Filmy,Wielogłos

Wielogłosem o…: “Julieta”

Julieta
Julieta

Na ekranach kin wciąż jeszcze zobaczyć można najnowsze dzieło znakomitego hiszpańskiego reżysera, Pedra Almodóvara, zatytułowane Julieta. Obraz ten opowiada historię tytułowej bohaterki (Emma Suárez i Adriana Ugarte występujące w tej samej roli na różnych płaszczyznach czasowych), która na przestrzeni lat doświadcza zarówno wielkiej miłości, jak i wielkiej tragedii, przede wszystkim jednak, spoglądając wstecz na minione lata, stara się odnowić swoje relacje z córką, której nie widziała od ponad dekady. Swoje wrażenia z filmu postanowili porównać Magdalena, pani magister od Almodóvara, oraz Michał, który z twórczością reżysera nie jest co prawda tak bardzo zaznajomiony, jednak jest na dobrej drodze do zgłębienia jego filmografii. Czy Julieta rzeczywiście stanowi triumfalny powrót Almodóvara, jakiego znamy i kochamy (jak twierdzi slogan reklamujący film)? Zapraszamy do lektury naszego Wielogłosu, w którym poznacie odpowiedź na to pytanie.

WRAŻENIA OGÓLNE

Magdalena Nowińska: Mistrz kina europejskiego powraca, a raczej przewraca… Przewraca do góry nogami dotychczasowe przyzwyczajenia widzów, których zwykła przyciągać do Almodóvarowego kina mieszanka nietuzinkowego poczucia humoru łamiącego wszelkie konwenanse, kampu, pochwały wulgarności i sporej dawki zarówno seksualnych, jak i psychologicznych gierek nie do okiełznania. Tym razem Hiszpan postawił na wysublimowaną i niezmiernie subtelną balladę na cześć człowieczeństwa i człowieka, jego wad i przywar. Nie ucieka tym samym i nie przekreśla poprzednich dokonań, lecz czerpiąc całymi garściami z różnorodności emocjonalno-wizualnej swego dorobku, dodaje zupełnie nowy wymiar swej twórczości. Owym wymiarem jest delikatność/subtelność. Już pierwsza scena okazała się w tym względzie sugestywna – czerwona satyna lub atłas ułożony w kształt waginy zasugerował, jakoby celem twórcy było uzyskanie tego rodzaju wrażenia. Owszem, Julieta nadal pozostaje obrazem aluzyjnym, jednak nie tak dosłownym i epatującym emocjonalnością bohaterów, jak poprzednie. Z jednej strony bliska jest Volverovi, lecz ze względu na mniejszą wyrazistość bohaterów oraz niższy poziom ich ekspresyjności, Julieta stanowi niejako nową, nieodkrytą dotąd kartę w tali Almodóvarowych kart. Śmiem sądzić, że obiera pozycję Jokera albo asa w rękawie!

Michał Bębenek: Ja, w przeciwieństwie do Ciebie, nie jestem wielkim znawcą filmografii Pedra Almodóvara. Widziałem zaledwie kilka obrazów tego reżysera, jednak dały mi one jakieś ogólne pojęcie na temat jego stylu. Na tej podstawie, również zaryzykuję stwierdzenie, że Julieta od tego stylu nieco odbiega. Jest to film bardziej stonowany, skupiony na uczuciach, niedopowiedzeniach i trudnych relacjach, przede wszystkim na linii matka-córka.

Magdalena: Nie byłabym sobą, gdybym nie zaznaczyła, że tego rodzaju połączenia i relacje mogliśmy podglądać już we Wszystko o mojej matce bądź Volverze.

julieta7

Michał: Opowieść Almodóvara, mimo swojej kameralności, niesamowicie wciąga i przykuwa do ekranu, niejednokrotnie wywołując naprawdę silne emocje. Ja w każdym razie byłem Julietą oczarowany.

Magdalena: Oczarowanie jest chyba celnym określeniem. Co ciekawe, często zwykło się mówić o filmach Hiszpana jako niesmacznych, ale nie nudnych. Teraz rozsmakował on nie tylko swych wiernych zwolenników, ale także tych, których poprzednio gorszył. Zrobił elegancki film dla szerszego grona odbiorów niż zwykle.

Michał: Nie mogę powiedzieć, żebym czuł się zgorszony wcześniejszą twórczością Pedra, do zagorzałych zwolenników jednak też nie należałem. Masz jednak rację, jego najnowsze dzieło zdecydowanie u mnie zaplusowało, wynosząc Almodóvara o wiele wyżej w moim osobistym rankingu.

Magdalena: Julieta jest – w tym sensie i terminologii – zarówno smaczna, jak i nie nudna. Posiada w sobie moc hipnotyzowania swym liryzmem, stałym napięciem i nieobliczalnością kierunku, w jakim zmierza odwrotnie od opowiadań, na których się opiera. Przyznam, że fenomen opowiadań kanadyjskiej noblistki – Alice Munro – jest dla mnie kompletnie niezrozumiały… Almodóvar tchnął w nie życie, o dziwo dostrzegając w nich potencjalnie interesujący materiał do ekranizacji i w konsekwencji stworzył perełkę będącą filmową formą nieporywającego pierwowzoru. O ile słowny prototyp Skóry, w której żyję zachęcał do zgłębienia filmowego odpowiednika, o tyle lektura trzech opowiadań noblistki, zawartych w Uciekinierce, nie rozbudziła mego apetytu na ekranizację. Tak, jak niegdyś podskórnie czułam, że Tarantula Thierry’ego Jonqueta wzięta na warsztat wirtuoza obrazu stanie się czymś zachwycającym, tak w tym przypadku miałam obawy. Bezpodstawne, jak się okazało.

Michał: Przyznam, że nie miałem okazji czytać książkowego pierwowzoru (ani żadnego innego tytułu autorstwa Alice Munro) i to właśnie Julieta zachęciła mnie do tego, aby te opowiadania umieścić na liście “do przeczytania”. Jednak to, co napisałaś na temat Uciekinierki, sprawiło, że się zawahałem – czy aby na pewno chcę sobie psuć obraz, który pokazał mi Almodóvar?

julieta2

PLUSY I MINUSY FILMU

Michał: Niespieszne tempo, opowieść w opowieści, świetne zdjęcia, obydwa wcielenia bohaterki, które przyciągają uwagę z niesamowitą mocą. Bowiem nie trzeba chyba dodawać, że to właśnie kobiety grają główne skrzypce w Juliecie. I to nie tylko tytułowa postać, ale także jej córka, Antía, która po raz kolejny, w dość drastyczny sposób, wytycza swojej matce nową życiową ścieżkę, piękna Ava, która miała swego czasu romans z partnerem Juliety, czy nawet pomoc domowa w postaci nieco antypatycznej (ale bardzo ciepłej po głębszym poznaniu) Marian, w którą wcieliła się Almodóvarowa muza – Rossy de Palma.

Jeśli chodzi o minusy, w trakcie seansu nie zauważyłem nic, co zasłużyłoby na to miano.

Magdalena: Faktycznie, w Juliecie, jak to często się zdarza u Almodóvara, główne role grają kobiety. Hiszpan określany bywa zresztą reżyserem kobiet, co ma swoje uzasadnienie w wielości filmowych opowieści skupiających się właśnie na żeńskich postaciach. Oczywiście  krzywdzące byłoby pomijanie takich obrazów jak Matador, Prawo pożądania czy Złe wychowanie, w których dominują problemy męskiej strony świata, jednakże faktycznie – ilościowo ujmując problematykę, filmografia Hiszpana gęściej ściele się estrogenami. Już w pierwszym swoim ogólnodostępnym filmie, do którego dotrzeć mogą polscy widzowie – Pepi, Lucy, Bom i inne dziewczyny z dzielnicy – pragnienia, potrzeby i walka kobiet o swoje prawa stanowiła główną determinantę filmowej wypowiedzi. Podejrzewam, że dla osób, którym nieznany jest ten tytuł, obejrzenie go zaraz po Juliecie okazałoby się wstrząsem. Wszystko przez wieloletnią przemianę jakiej przez 36 lat doświadczały bohaterki, a wraz z nimi sam twórca. Niegdyś buńczuczne, zawadiackie, ostentacyjnie walczące o swoje prawa, łagodnieją. I tak naszym oczom ukazuje się dojrzała kobieta – tytułowa Julieta – już nie tak rozkrzyczana i charakterystyczna, jak kobiety Volveru. W Juliecie odnajduję powściągliwość i racjonalizm, z jakim dotąd się nie mieliśmy do czynienia. Kobieta ta jest symbolem przemiany wszystkich Almodóvarowych bohaterek. W tym sensie tytuł ten postrzegam jako klamrę wieńczącą i łączącą dorobek w spójną całość.

