Carol

Wielogłosem o…: „Carol”

Carol to film, który zdobył uznanie krytyków filmowych i sporej części widzów. Obraz doceniony został również przez członków Amerykańskiej Akademii Filmowej,zdobywając nominacje w sześciu oscarowych kategoriach. Podzielił jednak Magdalenę i Martynę, których opinia o dziele Todda Haynsa jest skrajnie rozbieżna. Czy film spełnił oczekiwania naszych redaktorek? Czy subtelna historia o zakazanej miłości dwóch kobiet może trafić do szerszego grona odbiorców? Na te i inne pytania odpowiedzi znajdziecie w tym tekście.

WRAŻENIA OGÓLNE

Magdalena Nowińska: Przyznam szczerze, że miałam spore oczekiwania wobec filmu, do którego zgodziła się dołączyć Blanchett i Mara. Moje nadzieje zostały zrealizowane połowicznie, a jeżeli zostały, to za sprawą oddanego klimatu lat pochodzenia historii, dokładności rekwizytów i wybitnych kreacji aktorskich. Carol nie dołączyła do plejady melodramatów, z jakimi udało mi się w moim, jakże krótkim i ubogim jeszcze na doznania filmowe, życiu zetknąć, a jednak jest to obraz, o którym na pewno długo nie zapomnę. Traktuje o latach, w których muzyka grana była z czarnych płyt i gramofonów i zewsząd słychać było głos boginki – Billie Holiday.

Martyna Michalska: Co do Carol oczekiwania miałam dość duże. Nie ukrywam, że duży wpływ na to miały świetne opinie, jakie o filmie czytałam, ale również obsada, mająca gwarantować bardzo wysoki poziom całego przedsięwzięcia. Rooney Mara zrobiła na mnie świetne wrażenie w Dziewczynie z tatuażem, a Cate Blanchett, to, cóż tu dużo mówić, osobowość świetnie znana wszystkim miłośnikom kina. Jednak po dwukrotnym obejrzeniu filmu z przykrością muszę stwierdzić, że jestem rozczarowana. O ile pochwalić mogę aktorstwo Blanchett, o tyle w każdym innym aspekcie (no, może poza niektórymi wstawkami muzycznymi), film jest po prostu mdły i nudny.

onetPLUSY I MINUSY FILMU

Magdalena: Do ewidentnych i bezapelacyjnych walorów obrazu, w opozycji do Martyny, zaliczyć mogę wspomnianą już wyżej grę aktorską. Zarówno Cate Blanchett, jak i Rooney Mara w niewymownie mistrzowski sposób odegrały swoje role. Pierwsza  z nich, choć nie należy do aktorek, przynajmniej w moim odczuciu, wybitnych, wcieliła się w postać manipulantki z arystokratycznym zachowaniem i dystyngowanymi manierami, udowadniając niedowiarkom, do którego grona należę, że jednak Oscar za kreację aktorską do czegoś zobowiązuje… Druga bezapelacyjnie zasługuje na każdą możliwą nagrodę za swoją pracę. Jest jak kameleon, dla którego zmiana otoczenia – w tym wypadku scenariusza – powoduje ewolucję i czerpanie z zupełnie odmiennych atrybutów i umiejętności dostępnych nielicznym aktorom występującym w Hollywodzkich produkcjach. Mara wkradła się do świadomości widzów wybitną rolą w ekranizacji powieści Stiega Larssona, udowadniając, że tylko dobry aktor jest w stanie diametralnie zmienić swój wygląd i sposób ogrywania postaci. Była to najbardziej charakterystyczna rola, z jaką przyszło jej się zmierzyć. Zagrała silną, przebiegłą kobietę lubującą się piercingu i wulgarnych zachowaniach. Następnie wcieliła się w cichutka, subtelną i kobiecą Catherine w Her. Carol jest swoista kontynuacją tego rodzaju gry aktorskiej, ale jej postać dodatkowo charakteryzuje się niedojrzałością, dziecięcym zachwytem nad rzeczywistością i uleganiem wpływom otoczenia. Mara w roli Therese Belivet to był strzał w dziesiątkę! Swoja drogą zajęła ona miejsce Mii Wasikowskiej, która zrezygnowała z tej roli na rzecz Creasom Peak i wszystkim wyszło to naprawdę na dobre.

Carol uwodzi precyzyjnie skomponowanymi charakterami, jest mieszanką niewinnej kokieterii z groźnym żerowaniem na uczuciach drugiego człowieka. Nienachalnie, subtelnie swoją problematyką otwiera niedostępne przestrzenie umysłu, w którym człowiek skrywa niespełnione lęki oraz pragnienia. Nie jest to obraz o homoseksualizmie, jak mogłoby się wydawać, ale o fascynacji drugim człowiekiem. Reżyser Todd Haynes, we współpracy ze scenarzystką Phillys Nagy,  nie przekracza granic dobrego smaku. Sugerując pewne dążenia, a nie ostentacyjnie je ukazując, kreśli obraz skomplikowanej relacji między dwiema zupełnie odmiennymi kobietami. W tym sensie  Carol podobna jest do ostatniego tworu Urszuli Antoniak – Strefy nagości. Z wyczuciem i poszanowaniem dla różnorodności ludzkich żądz Haynes nakręcił film, o jakim na pewno nie zapomnę. Zdjęcia Carol, za jakie odpowiedzialny jest Edward Lachman przywodzą na myśl misternie utkane sny. Magia w czystym tego słowa znaczeniu!

Martyna: Nie sposób nie wymienić tutaj aktorki grającej główną rolę. Blanchett zagrała znakomicie, dzięki czemu grana przez nią postać jest spójna i wiarygodna. Zgodzę się z Magdą, że klimat filmu ze względu na epokę może uwieść, jednak dla mnie to za mało, aby zachwycić się tym obrazem. Co do roli Mary, możliwe, że jestem wobec niej krytyczna ze względu na to, iż wcześniej, właśnie we wspomnianej przez Magdę Dziewczynie z tatuażem, zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie, przez co poprzeczka ustawiona była dość wysoko. Tutaj niestety wrażenie było nieco mniej pozytywne, pewnie również przez to, że nie udało mi się polubić ani do końca zrozumieć poczynań granej przez nią postaci.

fashiongonerougecom

Magdalena:  Do minusów zaliczę samą fabułę. Nie jest ani odkrywcza, ani kontrowersyjna. Jednak gdy pozwolimy się ponieść wysublimowanej i przygaszonej kolorystyce oddającej klimat Nowego Jorku z lat 50., okraszonej – docenianą w powyższej kategorii – grą aktorską odpowiadającą tej dekadzie,  spada ona na dalszy plan. Jeśli  jesteś w stanie docenić nagromadzenie się i spiętrzenie emocji, charakterystyczne dla gatunku, jakim jest Carol, nie zrazi cię pewna oczywistość i przewidywalność fabularna tego dzieła, być może rozpłyniesz się nad genialnym klimacikiem, jaki udało się stworzyć twórcom w tym obrazie.

Martyna: Tak jak pisałam we wstępie, film nie zachwycił mnie jako całość. Chemia, która pomiędzy głównymi bohaterkami powinna zostać szczególnie wyeksponowana, dla mnie praktycznie nie istniała. Częściej miałam wrażenie, że Carol traktuje Therese jak córkę niż jak kochankę (jak chociażby w scenie, gdzie ta pierwsza pomaga drugiej w zrobieniu makijażu) i nie do końca wie, czego chce.

Magdalena: Przecież różnorodne są relacje między ludźmi i role, jakie spełniamy w związkach! Ta nie była klarowna i oczywista, a nieprawdopodobna i trudna do sklasyfikowania, w czym tkwi jej piękno i niepospolitość.

Martyna: Również muzyka, za którą to film otrzymał nominację do Oscara, jest, w mojej opinii, nijaka. Myślę, że gdybym usłyszała gdzieś jej fragmenty, nie byłabym w stanie połączyć ich z filmem. W tej kwestii najciekawiej było wtedy, kiedy słychać było Billy Holiday. Za to mały plus dla filmu.

nybookscomNAJLEPSZA SCENA

Martyna: Naprawdę trudno mi w tej kwestii wyłonić faworyta. Bynajmniej nie ze względu na to, że każda scena powodowała opad szczęki, a bardziej dlatego, że film nie jest niczym specjalnym. Można wręcz powiedzieć, że momentami wieje nudą, a pasek postępu czasowego wydaje się posuwać tak wolno, jak przy pobieraniu pliku o ogromniej wadze. Jeśli już jednak muszę wskazać najlepszą scenę, to wybieram tę, w której Carol spotyka się ze swoim mężem i prawnikami w celu ustalenia podziału praw rodzicielskich. Widać tutaj, że nieco pęka wizerunek Carol jako kobiety silnej, chłodnej i zdystansowanej i pojawia się nutka bezradności w jej zachowaniu. Bardzo ciekawy kontrast w odniesieniu do tego, co pokazuje w całym filmie.

NAJGORSZA SCENA

Martyna: Jako że cały film jest dość równy, jeśli chodzi o wątek fabularny, nie mam w tym punkcie nic do napisania. Jak pisałam wcześniej, żadna ze scen nie wybija się szczególnie na plus ani na minus wśród innych, stąd nie jestem w stanie wybrać ewidentnie najgorszej.

AKTORSTWO

Martyna: W mojej ocenie rola Blanchett zasługuje na największą pochwałę. Aktorka świetnie wcieliła się w postać zimnej damy z wyższych sfer i wypadła przy tym bardzo wiarygodnie. Może i Mara pokazała dużo więcej emocji, sądzę jednak, że nie mogło być inaczej, ponieważ charakter głównej bohaterki właśnie taki miał być. W tamtej epoce kobiety z klasy wyższej niż średnia uczone zazwyczaj były, że po prostu nie wypada okazywać emocji, że lepiej dusić je w sobie. Dlatego moim zdaniem Blanchett świetnie się ze swego zadania wywiązała. I jeszcze jedna, choć bardzo ważna kwestia odnośnie jej gry aktorskiej i pokazywania emocji. Scena, w której spotyka się na mediacji ze swoim mężem i prawnikami, kiedy dyskutują o pozbawieniu Carol praw rodzicielskich. Scena, w moim mniemaniu, jedna z lepszych (choć wybitnie wyróżniających się w tym filmie próżno szukać), właśnie ze względu na dobre pokazanie przez Australijkę emocjonalnej strony odgrywanej postaci.

Jeśli zaś chodzi o Marę, to szału, jeśli chodzi o aktorstwo, nie ma. Zagrała dobrze – ani źle, ani fenomenalnie. Jak wcześniej wspomniałam, może mój odbiór jej gry to kwestia charakteru postaci, jaką zagrała.

rozswietlamykultureOSCAROWE SZANSE

Film nominowany jest w następujących kategoriach: Najlepsza aktorka pierwszoplanowa: Catte Blanchett; Najlepsza aktorka drugoplanowa: Rooney Mara; Najlepszy scenariusz adaptowany: Phyllis Nagy; Najlepsza muzyka oryginalna: Carter Burwell; Najlepsze kostiumy: Sandy Powell; Najlepsze zdjęcia: Edward Lachman.

Magdalena: Cate Blanchett, mimo że zaskoczyła mnie i uwiodła,  swoimi umiejętnościami nie umywa się do Charlotte Rampling, która nominowana jest do Oscara za rolę w skromnym dramacie o małżeństwie z kilkudziesięcioletnim staże 45 lat. Wiem jednak, że moje umiłowanie do tego rodzaju kina nie jest podzielane w Hollywood. Blanchett ma zatem spore szanse. Za to Rooney Mara bezapelacyjnie zasługuje na wszelkie nagrody. Czy swoją delikatnością uwiedzie jury? Konkurencja przecież nie śpi, a po nagrodzę w szranki staje np. Jennifer Jason Leigh za rolę w Nienawistnej ósemce. Kategoria Najlepszy scenariusz adoptowany zaklepana jest według mnie dla filmu Pokój, co w cale nie jest ukłonem z mojej strony wobec tego płaskiego i spłyconego, nie zgłębiającego psychiki bohaterów filmu. Po prostu przeczuwam sposób rozumowania jury…W przeciwieństwie do Martyny trzymam kciuki za nagrodę za kostiumy, bo to one „grają” ważną i nieocenioną rolę, wciągając nas w realia lat 50. Za zdjęcia nagroda powędruje dla Zjawy bądź ewentualnie Nienawistej ósemki. Przecież Hollywood kocha wszystko to, co się świeci, jest żywe, bucha po oczach i epatuje efekciarstwem…

Martyna: O ile jestem w stanie zrozumieć nominację za kostiumy i pierwszoplanową rolę kobiecą, to już nominacja za zdjęcia i muzykę są dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Jeśli w tej pierwszej kategorii oprócz Zjawy szansę na statuetkę ma również Carol, to chyba coś nie tak jest z szanownymi członkami komisji, którzy nominacje przyznają. Zaś co do muzyki, jest ona tutaj zaledwie tłem. Dość nijakim, bo całkowicie rozmywa się w toku filmu, a jedynymi ciekawymi momentami są te, w których w głośnikach rozbrzmiewa Billy Holiday.

Carol obieSŁOWEM PODSUMOWANIA

Martyna: Nie jestem osobą, którą do kina przyciągają fajerwerki, sceny heroicznej walki czy inne ozdobniki. Potrafię docenić bardziej subtelne filmy i tutaj, w kontekście wielogłosu o Carol przychodzi mi na myśl film Smażone zielone pomidory, w którym relacja między głównymi bohaterkami była pokazana w sposób niezwykle subtelny, a który to film do tej pory jest jednym z moich ukochanych. Nie wątpię, że obraz Todda Haynsa znajdzie swoich fanów, ja jednak nie mogę się do nich zaliczyć.

Magdalena: W ostatnich latach mamy wysyp obrazów ukazujących poszukiwanie tożsamości seksualnej czy zmianę preferencji seksualnych. Jednym z nich był wspominany już wcześniej, ostatni obraz Urszuli Antoniak – Strefa Nagości. Carol, w odniesieniu do niego, ale także do Lata miłości, Nici czy Zupełnie innego weekendu wypada nad wyraz dobrze, gdyż poza tym, że ukazuje intymną relację miedzy osobami tej samej płci subtelnie, bez zbędnych dosłowności, daje widzowi zastrzyk złożony z obrazów powodujących namysł i zaciekawienie. Dodatkowo film przenosi nas do lat 50., dlatego, gdyby forma Wielogłosu pozwalała nadawać tekstowi tytuł, byłby to: Like a little old fashioned music box. Jest to fraza z piosenki Billie Holiday – Twenty Four hours a day, która idealnie odzwierciedla “starodawność” Carol. Jestem nieobiektywna wobec tego tworu, przyznaję, a to dlatego, że jest tak mało Hollywoodzki… ;)

Carol obie 2

Fot.: Gutek Film

Carol

Write a Review

Opublikowane przez

Magdalena Szwabowicz

Socjolożka z wykształcenia, bibliotekarka z przypadku, joginka z wyboru. Pieśniarka zespołu śpiewu tradycyjnego Źdźbło. Pasjonatka world music i ruchomych obrazów, w szczególności francuskiej Nowej Fali i twórczości Pedra Almódovara. Absolwentka studium z zakresu filmoznawstwa organizowanego przez Polski Instytut Sztuki Filmowej i Uniwersytet SWPS w Warszawie. Członkini Scope100 (edycja 2016) - projektu online stworzonego przez firmę dystrybucyjną Gutek Film z myślą o widzach, dla których kino jest życiową pasją. Uczestnicy projektu zadecydują, które filmy pokazywane do tej pory jedynie na zagranicznych festiwalach, trafią do polskiej dystrybucji. Kontakt: mag.nowinska@gmail.com

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.