najgorsze wiersze świata

Wielogłosem o…: „Najgorsze wiersze świata”

Dziś kinowa premiera filmu Najgorsze wiersze świata w reżyserii Gábora Reisza, który na swoim koncie ma takie produkcje jak Perspektywa czy Sens życia oraz jego brak. W swoim najnowszym dziele Reisz pierwszorzędnie bawi się formą, skupiając się na wewnętrznych bolączkach głównego bohatera (którego przy okazji sam zagrał). Ta opowieść jest próbą poukładania chaosu i dezorganizacji w życiu człowieka w chrystusowym wieku, który właśnie przeżył rozstanie i próbuje usystematyzować fundamentalne sprawy swojego jestestwa. Ten pełen absurdów dramat z elementami komedii ukazał się w Polsce za sprawą Aurora Films, my natomiast objęliśmy produkcję patronatem medialnym. 

Zapraszamy do lektury naszego Wielogłosu, w którym rozmawiamy o tym, czym ujęła nas ta węgierska produkcja i dlaczego warto ją zobaczyć. 

 

WRAŻENIA OGÓLNE 

Mateusz Cyra: Nie wiedziałem, czego spodziewać się po tym filmie. To moje pierwsze zetknięcie z Gáborem Reiszem i szczerze powiedziawszy, siadałem do filmu z czystą głową, gotowy na to, co przyniosą mi pierwsze sceny. Seans uważam za udany, a po wszystkim jestem zadowolony, ponieważ obejrzałem niebanalny i wyróżniający się czymś film, który z pewnością zostanie ze mną dłużej niż wiele innych produkcji obejrzanych w tym roku.

Sylwia Sekret: Ja również nie miałam wcześniej do czynienia z twórczością reżysera, który w filmie Najgorsze wiersze świata zagrał także główną – a moim zdaniem nawet tytułową, ale o tym później – rolę. I choć film jest miszmaszem gatunkowym – zarówno pod względem wizualnym, jak i emocjonalnym – to w zasadzie od niemal pierwszych scen wiedziałam, że to jest taki film, który obejrzę na pewno więcej niż raz; że to jest takie kino, które wpisuje się w mój gust filmowy niemal perfekcyjnie. Jestem bardzo zadowolona z seansu, ale chyba jeszcze bardziej zła, że wcześniej nie zetknęłam się z dziełami Reiszema. Na szczęście zaległości mają to do siebie, że zazwyczaj można je nadrobić. Choć nie zawsze. O czym zresztą opowiada między innymi omawiany przez nas film.

RYS FABULARNY 

Mateusz: Tamás właśnie rozstał się z ukochaną Anną. Dziewczyna oznajmiła mu, że lepiej będzie, jeśli zakończą związek, ale pozostaną przyjaciółmi. Brzmi okrutnie banalnie, prawda? Podobnego zdania był Tamás, który postanowił wyjechać z Paryża i wrócić do rodzinnego Budapesztu, żeby w jakiś sposób uporządkować swoje życie i otrząsnąć się po przykrym finale ostatniego związku.

Sylwia: Od tej pory główny bohater, jego bliscy, twórcy, a także zatem i widzowie będą skakać niczym na szalonej dyskotece w rytm wspomnień Tamása. Nie będą one ani poukładane chronologicznie, ani ze względu na swoją wagę. Będą pojawiały się właśnie tak, jak pojawiają się i w naszym życiu – czasami przywoływane specjalnie i wręcz usilnie, a czasami atakujące nas nagle, miłym bądź okrutnym przypomnieniem chwil, które już dawno minęły. Niekiedy będą trwały długo, by innym razem stanowić jedynie ledwie zauważalny błysk. Będą wspomnienia absurdalne i urocze, a także przykre i zabawne. Całe życie Tamása przeleci nam przed oczami. Ale wcale nie będziemy ocierać się o śmierć – ani my, ani on. Choć mężczyźnie będzie się mogło czasami tak wydawać. Bo który porzucony zakochany nie umiera przynajmniej przez moment?

najgorsze wiersze świata

WADY I ZALETY FILMU 

Mateusz: Zakochałem się w formie, jaką obrał Reisz. Raz po raz zaskakiwały mnie przeskoki akcji, w których bohater w swojej wyobraźni wraca do kluczowych lat swojego dzieciństwa oraz młodości, zastanawiając się, co tak naprawdę wpłynęło na jego aktualną sytuację życiową. Wielobarwność, absurdalność oraz styl tych wspomnień nieodparcie kojarzy mi się z twórczością Wesa Andersona i Kochankami z Księżyca. Moonrise Kingdom. Z kolei ta bardziej wrażliwa, przepełniona melancholią i kwestionowaniem męskości głównego bohatera część ma w sobie echa Zakochanego bez pamięci Gondry’ego.

Sylwia: Mnie z kolei Najgorsze wiersze świata kojarzą się dość jednoznacznie z… wierszami. Nie mam na myśli poezji Mickiewicza czy Leśmiana, lecz tę nam współczesną. Mówiąc dokładniej, to film Reiszema wielokrotnie przywoływał we mnie skojarzenia z twórczością Jacka Podsiadły, ale założę się, że wielu z widzów mogłoby w tym miejscu wpisać nazwisko swojego ulubionego poety. Właśnie tak widzę poezję – jako całkowicie dowolny i wolny od reguł miszmasz emocji i gatunków, kiedy twórca pozwala sobie na całkowicie swobodny strumień myśli, skojarzeń i wspomnień. I właśnie to jest w węgierskim dziele najcudowniejsze. Ta kompletna wolność i wiara, że z tego bądź co bądź kontrolowanego chaosu widz wyłuska coś swojego, coś, co dobrze zna i rozumie. Coś, co go rozbawi, rozczuli, a nawet – niech to! – zasmuci.

Wszystkie zabiegi, które wykorzystuje reżyser, mają sens i czemuś służą, nawet jeśli wydają się absurdalne. Zastanawialiście się kiedyś, jakby wyglądało Wasze życie, gdyby ktoś zrobił z niego film lub (co gorsza) teledysk? Myślę, że każdorazowo powstałoby właśnie coś takiego. Bo idealnie ułożone wspomnienia i gładkie przejścia między scenami nie są domeną prawdziwego (nawet jeśli przełożonego na ekran) życia. Żadne życie nie przypomina tylko jednego czy nawet dwóch gatunków filmowych.

Mateusz: Jedyny zarzut, jaki kieruję w stronę fabuły, to fakt, że wnioski płynące z filmu nie będą dla nikogo żadnym zaskoczeniem. Osobiście nie upatruję w tym wady, bo ja lubię tego typu historie i tak proste (ale i uczciwe) życiowe poglądy, ale zdaję sobie sprawę, że część widzów może kręcić nosem, że kwestie pozostania zgodnym z samym sobą, wiary w swoje pomysły i pielęgnowanie swojego wewnętrznego dziecka już wiele razy w historii kina widzieliśmy. Nie zmienia to jednak faktu, że Najgorsze wiersze świata mają w sobie urok, któremu trudno się oprzeć. Jestem przekonany, że na pewno się ze mną zgodzisz, bo jak zerkałem na Ciebie w trakcie seansu, to widziałem, że się uśmiechasz.

Sylwia: Sęk w tym, że myśląc w ten sposób, szybko dojdziemy do wniosku, że w takim razie kino czy literatura nie mają nam już zbyt wiele do zaoferowania. Tymczasem dla mnie Najgorsze wiersze świata są dziełem pozbawionym większych wad. Należy jednak pamiętać, że jest to film specyficzny i jeśli ktoś tego typu obrazów nie lubi, to cała produkcja będzie dla niego usiana wadami. Tymczasem Najgorsze wiersze świata to film, w którym różne gatunki, style i emocjonalna huśtawka odpowiadają różnorodności ludzkiego życia, które przecież takim miszmaszem, takim patchworkiem dobrych i złych chwil właśnie jest. Wyszywanką i wyklejanką z tego, co się zdarzyło, z sennych marzeń, nonsensownych wyobrażeń i wspomnień wykrzywionych przez czas. Zboczyłam trochę ze ścieżki, ale dążę do tego, że film ten zarówno w swojej warstwie tematycznej, jak i wizualnej, a także konceptualnej, nie ma dla mnie zauważalnych wad.

