Mr. Robot

Wielogłosem o…: „Mr. Robot”, sezon 2

Mr. Robot odsłona druga, czyli Powrót króla. Serial produkcji USA Network był jednym z największych objawień, a już na pewno największych zaskoczeń zeszłorocznej ramówki. Nikt nie spodziewał się, że stacja, której chyba jedynym innym hitem jest (a raczej było) W garniturach, będzie w stanie wypuścić serial, który już po pilotażowym odcinku, dzięki przychylnym opiniom, dostanie zielone światło na cały pierwszy sezon. Elliot Alderson i przyjaciele (żarcik, Elliot nie ma przyjaciół) podbili serca widzów i krytyki ładnych kilka miesięcy temu, istniały jednak obawy, czy kontynuacja tej historii może jeszcze czymś zaskoczyć, czy nie był to jednorazowy wybryk? Zdaniem dwójki naszych redaktorów, Michała i Przemka, wszystkie obawy można rzucić w kąt.  Rami Malek zdobywa nagrodę Emmy, a Mr. Robot zaskakuje jeszcze bardziej niż rok temu. Zdaniem naszych, współtworzących ten wyjątkowo zgodny Wielogłos, chłopaków zarówno klimat, intrygujący sposób prowadzenia akcji, jak i ilość fenomenalnych scen powodują, że omawiany tu serial zasługuje na miano jednego z najlepszych obecnie emitowanych. Jeśli chcecie więc sprawdzić, czym tak bardzo zachwycił naszą redakcję drugi sezon jednego z największych telewizyjnych przebojów 2015 roku, zapraszamy do tekstu poniżej. Zakładamy jednocześnie, że zasiadacie do tej lektury zaznajomieni z oboma sezonami Mr. Robot, jeśli nie, to UWAGA na MORZE SPOILERÓW. Czytacie na własną odpowiedzialność.

WRAŻENIA OGÓLNE

Przemek Kowalski: Mr. Robot wrócił i znów zrobił robotę jak trzeba! Po pierwszym sezonie zadawano sobie pytania, czy serial może jeszcze zaskoczyć, czy twist z końcówki pierwszej odsłony nie jest już wszystkim, na co stać twórców. Umówmy się jednak, że wspomniany twist wielce zaskakujący nie był – nie miał być. Tak naprawdę cel był inny. I to samo, tyle że jeszcze bardziej pokręcone, dostajemy w sezonie drugim. Nie ma tu prostych odpowiedzi, a te, które z pozoru wydają nam się istotne i które wydaje nam się, że znamy, zanim sami twórcy odsłonią karty, okazują się być podpuchą, czymś, co tak naprawdę nie ma znaczenia. Genialne! Mr. Robot to serial droczący się z widzem w inteligentny sposób, to rozrywka na poziomie dla większości innych produkcji małego ekranu nieosiągalnym. Z lekkimi obawami, ale i wielkimi nadziejami zasiadałem do kolejnych dziesięciu epizodów, na szczęście okazało się, że obawy były bezpodstawne, a nadzieje spełniły się i to z nawiązką. Jak na mój gust odsłona druga przebija nawet tę pierwszą, a Mr. Robot zdecydowanie zalicza się w tym momencie do ścisłej czołówki najlepszych emitowanych obecnie w telewizji seriali.

Michał Bębenek: Pozostaje mi tylko przyklasnąć Twoim słowom. Mr. Robot i jego twórca, Sam Esmail, pokazali, jak należy robić serial. Jak przykuć widzów do ekranu i zmusić ich do zastanawiania się nawet w sytuacji, kiedy wydaje się, że główne twisty są przewidywalne, a Internet już dawno przejrzał zamysły twórców (jak chociażby cały motyw z więzieniem, który był tutaj tym, czym dla poprzedniego sezonu była prawdziwa tożsamość Pana Robota). Ale, tak jak napisałeś Przemek, to nie o to tutaj chodzi! Pod tym, co dało się przewidzieć, Esmail ukrył bowiem drugie dno, które tak czy siak było dla nas zaskoczeniem. A nawet jeśli nie dla każdego, to jakby nie patrzeć, oglądanie Mr. Robota to bardzo satysfakcjonujące zajęcie, pozwalające na budowanie własnych teorii i obserwowanie, jak serial je w świetnym stylu potwierdza lub jak dzieje się coś zupełnie innego, czego jeszcze nie było.

