. Na myśl przychodzi mi jeszcze wspomniana przez Ciebie początkowa sekwencja ze zniszczeniem Metropolis, ekscytujący pościg Batmobilem oraz Batman podczas jednej ze swoich pierwszych akcji w filmie z dwoma policjantami.

Michał: Snyder chyba lubi sprawdzone schematy, bo scena z policjantami, o której wspominasz, mocno skojarzyła mi się z bardzo podobnym momentem ze Strażników z udziałem Rorschacha.

bvs0

NAJGORSZA SCENA

Michał: Uwaga, tutaj również będę spoilerował! Batman naplanował i natrudził się, aby przechwycić wielki kawałek kryptonitu od Luthora. Zużył go niemal w całości na produkcję różnych broni i gadżetów mających powstrzymać Supermana. Ostatni kawałek postanowił wykorzystać jako grot włóczni – ostateczny środek zapobiegawczy. Oczywiście później, w trakcie walki, obie strony zmieniają jednak zdanie i postanawiają się sprzymierzyć (co było wiadome od samego początku). Co więc następnie robi Batman? Ciska ową włócznie na ziemię i idzie w cholerę. Brawo, Mroczny Rycerzu, jesteś geniuszem!

Krzysztof: Uwaga, również będę tutaj spoilerował! Dokładnie, a Lois Lane, z tego, co pamiętam, rzuciła jeszcze tę włócznię do fontanny, przez co potem musiała po nią nurkować. Bardzo mądre.

Michał: Ja zrozumiałem to tak, że Lois chciała na zawsze pozbyć się jedynej broni, która mogła zabić jej ukochanego (swoją drogą, fontanna, studnia, czy czymkolwiek był ów zbiornik wodny, to niekoniecznie właściwe miejsce, aby coś ukryć). Ale skąd później wiedziała, że jednak włócznia będzie potrzebna do rozprawienia się z Doomsdayem? Przecież nikt jej nie powiedział, że to również Kryptończyk.

Krzysztof: Dokładnie, mnie też zastanowiła ta kwestia. W ogóle wszyscy w tej sytuacji byli niesamowicie zorientowani, a przecież Bruce z nikim nie podzielił się swoją myślą, że włócznia może okazać się konieczna do pokonania Doomsdaya. Beznadziejnie wypadł także moment pogodzenia się Batmana z Supermanem. Drugi z nich krzyczy imię swojej matki, pierwszego matka nazywa się tak samo i to okazuje się powodem zaprzestania starcia, a następnie połączenia sił. Aha. Poza tym, dlaczego to Lois Lane musiała wyjaśnić, o kogo Clarkowi Kentowi chodzi? Supek był w stanie wycharczeć tylko imię rodzica i prośbę o uratowanie go? Nic więcej? Rozmowa Clarka z (przybranym i nieżyjącym już) ojcem również budzi moje wątpliwości. Obyłoby się bez niej i Kevin Costner nie musiałby powracać na plan.

Michał: Kiedy Batman trzyma żelazny but na twojej szyi, to jesteś w stanie tylko wołać mamę na pomoc.

bvs3

EFEKTY SPECJALNE / KWESTIE TECHNICZNE

Michał: W filmie zrealizowanym na taką skalę i z rocznym budżetem małego państwa, raczej trudno przyczepić się do jakości efektów specjalnych. Rzeczywiście było na co popatrzeć, było widowiskowo i epicko, czyli dokładnie tak, jak miało być. Całkiem udany okazał się Batmobil, który jak czołg przebijał się przez wszystko, a jednocześnie sprawiał wrażenie bardzo elastycznego i zwrotnego pojazdu. Podobał mi się też zabieg z modulatorem głosu, którego używał Batman. Dzięki Bogu, Affleck nie silił się na charczenie niczym Christian Bale, a jego przetworzony elektronicznie głos robił naprawdę mroczne wrażenie.

Krzysztof: W przypadku zachwytów nad wykonaniem technicznym Świtu sprawiedliwości nie mam wiele do dodania. Film musiał wypaść emocjonująco i widowiskowo – i tak wypadł. Muszę jednak zwrócić uwagę na CGI, którego było czasami za dużo kosztem realizmu scen. Być może przemawia tutaj przeze mnie podziw nad serialem Daredevil – jego twórcy dali radę uzyskać spektakularność bez (wyraźnych) upiększeń komputerowych.  

bvs4

AKTORSTWO

Michał: Cóż można powiedzieć na temat dwójki głównych aktorów? Henry Cavill i Ben Affleck odegrali swoje postacie poprawnie, nie było fajerwerków, ale też nic szczególnie nie zgrzytało. Zresztą, pewnie mało kto zaprzeczy stwierdzeniu, że Cavill to najlepszy Superman od czasów Christophera Reeve’a (co raczej nietrudno było osiągnąć, mając taką “konkurencję” jak Brandon Routh czy serialowy Dean Cain). Co do Affleckowego Człowieka Nietoperza -cóż, wiele było narzekania, że to będzie “smutny Batman” i aktorskie drewno. Nie było tak źle, naprawdę! Mogę wymienić co najmniej dwóch aktorów, którzy w tej roli sprawdzili się o wiele gorzej. Ben Affleck być może nie osiągnął szczytu swoich możliwości (jeszcze), ale na pewno nie jest tym samym chłoptasiem z kwadratową szczęką, którego niektórzy pamiętają z takich produkcji jak Pearl Harbor lub Armageddon. Na temat występów Gal Gadot i Jeremy’ego Ironsa wyraziłem już swój zachwyt wcześniej, nie będę więc się powtarzał. Mam za to do powiedzenia kilka słów na temat Jessego Eisenberga. Jego interpretacja Lexa Luthora była, jak by to delikatnie ująć, przerysowana. Nie jestem uprzedzony do tego aktora, nawet go lubię i nieźle sprawdza się w rolach neurotycznych dziwaków, jednak w Świcie sprawiedliwości zwyczajnie przeszarżował. Na pewno nie był to Lex Luthor – przestępczy geniusz, budzący szacunek, a raczej lekko rąbnięty dzieciak, który ma problemy psychiczne. Mam wrażenie, że Eisenberg nie nadaje się do takich produkcji i takich ról, o wiele lepiej sprawdza się w bardziej “życiowym” kinie.

Krzysztof: Jesse Eisenberg (swoją drogą, ma polskie korzenie) rzeczywiście miewał lepsze role, mnie zapadł w pamięci choćby z występu w Zombieland. Niestety, jako Lex Luthor wypadł najsłabiej z całej obsady. Sądzę jednak, że ekspresyjność aktora mogła być celowa, a nawet nie zdziwiłbym się, gdyby to Zack Snyder o nią poprosił. Powód jest jeden: wydaje mi się (i nie tylko mi, bo znajomi też mieli podobne myśli), że próbowano z niego uczynić drugiego Jokera. Chybiony pomysł.

Michał: Zastanawiałem się właśnie, czy o tym wspominać, bo miałem podobne odczucia. Jakby Eisenberg próbował osiągnąć poziom psychotyczności Heatha Ledgera z Mrocznego Rycerza, a zamiast tego stworzył karykaturę.

Krzysztof: Pozostali – poza  Amy Adams, ponieważ jej postać ograniczono do kobiety w opałach nieustannie ratowanej przez Supermana – spisali się przynajmniej przyzwoicie. Mam jednak znacznie pozytywniejsze zdanie o Afflecku oraz Cavillu – obaj niezwykle wyraziście odegrali swoich bohaterów, pokazali ich chwile rozdarcia i stworzyli bodaj najlepsze kreacje Bruce’a Wayne’a i Clarka Kenta na dużym ekranie. Kluczem do sukcesu okazało się pogodzenie dwóch różnych ról – przecież muszą odgrywać zarówno herosów, jak i pozornie zwykłych ludzi (u Afflecka to miliarder, u Cavilla dziennikarz).   

bvs5

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Michał: Czy tylko ja odniosłem wrażenie, że strój Batmana (a w szczególności maska), wzorowany był na komiksowej wersji narysowanej przez Jima Lee? Przyznam, że bardzo mi się to spodobało (oryginalny kostium, bo jego wariacja na temat zbroi Supermanoodpornej była już nieco mniej atrakcyjna, chociaż i tutaj było to zainspirowane, tym razem wersją Franka Millera z komiksu Mroczny Rycerz powraca).

Krzysztof: Możliwe, w każdym razie Batman prezentuje się wizualnie i pod względem osobowości świetnie. Przede wszystkim – ten gość zabija ludzi! Nie patyczkuje się i rzeczywiście można się go bać. Sny nadają mu pewnej wielowymiarowości, która, mam nadzieję, zostanie w większym stopniu ukazana w solowym filmie. Podobała mi się prezentacja Supermana jako boga zdolnego ratować świat, ale także kiedyś go zniszczyć. Dostrzegam tu dobrze podkreślone prometejskie motywy. Uzupełniając to jeszcze obawami ludzkości, że Clark w końcu obróci się przeciw niej, mamy do czynienia z całkiem interesującą postacią. Lex Luthor, jak wspominałem, jawi mi się jako marna podróbka Jokera. Nie widzę tu na niego żadnego większego pomysłu – ot, szalony bogacz, którego motywacją wydaje się samo szaleństwo. Mało to przekonujące, nieprawdaż? Zdecydowanie bardziej wolę tego antagonistę w Tajemnicach Smallville, w których nie jest tak niewiarygodny, jednoznaczny i bezbarwny. Wonder Woman było za mało, żeby ją omówić, lecz zachęciła mnie do zobaczenia poświęconej jej produkcji.

bvs6

PODSUMOWANIE

Michał: Ogólnie mówiąc, było nieźle, ale mogło być znacznie lepiej. Być może to za sprawą pośpiechu, z jakim producenci starali się przepchnąć ten film, nie mogąc znieść tego, jak bardzo zostali w tyle za Marvelem. Zabrakło mi jakiejś chemii między Supermanem a Batmanem, bo zdecydowanie był tam potencjał na świetną i dowcipną relację dwóch superbohaterów. Zamiast tego skończyło się na groźnych minach i kilku one-linerach. Było to sztuczne w odbiorze i chyba tylko Wonder Woman wypełniła tę lukę swoim entuzjastycznym i widowiskowym udziałem w finałowej walce. Jeśli czytywaliście komiksy wydawane u nas przez TM Semic, na pewno pamiętacie czarną okładkę z zakrwawionym logo Supermana i wiecie, kim był Doomsday. Jeśli tak, to zakończenie na pewno nie będzie dla Was żadnym zaskoczeniem. Nie wspominając o tym, że brakuje w nim też większego ładunku emocjonalnego, a przynajmniej na mnie nie zrobiło ono praktycznie żadnego wrażenia. Chciałoby się rzec: “Warner, robisz to źle”, ale również można mieć nadzieję, że jednak twórcy są na dobrej drodze. Być może nauczą się na błędach i solowe filmy z Wonder Woman i Bat-Affleckiem pokażą zupełnie nową jakość… Czas pokaże.

Krzysztof: Przyznaję Ci rację, jeśli chodzi o zakończenie, ale sam film wzbudził we mnie bardziej entuzjastyczne emocje. Nie przepadam za Zackiem Snyderem i szczerze mówiąc, wolałbym, żeby ktoś inny kierował rozwojem świata DC. Świtem sprawiedliwości nie przekonał mnie, że zasługuje na tę rolę, bo to on ponosi winę za poszatkowany momentami montaż, dopuścił do występowania głupot, których trudno nie zauważyć już podczas seansu, czasami przesadził z CGI i pewnie w jakimś stopniu odpowiada za nieudaną kreację Lexa Luthora. Dużo tego, prawda? Niemniej nadal jestem zadowolony, bawiłem się bardzo dobrze i lepiej niż ostatnio na produkcjach Marvela (pomijając oczywiście ich seriale). Zobaczyłem fantastyczne widowisko, które nakręciło mnie na kolejne tytuły ze świata DC. Będę wyczekiwał ich z niecierpliwością.

bvs7

Fot.: Warner Bros.

batman v superman

Write a Review

Opublikowane przez

Michał Bębenek

Dziecko lat 80. Wychowany na komiksach Marvela, horrorach i kinie klasy B, które jest tak złe, że aż dobre. Odpowiedzialny za sprawy techniczne związane z Głosem Kultury.

Krzysztof Lewandowski

Student dziennikarstwa i miłośnik fantastyki. Uwielbia czytać książki (fantastyczne) oraz oglądać filmy i seriale telewizyjne (nie tylko fantastyczne). Nie ma nic przeciwko dobrej grze, zwłaszcza z gatunku cRPG, ale ostatnio częściej grywa w Fifę. Piłka nożna to jego pasja, lecz zdarza mu się śledzić zmagania w innych dyscyplinach sportowych - gdy jest komu kibicować.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *