Filmy,Patronat,Wielogłos

Wielogłosem o…: “Over the limit”

Overthe limit
Overthe limit

Polski dokument rośnie w siłę. Tym razem za sprawą filmu Over the limit Marty Prus. Mający premierę rok temu, brał udział w licznych festiwalach, odniósł także niemałe sukcesy, zdobywając takie nagrody jak choćby Srebrny Lajkonik dla najlepszego dokumentu, Srebrny Róg dla reżysera dokumentu pełnometrażowego, Nagrodę Specjalną w konkursie ogólnopolskim oraz Nagrodę Publiczności na Krakowskim Festiwalu Filmowym.

W nieco ponad rok po festiwalowej premierze, nadeszła pora na premierę kinową dzięki dystrybutorowi Mayfly. Głos Kultury z dumą objął tę produkcję patronatem medialnym.

I trzeba przyznać jedno – droga do Rio de Janeiro, jaką odbyła rosyjska gimnastyczka artystyczna Margarita “Rita” Mamun, pozostanie w pamięci widzów na długo i z pewnością da spory materiał do przemyśleń dla wszystkich miłośników sportu. 

WRAŻENIA OGÓLNE

Mateusz Cyra: Dokument traktowany jest przez wielu miłośników kinematografii jak bękart kina. Nie występują tu znani aktorzy, nie ma miejsca na efekty specjalne, scenariusz nie powstał na podstawie bestsellerowej powieści… A prawda jest taka, że przecież najprawdziwsze emocje są… właśnie w dokumencie! Coraz częściej przekonuję się właśnie do tego gatunku filmowego, zwłaszcza w tych sytuacjach, gdy przybliżane są sytuacje związane ze sportem. Nie inaczej jest w najnowszym filmie Marty Prus, noszącym tytuł Over the limit.

Sylwia Sekret: To, na co przede wszystkim zwróciłam uwagę, podczas oglądania, to fakt, że filmu w zasadzie nie ogląda się jak typowego dokumentu – ale upatrywałabym się tu raczej zalety aniżeli wady. Może to zabrzmieć nieco paradoksalnie, ale dokumenty często są o wiele bardziej “sztuczne” niż film fabularny; mnie osobiście nierzadko towarzyszy skrępowanie podczas oglądania filmu dokumentalnego – czuję się podglądaczem. Natomiast w Over the limit ten problem nie występuje i momentami zapominałam, że jest to właśnie ten gatunek filmowy. Finał natomiast nie pozostawia co do tego wątpliwości i sprawnie przypomina, że wydarzenia te naprawdę miały miejsce.


PROBLEMATYKA

Sylwia: Over the limit teoretycznie nie porusza tematu nowego ani takiego, o którym do tej pory się nie mówiło. Niejeden film przecież próbował zmierzyć się z tym, jak wiele poświęceń i cierpień (zarówno fizycznych, jak i psychicznych) musi znieść sportowiec, by osiągnąć cokolwiek lub żeby w ogóle marzyć o tym, by móc kiedyś w przyszłości coś osiągnąć. Sport to nieustanny ciąg wyrzeczeń, bólu i proces budowania dla siebie twardej skorupy, która pozwoli nam z największej krytyki i wyzwisk uczynić motywację. Nie inaczej jest z gimnastyką artystyczną. Omawiana dziś przez nas produkcja dobitnie pokazuje, jak coś, co dla widzów wygląda jako zgrabne, lekkie, filigranowe i wręcz eteryczne, dla człowieka, który tworzy taki obraz, jest ciężką pracą, potem, urazami, niesamowitym wysiłkiem i zmęczeniem. Ten niesamowity kontrast podkreślają piękne, zwiewne stroje gimnastyczek, które nijak się mają do ich żmudnych treningów, nadwyrężonych stawów i zdruzgotanej psychiki.

Mateusz: Dzięki polskiej reżyserce i jej ekipie zaglądamy za kulisy rosyjskiej reprezentacji gimnastyczek i jest to nie byle jaka sprawa, tym bardziej że zaglądamy na treningi zawodniczek pretendujących do klasyfikacji medalowej na Olimpiadzie. Over the limit pokazuje nam trudną i wyboistą drogę, jaką przechodzi dwudziestoletnia gimnastyczka Margarita “Rita” Mamun w trakcie przygotowań do najważniejszych dla sportowców zawodów, tym razem odbywających się w Rio de Janeiro. Mimochodem zostaje wspomniana afera, która stawiała pod znakiem zapytania obecność Rosji na Igrzyskach Olimpijskich w 2016 roku, jednak nie to jest przedmiotem zainteresowań reżyserki i scenarzystki – Marty Prus. Kamera towarzyszy Ricie w ostatnich miesiącach przed wyjazdem do Brazylii i nie będzie przesadą, jeśli napiszę, że nie był to dla młodej kobiety dobry okres. Targana lekkimi kontuzjami, zmartwiona stanem zdrowia taty, zmęczona rozłąką z ukochanym (również sportowcem, zdobywcą srebrnego medalu na Igrzyskach w Pekinie), a przede wszystkim wyniszczona psychicznie metodami trenerskimi Iriny Viner-Usmanovej.

WADY I ZALETY DOKUMENTU

Sylwia: Dla mnie spora zaletą, o której zresztą już wspomniałam na samym początku, jest fakt, że podczas seansu zdarzało mi się zapomnieć, że oglądam dokument. Nie ma bowiem w Over the limit tak częstych dla tego gatunku sztucznych i ciężkich przejść między jednym a drugim ujęciem; nie ma bohaterów, którzy kierowaliby swoje słowa wprost do kamery. Widz zapomina kompletnie o obecności ekipy filmowej, bo ta staje się po prostu niezauważalna. Podoba mi się takie rozwiązanie i uważam, że dzięki niemu film oglądało się o wiele przyjemniej – mając świadomość, że to dokument, ale jednocześnie bez tego ciężaru stylistycznego, jaki ten gatunek nierzadko ze sobą niesie. Również to, jak twórcy postanowili zakończyć swój film, było dla mnie sporym zaskoczeniem, ale zdecydowanie pozytywnym. Zazwyczaj filmy o sportowcach czy innych artystach, którzy przez miesiące bądź lata nie potrafili odnieść sukcesu (czy to przez pecha, czy to ze względu na własne błędy), zwieńczone zostają sceną, w której widz uczestniczy w ich radosnym triumfie, wynagradzającym wszelkie upokorzenia i porażki. Triumf ten jest pokazany w pełni – od pierwszej do ostatniej sekundy najważniejszego występu czy zawodów. Z czasem taki zabieg może być dla widza nużący poprzez swoją przewidywalność. Tymczasem w Over the limit, choć samo życie narzucało wręcz właśnie takie zakończenie, zostajemy jedynie poinformowani o zwycięstwie głównej bohaterki, a później przez chwilę dosłownie widzimy, kiedy już po wszystkim kłania się ona jako zdobywczyni złotego medalu. Nie widzimy jednak występu, który to wyróżnienie jej przyniósł. Nie obserwujemy, jak do tego doszło. Nie patrzymy na zachwycone twarze jurorów i ich wysokie noty, nie oceniamy zawiedzionych twarzy rywali ani uśmiechniętej i dumnej trenerki. Zostajemy tego wszystkiego pozbawieni. I uważam, że to najlepsze, co twórcy mogli dla tego filmu zrobić. Zwłaszcza w kontekście informacji o życiu prywatnym Rity, która pojawia się na ekranie chwilę później.

Mateusz: Największą zaletą polskiej produkcji jest sposób jej realizacji. Tak jak wspomniałaś – to nie jest jeden z tych wymuszonych dokumentów, w których kamera ustawiona jest naprzeciw bohaterów, wymuszając kontakt wzrokowy bądź wypowiadanie się wprost do obiektywu. Marta Prus jest co prawda w centrum wydarzeń, ale za każdym razem ustawia się lekko z boku, zagląda zza pleców bohaterów i zawsze stara się nie krępować swoich bohaterów. Over the limit wykazuje się olbrzymią cierpliwością, co procentuje świetnym materiałem z naprawdę mocnymi i trzymającymi w napięciu scenami. Dla mnie, jako dla miłośnika sportu, bardzo ciekawym przeżyciem było zajrzeć za kulisy przygotowań do wielkich zawodów sportowych, jakimi jest Olimpiada. Okazało się, że za wielkimi sukcesami kryje się olbrzymie cierpienie i ocean wyrzeczeń, a trenerzy wielkich sportowców czasem stosują naprawdę drakońskie metody przygotowawcze. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że po sukcesie zawodniczki taki trener może tkwić w błędnym przekonaniu, że jego działania były dobre i owocne, efektem czego cierpieć będą kolejne zawodniczki.


NAJBARDZIEJ PORUSZAJĄCA SCENA

Sylwia: W mojej pamięci chyba najbardziej zapadły sceny, kiedy druga trenerka wrzeszczy na Ritę, obrzuca ją obelgami i wyzywa od leni, idiotek i nieudaczników. Zewnętrzny spokój dziewczyny jest godny podziwu, zwłaszcza że widz doskonale zdaje sobie sprawę, jakie spustoszenie te słowa w niej wywołują. Kiedy do tego dochodzi jeszcze moment, gdy trenerka “chwali się”, jaką radę dała Ricie, mianowicie: o czym ta powinna myśleć podczas występu – w widzu aż się gotuje i trudno przejść obok tej sceny obojętnie.

Mateusz: Scena, o której wspominasz, jest bardzo dosadna i nie mniej udana, ale mimo wszystko największe wrażenie wywarła na mnie ostatnia scena. Objawiło się tutaj fenomenalne wyczucie reżyserki. Zresztą dla kogoś, kto niespecjalnie interesuje się gimnastyką kobiet fakt zdobycia złota olimpijskiego przez Ritę może być niemałym szokiem, ale dzięki temu zabieg zastosowany w filmie jest znacznie bardziej zapadający w pamięć.

ASPEKTY TECHNICZNE

Sylwia: O tym również wspomniałam już co nieco wcześniej i wydaje mi się, że nie ma sensu, abym się powtarzała. Podkreślę więc tylko, że w przeciwieństwie do wielu dokumentów, które oglądałam do tej pory, ekipa filmowa dołożyła wszelkich starań, by widz zapomniał o jej istnieniu, a nawet, by przez cały seans nie zdawał sobie sprawy z jej obecności. I wyszło to filmowi wyłącznie na dobre.

Mateusz: To fakt, w trakcie seansu zapominamy wiele razy o tym, że oglądamy dokument, a nie dramat sportowy. Kamera towarzyszy bohaterce zarówno na sali gimnastycznej, jak i w domu, na plaży, na spotkaniu z przyjaciółmi, czy też w trakcie rozmów na Skype z chłopakiem. Reżyserka, jak i cała ekipa, stara się także, aby uzyskać efekt niewidzialności i nie przypominam sobie, by próbowali nawiązać kontakt z którymkolwiek bohaterem filmu.

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Sylwia: Over the limit to opowieść, którą być może już znamy, ale opowiedziana w nieco inny sposób. Zbyt naturalny i płynny jak na dokument, natomiast ze względu na to, że tym dokumentem jest, nie kwalifikuje się jako film fabularny. Jeśli chodzi o same wrażenia estetyczne – dla mnie stoi on gdzieś pomiędzy. Jego wydźwięk natomiast jest tak samo klarowny, co bezlitosny: sport, nawet ten, który na ekranie wygląda na zabawę czy niemęczący taniec, jest niesamowicie wyczerpujący i wymagający od sportowca ogromnych, często niewyobrażalnych dla “zwykłych” ludzi poświęceń. Nie zawsze są to poświęcenia związane wyłącznie z własnym ciałem. Często odbija się to również na życiu prywatnym sportowców, a zakończenie filmu nie pozostawia we mnie wątpliwości, że Rita oddałaby cały swój występ na Olimpiadzie i złoty medal tylko po to, by czas poświęcony na treningi spędzić z osobą, która wkrótce potem odeszła bezpowrotnie.

Mateusz: To przepiękny dokument o smutku, bólu, wyrzeczeniach, harcie ducha, niesamowitej sile wewnętrznej w obliczu wystawienia na wielomiesięczne (jeśli nie wieloletnie) upokorzenia i przykrości. To film o dążeniu do perfekcji, codziennej powtarzalności, nieustannej walce i obraz obnażający brzydotę sportu. Zwycięstwo, medalowy sukces, międzynarodowa kariera to tylko efekty uboczne, które okazują się być czasem kompletnie nieistotne w obliczu tego, co człowiek musiał przejść w drodze na szczyt. Over the limit świetnie to przedstawia.

Sylwia: Over the limit opowiada o wielu sprawach. O granicach, które codziennie przekraczamy, o naszej własnej wytrzymałości, która nas samych niejednokrotnie zaskakuje, o upokorzeniach, które jesteśmy w stanie znieść, o cierpieniu i motywacji. O sukcesie, dla którego jesteśmy w stanie poświęcić tak wiele… czasami – już po fakcie – okazuje się, że zbyt wiele. Po wszystkim niejeden artysta czy sportowiec zadaje sobie zapewne pytanie: Czy było warto? Jednak, my – widzowie wszelkich zawodów, igrzysk, mistrzostw – raczej nie mamy w zwyczaju o tym myśleć, wymagając od reprezentantów naszego kraju jak najlepszych występów i ganiąc ich w myśli za każdy błąd. Czy słusznie?

 

Ocena Mateusza8
Ocena Sylwii7
7.5Ocena ogólna