Przemek: …jakby nie patrzeć, oglądanie Mr. Robota to bardzo satysfakcjonujące zajęcie. Amen. W tym momencie moglibyśmy w zasadzie zamknąć tekst, tyle że trzeba jeszcze plusy wymienić…

mrrobot_s2_ep12_elliotrobot

PLUSY I MINUSY SERIALU

Przemek: Część plusów wymieniłem już wyżej. Zaliczyć tu można inteligentne droczenie się z widzem i ogólnie rzecz ujmując wysoki poziom. W czym poziom ten się przejawia? Prościej byłoby spytać, w czym nie. Duszny, ciasny, schizofreniczny klimat, który udaje się osiągnąć zarówno przez pracę kamery, jak i świetnie wpasowanych aktorów (oni dostaną tu jeszcze swoją „rubrykę”, więc nie będę się w tym momencie rozdrabniał). Wszystko w tym serialu jest przemyślane od początku do (mam nadzieję) końca. I nie jest to żaden prosty schemat, nie ma tu szablonu. Każda (no, prawie) scena do czegoś prowadzi, każdy dialog tak samo. A my, widzowie, możemy tylko siedzieć jak na szpilkach i zastanawiać się, czym zaraz zostaniemy zaskoczeni, co jest prawdą, a co kłamstwem? Budowanie napięcia to kolejny atut, a można by ich pewnie jeszcze kilka znaleźć, bo tak naprawdę Mr. Robot zawiera praktycznie same plusy i jeden tylko minus.

Co jest tą jedyną rzeczą, jaką mogę mu zarzucić? Nie w każdym wątku oczywiście tak jest, ale trzeba przyznać, że niektóre są nieco rozwleczone, rozciągnięte. Z jednej strony jest to ok, bo serial ma swoje tempo, a wszystko tak czy inaczej w końcu się zazębia, jednak jak udowodnił ostatni odcinek, niektóre rzeczy można było pokazać wcześniej i nie robić z nich wielkiego halo (przykładem niech będzie wątek Joanny). No i według mnie to tyle, jeden tyci minusik w morzu zalet.

Michał: Niektórym wątkom rzeczywiście można by zarzucić lekkie rozwleczenie, ale kompensuje to cała reszta. Mr. Robot to wizualne mistrzostwo, celowo wprowadzające widza w stan niepokoju i stłamszenia, chociażby poprzez pokazywanie postaci na samym skraju ekranu, z twarzami zwróconymi poza kadr (czyli w sposób zupełnie przeciwny, niż powinno się “poprawnie” kadrować). Nadaje to dialogom między postaciami niesamowitego klimatu, tak jakby każda z nich przebywała w swoim własnym, wyizolowanym świecie, pomimo prowadzenia rozmowy z drugą osobą. A wszystko oczywiście uzupełnione jest doskonale dobraną muzyką (przypomnijcie sobie chociażby scenę z Elliotem i Angelą w metrze, w jednym z ostatnich odcinków).

Przemek: Dokładnie! Sposób kręcenia tego serialu powoduje uczucie klaustrofobicznego osaczenia i JEST TO NIESAMOWITA ZALETA! Każdy jeden bohater tego serialu, nawet kiedy działa z kimś wspólnie, jest sam. Sam jak palec. Smutne to, ale jakże prawdziwe.

robot_s2ep3_elliotphone

NAJLEPSZY ODCINEK/SCENA

Michał: Bardzo trudno jest wskazać jeden odcinek albo jedną scenę, bo było ich naprawdę sporo. Do takich, które najbardziej zapadły mi w pamięć, zdecydowanie zaliczyć trzeba epizod szósty – m4ster_s1ave.aes, który zastosował zagranie, jakiego jeszcze nigdy nie widziałem w historii telewizji (pierwszych 15 minut nakręconych jako rozgrywający się w głowie Elliota sitcom z lat 80., w którym pojawia się nawet pewna postać doskonale znana ludziom wychowanym w tych czasach). Niesamowitą atmosferą odznaczał się też odcinek przedostatni – pyth0n-pt1.p7z, ocierający się niemal o klimaty Lynchowskie, a ich kwintesencją była wyjątkowo oniryczna scena z Angelą uwięzioną w tajemniczym pokoju, którego wyposażenie stanowił między innymi komputer Commodore. Wszystko to sprawia wrażenie, jakby nie działo się naprawdę, a sprawy zdecydowanie nie ułatwia nam Elliot, który od samego początku powtarza jak mantrę słowa: Rozbudzony umysł, śpiące ciało. W rozgryzieniu zagadki nie pomaga też wykorzystane w dwóch miejscach piosenek ze ścieżki dźwiękowej Powrotu do przyszłości (o oglądaniu którego wspominali Elliot z Angelą zaledwie odcinek wcześniej).

W tym samym epizodzie twórcy pokazali nam też, w niezwykle przejmujący sposób, jak smutne jest życie agentki DiPierro (jej “rozmowa” z Alexą – programem komputerowym reagującym na polecenia głosowe).

Przemek: Dwanaście odcinków, setki scen, a Michał wybrał te, które sam chciałem wybrać! ;). To, co wydarzyło się na początku odcinka szóstego, powinno przejść do historii telewizyjnego światka. Kiedy przeciętny widz myśli, że wie już o tym serialu wszystko, dostaje coś, po czym zaczyna się zastanawiać :“Czy ja oglądam wciąż ten sam serial?”, “Co tu się w ogóle dzieje?”. Naprawdę, jak długo i dużo (duuużo!!) oglądam seriali, tak czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Wymknęło się schematowi jak dawno nic się nie wymknęło. I to jest piękne! Ukoronowaniem tego…. hmmm “wyskoku”…  jest spotkanie dwóch postaci, które nie miały prawa nigdy, przenigdy spotkać się w jednej scenie. A jednak się spotkały. Mistrzostwo świata! Tak samo zgodzę się z Michałem odnośnie odcinka jedenastego, w którym emocje sięgnęły zenitu! Oglądałem i daję sobie rękę uciąć, że gdyby w tym czasie ktoś wszedł mi do domu i zaczął mnie okradać, to raczej w ogóle bym się zorientował. Na dokładkę po raz trzeci zgodzę się z przedmówcą. Scena “rozmowy” pani agentki FBI z programem komputerowym… normalnie płakać mi się chciało; dawno nie widziałem czegoś tak przygnębiającego.

robot_s2_ep6_familyshot

NAJGORSZY ODCINEK/SCENA

Przemek: Niełatwo wybrać najsłabszy odcinek, generalnie byłby to pewnie któryś z tych środkowych czyli czwarty, piąty, tyle że emitowane były one mniej więcej dwa miesiące temu, więc trudno mi nawet teraz sobie przypomnieć i wskazać konkretne przewinienia, po prostu akurat w środkowej fazie być może wkradło się troszkę pozornej nudy.

Co za tym idzie, jeśli już zmuszony jestem wskazać, to z bólem serca postawiłbym na ostatni, dwunasty epizod. I niech mnie tylko nikt źle nie zrozumie, nie był to odcinek słaby, tyle że tak się złożyło, że kilka poprzednich było fenomenalnych (na czele z jedenastym, który pierwotnie wraz z dwunastym miał stanowić jedną całość). Odcinki od 7 do 11 były kapitalne i pod koniec ja już naprawdę siedziałem jak na szpilkach z szeroko otwartymi ustami, dlatego też spodziewałem się, że sama końcówka zmiecie mnie totalnie. Nie zmiotła, była bardzo dobra, typowo w stylu Robota, jednak nie zmiotła. Twórcy dali nam kilka odpowiedzi, na które czekaliśmy (inna sprawa, że zostawili widzów z kilkoma kolejnymi pytaniami), oraz kilka świetnych scen (Joanna, akcja z pistoletem, telefon Angeli), jednak osobiście liczyłem na strzał między oczy. Dostałem tylko (albo aż) siarczysty policzek.

Michał: W sumie to do pewnego stopnia się z Tobą zgadzam. Jedenasty epizod wyznaczył tak wysoki poziom, że finał zwyczajnie mu nie podołał. Co oczywiście nie znaczy, że był to słaby finał. Wręcz przeciwnie, zakończył się w taki sposób, że jeszcze bardziej nie mogę się doczekać kolejnego sezonu, niż miało to miejsce w przypadku poprzedniej serii.

robot_s2ep1_darlene

Przemek: Jak już pisałem wyżej, nie ma w Mr. Robot słabych scen, praktycznie każda do czegoś prowadzi, dlatego tutaj jest mi jeszcze trudniej wskazać „zwycięzcę” niż w przypadku konkretnego odcinka. Jedyna scena, która przychodzi mi do głowy, nie jest słaba, ba, porusza widzem i to mocno, jednak jest dość… obleśna i proponowałbym nie oglądać jej w trakcie czy przed jedzeniem. Mowa o momencie (nie pamiętam, który to odcinek – trzeci? czwarty?) ,w którym Elliot wymiotuje połknięte wcześniej tabletki… po czym dłubiąc w tej obrzydliwej mazi, wyciąga te same lepkie pigułki i połyka je z powrotem. Co jak co, ale smaczne to to nie było.

Michał: Tak, to był odcinek trzeci – k3rnel-pan1c.ksd.

Przemek: Widzicie jakie tytuły noszą poszczególne odcinki? ;).

Michał: Taka ciekawostka – te tytuły mają rozszerzenia, które odpowiadają różnym technikom szyfrowania plików (w pierwszym sezonie były to formaty video). A co do omawianej sceny, to trudno powiedzieć, czy była potrzebna, ale patrząc na całość, to moim zdaniem była, mimo swojej obrzydliwości. Doskonale pokazuje desperację Elliota, który za wszelką cenę chce pozbyć się Pana Robota ze swojej głowy. Wcześniej Przemek ostrzegał mnie – nic nie jedz w trakcie tego odcinka, oczywiście w swojej naiwności założyłem, że jestem odporny na wszelkie filmowe paskudztwa i nie posłuchałem dobrej rady. Nie popełniajcie mojego błędu! ;).

Przemek: Michale, Michale, Michale drogi… czy ja Cię kiedykolwiek okłamałem? ;).

robot_s2_ep7_elliotprison

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI/ AKTORSTWO

Przemek: Omawianie postaci z tego serialu można zacząć wyłącznie w jeden sposób – od Elliota. To, że Rami Malek otrzymał ostatnio za tę rolę nagrodę Emmy, nie jest przypadkiem, ponieważ stworzona przez niego kreacja jest jedną z najlepszych męskich ról ostatnich lat. Główny bohater to wyalienowany, aspołeczny geniusz w dziedzinie hackowania, z którym nie da rady nawiązać bliższych relacji – nie pozwoli na to. Co nie zmienia jednak faktu, że nie da się z tą postacią nie sympatyzować. Mózg wielkiej operacji, o której (wydaje się że) nie ma pojęcia, człowiek zagubiony we własnych emocjach, który nie potrafi odróżnić, co jest prawdą, a co fikcją; walczący o siebie, o własne “ja”, raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem. W sezonie drugim Elliotowi udaje się zrozumieć kilka spraw – to, na jakich zasadach funkcjonuje on sam, jak i jego otoczenie, oraz kto tak naprawdę jest jego wrogiem. Bohater grany przez Maleka coraz mocniej dąży do odzyskania (czy kiedykolwiek ją miał?) kontroli nad swoim życiem, nie jest to jednak wcale łatwe, zwłaszcza kiedy twórcy zostawiają nas na rok z wielkim cliffhangerem dotyczącym jego osoby.

UWAGA! Będzie gruby spoiler…

Nie byłoby jednak problemów Elliota, gdyby nie tytułowy Pan Robot, czyli alter ego głównego bohatera, które jemu samemu objawia się pod postacią zmarłego ojca (w tej roli Christian Slater). Od samego początku serialu wyczuwamy, że Mr. Robot jest złem, tym, co popycha Elliota w mrok, tym co miesza mu w głowie. Okazuje się jednak, że wcale tak nie jest (przynajmniej niezupełnie). Alter ego w postaci ojca wytwarza również wokół Elliota barierę ochronną, niejednokrotnie broniąc bohatera. Brawa dla scenarzystów, ponieważ po pierwszym sezonie wydawało się, że postać grana przez Slatera nie ma już powoli racji bytu, tymczasem udało się ją rozwinąć.

KONIEC SPOILERA

robot_s2ep4_elliotrobotchess

Michał: Tymczasem po drugiej stronie barykady pojawia się zupełnie nowa dla serialu postać Dominique DiPierro – agentki FBI pracującej w wydziale do spraw cyberprzestępczości (w tej roli Grace Gummer, córka Meryl Streep). DiPierro dodała serialowi dodatkowego wymiaru, sprawiając, że o ile dotąd bez zastanowienia kibicowaliśmy poczynaniom fsociety, tak teraz sprawa nie jest już taka oczywista. Gummer wykreowała na tyle głęboką postać, że bardzo szybko można stać się jej fanem. Walcząca z hakerami agentka, obdarzona niesamowitą intuicją, czyniącą z niej świetnego detektywa i jednocześnie posiadająca komputerowe “skille”, których nie powstydziliby się członkowie organizacji Pana Robota. DiPierro stała się na tyle wyrazistą bohaterką, że w finale byłem kompletnie zdezorientowany, nie wiedząc już komu mam kibicować – jej czy Darlene?

robot_s2_ep5_dom

Przemek: To była córka Meryl Streep??? No to jest w takim razie lepsza od mamy! Tak, naprawdę to napisałem. Fantastycznie wpasowała się do obsady i jest to pierwszy stróż prawa w tym serialu, któremu chce się kibicować tak samo jak drużynie Elliota. A skoro już o tym mowa to kolejne dwie postaci, które zaliczyć można do „Team Elliot” to właśnie Darlene oraz Angela. Pierwsza to siostra głównego bohatera, druga z kolei jest najlepszą przyjaciółką z dzieciństwa. Z pozoru panie różnią się od siebie jak dzień od nocy czy ogień od wody, łączy je jednak miłość do tego zagubionego chłopaka oraz chęć pomocy. W porównaniu z odsłoną pierwszą, Darlene przypada w udziale większa władza w grupie hackerów, a co za tym idzie, spada na nią większa odpowiedzialność. Angela tymczasem przez większość sezonu wydaje się być irytująca z tą swoją miną upolowanej sarny. Summa summarum, obie przechodzą zmiany, zwłaszcza druga z pań, która ni stąd ni zowąd wysuwa się na pierwszy plan. Świetnie poprowadzone postaci, czego dowodem może być chociażby to, że ich dalsze losy (obok oczywiście losów Elliota) wzbudzają największe zainteresowanie i wydają się być najbardziej dramatyczne. Obu aktorkom można co prawda zarzucić, że grają jedną miną (oczywiście każda inną ;)), jednak czy stanowi to aż taki problem? Nie. Bo tu wszystko po prostu jakoś pasuje, nawet – z pozoru – “drewniana” aktorka.

robot_s2_ep7_angela

Michał: Nie sposób nie wspomnieć o wielkim nieobecnym całego serialu, pojawiającym się dopiero w finałowych dwóch odcinkach. Mowa oczywiście o Tyrellu Wellicku, którego los niemal do końca pozostaje dla nas zagadką (nie wspominając o tym, że twórcy bawili się z nami przez cały sezon, umieszczając nazwisko grającego go Martina Wallströma w czołówce każdego odcinka). Co więcej, nawet kiedy już się pojawia, to do ostatniej sceny Sam Esmail wodzi nas za nos, nie pozwalając jednoznacznie stwierdzić, czy Wellick jest tam naprawdę, czy to kolejny twór zakręconego umysłu Elliota. Siłą rzeczy Wallström nie pokazał więc w tym sezonie takiego kunsztu jak w poprzednim (było go po prostu za mało), lecz wszystko wskazuje na to, że zmieni się to w kolejnej serii.

Przemek: Nie ma jednak co płakać nad epizodycznym występem Tyrella, skoro na scenę wyraźniej wkroczyła jego żona Joanna, grana przez Stephanie Corneliussen. W skrócie napisałbym o tej postaci jedno słowo: wow. Są takie kobiety, które wystarczy, że pojawią się w pomieszczeniu i jakby czas stawał w miejscu. Właśnie to ma w sobie bohaterka grana przez panią Corneliussen. Ona nawet nie musi wiele mówić, wystarczy że spojrzy. Najbardziej tajemnicza ze wszystkich postaci serialu, a zarazem, przynajmniej mnie, wydaje się też być tą  najbardziej bezwzględną, demoniczną i szaloną (o ile ktoś może tu konkurować z Elliotem). Piękna, uwodzicielska i pewna siebie kobieta z diabłem w oczach. Tak oto prezentuje się Joanna Wellick, której na ekranie nigdy dosyć.

mrrobot_s2_ep10_joannaelliot

EWENTUALNE DZIURY FABULARNE

Michał: Mr. Robot to serial, w którym niezwykle trudno dopatrzyć się dziur w fabule. W trakcie oglądania może się wydawać, że takowe są i zastanawiać się na głos – panie Esmail, a co z tym, co działo się pięć odcinków temu? Zapomniałeś pan o tym? Po czym kolejne epizody rozwiewają wszelkie wątpliwości, logicznie wypełniając wszystkie dziury.

Przemek: Jest dokładnie tak, jak mówisz. I naprawdę, jeśli ktoś czyta ten tekst i myśli sobie, że przesadzamy, wygładzamy i nawet dziur fabularnych nie chcemy wymieniać, to uwierzcie na słowo, nic nie wygładzamy. W tym serialu nie da się znaleźć dziur fabularnych, bo taką, a nie inną ma specyfikę. Dla przykładu: Sezon pierwszy kończy się cliffhangerem z udziałem głównego bohatera, widzowie zastanawiają się, co będzie dalej. Nagle zaczyna się drugi sezon i znajdujemy się w zupełnie innej sytuacji, jakby tej końcówki z pierwszej odsłony w ogóle nie było! I tak leci odcinek za odcinkiem i zero jakiegokolwiek nawiązania. Nic. Zdradzę więc mały szczególik: wracamy do ostatniej sceny pierwszego sezonu… w siódmym odcinku sezonu drugiego. W Mr. Robot nie ma dziur fabularnych, musimy tylko być cierpliwi i czekać, kiedy twórca serialu zechce naszą wiedzę uzupełnić.

robot_s2_ep11_angelawhiterose

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Przemek: Drugi sezon największego serialowego zaskoczenia zeszłego roku za nami. O ile w 2015 można się było jeszcze zastanawiać, czy to nie przypadek, cały ten szum wokół Mr. Robot, o tyle odpowiedź, jaką po kilku miesiącach dali nam twórcy, powinna raczej zamknąć usta wszystkim niedowiarkom. Świetnie poprowadzona, przemyślana akcja, która jak już widać zaplanowana została na kilka sezonów i oby oglądalność nie skazała Robota na przedwczesny finał. Kapitalny klimat, piękne (na swój sposób) duszne ujęcia, znakomicie dobrana obsada i inteligentnie budowanie napięcia to niepodważalne atuty produkcji USA Network. Twórcy po raz kolejny zostawiają nas z otwartymi umysłami (i ustami) oraz kłębiącymi się pytaniami, jednak tym razem fani serialu mogą spać spokojnie – nie ma obawy, że Mr. Robot za rok straci swój urok, o nie. Widać, że wszystko tu jest przemyślane i nie ma jakichkolwiek podstaw, by przypuszczać, aby poziom mógł jakoś drastycznie się obniżyć. Brawo, brawo i jeszcze raz brawo dla całej ekipy.

Michał: Właściwie to niewiele mogę dodać do tego, co napisałeś, i po raz kolejny zgodzić się w całej rozciągłości. Dla mnie drugi sezon Mr. Robot znajduje się w ścisłej czołówce najlepszych seriali 2016 i mimo że do końca roku zostało jeszcze kilka miesięcy, w tym niezwykle obfita w premiery jesień, to nie sądzę, żeby pojawiło się coś, co zagrozi pozycji obrazu Sama Esmaila. Ten facet naprawdę wie, co robi, i robi to doskonale. Garściami czerpiąc inspiracje z innych tytułów, sam tworzy coś własnego i oryginalnego – jakość, której bardzo trudno dorównać. Oby tak dalej i  oby kolejne sezony nie schodziły poniżej tego poziomu.

mrrobot_s2_ep12_robotelliottyrell

Fot.: USA Network

Mr. Robot

Write a Review

Opublikowane przez

Michał Bębenek

Dziecko lat 80. Wychowany na komiksach Marvela, horrorach i kinie klasy B, które jest tak złe, że aż dobre. Odpowiedzialny za sprawy techniczne związane z Głosem Kultury.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *