„Czytając Lolitę w Teheranie” to film izraelskiego reżysera Erana Riklisa powstały na podstawie autobiograficznej książki Azar Nafisi pod tym samym tytułem. Historia osadzona w realiach porewolucyjnego Iranu opowiada o sile literatury, kobiecej solidarności i walce o wolność słowa i własną tożsamość w świecie podporządkowanym opresyjnej ideologii. Polska premiera filmu odbyła się 18 czerwca, a za jej dystrybucję odpowiada Aurora Films. Gorąco zachęcamy do odwiedzenia kin i zwrócenia uwagi na ten niezwykle aktualny temat.
Spis treści
Wrażenia ogólne
Klaudia Rudzka
Z mojej perspektywy największe wrażenie robi moment, w którym zdajemy sobie sprawę, jak wielką wolnością w Europie jest możliwość czytania i mówienia tego, co chcemy. Filmowa historia działa najmocniej wtedy, gdy pokazuje codzienne życie kobiet będących pod presją reżimu i ideologii oraz ich próby zachowania własnej tożsamości dzięki literaturze. A co na Tobie zrobiło największe wrażenie?
Błażej Piechota
Najlepiej Azarowi Nafisi wychodzi ukazywanie prób zachowywania solidarności między kobietami. Co oczywiste, robią to pomimo opresyjnego systemu panującemu wokół, nieustannie torpedującemu próby niezależnego myślenia. Ich posiedzenia (swego rodzaju Stowarzyszenie Umarłych Poetek) to dla nich jedyny sposób na mentalną ucieczkę od reżimu. Te sceny przykuły moją uwagę.
problematyka
Klaudia Rudzka
Film porusza kwestie konfliktu obyczajowego po rewolucji islamskiej w Iranie w 1979 roku i dojściu do władzy fundamentalistów religijnych. Ukazuje, jak władza wpływa zarówno na życie jednostki, jak i na życie publiczne oraz jak diametralnie zmieniają się prywatność, edukacja, relacje międzyludzkie i prawa kobiet. To, co kiedyś było dozwolone, po rewolucji nabiera zupełnie innego wymiaru, stając się zakazane i niedopuszczalne. Film pokazuje również, jak bardzo wpływa to na psychikę bohaterów, którzy walczą sami ze sobą, próbując rozpoznać, co jest dobre, a co złe w kwestii narzuconych im nowych nakazów i zakazów.
Nie sposób nie porównać filmu do „Persepolis” autorstwa Marjane Satrapi, które mimo że zrealizowane w zupełnie innym stylu opowiada o bardzo podobnych problemach. Obie historie mówią bowiem o kobietach próbujących zachować własną tożsamość w opresyjnym systemie. Zarówno „Persepolis”, jak i „Czytając Lolitę w Teheranie” są dziełami bardzo osobistymi i autentycznymi ze względu na swój autobiograficzny charakter.
Błażej Piechota
Dobrze, że przytoczyłaś „Persepolis” niedawno niestety zmarłej Marjane Satrapi. Obie książki to zarazem faktycznie quasi autobiografie. Porównując jedynie filmy, Nafisi podejmuje ogólnie więcej tematów. Wszystkie się przenikają i są powiązane. Są ukazane represje wobec kobiet, ogólne ograniczanie wolności myślenia, próby zachowania indywidualności, krytyka rządu, islamu, a w tle bombardowania kraju. Satrapi stworzyła dzieło bardzo spójne, dynamiczne, trzymające się jednak głównie losów jednej postaci – samej siebie oraz ludzi ważnych w jej życiu. Nafisi natomiast w ciągu 110 minut ukazuje losy bardzo wielu postaci, większość z nich ma przedstawioną historię, przez co jego film wydaje się być trochę powierzchowny i dość trudno mi było wejść w rytm historii.
zalety i wady filmu
Klaudia Rudzka
Główną zaletą filmu jest dla mnie realistyczne odwzorowanie rewolucji islamskiej oraz presji społecznej i religijnej. Co szczególnie bliskie z perspektywy doświadczeń minionych czasów PRL-u, Czytając Lolitę w Teheranie bardzo dobrze odzwierciedla represje wobec obywateli, cenzurę, a także kontrolę kultury. Narastająca presja społeczna i religijna nie pozostawia wyboru ludziom, którzy mimo wszystko chcą walczyć i podejmują tę walkę w domowym zaciszu, wykorzystując literaturę jako przestrzeń wolności. Wydaje mi się to tematem bardzo uniwersalnym, ponieważ jak wspomniałam również w naszym kraju zachodnia literatura była często krytykowana i zakazywana w zależności od panującej władzy. A co Tobie spodobało się w filmie najbardziej? Jeśli chodzi o wady dla mnie sceny były niekiedy nierówne, niektóre bardzo mnie poruszały, a inne zupełnie. Czy też odczułeś ten brak równowagi momentami?Nie sposób nie porównać filmu do „Persepolis” autorstwa Marjane Satrapi, które mimo że zrealizowane w zupełnie innym stylu opowiada o bardzo podobnych problemach. Obie historie mówią bowiem o kobietach próbujących zachować własną tożsamość w opresyjnym systemie. Zarówno Persepolis, jak i Czytając Lolitę w Teheranie są dziełami bardzo osobistymi i autentycznymi ze względu na swój autobiograficzny charakter.
Błażej Piechota
Najgorsze jest dzieło Nafisiego w momentach, kiedy staje się jałową dydaktyką na tematy choć ważne, to banalne i eksploatowane mnóstwo razy. Faktycznie w takich momentach film ogląda się dość ciężko. Nie ukrywam, że film stoi w rozkroku między obszernością tematów, które chce podejmować. Z jednej strony są pokazane sceny ograniczania wolności i czytanie Lolity w formie buntu. Z drugiej Czytając Lolitę w Teheranie chciałby opowiadać całą historię kraju i irańskiego terroru. Nie da się zmieścić w jednym filmie i tego, i tego. Powód jest dość prosty. Odpowiedź (według filmu skuteczna) na cały irański, opresyjny system nie może się ograniczać do czytania amerykańskiej literatury, bo ofiary to nie tylko kobiety, które jej nie mogą legalnie przeczytać, ale też te, które czytać… w ogóle nie potrafią. To jest największa narracyjna wada filmu. Bunt jest tu niemal elitarny. Najprościej byłoby temu zapobiec, ograniczając bohaterki jedynie do pasjonatek literatury. Najlepsze fragmenty filmu mają miejsce w interakcjach między nimi i w próbach walki o swoje potrzeby.
omówienie wybranych postaci
Klaudia Rudzka
Azar Nafisi, czyli autorka książki, to postać niezwykle silna i niezależna, próbująca zachować godność w kraju opanowanym przez fundamentalistyczną władzę. W świecie podporządkowanym ideologii nie daje za wygraną, wciąż wspominając czasy sprzed rewolucji. Te nadal żywe, a zarazem piękne wspomnienia popychają ją do walki. Prowadzi prywatne spotkania literackie ze studentkami, które stają się formą cichego oporu wobec niesprawiedliwości i zmian, jakie nadeszły. A jakie są Twoje wrażenia wobec postaci z filmu? Czy ktoś szczególnie zapadł Ci w pamięć?
Błażej Piechota
Oczywiście Azar Nafisi przewodzi całej grupie kobiet, ale jedynie wszystkie razem stanowią całość, która realnie jest w stanie coś zdziałać. Nie chodzi o zmianę systemu, który ma miażdżącą przewagę i kontrolę, ale zasianie chęci niezależności wśród ludzi. Każda z kobiet dodaje coś od siebie. Choć jak wcześniej wspomniałem, doprowadza to momentami do chaosu, to cieszy fakt, że każda jest tu istotna i zabiera głos.
aktorstwo
Klaudia Rudzka
Wspomniana wcześniej Azar Nafisi, w którą wciela się Golshifteh Farahani, doskonale operuje emocjami, mimiką i autentycznością. Jej gra opiera się głównie na spokojnej, lecz wewnętrznie silnej kreacji, w której ogromną rolę odgrywają spojrzenia i gesty. Moim zdaniem bardzo dobrze oddaje to ducha pisarki oraz klimat i aurę czasów rewolucji islamskiej.
Błażej Piechota
Golshifteh Farahani w roli głównej faktycznie się spisuje dobrze. Widoczne są wprawdzie momentami pewne hollywoodzkie manieryzmy, ale jej występ można uznać za udany. Jeśli chodzi o resztę aktorek, również spisały się w swoich rolach przyzwoicie. Zdarzają się słabsze momenty przede wszystkim na drugim planie.
kwestie techniczne
Klaudia Rudzka
Montaż, muzyka i zdjęcia przenoszą nas w czasy rewolucji oraz umiejętnie przeplatają się z późniejszymi wydarzeniami, nadając filmowej historii odpowiedni rytm i ukazując zmiany, jakie zaszły zarówno w Iranie, jak i w życiu bohaterów. Oszczędność środków wyrazu jest tutaj dużym walorem, a wnętrze mieszkania, w którym prowadzone są literackie spotkania, doskonale oddaje aurę zakazanego działania w imię własnych ideałów i prób walki o to, co kiedyś było normalne, a dziś zostało zakazane.
Błażej Piechota
Zgadzam się. Czytając Lolitę w Teheranie to dzieło minimalistyczne, a moc oddziaływania pozostawia samej treści. Nie jest to tym samym film o jakiejś wielkiej mocy immersji, powalający sobą na kolana, ale z drugiej strony zachowuje uczciwość i nie dopuszcza do przerostu formy nad treścią.
słowem podsumowania
Klaudia Rudzka
Czytając Lolitę w Teheranie przypomina nam o tym, o czym na co dzień zdążyliśmy zapomnieć, ponieważ wydaje nam się to naturalne. Wolność słowa, wyznania, możliwość studiowania dowolnego kierunku czy wyrażania własnej opinii na niemal każdy temat to rzeczy, na które zwykle nie zwracamy uwagi i bagatelizujemy ich wagę. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach przywykliśmy do tego, że są one naszym prawem, a nie przywilejem. Film Erana Riklisa uświadamia nam, co mogłoby się stać — oraz co właściwie stało się z dnia na dzień — gdy te wolności zostały odebrane. Dzięki „Lolicie w Teheranie” zdecydowanie bardziej można docenić to, co się ma, i na nowo przeczytać z wdzięcznością choćby Lolitę Bułhakowa.
Błażej Piechota
Zdążyliśmy przywyknąć do wolności w tworzeniu i wolności w zapoznawaniu się z dowolną twórczością. Warto sobie od czasu do czasu za pomocą filmów takich jak ten przypomnieć, że choć nam się ona należy, to nie jest ona bezwarunkowa i nienaruszalna. Nie grozi nam oczywiście nic w stylu rewolucji islamskiej czy coś podobnego, co pozbawiłoby nas tych praw z dnia na dzień. Mówimy tu jednak o tych samych wartościach. Czytając Lolitę w Teheranie to film na ważny temat, natomiast czuję, że ta historia wypada nieco lepiej na papierze, niż na ekranie. Sam film jest ciut chaotyczny i podejmuje tematy powierzchownie. Nadal jednak jego siła robi momentami wrażenie.