Do grona ewidentnych plusów zaliczyć należy także potęgującą wrażenia muzykę Alberto Iglesiasa. Nawiązuje ona stylistycznie do poprzednich wspólnych dokonań kompozytora i reżysera. Dodam, że z moich obliczeń wynika, jakoby był  to ich dziesiąty wspólny film.

Chavela Vargas - Si No Te Vas (Banda Sonora de "JULIETA" de Pedro Almodóvar)

NAJBARDZIEJ ZAPADAJĄCY W PAMIĘCI FRAGMENT

Michał: Chyba najbardziej w głowie został mi moment, kiedy Antía, wraz z koleżanką suszą Juliecie głowę ręcznikiem, zakrywając jej twarz. Po zdjęciu ręcznika ukazuje nam się aktorka wcielająca się w starszą wersję tytułowej bohaterki. Ten fragment stanowi taki punkt graniczny, ostatecznie przekształcając pełną życia Julietę, w kobietę, którą stała się później – zdewastowaną tragedią, jaka ją spotkała.

Magdalena: Otóż to! Ta symboliczna zmiana/podmianka aktorek, to także rytualny proces przemiany zachodzącej zarówno w bohaterce, jak i w każdej kobiecie po przejściach. O tym właśnie traktuje Julieta; o sytuacjach nie do przełknięcia, których skala narasta do poziomu powodującego przepoczwarzenie jednostki w kogoś zupełnie innego. Relatywnie podobny, sugestywny proces miał miejsce np. w Skórze, w której żyję.

Ponadto ciekawym zabiegiem, jakiego nie pamiętam z poprzednich filmów, jest niezamykające pola interpretacyjnego zakończenie. Bo choć mamy nadzieję na pozytywne rozwiązanie problemu, nie wiemy przecież, jak zachowa się córka Juliety. Tego rodzaju niedosłowność otwiera przestrzeń dla dialektyki wyobrażeniowej widza. Dla mnie osobiście jest to niezmiernie inspirujące i twórcze doświadczenie.

julieta5

SPRAWY TECHNICZNE

Michał: Wszystkie kadry zdają się być starannie przemyślane i są przepiękne, zdjęcia w tym filmie to prawdziwe dzieło sztuki (oczywiście główna w tym zasługa operatora, Jean-Claude’a Larrieu). Jak chociażby pierwsza scena, o której wspomniałaś, Magda, na początku – zbliżenie na czerwoną satynę układającą się w waginalny kształt. Czy praktycznie cała akcja dziejąca się w pociągu, która jest prawdziwą wizualną laurką.

Magdalena: Laurką dla piękna człowieka, a także Madrytu i całej Hiszpanii, której wciąż wierny jest twórca.

julieta3

POSTACIE I AKTORSTWO

Michał: Właściwie od samego początku, kiedy tylko pokazała się na ekranie, bez reszty uwiodła mnie Adriana Ugarte, czyli młodsza wersja Juliety. Od nastroszonej i pstrokatej dziewczyny z lat 80. po bardziej stonowaną, klasyczną kobietę, Ugarte przykuwała uwagę nie tylko swoją nietuzinkową urodą, ale też naprawdę niezłą grą aktorską.

Magdalena: W jednym z wywiadów Pedro Almodóvar powiedział, że chciał zrezygnować z szastania ekspresyjnością uczuć na rzecz emocjonalności od wewnątrz. Faktycznie, aktorzy są dużo bardziej naturalni niż ci, do których zostaliśmy przyzwyczajeni. Emma Suárez – dojrzała wersja Juliety – dusi w sobie niepokój i jedynie momentami oczom pozwala przejawiać wzruszenie i ból. Jest to pierwsze spotkanie twórcy zarówno z tą aktorką, jak i z Adrianą Ugarte. Nowa jakość przekazywanych przez Almodóvara wrażeń, nietradycyjna jak na niego subtelność, powiązana została z aktorstwem odmiennego kalibru od tego, do jakiego przywykliśmy. Wszystko to jest spójne i przemyślane. Reżyser Przelotnych kochanków nie byłby jednak sobą, gdyby nie obsadził w najnowszym obrazie choć jednej ze swoich stałych współpracowniczek. Nie postawił jednak ani na Penélope Cruz, ani też na Carmen Maurę, a na najbardziej charakterystyczną ze wszystkich kobiet, z jakimi dotąd pracował – Rossy de Palmę. Aktorka znana m.in. z Kobiety na skraju załamania nerwowego, Kwiaty mego sekretu czy Kiki wprowadziła do fabuły komediową nutę przełamującą patetyczny wydźwięk filmu. W Juliecie znalazł także swoje miejsce Dario Grandinetti, czyli Marco z Porozmawiaj z nią. Dzięki niewymuszonemu aktorstwu zaszczepił w obrazie racjonalny i naturalny męski pierwiastek .

Michał: W przeciwieństwie do Daniela Grao i Joaquína Notario, wcielających się kolejno we wcześniejszego partnera i ojca Juliety. Ich postacie były raczej stereotypowym przedstawieniem “typowego faceta”, dla którego nie istnieje coś takiego jak związek monogamiczny. W swoich rolach sprawdzili się jednak znakomicie.

Magdalena: W kinie Almodóvara nie istnieją stereotypy! Typowa dla niego jest nieschematyczność. W tym sensie prowadzenie podwójnego życia nie umieszczałabym w szufladzie męskich grzechów, a raczej ludzkich zaniechań.

julieta4

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Magdalena: Zapewne Julieta w rękach Hanekego miałaby o wiele bardziej dramatyczne zwroty i przygnębiające zakończenie. U Almodóvara zaś telenowelowa fabuła przyjmuje różnobarwną paletę kolorów, tych widzialnych dla oczu, ale dostrzegalnych jedynie dla serca. Tu pstrokate kolory, którymi Hiszpan od zawsze maluje swe obrazy, z jednej strony kontrastują z powagą sytuacyjną, z drugiej zaś nierozerwalnie łączą się z intensywnością emocjonalną zastanych postaci. Paradoksalność kina tego reżysera polega na tym, iż może ono posiadać cechy charakterystyczne dla tzw. złej czy niskiej sztuki – w tym wypadku jedynie bogatą kolorystykę, podobną do tej z telenoweli – a wbrew temu jest kinem wybitnym. Jest kinem „offowym”, a jednak przez wielu oglądanym i cenionym.

Julieta dowodzi temu, że gdy inni reżyserzy tracą formę, nie wnosząc do historii kina świeżości – nie mam tu na pewno na myśli wspomnianego twórcy Białej wstążki, a np. Woody’ego Allena, który w 2009 roku wraz z Poznasz przystojnego bruneta przestał mnie zadziwiać – Almodóvarowa drama jest wciąż w grze. Reżyser nie poprzestaje zwiększać wielości środków filmowego przekazu. Liczę, że ciąg dalszy nastąpi… Gracias, Pedro!

Michał: Cóż więcej mogę dodać? Do Almodóvara zawsze miałem pozytywny stosunek, mimo że tak wielu jego filmów jeszcze nie widziałem. Po seansie Juliety na pewno utwierdziłem się w tym przekonaniu. Reżyser pokazał niezwykłą wrażliwość i całą gamę emocji, od miłości, po czarną rozpacz. Ja w każdym razie czuje się przez Julietę “kupiony” i wydaje mi się, że nie byłem jedyną osobą na sali kinowej, która pod koniec seansu uroniła łzę.

julieta1

Fot.: Gutek Film

Podobne wpisy:

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *