Filmy,Oscary 2019,Patronat,Wielogłos

Wielogłosem o…: “Granica” [OSCARY 2019]

granica
granica

Granica to szwedzki kandydat do Oscara, który ostatecznie nie otrzymał nominacji w kategorii Najlepszy film nieanglojęzyczny, choć powalczy niedługo o statuetkę za najlepszą charakteryzację. To dzieło, które – jak twierdzą zgodnie nasi redaktorzy – podzieli widzów. To film, w którym sporo jest brzydoty, ale i piękna; film o uniwersalnym przesłaniu – w dodatku niejednym; film, który otwiera przed nami mnogość interpretacji. Granica to jednak produkcja, na którą wielu widzów po prostu nie będzie gotowych, odrzucając ją i ze wstrętem odwracając od niej oczy. Czy słusznie? Zdaniem Mateusza i Sylwii – nie. Zgodnie uważają oni, że dzieło Abbasiego to obraz niezwykle ważny, skłaniający nie tylko do osobistych refleksji, ale także głośnych i wartościowych dyskusji. Jeśli więc w kinie nie szukacie wyłącznie powierzchownego piękna, a Wasze poczucie estetyki nie jest domkiem z kart – wybierzcie się do kina i dajcie filmowi szansę. Granica za sprawą Aurora Films wchodzi do polskich kin w piątek, 22 lutego, a Głos Kultury objął dzieło patronatem medialnym.

WRAŻENIA OGÓLNE

Sylwia Sekret: Granica pozostanie chyba najbardziej nietypowym, żeby nie powiedzieć “dziwnym”, filmem, spośród wszystkich, jakie zobaczę w tym roku. Jednak słowa tego nie używam w znaczeniu pejoratywnym – po prostu chcę, abyście już na samym początku mieli jasność, że dzieło, które było szwedzkim kandydatem do Oscara, mocno różni się od większości produkcji, które widzieliście. Jednym taka inność przypadnie do gustu, inni jej po prostu nie zaakceptują. Ma jednak Granica w sobie coś takiego, że trudno przejść obok niej obojętnie – to film zarówno odważny, jak i pełen dwuznacznych przesłań, w dodatku nierzadko takich, których interpretacja będzie zależała od naszej wrażliwości, charakteru i doświadczenia życiowego.

Mateusz Cyra: Granica to film, który podzieli widownię. Jedni go pokochają, inni szczerze znienawidzą. Procent osób, które będą miały obojętny stosunek do szwedzko-duńskiej produkcji, będzie absolutnie znikomy. I myślę, że to bardzo dobrze, wszak o ilu filmach w naszym życiu możemy powiedzieć coś takiego? Już z tego względu Granicę należy uznać za dzieło w jakiś sposób przełomowe, a już na pewno za istotne. Moje oczekiwania względem tego obrazu były wysokie i nie mogę powiedzieć, by Ali Abbasi im nie sprostał. Nie uważam oczywiście, że jest to film idealny, ale ogólnie rzecz biorąc, moje wrażenia po seansie są jak najbardziej pozytywne. Takie filmy są nam potrzebne i będą stanowić doskonały materiał do dyskusji zarówno w kręgach akademickich, jak i podczas burzliwych rozmów między znajomymi bądź na internetowych forach.

WADY I ZALETY FILMU

Sylwia: To, jak reżyser wykorzystuje jeden z najbardziej znanych skandynawskich mitów i wierzeń ludowych, to chyba największa zaleta filmu. Trolle kojarzące się nam przede wszystkim ze złośliwymi, ale niezbyt groźnymi stworzeniami, lub wręcz przeciwnie – z wykreowanymi w bajkach uroczymi, kolorowymi zawadiakami, które wywołują nasz uśmiech, tutaj ukazane zostały najbardziej ludzko, jak się da. Czasami tworzy to niepokojące, a nawet przerażające wrażenie, jednak produkcja w żadnym momencie nie wchodzi na ten poziom absurdu, który sprawiłby, że film oglądalibyśmy z przymrużeniem oka – problematykę filmu traktując jako coś równie fikcyjnego, jak samo ożywienie legendy trolli.

Mateusz: Zgadzam się. Granica w bardzo delikatny, płynny i zręczny sposób interpretuje po swojemu mitologiczne trolle, które w ludzkiej świadomości zakorzeniły się także – chyba głównie przez fantastykę oraz Pana Tolkiena – jako gruboskórne, wielkie i groźne istoty. Film Abbasiego przedstawia je znacznie głębiej, bardziej oryginalnie i ludzko. To niesamowita, czysta w swej dzikości wizja, która znajdzie tylu samo zwolenników, co przeciwników. Co zdumiewające, powodem tego może być…

Sylwia: Brzydota… No cóż… Przeglądając różne opinie w sieci na temat Granicy, spotkałam się z kilkoma takimi, które w dość kategoryczny i dosłowny sposób zarzucały filmowi brzydotę, po której, owi opiniotwórcy, wręcz musieli wziąć prysznic czy powąchać coś pięknie pachnącego. Pojawiły się także żale, że filmu nie da się “odzobaczyć” – właśnie przez wspomnianą “brzydotę”. I może nawet zgodziłabym się co do tego, że ktoś może tak ten film odebrać (choć nie ja), gdyby nie to, że taka opinia jest w moich oczach okrutnie niesprawiedliwa, przesadzona i wręcz infantylna. Rozumiem, że są widzowie, którzy w filmach szukają głównie piękna, które zaspokoi ich poczucie estetyki, ale czy taki widz nie powinien także mieć świadomości, że piękno nie zawsze musi być ukazane wyłącznie przez warstwę wizualną dzieła? Chyba jednak zazdroszczę takim ludziom… bo jeśli dla nich Granica była czymś totalnie brzydkim, co musieli z siebie spłukać… to mają naprawdę niewielkie wymagania i błahe problemy. Dla mnie brzydszy będzie widok przewracającej się na chodniku osoby, którą minie cały tłum ludzi, zanim ktokolwiek podejdzie i zapyta, czy coś się stało, czy pomóc. Ja po takim czymś będę potrzebowała piękna na pocieszenie, a nie po filmie, który ukazuje może i brzydkie istoty, uprawiające może i brzydki dla widza seks, ale ostatecznie taki film, którego głównym przesłaniem jest to, że dobro jest uniwersalne i międzygatunkowe – nie zależy od niczego – rasy, koloru skóry, pochodzenia, gatunku, wyglądu, przekonań, przebytych doświadczeń. Dlatego choć musiałam o tym wspomnieć, to nie wyliczę “brzydoty” jako wady filmu, bo uważam, że trzeba bardzo płytko podchodzić do świata, ludzi i kina, by właśnie w ten sposób ten film odczytać i jedynie tyle z niego wynieść. W nas samych, w codziennym życiu jest więcej brzydoty niż w głównej bohaterce i jej zwierzęcych odruchach.


Mateusz: I z tego miejsca serdecznie dziękuję Ci za te słowa. Nie będzie żadnym zaskoczeniem to, że uważam tak samo. Na tym polu Granicy udała się jeszcze jedna sztuka – film pokazuje dobitnie, że niektórzy ludzie wciąż nie są gotowi mierzyć się z kwestiami istotniejszymi niż wizualna powłoka. Jestem niezmiernie ciekaw, czy twórcy podczas prac nad swoim dziełem mieli świadomość tego, że znajdzie się całkiem pokaźne grono odbiorców, które będzie zarzucać im epatowanie brzydotą. Jestem przekonany, że tak. Co więcej – jestem przekonany, że był to też zabieg jak najbardziej celowy – ponieważ Granica jest na pewnych płaszczyznach odpowiednikiem wsadzenia kija w mrowisko. Cóż z tego, że spotkamy w sieci opinie, że rozumieją wizje oraz problematykę skandynawskiego dzieła, skoro skupiają się tylko i wyłącznie na tym, jaki to film był brzydki i godził w ich poczucie estetyki. Jeśli kogoś bardziej brzydzi zdeformowana twarz, nieco otyłe i włochate ciała i nieludzkie narządy płciowe bardziej niż dziecięca pornografia, to… Chyba nie ma dobitniejszego wyrażenia tego, że to właśnie o takich ludziach i o takich reakcjach opowiada to dzieło.

Chciałbym jednak wskazać wadę, która nie daje mi spokoju – pierwszy akt filmu jest zdecydowanie za długi i zbyt senny. Widzowi trudno “wbić się” w wykreowany świat. I to nie dlatego, że nic na początku nie jest wyjaśnione, tylko dlatego, że nieco kuleje rozwleczona narracja. Na szczęście z każdą minutą jest tylko lepiej, by od drugiej połowy filmu nie pozostało nic innego, jak zachwycać się zarówno przyjętą formą, jak i treścią.

Sylwia: Ja pierwszej połowy filmu tak nie odebrałam. Ta senność i powolność, z jaką toczy się wtedy film, uważam za zabieg celowy i jak najbardziej potrzebny. Uśpiona czujność i instynkt widza budzą się do życia nagle i w sposób niemal dla niego elektryzujący – podobnie jak budzi się prawdziwa natura Tiny, po długoletnim okresie niewiedzy i stagnacji. Mnie się to podobało i nie było to dla mnie w żadnym stopniu wadą, bo pozwoliło w jakiś sposób zespolić się z główną bohaterką – poczuć na własnej skórze zarówno nudę i rutynę jej dotychczasowego życia, jak i wielką nagłą zmianę, jaka w nim zaszła.

PROBLEMATYKA

Sylwia: Granica to film, który można rozumieć wielorako i interpretować na różne sposoby – o czym zresztą już wspomniałam. Wystarczy przejrzeć niektóre internetowe recenzje, by przekonać się o tym, jak wiele prawd może się skrywać pod tą opowieścią o trollach żyjących pomiędzy ludźmi. Jedni widzą tu przypowieść o trudnym losie imigrantów (wskazując również na fakt, że za tą szwedzką produkcją stoi reżyser irańskiego pochodzenia), o braku akceptacji i próbie wpasowania się tam, gdzie zwyczajnie nie pasujemy i nas nie chcą; inni dostrzegają tu echa niezgody i potrzebę dyskursu o przymusowym programie sterylizacji w Szwecji, jaki prowadzony był w latach 1934-1975. Są również tacy, którzy nie szukają konkretnych przesłanek, skłaniając się ku interpretacji o wiele bardziej uniwersalnej. I ja należę chyba do tego ostatniego grona, w Granicy widząc przede wszystkim przypowieść o dobru, które czasami znajdujemy tam, gdzie kompletnie się nie spodziewamy; o dobru, które wyrasta ponad pojęcie człowieczeństwa – przewyższając je i deprecjonując jego znaczenie. Nie można nie wspomnieć także o tytułowej granicy, która również ma w kontekście filmu wiele warstw znaczeniowych. Dla mnie główną refleksją po seansie, związaną z tym słowem, było to, gdzie przebiega granica owego wpasowania się w społeczeństwo, w którym żyjemy i pragniemy być akceptowani. Do którego momentu jesteśmy sobą i próbujemy jedynie odnaleźć się pośród ludzi, zasad i praw, a za którym zakrętem zatracamy już siebie, zdradzamy własne ja na rzecz – często nic w efekcie nieznaczącego – przyjęcia nas do grona “swoich”.

Mateusz: O widzisz, a dla mnie znaczenie tytułu filmu w kontekście jego interpretacji jest troszeczkę inne. Moją główną i najczęstszą refleksją było przemyślenie, czym okazała ta granica dla bohaterki, nawet mimo świadomości o swojej odmienności. Kobieta nie potrafiła przekroczyć pewnej granicy, nawet mając pewność, że może tym samym stracić coś bezpowrotnie.

Odnosząc się do mnogości interpretacji – ja również znajduję się w ostatniej przytoczonej przez Ciebie grupie – o ile tę pierwszą prawdę dostrzegam, to nie postrzegam Granicy przez taki pryzmatem. To dla mnie film bardziej uniwersalny, ludzki w szerszej skali niż tylko w tej emigracyjnej. Abbasi stworzył dzieło o tym, jak różnie postrzegane jest piękno, i zadał (nie wprost) pytanie, czym ono tak naprawdę jest. Ten film pokazuje także kilka niewygodnych prawd o nas samych – jak bardzo powierzchowni jesteśmy, z jaką łatwością wydajemy wyroki w mgnieniu oka, nie próbując nawet wysilić się i “poczuć” drugiej osoby. Nie bez powodu szalenie istotne są tutaj zmysły, takie jak węch czy dotyk.

NAJLEPSZA SCENA

Sylwia: Nie wiem jak Tobie, ale mnie najbardziej podobały się te sceny, w których Tina wychodziła boso, a później także i nago do lasu lub czasami tylko na jego skraj. Zespolenie z naturą, jakiego doświadczała, było niemal namacalne dla widza; czuło się bardzo mocno, że jest to jej naturalne środowisko, że dopiero w otoczeniu flory i fauny czuje się nie tylko sobą, ale przede wszystkim czuje, że również wszystko dookoła niej znajduje się na swoim miejscu. Dla widza są to ważne sceny również ze względu na to, że piękno, równowaga i spokój, jakie panują w przyrodzie, zostają skontrastowane z ludzką podłością, zaburzeniem porządku, chaosem i… brzydotą (tą ludzką, a nie wizualną, wykreowaną przez twórców filmu).

Mateusz: Zdecydowanie tak! To, o czym mówisz, jest zresztą kolejną prawdą objawioną przez twórców – stworzyliśmy sobie struktury społeczne, aglomeracje miejskie, udajemy cywilizowanych, bazując tak naprawdę na chwiejnych pozorach, po czym zatonęliśmy jako gatunek w oceanie fałszu, znieczulicy i niepotrzebnego skomplikowania. A gdzie szukamy ucieczki? Na łonie natury – ponieważ w swojej surowości jest piękna, ale i prosta. To chyba także moje ulubione sceny. Proste, szczere, ale i symboliczne.

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Sylwia: Tina i Vore to w zasadzie jedyne postaci Granicy, które są na tyle wyraźne i na tyle dobrze poznajemy je w filmie, by móc o nich coś więcej powiedzieć; by choć pokusić się o próbę omówienia ich osobowości. Jest co prawda jeszcze współlokator (partner?) Tiny, żyjący na jej utrzymaniu bezrobotny miłośnik psów, ale jest on postacią na tyle epizodyczną i bezpłciową (w kontekście charakteru – gwoli ścisłości), że nie wiem, czy warto o nim wspominać. Można pokusić się o stwierdzenie, że umieszczając Rolanda i Tinę w jednym mieszkaniu, reżyser pokazuje, że nie zawsze “swój” jest więcej wart niż “obcy”. Tina, choć całe życie wyszydzana i wytykana palcami, czująca się obco wśród ludzi, jest pracowita, sumienna, obowiązkowa – wie, że w życiu nie ma nic za darmo. Natomiast Roland, choć pewnie jego życie było (i jest) o wiele łatwiejsze od tego, jakie wiedzie kobieta, został przedstawiony jako typowy życiowy nieudacznik i leń, który żyje na czyimś utrzymaniu, całe dnie spędza na kanapie, głaszcząc swojego ukochanego czworonożnego pupila, a raz na jakiś czas jeździ na pokazy psów, by – najprawdopodobniej – jak najmniejszym kosztem coś w życiu “osiągnąć”. Tina to więc jego przeciwieństwo – ona musi nie tylko zarabiać na ich wspólne utrzymanie, ale także na każdym kroku, ze względu na swój nietypowy i zwyczajnie odstręczający wygląd, udowadniać, że nie jest wcale gorsza od innych, że jest coś warta i może być wartościowa dla świata. Jej niesamowity węch i instynkt w końcu jej w tym pomagają, ale to z kolei prowadzi do konkluzji, że być może świat, o którego akceptację walczyła… wcale nie jest tego wart.

Mateusz: Vore to z kolei bohater enigmatyczny i roztaczający przez niemal cały film aurę… nieokiełznanej dzikości, buzujących emocji. To osobnik wywołujący mieszaninę fascynacji oraz strachu, bo swoim wyglądem oraz postawą budzi niepokojące skojarzenia. Oczywiście jest to pewnego rodzaju fasada, rodzaj maski, za którą kryją się tajemnice znacznie głębsze, jednak przez grubiańskie zachowanie oraz groźny wygląd (podkreślony skórzaną kurtką i niezbyt przyjaznym spojrzeniem z góry) udaje się bohaterowi uzyskać pożądany efekt – ludzie skupiają się na powierzchni, która odpycha ich na tyle, że nie próbują nawet zgłębić jego istoty. To sprytny i wykalkulowany sposób na przetrwanie w nieprzyjaznym świecie, nastawionym na piękne kształty, gładkie powierzchnie i estetyczne doznania. Vore doskonale czuje się w swojej skórze i nie wydaje się być skrępowany żadnymi ograniczeniami, co początkowo imponuje Tinie.

Warto wspomnieć także o znajdującym się w ośrodku opieki ojcu Tiny. Pomijając fakt zniszczonego przez nieubłagany upływ czasu ciała, to mężczyzna, który powodowany egoistycznymi pobudkami. dokonał jednak czegoś dobrego, wychowując Tinę na osobę, jaką poznajemy w filmie. Jego czyny z przeszłości można ocenić dwojako – zarówno w sposób negatywny, jak i pozytywny.

AKTORSTWO

Sylwia: Eva Melander i Eero Milonoff, wcielający się w rolę Tiny i Vorego, mieli niesłychanie trudne zadanie. Kreacje, jakie przyszło im stworzyć w Granicy, były skomplikowane zarówno pod względem charakteru i przeżyć tych postaci, jak i przez wzgląd na skomplikowane, zapewne niełatwe do odegrania sceny, w których musieli pokazać zwierzęcą stronę swoich bohaterów. Sceny intymne, gdzie nagość była wręcz wymagana, nie są scenami, które znamy z erotycznych filmów czy popularnych, odważnych seriali – nie uświadczymy tu pięknych, gładkich ciał ani zmysłowych jęków. Seks jest przedstawiony jako akt, który bierze górę nad osobnikami w nim uczestniczącymi, jako coś, co bierze ich we władanie, przejmując nad nimi kontrolę. To o wiele bardziej zwierzęca strona seksu, ale czyż często nie prawdziwsza niż ta, którą widzimy w telewizji? Bez względu na to, czy docenimy tę filmową oryginalność, szczerość i odwagę, czy z obrzydzeniem będziemy odwracać oczy od ekranu, trzeba przyznać, że było to aktorsko z pewnością zadanie o wiele trudniejsze niż staje przed tymi, którzy mają odegrać “zwykłą”, scenę erotyczną, których tyle się już naoglądaliśmy w różnych produkcjach. Warczenie Tiny i Vorego, ruch ich nozdrzy lub nietypowy błysk w oczach zostały odegrane perfekcyjnie – podczas seansu nie mamy wątpliwości, że ci bohaterowie nie są całkowicie ludzcy, ale o to właśnie chodziło i wyszło to świetnie.

Mateusz: Potwierdzam, zarówno Eva Melander jak i Eero Milonoff podjęli się zadania niezwykle trudnego i delikatnego zarazem, ale wypełnili postawione przed nimi cele perfekcyjnie. Nie dość że mieli zadanie skomplikowane pod kątem fizycznym, to jednak znacznie trudniejszą rzeczą było uchwycenie charakterów oraz udźwignięcie przez ich pryzmat ciężkości poruszanych w Granicy tematów. Ich kreacje zasługują zdecydowanie na najwyższe noty.

KWESTIE TECHNICZNE

Sylwia: Charakteryzacja i piękne ujęcia szwedzkich krajobrazów to chyba dwie sprawy, na które przede wszystkim warto zwrócić uwagę. Ale ponieważ w kategorii Charakteryzacja, film Abbasiego jest nominowany do Oscara, tę kwestię omówimy za chwilę. Skupię się zatem na wspomnianych krajobrazach. Surowość i chłód, z jakim kojarzyć się może Szwecja, został pięknie przedstawiony w Granicy. Spore znaczenie ma kolorystyka, w jakiej utrzymana jest produkcja – wszystko jest lekko szare, zamglone, rozmyte; sprawia wrażenie wiecznie wilgotnego i tą wilgocią przeszywającego. Dzięki temu obrazy są niezwykle żywe, a natura przedstawiona w filmie wręcz tętni życiem.

Spotkałam się z opinią, że w oczy raziła sztuczność zwierząt, które pojawiają się na ekranie. Ja kompletnie nie zwróciłam na to uwagi, a Ty?

Mateusz: Sztuczność zwierząt w Granicy jest dla mnie zarzutem kompletnie nietrafionym. Powiem więcej – ja naprawdę w niektórych scenach dałem się nabrać i uwierzyłem, że do okna Tiny podchodzi prawdziwy lis, a na środku drogi stoi prawdziwy, dostojny łoś.

Mnie z kolei urzekła scenografia – niewielki, brzydki port, kilka drewnianych domków położonych na obrzeżach większej miejscowości, osadzonych w majestacie natury – to tylko niektóre przykłady.

OSCAROWE SZANSE

Sylwia: Granica, jak wspomnieliśmy, choć ostatecznie koło nosa przeszła jej (niestety) nominacja do Oscara w kategorii Najlepszego filmu nieanglojęzycznego, to ma szansę zgarnąć statuetkę za Najlepszą charakteryzację. Jak jednak ta szansa przedstawia się na tle dwóch pozostałych nominowanych produkcji? Marii, królowej Szkotów jeszcze nie miałam okazji zobaczyć, natomiast film Vice wydaje się być całkiem poważną dla Granicy konkurencją. Myślę jednak, że ponieważ w zeszłym roku to metamorfoza Gary’ego Oldmana w Churchilla okazała się tym, co ujęło Akademię, to być może w tym roku to nie film opowiadający o kolejnym polityku zgarnie nagrodę, a właśnie doceniona zostanie jednak o wiele bardziej niszowa produkcja.

Muszę także wspomnieć, że gdyby to ode mnie zależały nominacje, to zastanowiłabym się poważnie również nad wyróżnieniem Granicy w kategorii: Najlepszy scenariusz oryginalny. Bo akurat wyjątkowości scenariuszowi odmówić nie można!

Mateusz: Ja z kolei życzyłbym sobie, żeby wreszcie Akademia zaczęła wyróżniać częściej aktorów z całego świata, nie tylko tych z Hollywood. Oczywiście ktoś może teraz podnieść głos, że przecież aktorki z Romy Cuaróna dostały nominacje, ale właśnie to jest też część problemu – jeśli ktoś zostaje zauważony w tej kategorii, to dlatego, że wziął udział w produkcji znanego lub zasłużonego twórcy. Czy gdyby Romę stworzył meksykański reżyser, który nie miał jeszcze okazji romansować z głównym nurtem, to czy aktorki z tego spektaklu zostałyby w ogóle zauważone? Pozostawię to pytanie otwartym.


I chociaż bardzo chciałbym, żeby Granica otrzymała statuetkę za najlepszą charakteryzację (o jej wybitności świadczy choćby wspominana przez nas wcześniej niechęć widzów oraz zarzuty o epatowaniu brzydotą), tak wcześniejsze rozdania nakazują myśleć, że Złoty Rycerz powędruje do którejś z tych głośniejszych produkcji. Jeśli Vice nie zostanie docenione w “ważniejszych” kategoriach, to ta za charakteryzację będzie uznana za nagrodę pocieszenia.

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Sylwia: Granica to bardzo trudny i nietuzinkowy film; to pewien ewenement w kinowym światku, o którym dyskusje zawsze będą zażarte ze względu na odmienne zdania widzów. To miks gatunkowy, który broni się zarówno przenikaniem się owych gatunków i wykorzystaniem z każdego tego, co w nim najlepsze, ale także problematyką – niezwykle rozbudowaną i niemal całkowicie oddającą się w ręce – a w zasadzie umysł – widza. Film Abbasiego nie jest kinem rozrywkowym; nie jest to seans, który pozwoli nam się zrelaksować, jeśli więc takiego obrazu szukacie – odpuście sobie oglądanie Granicy, bo będzie to ze szkodą zarówno dla Was, jak i (a to mnie martwi zdecydowanie bardziej) dla samego dzieła.

Jeśli natomiast po lekturze powyższej dyskusji myślicie, że Granica to film opowiadający o uczuciu, o jakim śpiewała Grażyna Łobaszewska:

Gdzieś tu chyba zakpił los
Ona brzydka, brzydki on
A taka ładna miłość, aż nierealna wręcz
Tak jakby ich spowiła tęcza tęcz
I wszechobecna siła
Tknęła najczystszy ton
W tkliwy serca dzwon

… to – zapewne dla niektórych: niestety – rozminiecie się z prawdą. Szwedzki kandydat do Oscara to w kategoriach opowieści o miłości, historia opowiadająca o tym, że tam, gdzie wydawało nam się, że w końcu udało nam się znaleźć piękno pośród brzydoty i miłość pośród niezrozumienia i odrzucenia, gnije coś, przed czym mamy szansę się ustrzec, ale będzie wymagało to od nas poświęcenia, odwagi i być może wielkiej samotności, którą już gotowi byliśmy wykreślić ze swojego życia. Granica to przypowieść, przedziwna baśń o tym, że w brzydkiej istocie znajdować się mogą niezliczone pokłady dobra, ale także że czasami brzydota… kryje jedynie brzydotę. Podobnie jak pod pięknem może gnić zło, ale może ono być również tym, czym się wydaje z pozoru. Nie zawsze gryzący płaszcz ma od wewnątrz miękką podszewkę – i na odwrót. Zawsze musimy się o tym przekonać na własnej skórze – narażając się na drapanie lub miły dotyk. Zawsze musimy dać szansę, choćbyśmy tym samym odebrali jej część samym sobie.

Granica to uniwersalna opowieść, ale jednocześnie film, który wielu ludzi odrzuci. Ale brzydota odrzuca zawsze. Nawet jeśli podświadomie wiemy, że kryje się pod nią coś wartościowego. Nie każdemu jednak chce się przeprawiać boso przez błoto, by dotrzeć do skrytej wśród drzew polany.

Mateusz: Wiem z całą pewnością, że Granica jest tym filmem, który niesłusznie pozostanie niedocenionym obrazem, ponieważ ludzka natura jest, jaka jest. Dowodem tego są pojawiające się w sieci dyskusje oraz niektóre oceny. Abbasi stworzył dzieło skomplikowane, wielowymiarowe i wymykające się ogólnie przyjętym szufladkom. Granica pozostanie przez długie lata filmowym tematem do dyskusji i choćby z tego powodu warto ją obejrzeć. To produkcja czasem niewygodna, czasem prowokująca, ale cholernie przy tym potrzebna.

Ocena Mateusza8
Ocena Sylwii8
8Ocena ogólna