najgorsze wiersze świata

PROBLEMATYKA 

Mateusz: Najgorsze wiersze świata to opowieść o kryzysie mężczyzny w średnim wieku, który z jednej strony jest już pełnoprawnym dorosłym, ale z drugiej wciąż tkwi w nim mały/młody chłopiec/chłopak, który nie do końca potrafi zaakceptować, że jego życie potoczyło się właśnie w tym kierunku. Oczywiście jednym z głównych tematów podejmowanych przez twórców jest miłość i wszelakie jej odcienie. Zarówno ta romantyczna, ślepa, młodzieńcza i niewinna, ale także ta łamiąca serce, odzierająca z godności i powodująca niechęć. Węgierski reżyser próbuje także uchwycić magię dzieciństwa i wynikające z niej prawa – poddaje analizie wybory dziecięcej i nastoletniej wersji młodego Tamása i zastanawia się, jaki wpływ na trzydziestotrzyletniego mężczyznę miały jego dziewięcioletnie, czternastoletnie oraz siedemnastoletnie wcielenia. Reisz zastanawia się także nad rolą wspomnień w życiu człowieka, w piękny sposób ukazując pewien ich kolaż, który dla osób postronnych zdaje się absurdalną zbitką.

Sylwia: Najgorsze wiersze świata to nawet nie opowieść o życiu, co po prostu skrót pewnego życia – bardzo szybki, abstrakcyjny i intensywny, ale też w niecałych dwóch godzinach mieści się ponad trzydzieści lat życia mężczyzny, który zderza się z odrzuceniem przez ukochaną kobietę.

Wspomniałam wcześniej, że film ów przywodzi mi na myśl poezję Jacka Podsiadły. Również i u tego poety wiele jest wspomnień, ale i powracających motywów – jedne znaczą mniej, inne więcej. I u jednego, i u drugiego twórcy ważny jest motyw drogi. Podmiot liryczny Podsiadły często jest w drodze do swojej ukochanej. Bohater węgierskiego reżysera również często się przemieszcza, czemu towarzyszą kolejne wspomnienia, kolejne zawody i marzenia. Wspomniałam także wcześniej, że Tamás jest poniekąd tytułowym bohaterem filmu. Wydaje się to dziwną tezą, biorąc pod uwagę, że mowa o obrazie zatytułowanym Najgorsze wiersze świata.  Podczas seansu jednak wielokrotnie nachodziła mnie myśl, że Tamás, podróżując w przeszłość i spotykając siebie w różnych, młodszych wcieleniach, obserwując swoje poczynania, swoje próby poezji, zaistnienia w sporcie czy na scenie muzycznej, a także próbując znaleźć miłość – sam siebie zaczyna uważać za tomik najgorszych wierszy świata. Poezja jest w tym filmie obecna niemal wszędzie, choć może się tak na pierwszy rzut oka nie wydawać. Natomiast skoro mamy poezję, trudno byłoby, aby obyło się bez miłości. Tak jak wspomniałeś – ważnym aspektem filmu jest miłość i jej odcienie. Posługując się jednak nadal analogią do poezji Podsiadły, powiem, że kobiety i dziewczyny pojawiające się wcześniej w życiu Tamása są w pewnym sensie wstępem do miłości do Anny. Tak jak u twórcy I ja pobiegłem w tę mgłę Anna Maria towarzyszyła poecie zawsze, nawet gdy pisał o innych kobietach, tak Anna odbija się w twarzach wszystkich zauroczeń bohatera Najgorszych wierszy świata, mimo że przecież mężczyzna poznał ją później. Węgierska produkcja jest niemal namacalnym zobrazowaniem słów poety, że

Zawsze jest jakieś nienamacalne Ty, materializujące się najłatwiej w kobiecie. 

najgorsze wiersze świata

Ten film to także, jak słusznie wspominasz, wędrówka przez wszystkie dotychczasowe wybory i refleksja nad tym, do czego nas one doprowadziły. Jednak mam nieodparte wrażenie, że w Najgorszych wierszach świata przebłyskuje coś, na co nie trafiam często w filmach o podobnej tematyce. Rozmowy obecnego Tamása z jego młodszymi wersjami każą mi myśleć, że w filmie ukrywa się myśl, iż jakkolwiek nie potoczyłoby się nasze życie, nadal zostalibyśmy tą samą osobą, nawet jeśli nasza sytuacja wyglądałaby na pozór inaczej. Że czegokolwiek byśmy nie zrobili i osiągnęli, któraś z naszych młodszych wersji i tak spojrzałaby na nas z pogardą, mówiąc: „nie chcę stać się Tobą”. W naszych wyobrażeniach zawsze bowiem czeka na nas lepsze życie, lepsza praca, lepsza miłość, lepszy wygląd. Ale od tego właśnie są marzenia. W nich zawsze wszystko jest lepsze.

Czy Anna jest tylko pretekstem do opowiedzenia o życiu, wyborach i zawodach w oczach młodszych nas? A może to kryzys trzydziestolatka jest pretekstem do snucia historii i pięknej Annie, o miłości, bez której zaczyna brakować powietrza, nadziei i wizji przyszłości – przez co zmuszeni jesteśmy tkwić we wspomnieniach? Myślę, że i jedno, i drugie. Myślę, że życie może być pretekstem, by opowiedzieć film, a film stanowi pretekst, by jeszcze raz przeżyć życie.

ULUBIONA SCENA 

Mateusz: Nie mam chyba ulubionego fragmentu. Podobały mi się zarówno romantyczne sceny na polu lawendowym, jak i wspomnieniowa stylizacja na kino noir. Równie mocno cenię humorystyczne akcenty filmu, jak i te chwile, w których robi się naprawdę smutno, a nawet depresyjnie.

Sylwia: Masz rację – z Najgorszych wierszy świata nie da się wybrać ulubionej sceny. No bo jak z patchworkowego koca uszytego z najlepszych wspomnień wybrać jeden kawałek, który chcemy mieć blisko serca? Niewykonalne. Dlatego przyjmuję ten film z całym dobrodziejstwem inwentarza. Biorę wszystko, jak leci. Każdą scenę, każdy smutek w oczach Tamása, każdą nadzieję. Biorę i opatulam się jak własnymi.

najgorsze wiersze świata

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI 

Mateusz: Ciekawą postacią jest Anna, była już dziewczyna Tamása. Mimo że widzimy kobietę w wielu scenach, nie możemy powiedzieć o niej zbyt wiele. Z prostej przyczyny – widzimy tylko to, co wspomina sam Tamás, a teraźniejsza Anna pojawia się chyba tylko raz. Ta wersja Anny, którą przychodzi nam obserwować, to nic innego, jak projekcja w głowie głównego bohatera (skojarzenia z Incepcją Nolana nie będą nie na miejscu). Dlatego też Anna ubrana jest głównie na żółto, bo Tamás cały czas widzi swoją ukochaną w pozytywnym świetle, i mimo rozstania kojarzy mu się ona pozytywnie, ciepło, słonecznie. Żółta barwa ma także drugi, negatywny wydźwięk – jest kojarzona ze zdradą i fałszem, co główny bohater może podświadomie utożsamiać z Anną.

Co ciekawe w kontekście filmu i tego, czym zajmuje się bohater – żółty kolor jest najczęściej wykorzystywany w reklamie, ponieważ budzi on pozytywne skojarzenia i zwraca naszą uwagę.

Sylwia: Ze względu na to, że poznajemy jedynie wyobrażenie o Annie, można powiedzieć, że jest to kolejne nasze poznanie… Tamása. O Annie nie wiemy w zasadzie nic, ponieważ nie jest ona ważna dla filmu. Co może wydawać się dziwne, bo przecież okazuje się tak ważna dla bohatera. To może z kolei znaczyć jedno – nie chodzi o Annę, a o uczucia, jakie wywołuje w Tamásie. Sam zakochany i porzucony mężczyzna natomiast jest również, wbrew pozorom, jedynie delikatnie zarysowany. Mam wrażenie, że jest to celowy zabieg, na który twórcy zdecydowali się po to, by ułatwić widzowi utożsamienie się z bohaterem. To, co możemy o nim powiedzieć na pewno, to to, że jest nieśmiały, zrezygnowany i  że przytłacza go coś, czego do końca sam nie rozumie, a co my, obserwując bohatera z boku, nazwalibyśmy po prostu życiem.

najgorsze wiersze świata

AKTORSTWO 

Mateusz: Mimo dość obszernej obsady, Najgorsze wiersze świata są filmem jednego aktora, ale taki stan rzeczy jest spowodowany strukturą filmu. Cała obsada wypadła przekonująco i dobrze oglądało się na przykład relację między Zsoltem Kovácsem, który wcielił się w rolę ojca Tamása, a  Gáborem Reiszem. Troszeczkę nijaka w mojej ocenie była Katalin Takács, wcielająca się w rolę matki, ale zakładam, że wynika to z tego, że postać matki nie była dla chłopaka szczególnie barwną bohaterką.

Sylwia: Gábor Reisz bardzo przekonująco wypadł w roli zmęczonego, porzuconego mężczyzny o smutnym spojrzeniu. Podobało mi się również, jak dobrani zostali młodsi aktorzy do tych ról. Świetnie zagrali podobny smutek i rezygnację. To również jest ciekawym zabiegiem – choć są to młodsze wersje bohatera, które nie powinny być jeszcze naznaczone jego doświadczeniem, w ich oczach odbijają się wszystkie trudy tych ponad trzydziestu lat życia.

Pozostali aktorzy, tak jak zauważasz, wypadli dobrze, ale nie mieli wielkiego pola do popisu.

KWESTIE TECHNICZNE 

Mateusz: Jak już zdążyliśmy kilkukrotnie wspomnieć – reżyser bawi się konwencją, miesza style, wykorzystuje przy tym dużo montażowych efektów specjalnych i cięć, ale wszystko to czemuś służy i widz nie ma wrażenia przesytu bądź niezamierzonej sztuczności. Bardzo zręcznie fikcja, fantazja czy wspomnienie przenika się tutaj z rzeczywistością, co czyni Najgorsze wiersze świata jednym z takich filmów, które wymagają od widza dużego skupienia. Nie jest jednak tak, że węgierski film jest trudny w odbiorze lub męczący. Jeszcze jednym pozytywnym aspektem technicznym jest tutaj muzyka, która może bez obrazu nie wywołałaby wielkiego wrażenia, ale zestawiona z sytuacjami na ekranie brzmi po prostu świetnie.

Sylwia: Moją uwagę najbardziej przykuwały przejścia między scenami, sceneriami, gatunkami. Było to naprawdę świetnie zrobione – zarówno technicznie, jak i ze względu na pomysł i to, jak zbudowało to całość. Skok do basenu czy otwarcie drzwi do innego czasu świetnie wpasowały się w całą tę historię o zwykłym życiu, w którym bohater skacze od wspomnienia do wspomnienia, a czasami po prostu patrząc, jak wspomnienia same do niego przychodzą. Nie zawsze chciane.

najgorsze wiersze świata

SŁOWEM PODSUMOWANIA 

Mateusz: Świetnie zrealizowane, wielobarwne, wielowątkowe, słodko-gorzkie, smutne, ale i wesołe – takie właśnie są Najgorsze wiersze świata.

Sylwia: Najgorsze wiersze świata to powiew świeżości we współczesnej kinematografii. To film, który ujął mnie wszystkim – od pomysłu, przez problematykę, po wykonanie. Ten absurdalny miszmasz zdarzeń, wspomnień, marzeń i wyobrażeń to niesamowita podróż przez życie człowieka, który w jakimś stopniu przypomina każdego z nas. To refleksja nad tym, dlaczego i co się w życiu nie udało. To wzruszająca i komiczna opowieść o tym, co dzieje się, kiedy my z przeszłości oceniamy siebie z przyszłości. I jak to wszystko wygląda w teraźniejszości, a w dodatku nieco z boku. Najgorsze wiersze świata to poemat o tym, co się w życiu nie udało i co nigdy nie mogło się udać. A zapalnikiem do tej absurdalnej, poetyckiej opowieści stał się, jak zawsze, jak banalnie, jak prawdziwie – miłosny zawód.

Świetny film, który z pewnością jeszcze nie raz obejrzę.

najgorsze wiersze świata

Fot.: Aurora Films

 

najgorsze wiersze świata

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Mateusz Cyra

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel portalu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Prowadzący cykl "Aktualnie na słuchawkach". Wielbiciel kina, który od widowiskowych efektów specjalnych woli spektakularne aktorstwo, a w sztuce filmowej szuka przede wszystkim emocji. Koneser audiobooków. Stan Eminema. Kingowiec. Fan FC Barcelony.  

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *