Filmy,Wielogłos

Wielogłosem o…: “Bez granic”

Bez granic
Bez granic

Wiele powstało filmów wojennych i tych, które opisują pokłosie wojny i wszelkich konfliktów zbronych. Wydawać by się mogło, że wszystko zostało już w tym temacie opowiedziane, opisane. Jednak nadal powstają filmy, które opisują wyniszczające skutki wojen w taki sposób, który wnosi do kinematografii coś nowego, który porusza widza i bezbłędnie gra na jego emocjach. Film Bez granic, którego tak reżyserią jak i scenariuszem zajął się Amirghossein Asgari, ukazuje samotny żywot chłopca, który schronienie (bo nie można powiedzieć, że dom) znalazł we wraku statku, który znajduje się niedaleko punktu zero; złowione ryby i własnoręcznie robione naszyjniki z muszli wymienia na jabłka bądź pieniądze. Jednak pewnego dnia na statku pojawia się rówieśnik chłopca, który bezceremonialnie dzieli wrak na pół, wyznaczając wyraźną granicę. Choć opis może wydawać się niezbyt interesujący, zarówno Magdalena jak  i Sylwia doceniły długie, wymowne ujęcia i dialogi ograniczone do absolutnego minimum. W poniższym wielogłosie dzielą się wrażeniami z seansu.

WRAŻENIA OGÓLNE

Magdalena Nowińska: Jeśli przywykliście do pełnego dialogów irańskiego kina, w którym dominują dramaty obyczajowe pełne zawiłych relacji interpersonalnych, jakie reprezentuje np. Asghar Farhadi, zaskoczy Was debiutancki film Amirhosseina Asghari. Bez granic to twór przełamujący właśnie tytułowe bariery. Burzy przyzwyczajenie do wielości konwersacji, a także minimalizuje środki wyrazu i ilość bohaterów, umiejscawiając ich w jedności miejsca i czasu. Do tego koncentruje się na dziecięcym świecie niedostosowanym do realiów dorosłości.

Bez granic traktuje o miejscu zero, w którym toczy się naznaczone wojną, niepokojem i niedolą dziecięce życie. Niby nic odkrywczego, ale tylko z pozoru. Powstało już wiele obrazów ukazujących dzieci uwikłane w wojnę i wojnę, widzianą z perspektywy dzieci. Zawsze są to filmy dotykające najwrażliwszych przestrzeni naszej czułości i wyobraźni, gdyż nie odpowiadają wizerunkowi wojny, do jakiej przywykliśmy. Przykładem może być kanadyjska Wiedźma wojny w reżyserii Kima Nguena. Utrzymana w klimacie realizmu magicznego, miażdżąca krew w żyłach historia małoletniej, która w obliczu wojny postawiona zostaje przed wyborem życia bądź zabójstwa własnych rodziców. Innym przykładem wskazującym na to, jak niejednostkowe, a wręcz powszechne są historie nieletnich postawionych w obliczu wojny,  jest film Wściekły pies. To dobitny i oszołamiający obraz, w którym nie dorośli, a dzieci wchodzą w rolę bojówkarzy, rebeliantów i próbują opanować kraj. Zastraszają cywilów, a swą brutalnością i bezwzględnością nie ustępują dorosłym żołnierzom. Oba filmy są przykładem tego, że wojna wzbudza w ludziach, niezależnie od wieku, najgorsze i najniebezpieczniejsze instynkty. Co zatem wyróżnia Bez granic od wspomnianych powyżej filmów? Zdecydowanie zabieg, w którym reżyser zrezygnował, prawie zupełnie, ze słów. To metaforyczny i wyraźny sposób na to, by zaznaczyć niedopasowanie dziecka do wojennej rzeczywistości. Ukazane na ekranie dzieci mają niespełna 10 lat. Jak wiadomo, jest to wiek pełen fascynacji otaczającym światem, w którym pada wielość pytań dotyczących mechanizmów funkcjonowania naszego globu. To okres, w którym człowiek potrafi już konstruować i artykułować własne poglądy, zatem rozmowa i wyrażanie siebie jest oczywistością. W tym kontekście zamknięcie ust bohaterów Bez granic jest dobitnym podkreśleniem niewypowiedzialnej trwogi i bólu, z jakim muszą się oni mierzyć. Uważam, że dzięki temu zabiegowi film odkrywa przed widzem nową perspektywę i zasługuję na bezapelacyjną uwagę. Przyznaję jednak, że przez to wzmaga trudności w odbiorze – zmusza do skupienia na obrazie, mimice, gestach, pejzażu i zapomnieniu o tym, że w naszym świecie prym wiedzie słowo.

Bez granic 6

Sylwia Sekret: Prym w naszym świecie wiedzie słowo – owszem. I właśnie dlatego, znając ten fakt, tę niezaprzeczalną prawdę, reżyser zrezygnował niemal całkowicie z  dialogów. Cel, o którym piszesz, został jak najbardziej osiągnięty – widz doskonale zdaje sobie sprawę z wielu emocji i obaw, których bohaterowie zwyczajnie nie są w stanie wypowiedzieć. Ale dodatkowo ten milczący obraz w fascynujący sposób pokazuje, że choć bariera językowa stanowi dla niektórych z nas granicę nie do przejścia, powodując nawet paraliżujący strach przed niemocą efektywnej komunikacji, to tak naprawdę kiedy damy dojść do głosu emocjom, uruchomimy empatię i uczuciową wyobraźnię – ten kontakt jest jak najbardziej możliwy.

Bez granic to obraz wyjątkowy pod wieloma względami. Choć nie oglądam wielu filmów traktujących o wojnie, to myślę, że potrafię je docenić, a największe wrażenie wywołują na mnie właśnie te tytuły, które opowiadają o konfliktach zbrojnych przez pryzmat ludzkich żyć, nieuwikłanych w nie bezpośrednio. Pod tym względem uwiódł mnie między innymi Labirynt fauna, który pokazywał, że czasami jedyna ucieczka przed złem wyprodukowanym przez dorosłych, to ta w głąb siebie i własnych urojeń, zmyślonych światów, w których jesteśmy bezpieczni. Amirhossein Asghari rezygnuje z nierealnych światów i uciekania się do tych urojeń, ale o ile było to siłą Labiryntu fauna, o tyle w irańskiej produkcji wygrywa właśnie realizm – przytłaczający, bolesny, niełatwy, niemożliwy do pojęcia. Film pozbawiony słów przyciąga w magiczny sposób, jak dobrze powiedziałaś, każe mocniej skupić się na mimice bohaterów, ich gestach, spojrzeniach, nawet na rytmie oddechu. Bez granic to wyjątkowy film o ludziach i granicach – tych, bez których nie potrafimy żyć, i tych, z którymi musimy.

Bez granic 1

PLUSY I MINUSY FILMU

Magdalena: Zabieg minimalizacji słów jest zdecydowanie mistrzowskim sposobem na przewartościowanie i zmianę percepcji dziecięcości uwikłanej w sytuację wojny. Film uwypukla dojrzałość małoletnich, których wola przetrwania i środki do realizacji tego celu, nie różnią się od dorosłych. Poza tym na uwagę zasługują długie ujęcia podkreślające trwanie w chwili obecnej, skupiające się na wyrazach twarzy bohaterów. Uwiodła mnie ewolucja relacji między bohaterami, która dodaje nadziei i wiary w drugiego człowieka. Co do głównego bohatera, jego działania i zachowanie winny być przedstawiane na całym świecie, jako te godne naśladowania. Ciekawym chwytem, któremu na szczęście nie do końca poddali się bohaterowie, było podzielenie łodzi za pomocą farby, na dwie części. Jak nietrudno się domyślić, w domyśle chodziło reżyserowi o nakreślenie bariery między światem kobiet i mężczyzn. Dla dzieci jednak takowe ograniczające podziały nie istnieją. Bez granic jest filmem o jedności w różnorodności, o porozumieniu pomimo mówiena/nie mówienia przez trzy osoby, trzema różnymi językami; o porzuceniu egoizmu i wyzbyciu się strachu wobec obcego, a nie jedynie o wojnie i jej nowym obliczu.

Sylwia: Brak słów to oczywiście najprędzej rzucający się w oczy plus filmu i w tym, co powiedziałaś, masz całkowitą rację. Podkreśla to również olbrzymią samotność głównego bohatera, którego postać także jest ogromną zaletą tej produkcji. Mnie urzekły również drobne, z pozoru nieistotne sceny, bez których fabuła nic by nie straciła, a które w przepiękny momentami sposób podkreślały człowieczeństwo bohaterów, którego jeśli chcemy – co również pokazuje Bez granic – nikt nas nie pozbawi. Taką sceną było dla mnie nawleczenie przez głównego bohatera na agrafkę znalezionej na pokładzie statku perły i przyczepienie jej – nie będę mówić gdzie czy komu, aby nie zepsuć nikomu tej sceny. Niezwykle wymowny moment, wzruszający i w pewien sposób niepasujący do reszty rozgrywających się wydarzeń, i dlatego tak mocno zapadający w pamięć. Reżyser w ogóle ma oko do szczegółów, a długie ujęcia, o których wspomniałaś, również te, kiedy widz zostaje sam na sam z pozostawionym obrazem kamery, oczekując powrotu bohatera – pogłębiają inność świata, w którym żyje chłopiec, jego samotność i opuszczenie. Wytwarza się w ten sposób intymność między widzami a bohaterem.

Bez granic 3

Za spory plus uznałabym również coś, co teoretycznie wydawało się na początku niemożliwe. Film, w którym niemal nie ma słów, dialogów… jest tylko cisza i zmagania bohaterów, kilka razy mnie zaskoczył, sprawiając, że niemal do ostatniej minuty filmu zastanawiałam się, jak zakończy się ta historia.

Czy Bez granic ma jakieś minusy? Być może postać żołnierza mogła zostać lepiej odegrana, ale chyba nie nam oceniać, czy właśnie tak zachowałby się w takiej sytuacji amerykański żołnierz…

NAJLEPSZA SCENA

Magdalena: Scena, w której w końcu padają słowa ;). A tak na poważnie, wszystkie momenty operatorskiej wirtuozerii, dzięki której zawieszamy się na chwilę i skupiamy na obserwacji emocji wyrażanych przez dzieci. Taką sceną jest ostatnia odsłona filmu, gdzie bohater w samotności leży na hamaku wpatrzony w jeden punkt. Z jego oczu bije gorycz i smutek, który jak kula przebija serce widza. Moment ten zresztą powielony jest kilkukrotnie, prędzej ukazując więcej niż jednego bohatera.

Sylwia: Masz rację, ta scena jest tak wymowna i rozdzierająca, że wyświetlała się w mojej głowie jeszcze długo po zakończonym seansie. Tak naprawdę w filmie tym urzeka wiele scen – zaciętość, z jaką chłopiec zamalowuje swoją część wraku na niebiesko, moment kiedy podgląda swojego niechcianego lokatora podczas śpiewania, moment, kiedy znajduje go wstrząsanego niemal spazmatycznym płaczem, moment z perłą, o którym już wspominałam… Wiele tego jest, bo brak dialogów potęguje nasze wrażenia z cichych scen, w których skupiamy się na drobnych gestach bohaterów. Na poruszanych wiatrem muszlach, na suszącej się, osolonej rybie, na wyłaniającym się z wody, chudym ciele chłopca.

NAJGORSZA SCENA

Magdalena: Czułam pewien zgrzyt i niedopasowanie w momencie, w którym dorosły żołnierz zaczyna płakać, a wraz z nim dziewczyna. Rozumiem, że moment ten miał wyrażać niewyobrażalną traumę, której nie sprosta zarówno dorosły, jak i dziecko. Ponadto był swoistym oczyszczeniem i pojednaniem między ludźmi różnych kategorii wiekowych, którzy stoją, z założenia, na różnych stronach barykady. Jednak zamiast odczuwać powagę tej sytuacji, poczułam węwnętrnzy opór wobec niej…

Sylwia: U mnie z kolei zgrzyt pojawił się nieco wcześniej, ale również związany jest z postacią Amerykanina. Chodzi mi o scenę, kiedy uwięziony żołnierz zaczyna mówić do niewidzialnych ludzi, obarczając nie wiadomo kogo winą za zło, które przywiodło go do tego miejsca. Zbyt szybko, mam wrażenie, i zbyt sztucznie nastąpiła przemiana i załamanie bohatera… Chociaż nie tak, aby być jakąś namacalną rysą na odbiorze całego, wyjątkowego przecież, filmu.

Bez granic 4

EWENTUALNE DZIURY FABULARNE

Sylwia: Nie jest to dziurą fabularną, ale może Ty, Magda, rozjaśnisz mi nieco w głowie. Momentami zastanawiałam się, jak to się dzieje, że chłopiec – ryzykując przecież chociażby chorobą – za każdym razem musi przepływać pod wodą, aby dostać się na wrak statku, natomiast dwójka pozostałych bohaterów, którzy pojawiają się w trakcie filmu, pojawia się na statku za każdym razem zupełnie sucha. Przeoczyłam coś?

Magdalena: Być może chłopiec, tylko droga wodną przedostaje się na tereny, gdzie znajduje sprzyjających mu ludzi, którym sprzedaje ryby i własne rękodzieło. Sadzę, że może to być miejsce nie na terenie wroga, do którego dostają się pozostali dwaj bohaterowie… Tak tylko domniemam…

Sylwia: Możliwe, że tak było :). Właśnie tego jednego nie mogłam zrozumieć… poza, oczywiście, nieskończoną ludzką głupotą, która pozwala na wszczynanie wojen i cierpienia niewinnych – bo tego wielu z nas nie pojmuje. Zwłaszcza dzieci.

 SPRAWY TECHNICZNE

Magdalena: Minimalizm w środkach wyrazu to coś, na co postawił Amirhossein Asghari. Muzyka np. pojawia się chyba tylko raz, w momencie przełomowym. Reżyser bawi się różnorodnością kadrowania oraz wie, jak przykuć uwagę widza, ukazując wymowne zdjęcia.

Sylwia: Wymowne, długie ujęcia, zmuszenie widza do zwracania uwagi na szczegóły, chłodna, morska kolorystyka filmu i wzmocnione dźwięki, które tworzą jedyną pożywkę dla ucha odbiorcy przez znaczną część filmu – dźwięki wynurzania się z wody, dźwięk poruszanych przez wiatr lub rękę chłopca muszelek, oddech, z którego można niespodziewanie łatwo odczytać emocje – strach, zwątpienie, niepewność, zmęczenie, zadowolenie – to wszystko zostało skomponowane rewelacyjnie i pod tym względem obrazowi nie sposób jest cokolwiek zarzucić.

Bez granic 2

AKTORSTWO

Magdalena: Alireza Baledi w roli głównego bohatera debiutuje, podobnie jak reżyser, i debiuty te uznać trzeba za niezmiernie obiecujące. Ile naturalności, obycia scenicznego i ekspresyjności tkwi w tym młodym chłopcu! Zaiste zadziwiająca postać.

Sylwia: Zgadzam się całkowicie! Baledi jest tak jasnym punktem tego filmu, że chłopcu można tyko pogratulować i wróżyć wielką karierę. A dodajmy – po raz setny – że w Bez granic pada tak niewiele słów, że niejeden znany aktor musiałby wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności, aby udźwignąć ciężar takiej produkcji. Ciężar, który spoczywa przecież w ogromnej mierze na barkach chłopca. Pozostała dwójka aktorów spisała się przyzwoicie, choć jak to często bywa, to dzieci wypadły dużo lepiej i bardziej naturalnie niż dorosły.

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Magdalena:  Dzięki swemu debiutanckiemu filmowi Amirhossein Asghar dołączył do grona twórców irańskich, których warto obserwować. Wyczekuję jego kolejnych dokonań tak samo, jak nie mogę się doczekać nowości od Asghara Farhadi czy komiksów, a także ich filmowych realizacji od Marjane Satrapi. Polecam Bez granic wszystkim tym, dla których doznania artystyczne i emocjonalne wiodą prym przy odbiorze ruchomych obrazów. Warto poświecić trochę energii, wytężyć wytrwałość i cierpliwość, bo jest to film, który na stałe zostaje w umyśle i serduchu.

Sylwia: Bez granic to film wojenny, choć opowiada o skutkach wojny raczej niż o samych działaniach zbrojnych. To produkcja, która zmywa słoną wodą tyle samo granic, co ustanawia kolejnych. Dla dzieci granice tworzone przez dorosłych są znane, ale szybko, kiedy nieletni zostają pozostawieni sami sobie, zapominają o nich i porzucają je, ponieważ nie są dla nich naturalne. I to Bez granic świetnie pokazuje. W świecie szarpanym przez wojnę, nienawiść, strach i podziały, dwójka dzieciaków buduje sobie niemalże raj, w którym – choć niemal się nie porozumiewają werbalnie – żyją bardziej po ludzku niż do teraz większość społeczeństwa. Podziały, o których opowiada reżyser, są różne – dotyczą płci, religii, państw, poglądów, świata dorosłych i dzieci. A kropką, którą ostatecznie stawia reżyser na koniec – przybija widza, a ten, aby się podnieść i otrząsnąć ze smutku i beznadziei, musi pamiętać o wcześniejszych zaprezentowanych przez twórców tego filmu obrazach. Bez granic to film odważny, bezpośredni, choć stosujący środki wyrazu nie do końca bezpośrednie. To obraz będący taką małą wieżą babel, która kruszeje w obliczu prawdziwego człowieczeństwa. Szkoda tylko, że w obliczu tego, że to dorośli rządzą światem – to nie zawsze wystarcza.

Bez granic 5

Fot.: Art House