Seriale,Wielogłos

Wielogłosem o…: “Horace and Pete”

Horace and Pete
Horace and Pete

Zupełnie znienacka Louis C.K. zaskoczył wszystkich swoją autorską produkcją – serialem Horace and Pete, stworzonym z myślą tylko o dystrybucji online. Przypominająca sztukę teatralną miniseria to popis gry aktorskiej na najwyższym poziomie, którą można, a nawet trzeba się delektować. Zmagania z problemami zwykłych ludzi – właścicielami baru w Nowym Jorku, toczącymi walkę z tradycją i własnymi demonami, przedstawione są tutaj w niezwykle poruszający i przemawiający do widza sposób, a całość niepozbawiona jest oryginalnych i nierzadko absurdalnych postaci oraz lekko humorystycznej otoczki, tak charakterystycznej dla twórcy. Serialem zachwycili się Magdalena i Michał, oddajemy im zatem (wielo)głos.

WRAŻENIA OGÓLNE

Michał Bębenek: O tej produkcji wspominałem już w naszym Serialowym Kwartalniku, powtórzę jednak, że Horace and Pete jest według mnie najlepszym serialem tego roku. Przynajmniej do tej pory. Stworzony w całości przez Louisa C.K., świetnego komika z nowojorskim rodowodem, stanowi coś w rodzaju telewizyjnej sztuki teatralnej, opowiadającej o tytułowej dwójce bohaterów, którzy jednocześnie są właścicielami baru o takiej samej nazwie. Lokal prowadzony jest już od stu lat, a za jego sterami zawsze stoi jakiś Horace i Pete, którzy nazywając tak swoje dzieci, przedłużają ciągłość tradycji. Aktualna dwójka właścicieli to bracia (choć, jak się dość prędko okazuje, tak naprawdę to kuzyni). Horace (w tej roli twórca serialu, Louis C.K.) jest rozwiedzionym, lekko sfrustrowanym facetem, szukającym kogoś, kogo mógłby pokochać. Z kolei Pete (świetny Steve Buscemi) niedawno opuścił zakład zamknięty, a kiedy przestaje zażywać swoje leki, zaczyna widzieć potwory. Tej dwójce towarzyszy cała plejada świetnych aktorów i aktorek, takich jak chociażby Alan Alda, Jessica Lange czy Edie Falco. Mnie osobiście serial zachwycił od pierwszego do ostatniego odcinka (jest ich dokładnie dziesięć i stanowią zamkniętą całość). Mimo że tak naprawdę wiele się nie dzieje, cała siła tkwi w genialnie poprowadzonych dialogach między bohaterami, rozmowach barowych bywalców czy nawet monologach, które potrafią trwać niemal cały odcinek. A całość okraszona jest motywem przewodnim autorstwa Paula Simona, który napisał piosenkę specjalnie na potrzeby tej produkcji.

horaceandpete5

Magdalena Nowińska: Dodam tylko, że większość scen toczy się właśnie we wspomnianym barze będącym elementem bazowym perypetii bohaterów. Warty zaznaczenia jest fakt, że jest to wymarzone miejsce, w którym nikt nie płaci, aż do 10 odcinka. Kwestia zaufania czy nieumiejętności prowadzenia biznesu?

Michał: Rzeczywiście, nie zwróciłem na to wcześniej uwagi. Chociaż nie przeszkadza to wujkowi Pete’owi podbierać utargu do własnej kieszeni.

Magdalena: Świeżość i nietuzinkowość, jaką emanuje Horace and Pete, jest doprawdy powalająca! Jeśli miarą dobrego serialu jest zachłyśnięcie się od pierwszej chwili atmosferą i klimatem, a dodatkowo nieodparta chęć poznania rozwoju zdarzeń, to serial ten spełnia ową rolę, nawet z naddatkiem. Tutaj wszystko jest w punkt: aktorzy i ich gra, dialogi, scenografia, kostiumy, głęboka i aktualna problematyka, a dodatkowo, jak wspominał Michał, całość zespojona została klamrą w postaci powracającego motywu piosenki stworzonej przez Simona z Simon & Garfunkel. Dźwięki te wryły się w moją podświadomość i towarzyszą mi po dziś dzień ;).

Paul Simon - Horace and Pete - Theme Song -

PLUSY I MINUSY SERIALU

Michał: Ciężko jest mi wymienić jakiekolwiek wady. Może tylko to, że czasami niektóre sceny potrafią być aż za bardzo przeciągnięte. Cała reszta to jeden wielki plus. Dla niektórych może wydać się zaskoczeniem, że kojarzony przede wszystkim ze stand-upem i komedią Louis C.K., stworzył stuprocentowy dramat. Owszem, znajdzie się tam kilka zabawnych scen, polegających głównie na wymianie zdań, ale przede wszystkim góruje tam lekko fatalistyczny klimat, dzięki któremu dokładnie widać beznadzieję życia, które prowadzi praktycznie każda z głównych postaci.

Magdalena: Sądzę, że stylistyka kojarzona z  Louisem C.K. jest zdecydowanie wyczuwalna. Horace and Pete to komediodramat, czarny  i gruboskórny, pod płaszczykiem powagi skrywający ogrom dystansu i poczucia humoru, dodajmy, że momentami niewybrednego. Co do minusów, dostrzegam jeden: serial zamknął się w dziesięciu odcinkach i wszystko wskazuje na to, że nie możemy liczyć na jego kontynuację. Bynajmniej nie po rozstrzygnięciu ostatniego epizodu… Cała masa pozytywnych aspektów dyskredytuje jednak to jedno uchybienie. Twórcy postawili na skondensowaną formę bliską teatrowi telewizji, która sprawia na widzu wrażenie osobistego uczestnictwa. Miewałam momenty, w których zastanawiałam się, jak ja zareagowałabym, bądź co odpowiedziałabym bohaterom na ich zaczepki słowne. Sekwencje ujęć subiektywnych, w jakie płodny jest serial, ułatwiają utożsamianie się z bohaterami, a ich problemy, często graniczne i tragiczne, stają się niejako bolączkami każdego z nas. Duże zbliżenia, naprzemiennie wymieszane z różnorodnymi technikami kadrowania, pomagają wzmocnić nie tylko ekspresję bohaterów, ale jeszcze bardziej poruszyć oglądającego. Dodatkowo wrażenie uczestnictwa uwydatnia i potęguje konflikty wewnętrzne bohaterów, gdyż skoro stają się nam wręcz fizycznie bliscy, mentalnie współodczuwamy ich bóle. Tematyka, jakiej dotyka Horace and Pete, nie należy do łatwostrawnej ani też łatwo przyswajalnej, dzięki czemu w serial trzeba się zaangażować, wyostrzając umysł. Problematyka egzystencjalnej pustki i niemożności wyswobodzenia się spod panowania duchów przeszłości omamia bohaterów, a dla widza staje się nauką. Nie myślcie jednak, że serial ma w sobie nutę moralizatorstwa, bo nie w tym rzecz.

horaceandpete7

NAJLEPSZY ODCINEK / SCENA

Michał: Chyba najbardziej podobał mi się odcinek przedostatni, w którym przenosimy się w przeszłość i mamy szansę spojrzeć na dzieciństwo głównych bohaterów. Jednocześnie dotychczasowi aktorzy wcielili się tam w role o jedno pokolenie wyższe. Dla przykładu, C.K. zagrał ojca swojej postaci, wcześniejszego Horace’a, i wyszło mu to nadzwyczaj dobrze, biorąc pod uwagę, że ów ojciec był tyranem i brutalem. Poczciwy Louie nie gubi się w tej roli ani na chwilę. No i na pewno na wyróżnienie zasługuje też odcinek, w którym występuje Laurie Metcalf, w roli byłej żony Horace’a, która przyszła mu się zwierzyć. Właściwie cały ten odcinek należy do niej i przez 90% czasu kamera nie opuszcza jej twarzy. Sarah, bo tak się ta postać nazywa, przez cały ten czas opowiada o tym, jak zdradziła swojego obecnego męża z jego ojcem. A robi to tak obrazowo, że jej opowieść wręcz hipnotyzuje.

horaceandpete3

Magdalena: Faktycznie, 9. odcinek robił wrażenie, ale nie mniejsze niż 10., w którym następują doprawdy nieoczekiwane zwroty akcji. Jednak ze mną pozostanie wymowna scena randki Pete’a z dużo młodszą kobietą oraz spotkanie tej dwójki z Horacem i Sylvią. Poprzez nią twórcy zasugerowali wielość trudności, jakie czyhają na nieoczywiste relacje. Ponadto zapamiętam scenę, w której goście baru – płci męskiej, co istotne – dywagują na temat aborcji, nie zważając na opinie i odczucia kobiet. Właśnie, mam nieodparte wrażenie, że serial ma lekko szowinistyczny wyraz i wymowę. Potwierdzisz?

Michał: Dokładnie tak. Bar Horace and Pete’s w końcu prowadzony jest od stu lat przez mężczyzn. Takich zatwardziałych w swoich poglądach samców alfa, którzy piją tylko budweisera albo whisky (żadnego mieszania alkoholi!) i głośno wygłaszają niewybredne, rasistowskie żarty. Dopiero ta aktualna generacja właścicieli jest nieco mniej radykalna w swoich zapatrywaniach i nie trzyma się kurczowo tradycji. Nic dziwnego, że Sylvia tak zaciekle walczy z tym stanem rzeczy. Chociaż, jej decyzja o pokrojeniu limonek do drinków okazuje się fatalna w skutkach, może więc te tradycje i zasady nie są takie złe?

Magdalena: Masz słuszność, Sylvia jest podłożem konfliktów, narzędziem zmian i stanowi nie lada wyzwanie dla grupy mężczyzn z przyzwyczajeniami wrośniętymi w umysł i ciało niczym blizny. Co ciekawe, twórcy zdecydowali się powierzyć tę funkcję właśnie kobiecie!

horaceandpete2

NAJGORSZY ODCINEK / SCENA

Michał: W tej sekcji wstrzymam się od głosu. Wszystkie odcinki były mistrzowskie.

Magdalena: Grzechem byłoby wskazanie słabego ogniwa.

AKTORSTWO

Michał: Aktorstwo to zdecydowanie najmocniejszy punkt serialu. Zaczynając od głównych aktorów, a kończąc na tych trzecio-, a nawet czwartoplanowych – stałych bywalcach i klientach baru, którzy pojawiają się zaledwie na chwilę. Właściwie nikt tutaj nie wypadł słabo. Louisowi udało się zebrać naprawdę mocną ekipę, która pokazała swój kunszt. Chociaż największe brawa należą się, moim zdaniem, Alanowi Alda, który tak doskonale zagrał starego, zgorzkniałego barmana, rzucającego niewybrednymi, rasistowskimi żartami i bezustannie poniżającego swoich młodszych protegowanych, że niemal można było uwierzyć, że pan Alda naprawdę taki jest. Przeciętny polski widz najlepiej kojarzy tego aktora zapewne z serialu M*A*S*H, gdzie wcielał się w sypiącego żartami kaprala “Sokole Oko” Pierce’a. Gwarantuję, że rola wujka Pete’a całkowicie zburzy ten wizerunek w Waszych głowach.

Magdalena: Jeśli powiem, że Steve Buscemi musiał się niemało nagimnastykować, by przewyższyć warsztatem swoich serialowych współbratymców, będzie to znaczyło mniej więcej tyle, że każda z ról zasługuje na Oscara. Edie Falco zaś błyszczała mniej więcej tak, jak Helen Mirren w Królowej czy Złotej damie. Nie bez przyczyny przywołuję to nazwisko, albowiem obserwując ruch sceniczny i mimikę Sylvii, miałam nieodparte wrażenie podobieństwa warsztatowego i fizycznego tych dwóch kobiet. Na wyróżnienie zasługuje także Jessica Lange, o Louisie C.K. nie wspominając. Dawno odwykliśmy od stereotypowego postrzegania seriali i serialowej obsady, jako tej gorszej, operującej słabszym warsztatem aniżeli aktorzy filmowi. Horace and Pete dowodzi tego, że warto zachłysnąć się wieloodcinkową fabułą nie dla “zabicia czasu”, a dla przyjemności oglądania wysokiego poziomu kunsztu gry aktorskiej.

horaceandpete4

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Michał: Jak już wspominałem, przez tytułowy bar przelewa się cała menażeria ciekawych postaci. Oczywiście, główne skrzypce grają Horace, Pete, wujek Pete, wiecznie pijana Marsha – macocha Horace’a i jego siostra Sylvia. I oczywiście to właśnie oni stanowią oś fabularną tego serialu, ale dodatkowego kolorytu nadają mu właśnie klienci przesiadujący przy barze, sączący piwo, whisky bądź kawę. Jest Leon, który siedzi tam chyba od zawsze, sącząc szklaneczkę soku jabłkowego; Kurt, który głośno i dosadnie prezentuje swoje poglądy polityczne; Tom, opowiadający niepokojące historie o małych dziewczynkach i grający na pianinie (w tej roli Tom Noonan – etatowy kinowy psychopata), czy wpadająca od czasu do czasu Tricia – stara znajoma Pete’a ze szpitala psychiatrycznego, cierpiąca na syndrom Tourette’a. Był kiedyś taki popularny serial Zdrówko. Horace and Pete to takie Zdrówko w bardzo krzywym zwierciadle.

horaceandpete1

PODSUMOWANIE

Michał: Dla mnie Horace and Pete było wydarzeniem, o którym powinno się mówić więcej i częściej. Louis C.K. pokazał, jak niewielkim kosztem można zrobić coś wielkiego. Jak prostą opowieścią o barze zaczarować widzów, pokazując im nowojorską szkołę aktorstwa – bezkompromisową, cyniczną, ironiczną i szczerą zarazem. Jednocześnie Louis nie boi się poruszać tematów trudnych czy kontrowersyjnych. Nie boi się też eksperymentować, bo czymże właściwie jest ten serial, jeśli nie eksperymentem. Bardzo udanym, należy dodać. Z jednej strony wielka szkoda, że Horace and Pete stanowi zamkniętą opowieść i nic więcej już w tym temacie nie zobaczymy, ale z drugiej, ta historia była tak właśnie skrojona i bardzo dobrze, że C.K. doskonale wiedział, kiedy i jak ją skończyć. Mam tylko nadzieję, że zobaczymy jeszcze kiedyś coś w podobnym stylu, jego autorstwa.

Magdalena: Serial Horace and Pete nie należy do kasowych produkcji pełnych nieoczekiwanych zwrotów akcji, fajerwerków czy innych efektów specjalnych. W zamian za to twórcy zainwestowali w stworzenie misternie utkanych postaci, mądrych dialogów oraz postarali się o aktorów, którzy na swych kręgosłupach uniosą ciężar gatunkowy, a swą grą wzniosą się na wyżyny możliwości. Wszystko to udało się spełnić, dzięki czemu widz nie ma wrażenia niedosytu, nieszczerości czy kpienia i szydzenia z jego inteligencji. Mieszanina powagi, frywolności, dramatyzmu i komizmu sytuacyjnego, jaką nakarmili nas twórcy, jest zaiste strawna i pożywna. Elementy psychologicznych rozkminek bohaterów oraz ich schorzenia przywodzą na myśl inny znaczący dla mnie serial, Iluminację, zaś warstwa humorystyczna podsuwa skojarzenia do Małego Quinquina. Zważając na to, że poza In Treatment, The Affair i Scenami z życia małżeńskiego Bergmana, seriale te należą do moich osobistych ulubieńców, Horace and Pete dołączył do grona tych najciekawszych i godnych polecenia. Rekomenduję.

horaceandpete6

Fot.: Pig Newton, LouisCK.net

Podobne wpisy:

Ocena Magdaleny9
Ocena Michała 9
9Ocena ogólna

Komentarze: 1

  1. grpo 21 lutego, 2017 at 14:53 Odpowiedz

    Nie do końca prawda, że nikt nie płaci. W 2 odcinku jest kłótnia z gościem który ma zapłacić 4,50 a przed chwilą stały bywalec Tom zapłacił 3 za piwo. Ale faktycznie, chyba w każdym odcinku ktoś dostaje za darmo.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *