Wielogłosem o…: „Pod osłoną nieba” Paul Bowles

Wydawnictwo Świat Książki od jakiegoś czasu rozpieszcza fanów Paula Bowlesa – na polskim rynku pojawiły się nigdy wcześniej niepublikowane utwory autora, nie bez powodu nazywanego “literacką sensacją XX wieku”. Miejsce znalazło się również dla najpopularniejszej powieści pisarza – Pod osłoną nieba. Zafascynowany autorem Patryk i dopiero zaczynający przygodę z jego literaturą Michał nie mogli pominąć tej pozycji i po lekturze zasiadają do dyskusji na temat książki. Zapraszamy do lektury.

WRAŻENIA OGÓLNE

Michał Bębenek: Debiutancka powieść Paula Bowlesa była zarazem moim pierwszym zetknięciem z tym autorem. Do tej pory słyszałem wiele dobrego o tym pisarzu i podróżniku, znany był mi też  świetny cytat jego autorstwa, na temat traktowania życia jako niewyczerpanego źródła. Jednak dopiero teraz w moje ręce trafiło Pod osłoną nieba, a po skończonej lekturze trafiło również w sam środek mojej głowy. Inspiracją dla powieści były  podróże autora po Saharze i przyznam szczerze, że akurat te rejony nie należą do moich ulubionych ani wymarzonych. Moje miejsca na świecie są zupełnie gdzie indziej, jednak sposób w jaki Bowles pisze, nie pozwala oderwać się od książki, niezależnie od tematyki. Pod osłoną nieba zrobiło na mnie na tyle duże wrażenie, że zaliczam tę powieść jako jedną z tych z “górnej półki”, mimo niewielkiego dysonansu na koniec.

Patryk Wolski: Po lekturze kilku już książek Bowlesa nie mogłem nie sięgnąć po jego najsłynniejsze dzieło. Pod osłoną nieba wyznaczyła kierunek, którym w przyszłości podążał autor i muszę szczerze przyznać, że jego późniejsze dokonania oceniam znacznie wyżej niż jego debiut. Podobny schemat znajdziemy w mniej popularnej powieści Paula Bowlesa Ponad światem, gdzie również znudzona sobą para małżonków jedzie w egzotyczną podróż, która wskutek ignorancji i naiwności staje się ich dramatem. Tam, moim zdaniem, Paul Bowles doszlifował to, co przekazał czytelnikom w Pod osłoną nieba. Nie umniejsza to jednak wartości tej powieści, gdyż wciąż jest ona książką, którą warto przeczytać.

ZALETY I WADY POWIEŚCI

Patryk: Mam nadzieję, że nie rozpędzę się na tyle, aby odebrać głos mojemu współrozmówcy, ale literatura Paula Bowlesa stała się moją małą fascynacją, na której temat zawsze mam coś do powiedzenia. Charakterystyczne cechy pióra Amerykanina – które u niego przerodziły się w swego rodzaju topos – to oczywiście podróż ludzi Zachodu do trzeciego świata, świata kolonialnego, który zdaje się im prosty, a przez co pozornie łatwy do rozszyfrowania. Port i Kit, amerykańskie małżeństwo, które się ze sobą nie dogaduje (jak to w pewnym momencie ze zdziwieniem zauważyła Kit, od przynajmniej roku nie mówiła do męża per “kochanie”), wyruszyło do Afryki Północnej, aby następnie udać się wgłąb lądu i zobaczyć na własne oczy Saharę. Ich podróż charakteryzuje się ciągłymi narzekaniami na warunki, kuchnię, klimat – aż się chce zapytać, po co w ogóle chcieli jechać do takiego miejsca?

Tak naprawdę w Pod osłoną nieba nie potrafimy znaleźć klarownej odpowiedzi, co skusiło małżonków do tak dalekiej podróży. Obserwujemy postępujący rozłam w ich związku, który aż nazbyt wyraźnie chyli się ku upadkowi. Usilne starania Porta, aby jechać dalej i dalej, mimo coraz poważniejszych utrudnień, byłyby godne podziwu gdyby nie fakt, że on sam nie przejmował się problemami. Jest pewna scena w tej książce, która mnie po prostu rozbroiła: gdy para ma udać się do miasta El Ga’a, Port wręcz nie chce zaciągać języka u miejscowych o panujących tam warunkach, bowiem chce zachować SWÓJ obraz miasta! Oczywiście, los nie mógł pozostać w tym wypadku obojętny.

Nie ukrywam, że znajomość innych dzieł Bowlesa przygotowała mnie na to, co stanie się w życiu Porta i Kit. Tyle że, w odróżnieniu od Ponad światem, w Pod osłoną nieba całą winę za toczącą się tragedię ponoszą niefrasobliwi turyści, którzy nie znając reguł panujących w tym świecie, sami skazali się na zagładę. Punkt kulminacyjny, wiążący się z dramatem Porta, nagle rozpędza historię do szalonej eskapady po arabskim świecie, którego Amerykanie zdają się nie rozumieć; obecność francuskich urzędników zdaje się być dla nich kolejnym zapewnieniem, że są tu bezpieczni i nie grozi im nic złego.

Ostatnia część książki natomiast była dla mnie chaotyczna – miałem wrażenie, jakbym nagle przeskoczył do innej powieści, w inny świat. Coś w tym jest, bo główna bohaterka również nagle budzi się w innym dla niej świecie (a jej wrażenia potęgowane są narastającym szaleństwem i paranoją). I chociaż czytało mi się ten fragment znacznie ciężej niż poprzednie rozdziały książki, wciąż nie potrafię go w pełni skrytykować. Zawiera on w sobie kwintesencję bowlesowego bohatera – postępujący chaos, fatalne dokonywanie wyborów, nieznajomość realiów, w których jednostka się znajduje. Pomimo otaczających ją ludzi, Kit tak naprawdę wciąż działa samotnie, bo ten świat nie jest jej; paradoksalnie, Kit również nie chce znać świata, w którym była wcześniej. Jej los jest właściwie skazany na porażkę, co odzwierciedla się w typowym dla Bowlesa, zawieszonym w próżni, zakończeniu.

Michał: Rzeczywiście coś w tym musi być, bo miałem bardzo podobne odczucia – czytania czegoś zupełnie innego pod koniec przedstawionej przez Bowlesa historii. Tak jakby Kit, poza wszystkim innym, straciła też przychylność samego autora, który postanowił przeciągnąć ją przez prawdziwe piekło w arabskim wydaniu. Jeśli już miałbym wskazać jakiś minus, to byłoby nim właśnie to zakończenie. Ale wynika to raczej z mojego niewłaściwego nastawienia do tej powieści. Zaczynając lekturę, spodziewałem się raczej książki o podróży, sensie życia, pewnej refleksji i innym, mniej konsumpcyjnym spojrzeniu na otaczającą nas rzeczywistość. I do pewnego momentu właśnie tak było. Ale potem bohaterowie zaczęli coraz bardziej chylić się ku upadkowi, czyniąc przesłanie coraz mniej optymistycznym. Jeśli mówisz, Patryk, że taki typ bohaterów to znak firmowy Bowlesa, będę musiał po prostu nieco przeorientować swoje oczekiwania podczas lektury kolejnych jego książek. Niemniej jednak, to kawał dobrej literatury.

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Michał: Port Moresby – główny bohater tej powieści i wydaje mi się, że do pewnego stopnia alter-ego samego Bowlesa – wywarł na mnie wrażenie człowieka z głową pełną filozoficznej mądrości, potrafiącego się zachwycić rzeczami z pozoru zwyczajnymi. Ale jednak był też nieco zagubiony, jego wędrówka przez Afrykę prowadziła właściwie donikąd i podejrzewam, że on sam do końca nie wiedział, gdzie właściwie zmierza. Wydał mi się też człowiekiem pozbawionym poczucia humoru.

Z kolei jego żona Kit to dla mnie zagadka. Jej zachowania i motywy, szczególnie pod koniec powieści są dla mnie niekiedy zupełnie niezrozumiałe. To znaczy, domyślam się, dlaczego postąpiła tak, jak postąpiła, ale niepojęte dla mnie jest takie zachowanie. Co prawda od początku dowiadujemy się o jej dziwnych nawykach, lękach i atakach histerii, ma to więc swoje uzasadnienie. Jednak wszystko to, co dzieje się po pewnym istotnym wydarzeniu (o którym nie będę tutaj szczegółowo pisał, żeby nie zepsuć innym lektury), to dla mnie zupełnie inna książka. To właśnie ten dysonans, o którym wspomniałem na początku. Dostajemy pełne spektrum szaleństwa Kit, które osiąga swoje apogeum w wyniku negacji tego, co się wydarzyło. Jest to dla mnie całkowite zaprzeczenie wszystkiego tego, co do tej pory reprezentował Port, jego filozofii i ideałów.

Patryk: Zacznę najpierw od polemiki z Michałem. Mówisz, że zachowanie Kit jest całkowitym zaprzeczeniem tego, co prezentował sobą Port. Ale właśnie o to chodzi! Przecież przez całą historię widzimy, że ta dwójka, będąca przecież małżeństwem, kompletnie się ze sobą nie dogaduje w kwestiach egzystencjalnych. Ich rozmowy na tematy poważne zwykle kończą się kłótnią lub chociaż wymowną sugestią “jak ty mnie nie rozumiesz…”. Oni nie byli ulepieni z tej samej gliny, dlatego nawet zachowanie Kit pod koniec książki sprowadziło się do zaprzeczenia dotychczasowego życia i ucieczki.

Michał: Masz rację, ale jednak Kit mimo wszystko musiała bardzo kochać Porta, jako że bez słowa skargi podążała za nim wszędzie tam, dokąd poniosła go jego podróżnicza dusza. Dlatego też nie mogłem zrozumieć jej motywu, kiedy wydarza się nieuniknione. Mogę sobie to tłumaczyć tylko całkowitą chmurą szaleństwa, która ogarnęła Kit w tym momencie.

Patryk: Kit nie tyle kochała swojego męża, lecz pragnęła, aby ich wypalona miłość powróciła. Wydaje mi się, że jedynym powodem, dla którego wciąż wiernie podążała za Portem, była nadzieja, że ich związek w czasie podróży przejdzie przez katharsis i na nowo staną się dla siebie bliskimi ludźmi. Wiele razy zresztą Kit przechodzi przez chwilę zawahania, gdy chce zrobić na złość mężowi, udając chociażby romans z Tunnerem; innym razem Kit z pełną świadomością zgadza się na każdą zachciankę Porta tylko po to, żeby nie robić mu przykrości, żeby sprawić mu przyjemność – bo wierzy, że ta podróż też ma go w jakiś sposób oczyścić. Tak mi właśnie przyszło do głowy, że niestabilność ich związku również mogła się przyczynić do niestabilności jej umysłu i był to jeden z kamyczków, który wywołał lawinę szaleństwa.

Co do Porta, również odniosłem wrażenie, że do pewnego stopnia jest to postać wzorowana na Paulu Bowlesie. Mimochodem wspomniana profesja Porta (pisarz), podróż z żoną do Afryki, pobyt w niej przed II wojną światową – sylwetka takiego (lub bardzo podobnego) bohatera pojawia się u Bowlesa nie pierwszy raz. Poza tym, przy tej książce zaznaczane jest bardziej niż kiedykolwiek, że jest ona inspirowana jego własnymi podróżami.

Pod osłoną nieba pojawia się również kilka postaci drugoplanowych, jak przyjaciel małżeństwa Tunner, podejrzani państwo Lyle czy francuski porucznik d’Armagnac. Ich wątki były bardzo ciekawe – tym bardziej szkoda, że Bowles nie rozwinął ich bardziej. W pewnym momencie autor bez skrupułów zepchnął ich na boczny tor.

Michał: Państwo Lyle byli jednymi z najciekawszych postaci. Ich relacja też do końca pozostała niejasna, pozwalając czytelnikowi samemu sobie dopowiedzieć, co tak naprawdę ich łączyło. Byli irytujący w niezwykle ciekawy sposób. Nic dziwnego, że ich znajomość z Moresbymi rozpoczęła od przepełnionej fascynacją obserwacji tej dziwacznej pary przez Porta.

STYL, JĘZYK

Michał: Styl pisania Bowlesa bardzo przypadł mi do gustu. Potrafi tak rozrysować akcję, że ciężko oderwać się od czytania, a jego postacie są skomplikowane i wiarygodne. Prowadzenie akcji z punktu widzenia danej postaci to oczywiście nic oryginalnego, ale tutaj jest to przedstawione w bardzo dobry sposób. Czasem tylko te przejścia pomiędzy bohaterami są dość płynne, na tyle mocno, że potrzebowałem chwili, żeby w głowie przełączyć sobie perspektywę.

Patryk: Paul Bowles zachwyca mnie swoim stylem. Fascynuje mnie jego chłodna, czasami asekuracyjna narracja, gdzie celowo nie ubiera w słowa brutalnych czy mocnych fragmentów, zaznaczając jednocześnie wagę tych wydarzeń. O śmierci czy o przemocy nie mówi wprost, a przecież jest ona wciąż u Bowlesa wyczuwalna – tym mnie autor nieustannie paraliżuje. Dzisiaj już nikt tak nie pisze, bezpośredniość języka przezwyciężyła siłę przekazu. A Bowles, jak zwykle, nie mówi dużo – nie musi.

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Michał: Po przewróceniu ostatniej strony miałem dłuższą chwilę zawieszenia, coś co nazywam “poksiążkowym kacem” (w pozytywnym znaczeniu). A jeśli dana powieść wywołuje u mnie taką reakcję, oznacza to, że musiała być naprawdę dobra. Pierwsze zetknięcie z Paulem Bowlesem uważam za bardzo udane i jeśli tylko będę miał okazję, na pewno sięgnę po jakieś inne jego książki.

Patryk: Pod osłoną nieba to klasyk, z którym warto się zmierzyć. W moim mniemaniu nie jest to najlepsza powieść Bowlesa, gdyż Ponad światemDom pająka są lepsze; zaznaczam jednak od razu, że według mnie Paul Bowles nie napisał słabej powieści, ta po prostu nosi na sobie znamiona debiutu. Jeśli Michał po pierwszym kontakcie z tym niedocenianym amerykańskim pisarzem jest zachwycony, to jest to świetna rekomendacja – dalej może być już tylko lepiej. A warto ją poznać choćby po to, aby zaobserwować rodzący się motyw przewodni autora, który pojawia się w jego kolejnych powieściach. Historia podróży Porta i Kit na Saharę obfituje w dramatyczne wydarzenia, a bajeczne opisy miasteczek i lokalnej ludności kontrastują z brudem i brzydotą, którą na każdym kroku napotyka para Amerykanów. Bowles krytykuje arogancję i głupotę z pesymistycznym przekonaniem, że się z nimi nie wygra. Smutne to, ale prawdziwe.

Michał: Jeśli Pod osłoną nieba rzeczywiście nie jest najlepszą powieścią Bowlesa, nie mogę się w takim razie doczekać, aż poznam te lepsze.

[buybox-widget category=”book” name=”Pod osłoną nieba” info=”Paul Bowles”]

Fot.: Świat Książki

Write a Review

Opublikowane przez

Patryk Wolski

Miłuję szeroko rozumianą literaturę i starego, dobrego rocka. A poza tym lubię marudzić.

Michał Bębenek

Dziecko lat 80. Wychowany na komiksach Marvela, horrorach i kinie klasy B, które jest tak złe, że aż dobre. Odpowiedzialny za sprawy techniczne związane z Głosem Kultury.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *