pojedynek na głosy

Wielogłosem o…: „Pojedynek na głosy”

Dzisiaj kinową premierę ma brytyjska komedia w reżyserii Petera Cattaneo, nosząca tytuł Pojedynek na głosy. Dystrybutorem filmu jest Best Film, my natomiast objęliśmy produkcję patronatem medialnym. Dzieło to swoją premierę miało podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Toronto w sekcji specjalnej. To ciepła i pokrzepiająca opowieść o amatorskim kobiecym zespole, który wspiera się w czasie, gdy ich najbliżsi walczą na froncie w Afganistanie. Produkcja usiana jest znanymi przebojami i stanowi dobrą propozycję na letni, przyjemny wypad do kina, po którym z pewnością wyjdziecie bogatsi o pozytywne doświadczenia i emocje. Polecamy! 

WRAŻENIA OGÓLNE

Sylwia Sekret: Pojedynek na głosy to film, który może zarówno zaskoczyć pozytywnie, jak i być właśnie tym, czego się spodziewamy, siadając do seansu dzieła sklasyfikowanego jako komedia. Wszystko zależy od tego, czego oczekujemy od tego gatunku i do czego jesteśmy przyzwyczajeni, jeśli chodzi o filmy tego rodzaju. Podejrzewając, że komedia od Best Film na pewno nie będzie głupkowatym dziełem czy komedią opierającą się na humorze slapstickowym – miałam dobre przeczucia. I ani się nie myliłam, ani nie zawiodłam.

Mateusz Cyra: Ja w sumie mam podobne odczucia, jednak mimo wszystko przyznam, że spodziewałem się filmu nieco lżejszego. Proszę tego jednak nie odbierać jako przytyk w stronę brytyjskiej produkcji. Nie jestem miłośnikiem komedii i naprawdę niewiele filmów przypisanych do tego gatunku jest mnie w stanie zadowolić. Im mniej  zatem komedii w komedii i im bardziej jest ona nacechowana dramatem obyczajowym, tym wyższa moja ocena. Dlatego też w przypadku Pojedynku na głosy jest całkiem wysoka. 

RYS FABULARNY

Sylwia: Kiedy mężczyźni i jedna kobieta z pewnej wojskowej bazy w Wielkiej Brytanii wyruszają na misję do Afganistanu, ich żony próbują poradzić sobie z życiem w ciągłym stresie i zamartwianiu się. Dla niektórych z nich jest to już piąta misja, dla niektórych pierwsza. Są wśród nich starsze kobiety, jak i młodsze. Niektóre mają dzieci, inne spędzają wieczory zupełnie samotnie. Wspólne spotkania być może pomogą im przetrwać sześć miesięcy, podczas których z ich mężami bądź żonami może stać się dosłownie wszystko. Do tej pory to Lisa organizowała tak zwane spotkania przy kawie, podczas których kobiety… nie robiły nic specjalnego. Jednak tym razem dołączy jeszcze jedna, nie byle jaka kobieta…

Mateusz: Mówisz o żonie pułkownika – apodyktycznej Kate – która lubi, gdy panuje porządek i wszystko znajduje się na przeznaczonych do tego miejscach. Mimo że wypełnienie czasu wszystkim kobietom z wojskowej bazy na czas nieobecności ich najbliższych członków rodziny nie należy do jej zadań, ta postanawia „pomóc” Lisie. Po zorganizowanej burzy mózgów większości kobiet najbardziej podoba się idea chóru żeńskiego. Od tej pory codzienność kobiet wypełniać będą próby, ćwiczenia oraz nieustanne przepychanki między Lisą a Kate, ponieważ każda będzie miała odmienną wizję tego, jak powinien działać wspomniany chór. 

 

WADY I ZALETY FILMU

Sylwia: Zacznę może od wad, choć nie będzie ich zbyt wiele i nie wiem sama, czy do końca mogę nazywać poniższe wynurzenia wadami. Problem w tym, że historia opisana w Pojedynku na głosy jest naprawdę skomplikowana, a skomplikowanie to sprowadza się do historii każdej z kobiet, która po prostu nie miała szans, by zostać opisaną. Dlatego jedną z myśli, która najbardziej nie dawała mi spokoju podczas seansu filmu, było to, że jest to świetna historia na serial, bo po prostu szkoda potencjału, który w filmie nie miał jak zostać wykorzystany poprzez ograniczenia czasowe. Jednak kiedy pod koniec filmu otrzymujemy informację, że taki serial już powstał, odbiór Pojedynku na głosy wraca na właściwe tory. Skoro ktoś już zajął się dogłębniejszym opowiedzeniem historii tych kobiet, nic nie stało na przeszkodzie, aby powstał film, który przedstawi sam fenomen powstania tego nietypowego kobiecego chóru, zarysowując jedynie niektóre postaci i ich problemy.

Mateusz: To dla mnie taką drobną, naprawdę niewielką wadą jest trochę nagminne operowanie kliszami przez reżysera. Objawia się to choćby poprzez stary, zakurzony samochód, który stoi przed domem Kate. Jest on nam pokazywany tak często, że po prostu wiemy, iż będzie miał spore znaczenie dla fabuły i późniejsza rola tego wozu kompletnie nie zaskakuje. 

Sylwia: Jeśli chodzi o zalety, to zapewne nie będę oryginalna, wymieniając zarówno aktorstwo, jak i bardzo zgrabnie poprowadzony scenariusz. Historia sunie naprawdę gładko, nie ma przestojów, nie ma nudy. Twórcy doskonale wiedzieli, o czym chcą opowiedzieć, i co pragną osiągnąć, co przekazać. I to im się całkowicie udało. I choć nadal gdzieś z tyłu głowy pozostaje żal za niewykorzystaniem potencjału tych wszystkich kobiet i ich osobistych opowieści… Doceniam to, że i tak udało się zmieścić tak dużo i opowiedzieć tak wiele. Przede wszystkim o emocjach. Choć skupiono się w głównej mierze na trzech kobietach, to posłużyły one twórcom do zawarcia tego, co najważniejsze – od samotności do radości, od żałoby do nadziei, od tęsknoty do złości. Przedstawiono widzom w wiarygodny sposób historię kobiety, która czeka. Która z drżeniem serca odbiera każdy telefon, każdego SMS-a, każdą informację o braku łączności. Która nie wie, czy będzie samotnie wychowywać dzieci przez następne pół roku, czy przez całe życie.

Mateusz: To prawda. Warstwa emocjonalna brytyjskiej produkcji jest chyba jej największym plusem. Podczas seansu w głowie przewijały mi się najczęściej następujące myśli: „Tak wygląda każdy konflikt zbrojny zza kulis”, „Tym właśnie jest wojna dla tych, którzy nie noszą karabinów i nie uczestniczą w samym sercu akcji”. Świadczy to o tym, jak dobrze udało się twórcom przedstawić pewien problem, na który raczej nie zwracamy uwagi, gdy myślimy o wojnie. No bo powiedzmy sobie szczerze – jak często mówiąc „wojna”, myślimy o tych, którzy pozostali w domu i czekają na powrót swoich najbliższych? 

PROBLEMATYKA

Sylwia: Trochę już o tym wspomniałam powyżej, jeśli więc będę musiała się powtórzyć – to trudno. Przy dobrych filmach warto się powtarzać. Pojedynek na głosy to przede wszystkim opowieść o życiu w całkowitej niepewności, o niewiadomej, jaką jest dla bohaterek każdy kolejny dzień czekania, każda godzina. To opowieść o życiu, które musi być niesamowicie trudne, a które niełatwo zrozumieć, nigdy go nie zaznawszy. Wyczerpujące jest czekanie, wyczerpująca jest samotność, wyczerpująca jest myśl o losie najbliższej osoby, na który nie mamy wpływu. To również opowieść o tym, że człowiek jest stworzony tak, by przynajmniej próbować sobie radzić w każdej sytuacji, a próby te najlepiej wychodzą mu w otoczeniu i przy wsparciu innych. Nie pomaga nam samotność, nie pomaga nam milczenie i zamykanie się w czterech ścianach. Drugi człowiek (a także trzeci i czwarty) jest i będzie dla nas zawsze najlepszym lekarstwem. Oczywiście człowiek odpowiedni, ale o takiego wcale nie tak trudno. Pojedynek na głosy to zatem opowieść o sile człowieka – zarówno jako jednostki, jak i grupy. Siła kobiet również jest tu niezmiernie ważna, ale na pewno nie najważniejsza i moim zdaniem nie była dominująca. Choć to właśnie kobiety dominują na ekranie. 

Mateusz: Trudno będzie mi coś dodać i nie powtarzać Twoich słów. Dla mnie Pojedynek na głosy to słodko-gorzka opowieść o tym, jak radzimy sobie w obliczu potencjalnej utraty tych, których kochamy najmocniej. To także całkiem niezła opowieść o tym, jak rodzą się przyjaźnie na całe życie. Film Petera Cattaneo w fajny sposób obrazuje także, jak trudnym zadaniem jest rodzicielstwo. 

 

ULUBIONA SCENA

Sylwia: Moją ulubioną sceną jest ta, kiedy w końcu następuje konfrontacja między dwiema głównymi bohaterkami. Lubię te filmowe kumulacje emocji, które wiszą w powietrzu od samego początku. Lubię to ujście, kiedy bohaterowie w końcu wypuszczają z siebie długo wstrzymywane powietrze. Lubię, kiedy postaci w wielkim wybuchu mówią w końcu to, co myślą, choć gdy opadnie kurz, zdają sobie sprawę, że tak naprawdę… wcale tak nie myślą. A przynajmniej nie do końca. Bo właśnie tacy jesteśmy my, ludzie. Nie zawsze to, co myślimy, myślimy naprawdę. Nie zawsze to, co wykrzyczymy w złości, jest prawdą, za którą potem musimy pokutować. Jesteśmy wulkanami emocji, z których czasami musi się wydobyć trochę lawy, żebyśmy całkowicie nie wybuchli, niszcząc wszystko wokół.

Mateusz: Ja chyba nie mam ulubionej sceny. Cały film podobał mi się w podobnym stopniu. Oczywiście w różnych fragmentach chodziło o zupełnie inne emocje – jedne sceny wyciskały łzy z oczu, inne napawały optymizmem, a na jeszcze innych fałszowałem wraz z bohaterkami. 

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Sylwia: Kate to kobieta szanowana. Co nie znaczy, że jest lubiana. Kate to kobieta elegancka, bardzo ładna i zadbana. Co nie znaczy, że jakoś jej to w życiu pomaga. Kate jest opanowana, niemal dystyngowana, inteligentna, doświadczona. Co nie znaczy, że jest pozbawiona wad. Kiedy dołącza do spotkań żon, okazuje się, że na wszystko ma całkowicie inny pogląd niż stojąca w opozycji, młodsza i bardziej wyluzowana, Lisa. Kate nie daje sobie taryfy ulgowej. Nie daje się ponieść emocjom, dba o swój wizerunek, a opinia innych jest dla niej bardzo ważna. Ale Kate nie jest robotem. I również ona musi dać w końcu upust emocjom. Znamy sporo takich Kate. Na pewno każdy z nas zna przynajmniej jedną. Ale często nie mamy okazji poznać ich bliżej. Od tej bardziej ludzkiej, a mniej „kate’owatej”. Dam sobie jednak głowę uciąć, że za każdą Kate stoi jakaś strata, zdrada, jakaś tęsknota, jakaś niesamowicie smutna opowieść. I stos niepotrzebnych, kupionych przez telezakupy rzeczy – czy to rozumianych dosłownie, czy to jako metafora.

Mateusz: Lisa wydaje się kompletnym przeciwieństwem Kate. Jest pogodna, często się uśmiecha, zaraża optymizmem innych ludzi, ma w sobie to coś, co sprawia, że inni do niej lgną, żeby po prostu pogadać o wszystkim i o niczym. W przeciwieństwie do Kate – Lisa nie przykłada większej wagi do wyglądu zewnętrznego, nie próbuje udawać kogoś, kim nie jest, i nie zważa na konwenanse bądź nakładane na nią wymagania, na które się przecież nie pisała. To zwyczajna kobieta, której daleko do ideałów, ale którą po prostu się lubi. W obawie przed stratą ukochanych osób zdarza jej się być nieco opryskliwą i defensywną, jednak to tylko postawa. Kocha swoją córkę, Frankie, jednak nie potrafi znaleźć z nią wspólnego języka. 

AKTORSTWO

Sylwia: Przede wszystkim aktorki zostały świetnie dobrane do swoich ról. Ich fizyczność rewelacyjnie odzwierciedla dobrany im przez twórców charakter. Kristin Scott Thomas z całą swoją elegancją idealnie wpasowała się w rolę Kate z kijem w dupie, natomiast Sharon Horgan została chyba stworzona po to, by grać rolę nieco bardziej wyluzowanej, dowcipnej, ale i zadziornej mamuśki. Obok nich wyróżniły się moim zdaniem jeszcze: grająca rolę Sarah Amy James-Kelly, którą kojarzyć możemy z serialu Safe dostępnego na Netflixie, a także Gaby French –  historię Jess, w którą się wcieliła, chciałabym poznać najbardziej ze wszystkim kobiet.

Mateusz: Ponownie pozostaje mi tylko przytaknąć Twoim słowom. Chociaż w obsadzie brakuje oczywistych gwiazd i nazwisk rzucających na kolana, uważam, że to w tym wypadku zaleta brytyjskiej produkcji. Znane twarze nie odciągają uwagi od scenariusza, a to jednak przedstawiona historia jest w tym przypadku najbardziej istotnym elementem całości. Czuć również, że obsada świetnie się ze sobą bawiła podczas nagrywania i nie zdziwiłbym się, gdyby zaowocowało to jakąś nową przyjaźnią poza ekranem. 

KWESTIE TECHNICZNE

Sylwia: Pojedynek na głosy nie zapadnie mi w pamięć ze względu na kwestie techniczne, ale nie taka jest jego rola. Zapadnie mi w pamięć ze względu na fabułę i kreacje aktorskie, przede wszystkim zaś na opowiedzianą, a inspirowaną faktami historię. Technicznie wszystko było poprawnie, ale też nic się nie wyróżniło – ani zdjęcia, ani muzyka, ani montaż. Słowem – nic nie odwracało naszej uwagi od opowiadanej historii, bo i nie było takiej potrzeby.

Mateusz: A to w tym wypadku jednak się z Tobą nie zgodzę. Jasne, że w większości kwestii technicznych Pojedynek na głosy nie ma się czym pochwalić, ale akurat muzyką ten film stoi i jest ona jednym z kluczowych elementów dla fabuły. Ścieżka dźwiękowa z filmu zawiera legendarne przeboje – zarówno te oczywiste (With or Without You, Only You), jak i te nieco zakurzone, o których wielu zdążyło już zapomnieć (Shout, We Are Family). Wszystkie jednak pasują do opowieści. Dla mnie dodatkowym smaczkiem jest także wspomnienie nieśmiertelnego hitu Eminema i Dido.

Sylwia: Masz rację – utwory zostały świetnie dobrane i pasują do całości. Ja miałam na myśli nie tyle ścieżkę dźwiękową, ile muzykę oryginalną towarzyszącą filmowi w tle, z której po prostu niewiele zapamiętałam.

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Sylwia: Pojedynek na głosy to ciepła i krzepiąca opowieść o wielu emocjach, jakie towarzyszą nam w życiu. Kobiety z tej opowieści, czekające w niepewności na swoich mężów czy żony, są zawieszone gdzieś pomiędzy dzisiaj, wczoraj a jutro; gdzieś pomiędzy wojną a pokojem; pomiędzy nadzieją a obawą; pomiędzy życiem a śmiercią. Ta opowieść  to kolejne przypomnienie, jak mało wiemy o świecie i o tym, jak mocno nie doceniamy tego, co mamy. To ciepła, ale i momentami smutna pieśń, całkowicie oderwana od naszych wygodnych żyć, ale jednocześnie tak bardzo dająca się do nich dopasować. Jakby refren wszystkich tych naszych życiowych piosenek brzmiał podobnie. I może właśnie tak jest? 

Mateusz: Pojedynek na głosy perfekcyjnie wręcz balansuje między warstwą komediową a dramatem. To film niezwykle ludzki, w którym nie ma miejsca na papierowych bohaterów. I oczywiście można zasługi za to przypisać faktowi, że twórcy opowiadają o prawdziwych ludziach, a najlepsze scenariusze pisze życie, ale sztuką jest też odpowiednio te historie przełożyć na ekran. 

Fot.: Best Film

pojedynek na głosy

Write a Review

Opublikowane przez

Mateusz Cyra

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel portalu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Prowadzący cykl "Aktualnie na słuchawkach". Wielbiciel kina, który od widowiskowych efektów specjalnych woli spektakularne aktorstwo, a w sztuce filmowej szuka przede wszystkim emocji. Koneser audiobooków. Stan Eminema. Kingowiec. Fan FC Barcelony.  

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Tagi
Śledź nas
Patronat

1 Komentarz

  • Muszę zobaczyć ten film, dziękuję ;)

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.