Nienawistna ósemka

Wielogłosem o…: „Nienawistna Ósemka”

Ósmy film Quentina Tarantino nie zawiódł nas i z kina wyszliśmy zadowoleni i zaspokojeni. Nie był to naszym zdaniem film najepszy w dorobku Amerykanina, ale mając w CV takie dzieła jak Wściekłe psy, Django, Bękarty Wojny czy Pulp Fiction niełatwo przeskoczyć samego siebie. Może gdzieś tam po drodze minialnie czegoś nam zabrakło, ale nie było to chyba nic ważnego, skoro nawet nie potrafimy tego sprecyzować. Miło nam się natomiast pogawędziło o filmie Nienawistna Ósemka i mamy nadzieję, że Wam miło będzie się tę dyskusję czytało. Zapraszamy niniejszym do lektury i ostrzegamy grzecznie, że mogą pojawić się spoilery w postaci kul śniegowych, rozbryzgów krwi i rzucania glutami. Ale przecież to Tarantino… :).

WRAŻENIA OGÓLNE

Mateusz Cyra: Nienawistna Ósemka – ósmy film Quentina Tarantino, w którym niemodny w dzisiejszych czasach western jest perfekcyjnie zrealizowany, a i fabuła, i żonglerka dialogowa sprawiają, że fani amerykańskiego reżysera czują się jak w domu. Nie od dziś wiadomo, że Tarantino upiera się, że stworzy tylko dziesięć filmów, po czym skończy z kinematografią, jednak czy jest to tylko czcze gadanie oraz nakręcanie publiczności, czy jednak realne postanowienie świadomego artysty, tego dowiemy się w okolicach premiery dziesiątego dzieła człowieka, który niewątpliwie ma już teraz zapewnione miejsce w historii kina. Wracając jednak do Nienawistnej Ósemki – przyznam szczerze, że po Death Proof był to pierwszy film Tarantino, do którego kompletnie nie byłem przekonany, a zwiastun wydał mi się nudny. Na szczęście film był bardziej niż dobry i absolutnie nie mogę powiedzieć, by było to “byle co”. Czuć jednak lekki spadek formy. Nie wiem tylko, czy jest to lekka zadyszka po świetnym okresie, jakim były dwie ostatnie produkcje scenarzysty i reżysera (Bękarty Wojny, Django), czy mistrz zabawy słowem i konwencją stracił parę, próbując osiągnąć tak wysoki poziom, jaki był widoczny w ostatnich latach, bądź nawiązując do wczesnych lat 90., które również były perfekcyjne.

Sylwia Sekret: Nienawistna Ósemka to film w moim odczuciu bardzo dobry, w którym zabrakło jakiegoś błysku. Jednak wiem, że to wyłącznie sprawa osobista, bo ostatnie co o najnowszym dziele Tarantino można powiedzieć to to, że było średnie, kiepskie bądź poprawne. To przede wszystkim Tarantino w najczystszym wydaniu i fakt, że zabrakło mi “tego czegoś” wynikać może wyłącznie z tego, że reżyser z każdym filmem ustawia poprzeczkę coraz wyżej. Nie zawiodłam się jednak podczas seansu, a wręcz świetnie bawiłam (tym lepiej, im więcej krwi spływało po ekranie, rzecz jasna).

ósemkac zarne

PLUSY I MINUSY FILMU

Mateusz: Nie będę tu w żaden sposób odkrywczy: Po stronie plusów wpisać bez wahania można kreacje aktorskie oraz ich bardzo równy poziom. Oczywiście 2-3 postaci rozpisane są ciekawiej, głębiej, dzięki czemu Samuel L. Jackson lub Jennifer Jason Leigh mają więcej do pokazania. Nie znaczy to jednak, że nawet epizodyczne persony są tu tylko mało istotnym tłem. Dalej w kolejności wysuwa się perfekcyjna realizacja oraz aspekty techniczne. Tarantino niezwykłą uwagę przykłada do tego, by jego dzieła były wizualnymi ucztami i również Nienawistna Ósemka może się tym pochwalić. Scenariusz to kolejny pewny plusik, do czego jesteśmy już przyzwyczajeni w wypadku dwukrotnego zdobywcy Oscara. Mimo kołaczącego się z tyłu głowy przeświadczenia, że czegoś w filmie zabrakło – niektóre rozwiązania zaskakują, a kiedy myślimy, że wszystko już wiemy, Tarantino daje nam prztyczka w nos. Między plusami a minusami jest tak zwana strefa pośrednia, której nie umiem przydzielić jednoznacznie do żadnej z kategorii – jest to z pewnością muzyka (nominowana zresztą do Oscara) nieodżałowanego Ennio Morricone, która miejscami zachwyca, by innym razem irytować. Tutaj wrzucę również dialogi, które bywają perfekcyjne i tak mocne, jak pięść Rocky’ego Balboa, ale niestety zdarzają się też nieco nudnawe, przydługie i chyba nieco przekombinowane. To w ogóle chyba pierwszy raz, kiedy u Tarantino kilka rozmów między bohaterami wydało mi się wymuszonych. Na koniec minusy: Prawda jest taka, że jako takich w filmie nie dostrzegam. Tarantino chyba nigdy nie zrobi filmu, który ambitną tematyką bądź dojrzałą konwencją zaskoczy wszystkich. I chyba bardzo dobrze, bo jego kino rozrywkowe jest w pełni sprawne.

Sylwia: Klimat filmu jest genialny, a sam pomysł, aby pod jednym, nieszczelnym dachem umieścić kilkoro mężczyzn, z których każdy jest równie porywczy co uzbrojony, i których dzielą przekonania, a także cele, do których dążą – był genialny. W ogóle od momentu, kiedy wszyscy znajdują się już w Pasmanterii Minnie zaczyna się prawdziwa zabawa. Do plusów zaliczyć należy w zasadzie wszystko: konstrukcję postaci, które razem tworzą wybuchowę mieszankę, żarciki Tarantinowskie, które są wprost bezcenne, aktorstwo, muzykę (która mnie nigdzie nie irytowała) i wiele, wiele innych. Natomiast, choć na początku powiedziałam, że czegoś mi zabrakło, to ja również nie potrafię wskazać żadnych konkretnych minusów. Tarantino dobrze również zrobił, nie opowiadając nam historii tak chronologicznie, jak mógł to zrobić, i dzieląc ją na rozdziały. Wprowadzenie narratora (w tej roli sam reżyser), który pogłębił tylko wrażenie tego, że uczestniczymy w słuchaniu czytanej na głos opowieści, było również świetnym zagraniem. A kolejnym było także pozostawienie paru niedomówień, które paradoksalnie domykają film.

ósemka pasmanteria

NAJLEPSZA SCENA

Mateusz: Wybrać tylko jedną scenę w przypadku filmu Quentina Tarantino? Rzecz niebywale trudna, granicząca z cudem. Jak zwykle, było przynajmniej kilka perełek, które zapadną w pamięci na długie lata, jak choćby sposób, w jaki Major Marquis Warren rozprawia się z dawnym rywalem z czasów Bitwy o Battle Rouge. Ten kilkuminutowy monolog to istny majstersztyk, niezwykle typowy dla kina Tarantino, w którym absurd, czarny humor, przemoc, brutalność, cynizm oraz prawda o człowieku skumulowane są tak, że szóstka w lotto to przy tym pikuś. Będąc jednak sprawiedliwym – nie wymienię tej jednej sceny. Ujmę to jednak inaczej – rozdziały (bo Nienawistna Ósemka jest na nie podzielona) trzy, cztery, pięć oraz sześć są po prostu niezwykle przyjemne, dające widzowi sporo satysfakcji.

Sylwia: Pozwolę sobie w tym miejscu zacytować klasyka: Wybrać tylko jedną scenę w przypadku filmu Quentina Tarantino? O to naprawdę trudno i dopóki wybór taki będzie sprawiał widzowi problem, dopóty możemy być spokojni o dalszą karierę 52-letniego Amerykanina. Ja się wyśmienicie bawiłam w scenach zabijania drzwi deskami, zwłaszcza kiedy reszta gawiedzi przekrzykiwała się wzajemnie. Genialna była scena, kiedy biedny O.B. wrócił zziębnięty i zdenerwowany z wychodka. Świetna była jedna z końcowych scen, kiedy na wspólnym łóżku leżał Major Warren i Szeryf Chris Mannix. Nie wspominając już o całym motywie z listem od Abrahama Lincolna (geniane!).Było takich perełek naprawdę sporo i założę się, że czytając to, również macie swoje ulubione.

ósemka krzyczą

NAJGORSZA SCENA

Mateusz: Nie wydaje mi się, żeby była jakaś scena, którą można by było przypisać do tej kategorii. Bardziej można zarzucić panu Quentinowi, że tak po prawdzie mimo wszystko staje się schematyczny i pewnych rzeczy spodziewamy się już na starcie filmu. Paradoks polega na tym, że z jednej strony chcielibyśmy czegoś odmiennego, czego jeszcze nigdy u Tarantino nie było, z drugiej strony jednak większość ludzi idzie na jego filmy po to, by dostać sprawdzony już zestaw motywów, którymi od lat żongluje twórca.

Sylwia: Nienawistna Ósemka to film równy i taki, jakiego się spodziewamy, idąc do kina na „najnowszego Tarantino”. A czy idąc na Tarantino, spodziewamy się kiepskich scen? Raczej nie. I w zasadzie tyle w tym temacie.

EWENTUALNE DZIURY FABULARNE

Mateusz: Tutaj mam właściwie jedną uwagę. W jednej z początkowych scen w Pasmanterii Minnie, grany prze Samuela L. Jacksona Major Marquise Warren zauważa w podłodze przy barze leżącego tam czerwonego cukierka oraz puste miejsce po słoju na szczycie szafki i co? I właściwie nic ponadto. Żaden wniosek nie zostaje wyciągnięty, a bohater poza samą obserwacją zdaje się nie mieć żadnego przemyślenia z tym związanego. Po zakończeniu filmu motyw ten wydaje mi się tym bardziej bezsensowny i zbyteczny.  

ósemka samuel

Sylwia: Wniosek zostaje wyciągnięty, bo Major ma już wtedy pewność, że w Pasmanterii wydarzyło się coś niedobrego. Zna Minnie bardzo dobrze i z pewnością wie, że upadające cukierki, w dodatku zostawione w szczelinie na podłodze samopas, nie są ani dziełem przypadku, ani działań wynikających z postępowania kobiety. Wiedział więc, że doszło do jakiegoś incydentu, który sprawił, że ze słoika wysypały się cukierki, a z samym słoikiem również coś się stało – najprawdopodobniej upadł. Major nie, ale widz otrzymuje wytłumaczenie w przedostatnim rozdziale, który jest retrospekcją. Widzimy skąd na podłodze wziął się czerwony cukierek i dlaczego brakuje słoja na półce oraz jaki ma to związek z nieobecnością Minnie i słodkiego Dave’a.

Ja natomiast przyczepię się do czegoś innego, choć związanego ściśle z podejrzeniami Majora. Otóż, ostatecznym powodem, dla którego Major Warren uwierzył, że Minnie wbrew zapewnieniom mężczyzny w Pasmanterii nie wyjechała przed kilkoma już tygodniami (czy dniami?), był fakt, że poznał niepowtarzalny smak jej potrawki z mięsa i warzyw. A więc wiemy, że Minnie ugotowała tę potrawkę rano. Jednak w retrospekcjach widzimy, że czarna kobieta pracująca w zajeździe oskubuje kurę, a później wszyscy oczywiście, łącznie z nią, Minnie oraz słodkim Davem, giną. Na co innego, jak nie mięsno-warzywną potrawkę – danie główne i bodaj jedyne w zajeździe – obierała kurę kobieta? Ale jeśli tak, to nie zdążyła jej przecież ugotować… Czy rozumuję źle?

ósemka łóżko

EFEKTY SPECJALNE / KWESTIE TECHNICZNE

Mateusz: Tarantino kocha kino i wszyscy kinomani wiedzą to nie od dziś. Nienawistna Ósemka ma sporo odniesień do kultowych dzieł popkultury, w tym do takich jak Coś Carpentera (długie, zimowe ujęcia, bezkresna ciemność, śnieżyca, która uprzykrza życie bohaterom), Carrie De Palmy (krew, naprawdę dużo krwi) czy bardziej subtelne nawiązania do Wściekłych psów, Bękartów Wojny bądź westernów starej daty, których kojarzy naprawdę niewielu z nas. Historia przedstawiona w Nienawistnej Ósemce to swoisty miks westernu z kryminałem i jest to jak najbardziej dobry ruch w wykonaniu 52-letniego reżysera. Wiem, że generalnie w niniejszej kategorii nie do końca o to chodziło, ale już wcześniej napisałem zarówno o montażu jak i muzyce.

Sylwia: Ja powiem tak: już po aspektach technicznych widać, że ten film robił Tarantino. Ujęcia na tyle długie, by przyciągnąć uwagę do czegoś, na co normalnie byśmy jej nie zwrócili, ale jednocześnie na tyle krótkie, by jakoś specjalnie się nad nimi nie zastanawiać. Kojarzycie scenę z Django, kiedy ostrość skupiona była na poszczególnych źdźbłach bawełny, ochlapanych krwią? Tutaj podobny efekt otrzymujemy już na początku filmu, kiedy kamera rejestruje w zbliżeniu konie ciągnące powóz, ale ostrość i zwolnione tempo skupiają się na białym śniegu tańczącym wokół ich kopyt. Takie ujęcia tworzą w dużej mierze niepowtarzalny klimat filmu. O czym tu ponadto wspomnieć? Muzyka oczywiście jest bardzo dobra i została już nagrodzona Złotym Globem, którego odebrał Tarantino, reszta jest równie dobra – krew się leje, pistolety strzelają, a śnieg wieje. Super.

ósemka konie

AKTORSTWO

Mateusz: Nienawistnej ósemce Quentin Tarantino zatrudnił kilku swoich ulubionych aktorów, którzy wielokrotnie przewinęli się przez jego dzieła. Są to między innymi: Samuel L. Jackson, Tim Roth, James Parks czy Michael Madsen. Pojawili się również zupełnie nowi, z których oczywiście wycisnął co najlepsze: Jennifer Jason Leigh czy Bruce Dern. Jak już wspomniałem wcześniej – najwięcej do pokazania miał w zasadzie duet Samuel L. Jackson oraz Jennifer Jason Leigh, ale pozostali aktorzy również wykonali swoje zadanie koncertowo. Mnie osobiście poza wspomnianą już dwójką najbardziej do gustu przypadła gra Waltona Gogginsa, który wprost genialnie zagrał szeryfa Mannixa.

Sylwia: Miałam pisać to samo! Trzeba przyznać, że były momenty, kiedy szeryf Mannix (czy naprawdę szeryf, tego się już raczej nie dowiemy) po prostu kradł show innym aktorom. Choć szczerze mówiąc, na początku jego postać naprawdę mnie irytowała, bo kreacja wydawała się przesadzona i sztuczna; również przez to, że sporo odbiegała od innych postaci i w ogóle od typowych kreacji w filmach Tarantino. Jednak z biegiem czasu gra Waltona Gogginsa okazywała się wisienką na torcie, o którym wszyscy myśleli, że będzie głównie śmietankowy. A tu taka niespodzianka! Natomiast co do gry Jennifer Jason Leigh, to nie wyobrażam sobie żadnej innej kobiety w tej roli i przyznać muszę, że takie odczucie towarzyszyło mi już podczas oglądania zwiastuna. To, że zagrała świetnie to raz, ale drugą rzeczą jest fakt, że postać Daisy Domergue (swoją drogą imię dobrane mistrzowsko) została fantastycznie napisana i stwarzała mnóstwo możliwości aktorce, z których ta wywiązała się na medal.

ósemka daisy

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Sylwia: Wrócę jeszcze na moment do szeryfa Mannixa. Jest to bowiem postać, która nie tyle najbardziej ewoluowała podczas wydarzeń w filmie, co w ogóle. W zasadzie to nikt poza nim się nie zmienił, a przynajmniej nie widocznie. Natomiast domniemany szeryf przeszedł jakąś metamorfozę – z zastraszonego, niezdecydowanego i snobistycznego rasisty, do całkiem odważnego, normalnego człowieka, który jest w stanie normalnie gadać z czarnuchem! Bardzo fajna postać, naprawdę.

ósemka szeryf

OSCAROWE SZANSE

Mateusz: Znamy już tegoroczne nominacje i pojawiło się w sieci kilka głosów, że już teraz największym przegranym jest Quentin Tarantino, ponieważ to pierwszy raz od dawna, gdy jego film otrzymuje nie do końca istotne nominacje. Są w sumie trzy: najważniejsza, dla Jennifer Jason Leigh za drugoplanową rolę żeńską (i jest to nominacja jak najbardziej słuszna), dla Ennio Morricone za najlepszą muzykę (tutaj bym się spierał, ale jest to kwestia gustu) i dla Roberta Richardsona za najlepsze zdjęcia. To pierwszy raz od jakiegoś czasu, gdy film Tarantino nie otrzymuje nominacji za najlepszy film oraz scenariusz i – mówiąc szczerze – chyba słusznie. Wracając do szans – wciąż nie miałem okazji zapoznać się z pozostałymi nominowanymi w kategoriach, w których również doceniono film Nienawistna Ósemka, jednak już w tej chwili powiem, że bardziej podobała mi się muzyka z Mostu Szpiegów. Co do najlepszych zdjęć – mimo, że najnowszy film Tarantino ma świetne zdjęcia, jego głównym rywalem będzie Lubezki, odpowiedzialny za ponoć oszałamiające zdjęcia do filmu Zjawa, dlatego również nie wydaje mi się, by i tutaj Nienawistna Ósemka coś zdziałała. J.J Leigh zagrała prawdopodobnie rolę życia, ale jak wypadła na tle pozostałych czterech nominowanych aktorek – jeszcze nie wiem. Mnie tylko brakuje nominacji dla Samuela L. Jacksona, który miał znacznie lepszą rolę niż nominowany Matt Damon.

ósemka samuel 2

Sylwia: Tak jak wspomniałeś – niełatwo nam się wypowiedzieć, bo wciąż jesteśmy w trakcie nadrabiania tak zwanych oscarowych zaległości (choć przyznaj, że idzie nam coraz lepiej). Bez możliwości całkowitego porównania mogę póki co zgodzić się z Tobą, że Jennifer Jason Leigh ma bardzo realne szansę na zdobycie Oscara, natomiast jako że nie widziałam jeszcze Zjawy, póki co twierdzę, że również w kategorii zdjęć film ten ma spore szanse.

Mateusz: Po samym zwiastunie Zjawy wiem, że Nienawistna Ósemka nie ma szans w zdjęciowej kategorii ;). I tak, nadrabiamy jak tylko się da.

PODSUMOWANIE

Mateusz: Nienawistna Ósemka to film, do którego chętnie wrócę, aczkolwiek nie należy mu się nawet miejsce w pierwszej trójce najlepszych filmów amerykańskiego reżysera i scenarzysty.To oczywiście dzieło dobre, miejscami wkręcające w fotel, by w innym momencie wykręcić ze śmiechu, jednak zabrakło w nim czegoś, co miało Django, Bękarty Wojny lub Pulp Fiction. Szczerze mówiąc – gdzieś zabrakło mi pazura Tarantino, którym dotychczas drapał zarówno krytyków jak i widzów.

Sylwia: Może problem polega na tym, że Nienawistna Ósemka to poniekąd taki kolaż z innych filmów reżysera? I o ile ogólnie nie jest to zarzut, o tyle jeśli już z nożem na gardle szukamy minusów, to można by wskazać właśnie taki. Na szczęście po zdjęciu noża i wytarciu kropli ciepłej krwi (równie ciepłej jak czarna kutanga Majora Warrena), minusy znikają, zbędna krytyka ubrana w słowa na potrzeby recenzji odchodzi w zapomnienie i pozostaje po prostu cieszyć się kolejnym dobrym filmem Amerykanina, do którego miło będzie się wracało, bo świetnie się na nim bawiło. 

ósemka kajdany

Ocena Mateusz: 7/10

Fot.: Forum Film Poland

 

Nienawistna ósemka

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Mateusz Cyra

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel portalu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Prowadzący cykl "Aktualnie na słuchawkach". Wielbiciel kina, który od widowiskowych efektów specjalnych woli spektakularne aktorstwo, a w sztuce filmowej szuka przede wszystkim emocji. Koneser audiobooków. Stan Eminema. Kingowiec. Fan FC Barcelony.  

Tagi
Śledź nas
Patronat

1 Komentarz

  • W pełni się zgadzam z tym, że był to lekki spadek formy. Nadal na wysokim poziomie, ale jednak spadek. Mam wrażenie, że akcja została jednak za bardzo rozwleczona, prawie 3h w jednej tylko lokacji i właściwie z jednym wątkiem, to jednak trochę przesada. No ale dialogi, aktorstwo, zdjęcia, muzyka – mistrzostwo.
    I czy tylko ja mam wrażenie, że Michael Madsen trochę przegiął z operacjami plastycznymi? Z całym szacunkiem dla tego świetnego aktora o głosie takim, jakby codziennie na śniadanie spożywał arkusz papieru ściernego, ale zaczyna wyglądać trochę jak kukła ;).

    No i malutka uwaga do tekstu – Kurt Russell nie jest zupełnie nowym aktorem pracującym z QT, przecież grał „tytułową” rolę w „Death Proof” ;).

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.