każdy ma swoje lato

Wielogłosem o…: „Każdy ma swoje lato”

Dziś swoją premierę ma film obyczajowy Każdy ma swoje lato w reżyserii Tomasza Jurkiewicza, znanego publiczności z takich filmów dokumentalnych oraz etiud jak Dni przemiany czy Gdyby ryby miały głos. Dystrybutorem filmu jest Aurora Films, my natomiast objęliśmy produkcję patronatem medialnym. Mimo że udało się przeprowadzić premierę w czasach pandemii i pierwszy oficjalny pokaz w Kinie Elektronik można uznać za sukces w obecnych warunkach, to sytuacja epidemiologiczna w kraju jest taka, że kina znowu za kilka dni będą zmuszone do zamknięcia na najbliższe tygodnie. Dlatego też śpieszcie się, żeby obejrzeć ten film w kinie jeszcze w ten weekend! O tym, co urzekło ich w tej produkcji, rozmawiają Sylwia i Mateusz. 

WRAŻENIA OGÓLNE 

Mateusz Cyra: Filmy w dystrybucji Aurora Films są dla mnie „na dzień dobry” symbolem dobrego kina, dlatego po debiucie fabularnym Tomasza Jurkiewicza spodziewałem się właśnie tego. Dodatkowym atutem, podnoszącym poprzeczkę jeszcze przed seansem, był fakt, że w obsadzie znalazła się Sandra Drzymalska, której karierę bacznie obserwuję od czasów jej spektakularnego występu w filmie Powrót z 2018 roku. Dlatego też oczekiwania miałem wysokie. Z drugiej strony, gdzieś z tyłu głowy zachodziła obawa, że Każdy ma swoje lato to w końcu film polski, a te nie zawsze dobrze wychodzą. 

Sylwia Sekret: Każdy ma swoje lato ma swój specyficzny klimat, który jest wyczuwalny od pierwszej do ostatniej sceny. Spokojne lato w pewnej niewielkiej mieścinie, zmrużone od słońca oczy, letni świergot ptaków w tle, błękitne niebo, może nawet przygryziona trawa – czuć, że tu nie wydarzy się nic wielkiego – przynajmniej pozornie. Ale to właśnie te małe ludzkie dramaty okazują się najważniejsze. I to na nich opiera się film Jurkiewicza i to one wyczuwalne są od samego początku. 

RYS FABULARNY

Mateusz: Trzebinia. Czasy współczesne (o czym świadczy choćby telefon komórkowy głównego bohatera). Do tego niewielkiego, ospałego miasteczka w środku lata przyjeżdża młoda dziewczyna, Agata, żeby pracować dorywczo jako kucharka na Oazie organizowanej przez miejscowy kościół dla młodych dziewczynek. Pojawienie się Agaty będzie dla siedemnastoletniego Mirka momentem przełomowym w jego życiu.  

Sylwia: Ale to nie jedyny przybysz, który tego lata zjawi się w Trzebini. Również mama Mirka stanie przed szansą na coś, co już chyba wykreśliła ze swojego życia, pogrążona w kościelnych obowiązkach i tych domowych, które skupiają się na opiece nad wiekowym ojcem, żyjącym w swoim świecie, co Mirkowi i jego mamie przysparza ciągłych problemów. Można powiedzieć, że choć sama Trzebinia nie zmienia się ani o jotę, to Mirkowi i Stanisławie zaczyna ona jawić się w zupełnie nowych barwach. 

WADY I ZALETY FILMU

Mateusz: Nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, ale Każdy ma swoje lato w pewnym momencie mocno zaczął kojarzyć mi się z filmem Zjednoczone Stany miłości Wasilewskiego.

Sylwia: Tak! Kiedy tylko mama Mirka zaczyna być postacią o wiele bardziej wielowymiarową, niż zapowiadało się na początku, również miałam w głowie cały czas porównanie do tego – znakomitego zresztą – filmu!

Mateusz: Omawiany dziś debiut Jurkiewicza ma w sobie podobną ciężkość i duszność, krążącą nad głowami bohaterów a otoczenie, w którym przyszło im funkcjonować, jest równie nijakie i brzydkie. Zresztą wspólnym mianownikiem obu produkcji jest moim zdaniem usilna próba poszukiwania szczęścia, dążenia do niego, chwytania się go za wszelką cenę, nawet wtedy, gdy może nas to jeszcze bardziej poranić. 

Sylwia: Masz rację. Ja do tego wspólnego mianownika dodałabym jeszcze ten krzyk, który z obydwu filmów aż się wylewa. Krzyk, który przybiera różne formy i różnie można go interpretować. Krzyk niemocy, bezsilności, czasem radości, czasem nadziei. Przede wszystkim jednak krzyk, który mówi: „Ktoś musi mnie zauważyć. To, że jestem, że czuję, że chcę, że się boję. Że chcę kochać, ale nie wiem, czy jeszcze (bądź już) potrafię”.

Mateusz: Oczywiście porównanie do filmu Wasilewskiego uważam za ogromny atut filmu Jurkiewicza, bo bardzo wysoko cenię Zjednoczone Stany miłości, które, mimo że mają „na karku” niemal pięć lat – siedzą we mnie do dziś.

Sylwia: We mnie również!

Mateusz: Każdy ma swoje lato również ma szansę zostać ze mną na dłużej, bo reżyserowi w tak krótkim metrażu (zaledwie siedemdziesiąt siedem minut) udało się zmieścić wiele ludzkich dramatów i mimo faktu, że niektóre historie zostały zaledwie naszkicowane przez scenariusz (relacje Agaty z jej matką, które są dla dziewczyny główną wymówką dla jej własnych zachowań lub tajemnica z przeszłości dziadka Mirka), to w niczym to nie ujmuje całej opowieści. Na świeżo po seansie tkwiłem w przekonaniu, że brak obrania konkretnego kierunku przez reżysera może być traktowany jako wada – mamy tu w końcu do czynienia trochę z dramatem, trochę z komedią; trochę Każdy ma swoje lato jest filmem o dorastaniu, a trochę o tym, że nigdy nie jest za późno na wzięcie życia w swoje ręce. Jednak teraz wychodzę z założenia, że w tym przypadku udała się ta nieprosta sztuka stworzenia filmu takiego, jakie jest prawdziwe życie, a w nim mamy przecież i trochę komedii, i trochę dramatu.  

Sylwia: Od siebie chciałabym dodać, że ogromnym plusem filmu Każdy ma swoje lato, jest jego pozostawanie w niedopowiedzeniu, a raczej w: „niewypowiedzeniu”. Właściwie nic tu nie pada wprost. Bohaterowie nie mówią o swoich lękach, problemach, przeżyciach. Nawet kiedy wybuchają, to wulkan emocji wylewa z nich raczej lawę przekleństw i ostrego tonu, ale prawdziwy ból zostaje w  środku, by nadal zasilać to  aktywne w nas do samego końca ognisko wulkaniczne.

Ten film jest niesamowicie uniwersalny i zdziwiłabym się, jeśli w którymś momencie ostatecznie nie udałoby mu się trafić w jakiś sposób do prawie każdego. Choćby jedną sceną, jednym dialogiem, drobnostką. To opowieść o ludziach takich, jakimi jesteśmy na co dzień – bez wielkich pieniędzy, bez ogromnych sukcesów, bez sławy, bez upiększania, bez filtrów. Każdy ma swoje lato to dzieło bardzo spójne i pogodzone ze sobą, co wychodzi mu tylko na dobre. Debiut Tomasza Jurkiewicza w żadnym momencie nie udaje filmu, którym nie jest, nie aspiruje do dzieła, którym nie będzie, i mam wrażenie, że dzięki temu, twórcom wyszedł film jeszcze lepszy, niż być może sami mieli na to nadzieję.

Sukces tego filmu tkwi w tym, że skupia się na ludziach, a wszystkie pozostałe sprawy dopasowują się plastycznie do tego ludzkiego kształtu.

PROBLEMATYKA

Mateusz: Zdążyłem już przed chwilą trochę o tym wspomnieć, ale teraz troszeczkę to rozwiniemy – Każdy ma swoje lato to film bardzo życiowy. Przede wszystkim jest to film o próbie odnalezienia szczęścia i zatrzymania go przy sobie tak długo, jak to tylko możliwe. Poszukiwania te są tak różne, jak różni jesteśmy my – ludzie. Jedni porzucili nadzieję tak dawno, że gdy szczęście pojawia się na horyzoncie, zaciekle z nim walczą, mając w świadomości to, co może przyjść potem. Inni z kolei uczepili się kurczowo ostatniego szczęśliwego momentu, jaki pamiętają, i mają nadzieję, że uda im się ponownie te chwile odtworzyć. 

Sylwia: Uff… Pisanie o problematyce tego filmu to nie lada wyzwanie. Po pierwsze dlatego, że skrywa on w sobie masę mniejszych i większych tematów, które porusza. Po drugie dlatego, że przez swoją niedosłowność, o której wspominałam wcześniej, wiele zależy od nas samych, jako odbiorców – jak ten film zinterpretujemy, w jakim stopniu da nam do myślenia, o czym będzie dla nas opowiadał przede wszystkim, i co z tego wszystkiego zostanie w nas na dłużej. Tym bardziej że film przedstawia w zasadzie trzy pokolenia i w zależności od wieku oglądającego również inne będzie spojrzenie i postrzeganie tej produkcji.

Każdy ma swoje lato to opowieść o akceptacji i miłości, o szukaniu swojego miejsca w życiu i swojego szczęścia – to w miarę oczywiste i myślę, że twórcy się z tym nie kryli. Dla mnie to również w dużej mierze opowieść o przemijaniu i o tym, że każde pokolenie w końcu się zestarzeje, a młodość i oczekiwanie na to, co dopiero nadejdzie, zostanie w przeszłości. Równocześnie więc jest to dla mnie przypowieść o tym, że w takim samym stopniu młodość powinna mieć szacunek i empatię dla starości, jak i starsi powinni być wyrozumiali dla młodzieży i także ją szanować. Bo ci pierwsi będą kiedyś na miejscu starych, a starzy byli przecież kiedyś młodzi. I właśnie tak interpretuję także tytuł filmu, który swoją drogą uważam za rewelacyjny, trafiający w sedno, a jednocześnie zostawiający pole do interpretacji. Bo debiut Jurkiewicza to właśnie opowieść o tym, że każdy ma swoje lato – nieważne, czy było ono dawno, dawno temu i pamiątka po nim została jedynie na starym, czarno-białym zdjęciu, czy trwa teraz, sprawiając wrażenie, jakby nigdy miało się nie kończyć, wiecznie racząc nas ciepłymi promieniami słońca i świadomością, że mamy jeszcze czas na wszystko – na miłość, na zabawę, na wybaczenie i odkupienie. A świadomość, że mamy jeszcze czas, by naprawić błędy, jest bezcenna. 

Ale każdy ma swoje lato może znaczyć również to, że każdy ma swoją małą tajemnicę, swój błąd młodości albo po prostu czas, w którym nie liczył się z konsekwencjami. I to wcale nie musi być młodość. Każdy ma swoje lato – swój czas szaleństw, czas popełniania głupot, czas miłostek skazanych na porażkę, czas wielkich nadziei i rozczarowań. Każdy z nas nosi lub będzie nosił w sobie takie lato (które może mieć miejsce jakąkolwiek inną porą roku), którego nie zapomni do końca życia. 

NAJBARDZIEJ ZAPADAJĄCA W PAMIĘĆ SCENA

Mateusz: Było kilka. Wymienię tylko jedną, bo uderzyła mnie chyba najmocniej. Chodzi oczywiście o fragment, w którym ojciec Stanisławy przeszkadza córce w uprawianiu miłości, na przemian zapalając i gasząc światło. Niemal dziecięcy wybuch rozpaczy niemłodej przecież kobiety jest doprawdy uderzający. To bardzo ważna scena, stanowiąca dla tej bohaterki moment, w którym coś się w niej zmieniło.

Sylwia: Ja bym powiedziała raczej, że nie tyle zmieniło, ile po prostu wybuchło, bo do tej pory skrywała to nawet przed samą sobą. Gorzkie słowa, które padają z jej ust, w kilka sekund dają nam namiastkę bardzo smutnej historii kobiety, która nie miała czasu i okazji pomyśleć o własnym szczęściu. Tak, to jest bardzo mocna scena i cieszę się, że o niej wspomniałeś. Zapada w pamięć i została też świetnie odegrana. 

Mnie również utkwiła w głowie scena, podczas której w środku upalnej nocy dziadek siada przy łóżku Mirka, mówiąc: Życie jest piękne. Dlaczego zapamiętałam tę scenę? Nie wiem. Ale coś było w niej takiego, co ścisnęło mnie za gardło. Bo czy w pierwszym odruchu nie pojawia się myśl, że powinno być na odwrót? Czy to nie nastolatek, który ma całe życie przed sobą i właśnie przeżywa letni romans, powinien wygłosić takie zdanie? Tymczasem pada ono z ust starego, schorowanego człowieka, któremu pozostały głównie wspomnienia i który musi zdawać sobie sprawę (nawet jeśli miałyby to być tylko przebłyski), że jest (albo przynajmniej bywa) ciężarem dla swojej rodziny.

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Mateusz: Agata to buntowniczka z wyboru. O jej przeszłości wiemy niewiele ponad to, co sama opowie Mirkowi. Wiemy jednak, że dziewczyna ma koszmarne relacje z matką i to od tej relacji głównie ucieka w swoim życiu. Dziewczyna ubiera się wyzywająco (przynajmniej jak na standardy osób związanych z Oazą), nie widzi nic złego w przygodnym seksie, dużo pali i mimo tego, że ogólnie jest sympatyczna, to potrafi odpowiedzieć solidną wiązanką, jeśli ktoś ją zaatakuje lub jej podpadnie. Agata musiała sporo oberwać od życia, bo gdy widzi szansę na normalną relację z młodym i ułożonym chłopakiem, to za każdym razem ucieka w popłochu, a postawiona pod ścianą rozwiązuje sytuację w najgorszy możliwy sposób, raniąc, kogo tylko może. 

Sylwia: Dla mnie najciekawszą postacią z całego filmu, bez dwóch zdań, jest mama Mirka, Stanisława. Zafascynowała mnie przemiana, nie jaką przeszła ta postać, a jaką przeszło moje nastawienie wobec niej. Rzadko zdarza mi się aż tak zmienić uczucia wobec postaci z filmu. Tymczasem moje pierwsze wrażenie można opisać jako totalny niesmak, wręcz obrzydzenie postacią Stanisławy. Wydała mi się skrajną bigotką, która pod płaszczykiem wiary skrywa nienawiść do drugiego człowieka. Jednak w miarę upływu fabuły okazywało się, że jest to kobieta, której życie nie oszczędzało. Ale nawet to nie tłumaczyłoby jej wrogiego nastawienia do innych, którzy nie zachowują się tak, jak ona by sobie tego życzyła. Tyle że to nastawienie również ulega zmianie, a raczej okazuje się, że jest jedynie jakimś kolejnym okryciem wierzchnim, które ochrania ją przed wieloma czynnikami. Aż szkoda, że nie poznajemy tej postaci jeszcze lepiej. Taki jest jednak ten film – jednym z efektów oglądania, jest rozmyślanie o historiach skrywających się za twarzami jej bohaterów. O tych dodatkowych, które nie zostały całkiem opowiedziane. Chciałoby się poznać historię Agaty i jej matki, historię dziadka i Marysi, historię Stanisławy sprzed wielu lat. Tymczasem musi nam wystarczyć świadomość, że każda z tych postaci miała swoje lato lub dopiero ma je przed sobą. 

AKTORSTWO

Mateusz: Co tu dużo mówić – nie będzie chyba żadnym zaskoczeniem, jeśli powiem, że pion aktorski filmu Każdy ma swoje lato, czyli kwartet Poddębniak-Grzybowski-Drzymalska-Przygoda, świetnie się uzupełniał i wszyscy dali popis zarówno indywidualnie, jak i jako grupa. W tym filmie czuć nieustanną chemię między bohaterami, nie tylko w podtekście erotycznym. Tak między Mirkiem i Agatą, jak i między Stanisławą i Agatą czy też między Dziadkiem Mirka a jego najbliższymi. Są takie filmy, gdy widz czuje, że kwestie są tylko wypowiadane, a emocji brakuje, ponieważ są mizernie udawane. Nic takiego nie ma miejsca w fabularnym debiucie Jurkiewicza. Tutaj co jakiś czas wybuchają małe trzęsienia ziemi, które przetykane są przysłowiową ciszą przed burzą. Perfekcyjnie zagrana produkcja. Z ogromnym wyczuciem i bez przesady. Przed filmem myślałem, że Sandra Drzymalska pozamiata i zostawi kolegów po fachu daleko w tyle, na szczęście dla tej produkcji nie tylko Drzymalska ociera się tutaj o znakomitość. 

Sylwia: Tak, aktorzy spisali się świetnie, choć ja nie będę bała wyróżnić się dwojga z nich. Maciej Grzybowski (dziadek Mirka) i Anita Poddębniak (Stanisława, mama Mirka) moim zdaniem w tym wypadku przyćmili odrobinę młodszych kolegów i koleżanki po fachu. Oczywiście Drzymalska i Przygoda zagrali bez zarzutu, ale to starsi aktorzy zrobili na mnie ogromne wrażenie i sprawili, że ten film jest tak emocjonalny. Anita Poddębniak zagrała moim zdaniem rewelacyjnie i dziwię się, że sama nie znałam jej do tej pory z żadnej roli.

KWESTIE TECHNICZNE

Mateusz: Chociaż akcja filmu dzieje się raczej współcześnie, czego niezbitym dowodem jest kolorowy wyświetlacz smartfona głównego bohatera oraz seans Planety Singli 3 oglądany przez bohaterów w lokalnym kinie, to zdecydowana reszta scenografii oraz użytych w filmie lokacji budzi już skojarzenia z późnymi latami dziewięćdziesiątymi. Po mieście jeżdżą stare i sfatygowane samochody, stacja kolejowa jest raczej zapuszczona, a wnętrza mieszkań oraz sklepów (meblościanki, sfatygowane, emaliowane garnki pamiętające chyba PRL, stare lodówki i ceraty na stołach) sprawiają wrażenie, jakby zatrzymał się dla nich czas. Jestem przekonany, że dla twórców było to narzędzie do pokazania, że w życie bohaterów wkradła się stagnacja, a miasteczko trwa w nieskończonym letargu i tak naprawdę dla postaci występujących w filmie szans na odmianę codzienności jest tyle, co kot napłakał.  

Sylwia: Masz rację, w filmie świetnie udało się oddać to, jak bardzo Trzebinia tkwi nawet nie tyle w przeszłości, ile w swego rodzaju zapomnieniu. Miało to (i się udało) podkreślić beznadzieję, w jakiej tkwią pozornie bohaterowie i jednocześnie to, że wbrew temu, lato (jakkolwiek interpretowane) może pojawić się nawet w takiej mieścinie. Film zapamiętałam jako bardzo słoneczny i jasny, co biorąc pod uwagę zarówno porę roku, jak i tytuł, było jak najbardziej zamierzone. Kwestie techniczne prezentują się w filmie bez zarzutu – subtelnie uwypuklając to, co powinno zostać uwypuklone.

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Mateusz: Każdy ma swoje lato to fajna propozycja filmowa. Zwłaszcza jeśli w polskim kinie szukacie odtrutki na kolejne głupawe komedyjki romantyczne, które już nawet nie różnią się obsadą, lub na karykaturalne filmy Patryka Vegi. Fabularny debiut Jurkiewicza to dzieło dobrze zrealizowane, świetnie zagrane i odpowiednio wyważone. 

Sylwia: Każdy ma swoje lato to trudny film, wzbudzający emocje zależne od tego, na jakim etapie życia jesteśmy. To historia o zwykłych ludziach i ich przeszłości, o popełnianych błędach i tego, jakie mogą nieść konsekwencje – nie tylko dla nas. To film o wakacyjnej miłości, jakiego jeszcze nie widziałam. Bo żeby z taką gracją opowiadać o letnim młodzieńczym zakochaniu, splatając to tak ciasno z historią o przemijaniu, o niewątpliwych cieniach starości, o rozpaczliwym krzyku utraconych szans… – to się naprawdę rzadko zdarza. I choć ogląda się to trudno i chwilami ze ściśniętym sercem – są to chwile jak najbardziej wartościowe. 


Przeczytaj także:

Wywiad z Sandrą Drzymalską

każdy ma swoje lato

Write a Review

Opublikowane przez

Mateusz Cyra

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel portalu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Prowadzący cykl "Aktualnie na słuchawkach". Wielbiciel kina, który od widowiskowych efektów specjalnych woli spektakularne aktorstwo, a w sztuce filmowej szuka przede wszystkim emocji. Koneser audiobooków. Stan Eminema. Kingowiec. Fan FC Barcelony.  

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *