Wielogłosem o…: “Ex Machina”

Jeszcze wbrew pozorom nie tak dawno w naszym pięknym kraju na podłączenie telefonu stacjonarnego przez monopolistę na rodzimym rynku, można było czekać miesiącami, a w telewizji dostępne były raptem trzy kanały na krzyż; niepojętym było posiadanie przez większość społeczeństwa telefonu mieszczącego się w kieszeni – jednak stało się. Następny był Internet, a po nim obawy związane z pluskwą milenijną, która rzekomo miała wywołać globalny chaos. Kiedy to było? No tak, przed rokiem dwutysięcznym. Mamy już jednak rok 2015, telefon (a raczej smartfon) posiada co drugi uczeń podstawówki, świat opiera się na Sieci, a jedna z firm, całkiem niedawno, wprowadziła na rynek prototyp robotów mających pomóc klientom w zakupach (doprowadzając tym samym do redukcji etatów “ludzkich pracowników”). Czy żyjemy więc w przyszłości, skoro rzeczy, o których jeszcze kilkanaście lat temu nie słyszeliśmy, mają aż tak duży wpływ na obecną codzienność? Jak bardzo uzależnieni jesteśmy od maszyn i nowych technologii, na ile jesteśmy w stanie im zaufać? Na ile ufamy sobie? Między innymi na te (i nie tylko) pytania próbował odpowiedzieć Alex Garland (scenarzysta chociażby 28 dni później) w swym najnowszym filmie – Ex Machina. Roboty, sztuczna inteligencja i zabawy w Boga, nie są nowym tematem w filmowym światku (Terminator czy też AI: Sztuczna Inteligencja). Póki co, możemy zdradzić Wam jedno – reżyserowi Ex Machiny udało się nieźle skłócić naszych redaktorów, z których Michał i Przemek uważają produkcję za niezwykle udaną i głęboką, natomiast w opozycji do nich stoi Mateusz, dla którego dobry był jedynie pomysł, ale przyćmił go brak logiki i tej głębii, którą dostrzegli jego rozmówcy. Zajrzyjmy zatem do dyskusji i przekonajmy się, skąd tak rozbieżne opinie o filmie.

WRAŻENIA OGÓLNE

Przemek Kowalski: Ex Machina to na chwilę obecną mój ulubiony tegoroczny film. Niesamowicie podobało mi się to, że dostaliśmy film sci-fi, który na dobrą sprawę sci-fi nie był. W specyficzny sposób została tu ukazana ludzka natura. Bez efekciarstwa ale z przekazem; do tego wszystko osadzone w niepokojącym, mrocznym klimacie; ja to kupuję.

Michał Bębenek: W obrazie Garlanda czas akcji nie jest sprecyzowany, ale mam wrażenie, że nie była to raczej teraźniejszość (czyli rok 2015), ale nieokreślona, bardzo bliska przyszłość. Jak zauważył Przemek, jest to bardzo minimalistyczne podejście do gatunku science fiction. Caleb Smith, programista w dużej korporacji Blue Note, odpowiedzialnej między innymi za największą internetową wyszukiwarkę (nie trudno dostrzec tutaj analogię do Google), pewnego dnia wygrywa konkurs zorganizowany przez jego firmę. Nagrodą jest tydzień spędzony w znajdującej się na całkowitym odludziu posiadłości (będącej jednocześnie ośrodkiem badawczym) Nathana – właściciela korporacji. Wewnątrz, poza Nathanem, Caleb poznaje prawdziwy cel swojej wizyty, a jest nim Ava – wyjątkowo kobiecy robot, obdarzony sztuczną inteligencją. Nie ma w Ex Machinie żadnego efekciarstwa, wygenerowany komputerowo (?) endoszkielet Avy wygląda bardzo realistycznie (niekiedy nawet niepokojąco realistycznie), obsada to zaledwie kilka osób, a fabuła opiera się przede wszystkim na aspekcie psychologicznym, relacji człowiek-robot nasyconej seksualnością. Wszystko to składa się na niezwykle udany film, który pozostaje na długo w pamięci.

Mateusz Cyra: Muszę ostudzić Wasz zapał chłopaki, bo ten film niestety to klasyczny przykład przeciętniaka pragnącego być czymś więcej. Po obejrzeniu zwiastunu (który zdradza tak wiele, że powinien zostać zdjęty, bądź zastąpiony innym) nie powiem – byłem zachęcony i myslałem nawet, że może filmowy gatunek science fiction znowu dostanie produkcję na miarę Moon. Jakże się myliłem. Ten film nie dość, że nie wnosi nic nowego do tematyki, którą porusza, to w dodatku roi się w nim od błędów logicznych i naiwnych uproszczeń fabularnych. Nie jest to kino złe, ale co najwyzej przeciętne. Z wielkimi ambicjami, jednak przegadane i przegrywające z głupimi zachowaniami bohaterów.

ex 3

PLUSY I MINUSY FILMU

Przemek: Plusy wymieniłem w zasadzie już we wstępie, dlatego też skupię się na minusach. Mnie osobiście wszystko pasowało, jednak zdaje sobie sprawę, że minimalistyczne podejście Garlanda nie u wszystkich wzbudzi zachwyt. Film jest dość ciężki, nie ma tu zbyt wiele akcji, nie jednemu będzie on się po prostu dłużył. Według mnie postawienie na emocje, a nie na efekty specjalne to wielki plus Ex Machiny, choć miłośnicy kina sci-fi, którzy typowego dla tego gatunku obrazu będą oczekiwać, mogą poczuć się zawiedzeni.

Michał: Na temat plusów ja również wypowiadałem się już wcześniej. Co do minusów – było kilka takich scen, które nie miały większego sensu i uważam, że nie powinny się znaleźć w takim filmie, a przynajmniej nie bez porządnego uzasadnienia. Najbardziej na myśl nasuwa mi się tutaj scena pod koniec filmu, o której nie mogę za dużo napisać, nie spoilerując. Powiem tylko tyle, że raczej dziwne i zupełnie nieadekwatne do tego co się stało, są konsekwencje pewnego ciosu w szczękę.

Mateusz: Plusem filmu z pewnością jest jego kameralność i podejście do tematu sztucznej inteligencji w sposób subtelny, powolny, ostrożny. To się twórcom udało. Jednak minusów ten film ma więcej niż pozytywnych aspektów i będę się ostro czepiał. Nie podobała mi się muzyka, momentami tak drażniąca, że chciało się wyciszyć daną scenę. Nie podobała mi się dość słaba gra aktorska głównej bohaterki, która, mając do zaprezentowania widzowi tylko twarz, nie powaliła mimiką. Nie podobał mi się brak logiki i liczne, momentami naprawdę durne uproszczenia. Jak choćby to, że wielki prezes jednej z najpotężniejszych korporacji komputerowych zaszył się na kompletnym odludziu, mieszka zupełnie sam, a jego rozległy teren nie jest przez nikogo chroniony, a nasz szef zachowuje się jak nastolatek, który urwał się z domu surowych rodziców. Rozumiem, że to sci-fi, jednak tutaj to po prostu jest rażący brak logiki. Sporym minusem jest dla mnie również to, że od pojawienia się pewnej postaci wiadomo o niej w sumie wszystko. Twórcy mogli postarać się zakręcić widza bardziej, bo element zaskoczenia byłby znaczną zaletą.

Michał: Generalnie masz rację, Mateusz, odnośnie Nathana. Na jego obronę mogę wysunąć jedynie niezbyt mocne argumenty, że jak większość geniuszy-bogaczy, był także ekscentrykiem. Brak jakichkolwiek sensownych zabezpieczeń świadczy o jego głupocie, ale tacy ludzie tak mają, że są geniuszami w danej dziedzinie, ale poza nią są kompletnymi laikami.

Mateusz: Kompletnie nie kupuję Twojej argumentacji, Michał. Bo nawet jeśli przyjmiemy, że Nathan był geniuszem w swojej dziedzinie, a laikiem w pozostałych, to co z niego za geniusz, który tworzy przełomowe dzieło w historii ludzkości, a wpada w pułapkę własnej arogancji i głupoty, nie będąc konsekwentnym w podejściu do androida. Tu nie trzeba być nawet półinteligentem, żeby wiedzieć o podstawowych kwestiach tak własnego bezpieczeństwa, jak konsekwencji dla ludzkości. No ale tu znowu – brak logiki.

Przemek: Ale zaraz, zaraz… po pierwsze – wpadanie w pułapkę własnej arogancji to nic nowego, patrząc na rzeczywiste/realne losy ekscentrycznych geniuszy, i tu jakoś Nathan specjalnie się nie wychyla przed szereg. Po drugie – nie wiem dlaczego zakładacie, że posiadłość była słabo chroniona, skoro pilot, który przyleciał z Calebem, nie zbliżył się nawet za bardzo do domu Nathana, po drugie dom sam w sobie, jak się okazało, był znakomicie zabezpieczony, co pokazuje jedna z ostatnich scen.

Mateusz: Pilot ląduje może 15 metrów od domu z tego co pamiętam. I nie, to nie dom był zabezpieczony, tylko centrum badawcze znajdujące się pod ziemią, a to jest różnica. Poza tym mnie chodzi o życie pustelnika w sytuacji, w której znalazł się Nathan. To jest po prostu nierealne. Już bardziej realne jest stworzenie androida, serio.

ex 5

NAJLEPSZA SCENA

Przemek: W zasadzie każda scena z Avą ;). No ale dobrze, jeśli miałbym wybrać najlepszą to byłaby to, według mnie, scena pierwszej rozmowy Avy z Calebem podczas awarii zasilania, kiedy ostrzegła go przed Nathanem. Natłok emocji oraz poczucie zagrożenia dosłownie wywołały u mnie gęsią skórkę. Muszę jednak wyróżnić jeszcze  co najmniej dwie sceny – pierwsza to ta, w której Ava ubiera się, próbując upodobnić do normalnej kobiety; druga to ostatnie ujęcia filmu, idealnie podsumowujące całość, jest to scena o której mógłbym napisać jeszcze z pół strony, jednak powstrzymam się przed spoilerowaniem ;).

Michał: Poza wymienionymi, świetną sceną był też moment, kiedy Caleb zaczyna wątpić w swoją własną tożsamość i przed lustrem sprawdza, czy aby też nie jest robotem. Mistrzostwo.

Przemek: O tak!! Zdecydowanie godna odnotowania scena!

Mateusz: Zgadzam się z Michałem, to była jedna z lepszych scen.

ex 7

NAJGORSZA SCENA

Przemek: Scena tańca była chyba najsłabszą, być może ja czegoś nie wyłapałem i to miało jakiś swój cel, jednak jakoś nie pasowało do całości.

Michał: Tutaj się zgodzę z Przemkiem. Scena tańca była nieco… absurdalna.

Mateusz: Tutaj, gdybym chciał się pastwić, to wymieniłbym szereg scen ;). Skupię się jednak na kilku. Na pewno będzie to scena tańca – dobitnie pokazuje, jakim dzieciuchem tak naprawdę jest szef korporacji i wielki naukowiec, co z kolei jest dla uważnego widza jasnym przekazem, że jego postępowanie nie zaprowadzi go w żadne przyjemne miejsce. Kolejna słabiutka scena, to wspominany wcześniej przez Michała cios w szczękę. Po raz kolejny – ja tu dostrzegam duże uproszczenie i jednak widać, że było to zagranie mające ułatwić scenariuszowi pójście tam, gdzie twórcy sobie zaplanowali. Tak naprawdę dla mnie najgorsza scena to pół filmu, który z minuty na minutę coraz bardziej mnie drażnił i śmieszył rozwiązaniami fabularnymi, niż powalał – tak jak Przemka – wizjonerskim ujęciem tematu.

ex 4

EWENTUALNE DZIURY FABULARNE

Mateusz: Dziur fabularnych oraz uproszczeń ten film ma tak dużo, że wyszłaby z tego spokojnie strona tekstu. Nie do końca wiem jednak, jak o nich pisać, nie zdradzając przy tym kluczowych wydarzeń. Dlatego wybaczcie, muszę zaspoilerować. Kto nie oglądał, niech po prostu pominie ten fragment. Kompletny brak logiki – i dla mnie nie ma to żadnego wyjaśnienia – przejawia się w tym, że jeden android chodzi sobie po całym domu oraz kompleksie badawczym, a drugi trzymany jest pod ścisłą kontrolą. W żadnym momencie nie zostało zaakcentowane, że jeden z nich jest dla Nathana bezpieczny i bezproblemowy, tym bardziej nie rozumiem takiego rozwiązania… Kolejna sprawa to kreacja samego Nathana, która po prostu się ze sobą gryzie. Z jednej strony wielki umysł, niezwykle uzdolniony naukowiec, który tworzy przełomowy w dziejach ludzkości projekt, i który zdaje się mieć dosłownie wszystko pod kontrolą (przecież on nawet filmował rozmowy Avy z Calebem podczas braku zasilania, o którym od początku wiedział, że to robota Avy), a z drugiej strony kompletny arogant, wykazujący się brakiem jakiejkolwiek odpowiedzialności i używania rozumu (brak ochrony w kompleksie badawczym, a nawet pomijając ten aspekt, to nie wiem – noszenie pistoletu przy sobie, jakiegoś urządzenia, które odłącza mechanizm androida? Poza tym system zabezpieczeń, do którego włamać może się zdolny, ale jednak znacznie mniej uzdolniony od niego pracownik, ciągłe pijaństwo i igranie z ogniem w postaci Kyoko). Inna rzecz, kładąca logikę Ex Machiny to fakt, że Nathan wiedział, że Caleb chce uwolnić Avę. I co? I nic. Będąc nieco wrednym, można napisać, że facet przy butelce whisky tworzy zaawansowaną sztuczną inteligencję. Inna rzecz, że Ava tak naprawdę nie potrzebowała Caleba, żeby się uwolnić, a cały test Turinga został potraktowany bardzo po macoszemu. Poza tym, jedna z najistotniejszych kwestii – na początku filmu widzimy, jak pilot helikoptera wiezie Caleba do domu Nathana i ucinają sobie przyjacielską pogawendkę, z której jasno wynika, że młody bohater wygrał konkurs na tygodniowy pobyt w domu szefa. Tydzień mija, pilot dostaje informację, że ma przylecieć po uczestnika konkursu, po czym kiedy przylatuje, zastaje…. urodziwą kobietę. Co robią twórcy filmu? Zupełnie nic, co w moim mniemaniu jest idealnym “Deus”, które w połączeniu z tytułem filmu daje odpowiedź na to, jakim zabiegiem posłużył się Garland, spinając swoje dzieło klamrą. Nie wiem, jak można było olać jedną z kluczowych kwestii, zostawiając taką dziurę w miejscu, w którym można było (i powinno się to zrobić!) poprowadzić akcję i zrobić genialny finał. Dla mnie to jest uwłaczanie inteligencji widza, ot co.

Michał: Ale Nathan zamontował dodatkową, zasilaną bateriami kamerę dopiero na koniec, tak że nagrał tylko tę ostatnią “prywatną” rozmowę Caleba z Avą. I według niego już było po wszystkim, bo nie dał się upić po raz drugi. Nie wiedział tylko tego, że Caleb już wcześniej zmanipulował system po swojemu. A co do faktu, że Nathan się upijał – facet mieszkał całkiem sam, co miał robić? Rozpił się jak stary menel ;).

Mateusz: Nie, to też jest dla mnie zbyt proste i zbyt naiwne rozwiązanie problemu z tym pijaństwem. Może i miało to być ciekawe fabularnie, ale stało się gwoździem do trumny tego filmu. Tym bardziej, jeśli Nathan pod koniec ogarnął, że Caleb i Ava knują coś razem, to nie byłoby logicznym przejrzeć wszystko, co jest do przejrzenia? A ten po prostu odstawił alkohol, no brawo. Tym bardziej, że podczas tej nagrywanej rozmowy Caleb powiedział Avie, że ją uwolni i znajdzie na to sposób? No wybaczcie, gdybym ja – będąc super mózgiem obeznanym z komputerami – usłyszał coś takiego, to w momencie bym sprawdził system zabezpieczeń, kody dostępu, wszelkie karty i na wszelki wypadek zawiadomiłbym kogokolwiek o komplikacjach lub po prostu – nie ufając nikomu uzbroiłbym się w… cokolwiek. To jest tak oczywiste, że nie wiem, jak komuś może to nie przeszkadzać. Logika, logika i jeszcze raz logika ;).

Michał: Nawiąże jeszcze do tego, co pisałeś o potraktowaniu testu Turinga po macoszemu. Ten test był i tak tylko przykrywką, prawdziwym motywem Nathana było sprawdzenie, czy Ava połknie przynętę i będzie chciała zmanipulować Caleba, żeby pomógł jej w ucieczce. Jak widać, test się powiódł, z tym że Nathan w swoim zapatrzeniu i wierze we własny geniusz, nie wziął pod uwagę konsekwencji.

Przemek: Odnosząc się do zarzutów Mateusza… na temat Nathana i jego arogancji pisałem już wyżej, ale powtórzę – wielkie umysły tak miewają. Nathan był złotym dzieckiem, któremu wszystko wychodziło, przynajmniej z filmu wynika, że nic nigdy nie stanowiło dla niego zapory nie do przejścia i czuł się lepszy od otoczenia, cóż więc dziwnego, że zignorował Caleba, którego miał za szarą myszkę? Tak się jednak składa, że w trakcie filmu reżyser daje widzowi do zrozumienia, że Caleb wcale nie jest przeciętnym informatykiem, za jakiego miał go Nathan. Co do zabezpieczeń również pisałem już wcześniej – tak, Caleb teoretycznie poradził sobie z nimi i niby rozpracował system, jednak nie do końca, gdyż jak się później okazało, po “interwencji” Avy, nawet i on nie był w stanie wydostać się z budynku, więc jak widać zabezpieczony był świetnie, ponieważ z pewnością sam Nathan wiedział co zrobić, by nikt ani nic nie mogło wyjść ani wejść do budynku.

Mateusz: Nadal nie kupuję waszych argumentów, ale żeby pozostawić wisieńkę na torcie niezgody napiszę tylko, że w trakcie filmu pada stwierdzenie, jakoby Ava była ładowana co jakiś czas, po czym na końcu wiemy, jak wszystko się skończyło, co również zakrawa na porządne dziursko logiczne ;).

ex 1

SPRAWY TECHNICZNE

Przemek: Jak już zostało wspomniane – nie jest to typowe science fiction. Nie mamy tutaj statków kosmicznych, laserowych pistoletów, krążowników ani nic w tym stylu. W zasadzie jedynym efektem specjalnym jest tu sama Ava. Jak wcześniej napisałem – ja uważam to za atut Ex Machiny. Ze spraw technicznych wyróżniłbym również muzykę – taką, której ja sam na co dzień nie słucham (mocno elektroniczne brzmienia), a jednak uważam, iż znakomicie podkreślała niepokojący, klaustrofobiczny i poniekąd futurystyczny klimat filmu; bardzo przypadł mi do gustu soundtrack z obrazu Garlanda.

Michał: Alex Garland coraz bardziej wyrasta na bardzo oryginalnego twórcę SF. Ex Machina to jego debiut reżyserski, ale wcześniej udało mu się popełnić kilka wyjątkowo udanych scenariuszy – oprócz wspomnianego 28 dni później czy W stronę słońca ma też na koncie zarówno sci-fi w wersji soft (Nie opuszczaj mnie), jak i  hard (świetnie przyjęty przez fanów Dredd). W swoim w pełni autorskim projekcie wspiął się na wyżyny i stworzył jeden z najlepszych obrazów tego gatunku w ostatnim dziesięcioleciu. Dodajmy do tego bardzo dobre, oszczędne zdjęcia Roba Hardy’ego i potęgujacą napięcie, ale nie natarczywą muzykę, w której palce maczał Geoff Barrow – jeden z filarów znakomitego zespołu Portishead.

Mateusz: Naprawdę uważasz, że ten film jest aż tak dobry? Byłby dobry, gdyby wykorzystać ten potencjał drzemiący w historii, a tutaj tego niestety nie zrobiono. Mam wrażenie, ze twórca nie do końca wiedział, czy chce iść w mainstream, czy pozostać przy kameralnym ujęciu swojego filmu. I widz to mocno czuje. Jak dla mnie ten film nie może stać w jednym rzędzie z Moon, Interstellar czy nawet z Dystryktem 9. A z legendarnym Blade Runnerem, który przecież porusza tak naprawdę identyczną tematykę, Ex Machina nie ma najmniejszych szans. Ale odbiegłem od tematu – w kwestiach technicznych film Garlanda wychodzi obronną ręką. Android jest ładny (mówię o wyglądzie robota, nie kobiety) i zrobiony tak, że można w jego istnienie uwierzyć. Muzyka mi się nie podobała, scenografia nie powalała niczym odkrywczym, ale i nie wywoływała uczucia sztuczności. Tak naprawdę Ex Machina realizacyjnie jest filmem dobrym, a na poziomie scenariusza bardzo przeciętnym.

Michał: Może trochę przesadziłem z tym “najlepszym SF w ostatnim dziesięcioleciu” i zgodzę się z tym, że na pewno nie jest lepszy niż żaden z filmów, które wymieniłeś. Niemniej jednak zdecydowanie się wyróżnia na tle bardzo wielu słabszych warsztatowo i fabularnie filmów z tego gatunku.

Mateusz: Tu się zgodzę, że film jest z pewnością lepszy od wszelkich blockbusterów pokroju Transformers czy Prometeusz chociażby. Tyle tylko, że zalew szmiry sci-fi, którą łyka większość społeczeństwa nie jest usprawiedliwieniem ani argumentem mającym wywindować Ex Machinę. Bo tamte filmy są słabe bądź wybitnie durne, a dzieło Garlanda owszem – miało wielkie ambicje, co czuć, i ja rozumiem, że komuś może się to podobać. Nie rozumiem tylko przymykania oczu na tak oczywiste i tak rażące uproszczenia, które psują wszystko.

Przemek: Nie, no ludzie, gdzie Moon (którego seans ledwo zmęczyłem) czy Dystrykt 9 (film fajny, jednak mocno przegadany) do Ex Machiny? To jak porównywanie Hoop coli do szampana za 10 tys. $ !

Mateusz: Widocznie oczekujemy zupełnie czego innego po tematyce science-fiction i co innego nas zadowala ;).

ex 2

AKTORSTWO

Michał: Aktorsko nie ma się do czego przyczepić. Trójka (a w zasadzie czwórka) głównych aktorów wypada bardzo dobrze. Osobiście nie uważam wcielającego się w Caleba Domnhalla Gleesona za wielkiego aktora (prawdę mówiąc, jego gra wygląda zazwyczaj podobnie we wszystkich filmach), ale tutaj wypadł całkiem nieźle. Grająca głównie twarzą Alicia Vikander (Ava) także sprawdza się bardzo dobrze i przekonująco odgrywa sztuczną inteligencję. Z kolei na największe uznanie zasługuje Oscar Isaac, który z Nathana uczynił tak niejednoznaczną postać, że do końca filmu nie potrafiłem zdecydować, czy jego intencje ostatecznie były dobre, czy złe. Wspomniałem o czwórce aktorów i miałem na myśli jeszcze Sonoyę Mizuno (Kyoko), od której nie potrafiłem oderwać oczu, kiedy tylko pojawiała się na ekranie ;).

Przemek: Aktorstwo, moim zdaniem, stało na naprawdę wysokim poziomie. W Avie się zakochałem i ciężko mi sobie wyobrazić inną aktorkę w tej roli, Alicia Vikander spisała się znakomicie! Bardzo pozytywnie też odebrałem Isaaca, który tak jak wspomniał Michał, wykreował postać niejednoznaczną, której motywy nie są znane w zasadzie prawie do końca filmu. Najsłabiej wypadł chyba Gleeson, choć było bardzo poprawnie, plus znakomita scena przy lustrze, w której sprawdzał, czy sam nie jest może robotem.

Mateusz: Tutaj nie mam nic szczególnie do dodania. Wspomniałem już o tym, że mnie Alicia Vikander nie przekonała. Nie była to rola tragiczna, ale porównując ją do takiej Eleny Anayi i jej kreacji w Skórze w której żyje, to jest to rola poprawna i nic ponadto. Gleeson oraz Isaac zagrali lepiej od niej, ale też nie były to jakieś aktorskie wyżyny.

ex 9

PODSUMOWANIE

Michał: Ex Machina to wyjątkowo udane kino SF, które garściami czerpie z takich klasyków jak Blade Runner, Ghost in the Shell czy AI: Sztuczna Inteligencja, jednocześnie tworząc coś własnego, oryginalnego. To film, który nie zabiera nas w podróż na inne planety, ale pokazuje bardzo prawdopodobny scenariusz, który może wydarzyć się na naszej własnej planecie. A przy obecnym postępie technologicznym, może to potrwać wcale nie tak długo, jak nam się wydaje. Mam nadzieję, że Alex Garland nabierze teraz rozpędu i zaskoczy nas jeszcze nie jednym filmem.

Przemek: Jak można zauważyć, bo bije strasznym optymizmem i zachwytem z każdego zdania jakie tu napisałem, możecie mnie nazwać fanem Ex Machiny. Dostaliśmy tu może odrobinę oklepany temat, jednak w świeżym wydaniu, które mnie przekonało. Było ciasno, niepokojąco i udało się według mnie przekazać ponadczasowe prawdy o nas samych. Z całą pewnością niecierpliwie będę wyczekiwał kolejnego dzieła reżysera, a sama Ex Machina trafia  na górną połówkę moich ulubionych filmów.

Mateusz: A ja się z Wami chłopaki zgodzić nie mogę. Ex Machina jest dla mnie sporym rozczarowaniem i nie wnosi kompletnie nic nowego do tematu sztucznej inteligencji, dodatkowo jadąc na banałach starych jak świat (przykład pierwszy z brzegu: piękna, ponętna i tajemnicza kobieta manipuluje uroczym, ale naiwnym mężczyzną). Technicznie to dobre kino, jednak nie tylko przez aspekty techniczne oceniamy filmy. Poczatek obrazu Garlanda obiecywał coś magicznego, innowacyjnego. Niestety – mężczyznę ocenia się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy. W związku z tym Alex Garland nie dostaje ode mnie pozytywnej oceny, bo finał to cios wymierzony w inteligencję widza oraz banał oklepany tak, że już bardziej się nie da.

Przemek: Śmiem twierdzić Mateuszu, że jesteś w mniejszości i nie mówię tu o tylko tej rozmowie, a o odbiorze filmu przez resztę widzów na całym świecie ;).
Mateusz: Prawdopodobnie tak, ale pogadamy jak przeczytasz i obejrzysz Blade Runnera.

Fot.: Universal Pictures International

11 komentarzy

  1. Patryk Wolski napisał(a):

    Nie będę niepotrzebnie budował napięcia i już na wstępie zaznaczę, że właściwie w pełni zgadzam się z oceną Mateusza. Oglądaliśmy film razem i widzieliśmy swoje reakcje. Założenia “Ex Machiny” prezentowały się bardzo interesująco – zdolny programista (Przemku, Nathan wiedział o jego umiejętnościach – przecież sam wyjawił, że konkurs był ustawiony! Więc nie ma mowy o jakimś przeciętnym korpopracowniku, który złapał Deusa za nogi) ma przeprowadzić na robocie test Turinga. Szalenie chwytliwy temat, dający mnóstwo pola do popisu – niestety, spartaczony przez fabularną niefrasobliwość, która wygląda jakby była tylko pretekstem do pokazania Avy. Dziury fabularne, o których mówił Mateusz, również i ja potwierdzam – po obejrzeniu filmu wymienialiśmy się zauważonymi nieścisłościami i szybko namnożyło nam się ich kilkanaście. Finałowa scena to faktycznie policzek dla uważnego widza – jak można pominąć taką istotną kwestię, tym bardziej jeśli dostęp do tej placówki jest TYLKO za pomocą helikoptera i mają go TYLKO nieliczni? Nie mówiąc już o kwestiach czysto logistycznych – jak Nathan zdobywał tyle dobrej jakości żywności i alkoholu? Miał spożywczaka za rogiem?
    Co do samego Nathana, zgodzić się mogę z Przemkiem, że arogancja to akurat częsta cecha u ludzi mających się za wizjonerów. Ale, do diaska, nie akceptujmy przy tym bezmyślności! Stworzył projekt swojego życia, odkrył spisek… i nic z tym nie robi? Dla mnie to nie jest arogancja, to jest głupota. Oczywiście, dla Nathana kluczową kwestią było, czy Ava będzie umiała skłamać – to byłby dowód na to, że przeszła test Turinga i działa jak człowiek, aby uzyskać to, czego chce. A z drugiej strony mam wrażenie, że sam Nathan potraktował ją w tym momencie jak robota – zlekceważył zagrożenie uważając, że nic mu ona nie zaszkodzi.
    “Ex Machina” jest dla mnie wyłącznie przeciętniakiem, który bazuje na wywołaniu szybkiej emocji euforii, zapominając jak wymagającym gatunkiem jest twarde s-f. Tu każdy błąd, potknięcie i niedopracowanie wychodzi od razu i sprawia, że całość zaczyna kuleć.

  2. Przemek Kowalski napisał(a):

    No ja jednak nadal bede sie trzymał swego zdania. Co do żywności, no prosze Was, gość był boagty, mial wielką posiadłość, uważacie ze nie był w stanie zamrozić sobie kilu rzeczy? ;) Bo to czy były one świeże jak poranne bułeczki z osiedlowego spożywczaka, tego już nie wiemy. Co do jednej z ostatnich scen nazwanej tu “policzkiem”, absolutnie nie odniosłem takiego wrażenia i nadal twierdzę że Mateusz źle pewne rzeczy zinterpretował w kwestii kto przyleciał a kto odleciał. Może…powtarzam “może”, można by się zgodzić w sprawie lekkomyślności Nathana, jednak dla mnie nadal to się trzyma kupy – facet nie doceniał przeciwnika bo najzwyczajniej w świecie nigdy nikt mu nie zagroził więc wychodził z założenia że jak zwykle jest krok do przodu. I jeszcze apropos Caleba, został wybrany niby jako “przeciętniak”, jednak jak pokazuje film, to był całkiem bystry chłopak, ponad to, w trakcie sceny o którą się czepiacie działał pod wpływem adrenaliny a to co robił było w tym momencie najważniejszą rzeczą pod Słońcem, więc nic dziwnego że mogł przejść sam siebie ;)

  3. Sylwia Sekret napisał(a):

    Co do żywności – mięso, które było pokazane w filmie jest świeże – rozmrożone wygląda inaczej. A pieczywo?

    Co do ostatniej ze scen – upierasz się, że nie ma tam błędu logicznego, ale nadal nie wyjaśniasz nam tego w żaden sposób. Padły argumenty za dziurą w rozumowaniu, a Ty piszesz tylko, że “Mateusz źle zinterpretował kto przyleciał, a kto odleciał”. Skoro w scenie tej nie ma błędu logicznego, to proszę, wytłumacz nam dlaczego. bo samo “nie zgadzam się z Wami” nie wystarczy. Broniąc filmu musisz być przygotowany na to, żeby odpierać argumenty drugiej strony, wysuwając swoje – wiarygodne i wyjaśniające sporne sytuacje.

    Ja to widzę tak. Super wybitny naukowiec, który pracuje nad projektem mogącym zmienić oblicze świata, nie ma ochrony ani żadnej służby, nic – w tym momencie pracując nad dziełem swojego życia, dziełem wybitnym ważnym, ulalala – nie ma nawet nikogo, kto by mu naprawił gniazdko, albo jakąś błahostkę, a w takim miejscu, w jakim mieszka nie wierzę, żeby nie psuły się drobiazgi, i co – on ten wybitny naukowiec musi sam sobie radzić z rzeczami typu wynoszenie śmieci, czyszczenie wanny itd. bo przecież – sztuczna inteligencja poczeka, nie? Idźmy dalej – genialny, wybitny naukowiec pracuje w miejscu niezabezpieczonym jakąkolwiek ochroną w postaci ludzi – a kto jak kto, ale wybitny, genialny naukowiec powinien wiedzieć, że sprzęty i maszyny czasami zawodzą – zazwyczaj w najmniej odpowiednim momencie. Idźmy dalej – wybitny genialny naukowiec jest wybitnym genialnym naukowcem, a oni są specyficzni, więc to tłumaczy jego dziecinne zachowanie i upijanie się do nieprzytomności w miejscu, w którym pracuje nad projektem życia. Oczywiście, że tak – wszystko dla filmu. Idźmy dalej – sprowadza sobie gościa, o którym wie, że nie jest zwykłym przeciętniakiem i daje się (ten wybitny genialny naukowiec) oszukać, w momencie, kiedy Caleb postanawia zrobić to, co niemal sam naukowiec zaplanował, że Caleb zrobi i sprowadził go po to, ażeby to sprawdzić. Oczywiście, że tak – wszystko żeby poprowadzić fabułę dalej. Później okazuje się, że przylatuje po Caleba helikopter sterowany przez tego samego mężczyznę, który Caleba przywiózł na miejsce, i który wiedział, po kogo i w jakim celu przylatuje. Tymczasem przed helikopterem staje Ava (która zdaje się być w 100% pewna, że pilot ani się nie zdziwi, ani nie zada pytania żadnego) i pilot bez słowa sprzeciwu czy mrugnięcia okiem zabiera kobietę i odlatuje. Mężczyzna dodajmy, który musiał wiedzieć, że w bazie, ośrodku, domu – zwał jak zwał – znajdował się tylko Nathan i Caleb – projekt był podobno ściśle tajny i tylko wtajemniczeni (a więc i pilot helikoptera) o tym wiedzieli. A nawet gdyby nie wiedział – Was by nie zdziwiło, gdybyście mieli dokładne wytyczne, że lecicie odebrać faceta, którego tydzień temu odeskortowaliście w to miejsce, a czeka na Was kobieta? Serio – zero podejrzeń? Oczywiście – wszystko, żeby film mógł skończyć się tak, jak twórcy tego chcieli. Mogli chociaż poprowadzić to tak, że Ava ucieka z Calebem, który mówi pilotowi – no, hej mamy dodatkowego pasażera (ale główny zainteresowany jest, cały i zdrowy – a więc misję powierzoną pilotowi można wykonać), a później albo go zostawić, zgubić, albo wykończyć. Albo przynajmniej pokazać widzowi, że pilot helikoptera dowiedział się przed wylotem, że mężczyzna, którego przywiózł na miejsce tydzień wcześniej tak naprawdę przechodził potajemną operację zmiany płci.
    Reasumując – genialny naukowiec potyka się na najprostszych rzeczach, nikt się niczemu nie dziwi, a koniec wprawia w osłupienie (w negatywnym znaczeniu). No, ale twórcy dzięki szeregowi uproszczeń pokazali to, na czym im najbardziej zależało – nową, nieznaną nam wcześniej prawdę o sztucznej inteligencji, wstrząsające studium człowieka, który zakochał się w robocie (tego jeszcze nie grali!), niebezpieczeństwo, jakie stworzyć możemy sobie sami, poprzez igranie ze sztuczną inteligencją (wcześniej nikt o tym nie pomyślał!), arogancję, która może zaprzepaścić dzieło naszego życia, a nawet samo życie (innowacja na miarę kina XXI wieku!). Cel uświęca środki. Szkoda, że na koniec za miast “cel pal!” otrzymaliśmy “pudło!”.

  4. Michał Bębenek napisał(a):

    Zgadzam się w pełni z tym, że w tym filmie była masa uproszczeń. Jednak mam wrażenie, że było to zastosowane w taki, a nie inny sposób, żeby przekazać po prostu główną oś fabuły i jej przesłanie (jakkolwiek mało odkrywcze by miało ono być). Jasne, twórcy mogli się skupić na pokazywaniu najrozmaitszych detali, takich jak np. skąd brało się świeże mięso i pieczywo, tylko po co? Nie to było celem tego filmu. (a podejrzewam, że po prostu ktoś mu je przywoził ;) , w końcu skoro helikopter dowoził mu gości, to dlaczego nie zapasy? Brzytwa Ockhama ;) )
    Co do akcji z pilotem – racja, było to trochę nielogiczne, ale wydaje mi się, że było to tak widocznym błędem, że po prostu musiało być błędem celowym, czymś zostawionym do interpretacji własnej. Ava podchodzi do helikoptera, pilot na nią spogląda. Cięcie. Helikopter odlatuje z Avą na pokładzie. Co się wydarzyło pomiędzy tymi ujęciami? Może to był kolejny test dla Avy, czy zdoła przekonać pilota o tym, że wszystko gra i tak właśnie miało być? Może wymyśliła jakąś historyjkę dlaczego to właśnie ona tam jest, a nie Caleb. Jasne, mogli nam to pokazać, było by bardziej logicznie, ale reżyser wolał pozostawić to w sferze niedopowiedzeń.
    Garland postanowił opowiedzieć prostą historię, bez skupiania się na szczegółach – Wam to nie pasuje i uważacie to za wadę, spoko, szanuję to :). Mnie osobiście to nie przeszkadzało.
    No i wiadomo, “Blade Runner” to to nie jest, co do tego akurat nie ma wątpliwości ;).
    Polecam też film “The Machine”, który powstał w podobnym czasie co “Ex Machina” i traktuje o bardzo podobnej tematyce, ale nakręcony jest mocno w duchu lat 80-90 i ery VHS. No i jest nieco bardziej przytłaczający.

  5. Sylwia Sekret napisał(a):

    Rozumiem Twoje argumenty, ale tego typu uproszczenia w filmie sci-fi dla mnie są niedopuszczalne, bo film, który ma pokazać coś, co – przynajmniej na chwilę obecną – jest w strefie fikcji, powinien wszystkie inne elementy mieć dopracowane do perfekcji, żeby można było uwierzyć w świat, w którym rozgrywa się akcja. jełśi bowiem dostajemy obraz, w którym główny temat znajduje się w strefie fikcji, a elementy świata, który znamy i który przez swoją rozpoznawalność pomógły nam w uwierzenie w to, co niemożłiwe, również się nie zgadzają – całość przedstawia się po prostu niewiarygodnie. A co to za sci-fi, w które nie uwierzymy choć przez chwilę?

    Problem polega też na tym, że pewnie na wiele z tych spraw nie zwróciłabym uwagi, gdyby film porwał mnie samą fabułą, przekazem albo chociaż zakakującym zakończeniem. Niestety tak się nie stało, dlatego wszelkie dodatkowe błędy rażą tym bardziej. A uproszczenia w filmie, ktory aspiruje do ambitnego sci-fi powinny być sprowadzone do minimum, którego nie da się przeskoczyć. A co do tego, że nie wiemy, co wydarzyło się miedzy Avą a pilotem – mówisz, że to był dla niej kolejny test, jednak ja uważam, że skoro człowiek, który ją stworzył i postanowił poddać testowi, umarł – Ava przestała być czyimkolwiek i jakimkolwiek obiektem badań, dlatego nie możemy mówić tu o dalszej części testu. Co to bowiem za test, kiedy nikt nie może sprawdzić postępów badanego, a jedyna osoba, która może je odnieść do poprzednich badań, a więc i zweryfikować – nie żyje? Można by to wytłumaczyć tak, że rola testera przeszła na widza, że jest to scena, w której sam widz ma możliwość zweryfikowania, czy Ava przeszła test. I takie wytłumacznie by się broniło, gdybyśmy mieli pokazane choćby zdziwienie pilota. A tak, możemy – bo kto nam zabroni? – barć pod uwagę możliwość, że pilot się w ogóle nie zdziwił, co jest dla nas błędem.

    Chcę jednak podkreślić, że moje rozgoryczenie bierze się w dużej mierze stąd, że “Ex Machina” nie tylko po pierwszych scenach zapowiadała się świetnie, ale także film ma w sobie ogromny, lecz niewykorzystany potencjał – i właśnie to boli najbardziej.

  6. Przemek Kowalski napisał(a):

    Odniose sie do 1szego komentarza Sylwii bo nie bardzo teraz moge czytac dalszą wymiane. Mięso? Serio? Chcesz gadac o mięsie w filmie sci-fi? To czyli co, bardziej by bylo na miejscu i lepiej odebralibyscie film gdyby do drzwi Nathana zapukal gosc z Żabki i powiedzial “o prosze, tu są pana zakupy, które Pan zamawial” albo gdyby Nathan zagadal do Caleba w stylu “wisz co zjadłbym sobie suchą beskidzką a i polędwikca sopocka mi sie skończyła, to co, skoczymy do Lidla za rogiem?” No please, mięso? Oczywiście, możemy pogadać o mięsie, jednak przyznam szczerze że natłok emocji w filmie trochę odwrócił moją uwage od tego w jakim stanie było mięso w domu Nathana. Co do pilota, to już godzine z Matim rozmawiałem dlatego wydało mi się oczywiste i nie pisałem tego tutaj. Oboje błędnie (lub nie) zakładacie że pilolt przylecial po Caleba, pisząc nawet że tak miało być, tylko…gdzie to było powiedziane? Rownie dobrze pilot mial proste zadanie-przyleciec z osobą, odleciec z osobą bez zadawania pytan, dostał kase, miał kurs to i poleciał i co go obchodziło, że leci z dziewczyną? Ta wersja jest równie prawdopodobna jak i Wasza, wiec dla ne tu nie ma żadnej dziury, ba, według mnie było śmieszne gdyby pilot zaczął wypytywać Ave “przepraszam, a Pani to kto, bo ja po chlopaka przyleciałem”, heh. Co do picia genialnego naukowca to tu już w ogole nie rozumiem zarzutu, był na odludziu, więc sobie pił, jak widać nie przeszkadzało mu to w pracy nad dziełem życia, inna sprawa jest taka, że wielu wybitnych ludzi (zwlaszcza w swiecie literatury) największe dzieła też tworzyło pod wpływem alkoholu czy narkotyków, więc skąd to zaskoczenie że facet lubił sobie wypić? Nadal też nie kupuje tego jaki to ielki błąd popelnił Nathan dając sie przechytrzyć, przecież zawsze to on był górą, uważał i w tym wypadku że trzyma rękę na pulsie, myślał że jest krok do przodu, okazało sie że nie był. No i co? Takie to szokujące że zgubiła go własna pycha? Nie jego pierwszego i pewnie też nie ostatniego. Co do ochrony to raz- teren był monitorowany, dwa, można sie tam było dostać wyłącznie helikopterem, więc po co ochrona w postaci ludzi? No już fragmentu o psującym się sprzęcie domowym przemilczę ;).

  7. Sylwia Sekret napisał(a):

    Dlaczego przemilczysz? Właśnie psujący się sprzęt domowy, to mięso, które tak Cię przeraża i bawi jednocześnie sklądają się z jeszcze kilkoma drobiazgami (które osobno są faktycznie nieistotne, razem jednak mają większą moc sprawczą) na nierealny obraz świata. Któy, jak już wspomniałam w filmie sci-fi, musi być realny, Poza tym napisałam o mięsię tylko i wyłąćznie w odniesieniu do Twojego komentarza, Przemek. Jakoś dziwnym trafem na poczatku nie napisałeś, że to, skąd miał żywność Nathan jest nieistone – bo wysunąłeś argument, że mógł mieć zamrożone. Dopiero, jak napisałam, że ono na sto procent nie było mrożone – nagle twierdzisz, że to jest nieistotne. Czyli co – coś jest ostotne dopóki potrafisz to wyjasnić, a jak nie, to już jest drobiazgiem, niewartym uwagi? Akurat tutaj te drobiazgi moim zdaniem są mega ważne i właśnie one – zaniedbywane jeden po drugim – świadczą, ze producenci potraktowali częśc filmu po macoszemu.

  8. Sylwia Sekret napisał(a):

    I akurat w filmie jest powiedziane, nie dość, że to ten sam pilot, to że doskonale wiedział po kogo i w jakim celu jedzie.

  9. Przemek Kowalski napisał(a):

    Po pierwsze – nie jest powiedziane z tego co pamietam ;) Nie wiesz też co tak naprawde wiedzial a czego nie wiedział pilot. Czy każdy film musi byc łopatologicznie wyjasniony, scena po scenie żeby widz był usatysfakcjonowany? Moim zdaniem nie. Po drugie- z mrozonka napisałem żartem, gdyz kwestia jedzenia w tym filmie była tak istotna jak zeszłoroczny snieg. Ten film nie był o jedzeniu, to czy nathan miał zapasy czy nie, czy ktos klatka po klatce sledził w jakim stanie jest mięso serwowane przez Nathana to już jego sprawa, według mnie był to tak nieznaczący szczegół, ze w ogóle mnie to nie obeszło, moze dzień przed przyjazdem calkeba pilot dowiózł Nathanowi swieża zywność? Nie wiesz tego, ale czy to aż tak bardzo spedza sen z powiek widzowi? Czy Nathan musiał owiedziec “wzoraj pilot przywiózł mi świeżą zywnośc” albo “jakby co, to ten chłeb jest trzydniowy Caleb, ale mozesz smiałowcinac” żeby widz inaczej odebrał film? Nie sadze. Tak samo nie zgodze sie że film potraktowany jest “po macoszemu” ten film uderza w pewne punkty i robi to celnie,a to jakie mięso je Caleb albo czy syfon w ubikacji Nathana jest sprawny jest w ogole nieistotne (nawiasem mówiąc, skoro Nathan potrafił zbudować Ave, to mysle ze i z wymiana żarówki itp. niemiałby problemu ;) ).

  10. Sylwia Sekret napisał(a):

    Nie mówię, że miałby z tym problem, tylko, że szkoda na takie piredoły czas dupnego naukowca. Poza tym – Przemek… jeśli czepiam się świeżej żywności, albo tego pilota, to nie czepiam się dlatego, ze wymagam żeby było to podane na tacy. Nie, to co jedli nie było ważne, ale gdyby gdzieś mimochode bylo zaznaczone w jaki sposób Nathan ma świeżą żywność cały czas – film byłby bardziej realistyczny. Wszystko to, zmierza po prostu do tego, że dziwne i mało proawdopodobne wydaje mi się, że w tym ośrodku, laboratorium połączonym z normalnym domem żył sobie tylko on. Sam. A z Calebem byliśmy tam tydzień, więc pewien ogląda miało nam to dać. I dało – tam nie było nawet sprzątaczki, a wszystko było sterylne przez tydzień i lśniło czystością. Teraz pewnei powiesz, że czepiam się kurzu lub jego braku, a nie o to w filmie chodziło tylko o problem sztucznej inteligencji, człowieka i tego co nam wolno, a czego nie, gdzie przebiegają granicę i jak łatwo można pokonać człowieka jego własną bronią – i ja to wszystko rozumiem, jak najbardziej. Ale nie musiałam oglądać tego filmu, żeby posiadać taką wiedzę. I w momencie kiedy film mówi o czymś, co już wiem, co nie jest odkrywcze, uderzające czy olśniewające widza, bo wcześniej o tym nie pomyślał, to oczekuję chociaż, że film zostanie zrealizowany z uwzględnieniem szczegółów. Żywność i inne “pierdoły” które wymieniłam, miały jedynie na celu podkreślenie tego, że niezwykle ciężkie byłoby życie na kompletnym odludziu, bez kontaktu z cywilizację i to w dodatku samotnie – a przypadku człowieka, którego całkowicie pochłania istotny projekt, czy nie logicznym byłoby, żeby miał ludzi właśnie do czynności tak prozaicznych jak wymiana żarówki, wyrzucenie śmieci, wyszorowanie kibla, dostawa żywności itd… A jednak przez tydzień czasu zarówno mięso jak i pieczywo nie utrzymają ci się świeże, A na pewno nie w postacio surowe (mam tu na myśli mięso). Dostawy musiałyby zatem być co dwa, trzy dni – w tedy widz musiałby być ich świadkiem. Jełśi natomiast szczegóły zostają pominięte, a niektóre uważam za istotne przeoczenia i uproszczenia (jeden robot otrzymuje cios i już się nie podnosi, drugi też dostaje cios, a nawet traci rękę, ale nic mu nie jest – a akurat przypadkiem ten, któremu nic nie jest, to ten ważniejszy robot), a do tego nie otrzymuje filmu, który zadowoliłby mnie mentalnie i sprawił, że musiałabym pwne kwestie przemyśleć zastanowić się nad nimi – to naprawdę zrozum, że nie mam się czym zachwycać. A do czepiania dali mi prawo twórcy, puszczając film w obieg.

  11. wojtek napisał(a):

    wszyscy rozważacie fabułe filmu z punktu widzenia człowieka
    a podstawowe pytanie które należy zadać, to co czuje android ?
    dlaczego chce uciec i dokąd, jakie ma stresy – (głód, strach, przyjemność, nuda, rozmnażanie gatunku)
    sztuczna inteligencja dopóty bedzie sztuczna – dopóki bedzie udawała ludzi powierzchownością
    a nie zacznie żyć swoją istotą i swoimi potrzebami oderwanymi od ludzkiej fizyczności i pojęciowości

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *