powrót do whistle stop

Wielogłosem o…: „Powrót do Whistle Stop”

Nasze redakcyjne Wielogłosy najczęściej są spójne, zgodne, jeśli chodzi o opinię na temat dzieła, o którym dyskutujemy. Jednak tym razem, w przypadku książki Powrót do Whistle Stop, która jest kontynuacją kultowych i uwielbianych Smażonych zielonych pomidorów, nasze redaktorki rozminęły się nieco w opiniach. Sylwia ocenia powieść bardzo pozytywnie i po pierwszych zgrzytach oddała się lekturze w pełni, ciesząc się powrotem do znanych miejsc, bohaterów i problematyki. Natomiast Martyna nie potrafiła w pełni odnaleźć się w tej kontynuacji, nie czując w niej tego wszystkiego, za co pokochała wątki i bohaterów Smażonych… Czy jednak dostrzega jakieś zalety? Czy kontynuacja, jaką Flagg napisała po ponad 30 latach, ma w ogóle sens? Zapraszamy do lektury Wielogłosu.

Spis treści

Wrażenia ogólne

Sylwia Sekret

Sylwia Sekret

 Powrót do Whistle Stop to książka, na którą czekałam, choć nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy. Owszem, chciałam wracać do tego świata raz po raz, ale nie sądziłam, że kiedykolwiek Fannie Flagg zdecyduje się napisać kontynuację losów bohaterów Smażonych zielonych pomidorów. I choć wiadomość o powrocie wzbudziła we mnie same pozytywne emocje, to trochę się ociągałam, przed sięgnięciem po lekturę. Trochę z obawy, że powrót nie będzie tak przyjemny, jak sobie to wyobrażam, a trochę dlatego, że od mojej ostatniej lektury Smażonych… minęło już sporo czasu i bałam się, że to, co wyleciało mi już z pamięci, sprawi, że czytanie kontynuacji będzie utrudnione. Kiedy jednak siadłam do lektury, okazało się, że pamiętam więcej, niż mi się wydawało, a poza tym, Flagg tak prowadzi tę opowieść, że albo wspomnienia wracają do nas same, albo ona nam o nich w typowy dla siebie sposób przypomina.

Martyna Michalska

Martyna Michalska

Bo tak cudownych historii się nie zapomina! Smażone zielony pomidory to jedna z tych książek, które darzę ogromnym sentymentem, film widziałam już niezliczoną ilość razy i całą historię kocham miłością szczerą. Dlatego, od razu po tym, jak wpadła mi w łapki kontynuacja, z największą przyjemnością zagłębiłam się w dalsze losy Idgie, Buda Juniora i Evelyn. Liczyłam na podobne emocje, których doświadczałam podczas czytania pierwszej części i po prostu miłą wakacyjną opowieść (tak, czytając Smażone… rozkoszowałam się jeszcze ostatnimi chwilami lata). No i niestety, nie mogę powiedzieć, żeby kontynuacja spełniła moje oczekiwania.

Rys fabularny

Sylwia Sekret

Sylwia Sekret

Powrót do Whistle Stop nie ma jednej linii czasowej, podobnie zresztą jak to było w kultowych Pomidorach. O ile jednak tam mieliśmy opowieść Niny Threadgoode, która przenosiła nas w przeszłość, do życia Idgie, Ruth, Kikutka i ich przyjaciół, o tyle druga część z tego uniwersum to już przeskakiwanie z roku na rok, powroty do przeszłości i skoki do przyszłości. Zacząć należy od tego, że po latach Whistle Stop w zasadzie przestało istnieć, stało się kupą gruzu i śmieci. Ruth, wnuczka znanej nam z pierwszej części Ruth Jamison, a więc córka Buddy’ego, żyje samotnie w dużym domu sąsiadującym niemal okno w okno  z posiadłością wścibskiej teściowej. Owdowiała, snuje się przez życie w zasadzie bez żadnego celu – dzieci już dorosły i wyjechały, jej ojciec po śmierci żony zamieszkał w domu spokojnej starości, dzień w dzień tęskniąc za dawnymi czasami, ale pomimo tej tęsknoty, zachowując typową dla bohaterów Fannie Flagg pogodę ducha. I wtedy, kiedy nikt się nie spodziewał, losy tych dwojga zaskakującym zbiegiem okoliczności łączą się z… oczywiście nikim innym, jak samą Evelyn Couch!

Martyna Michalska

Martyna Michalska

Cóż, nie mam nic do dodania. W tych kilku zdaniach idealnie streściłaś treść Powrotu do Whistle Stop i dalsze rozwijanie tego podrozdziału jest zbędne.

Wady i zalety książki

Sylwia Sekret

Sylwia Sekret

Muszę przyznać, że nie od początku zostałam fanką Powrotu do Whistle Stop. Wiesz dlaczego? Bo, kiedy jesteś pełna radości, że za chwilę wrócisz do ukochanych miejsc i bohaterów i tętniącego życiem świata, a finalnie okazuje się, że zostają ci oni zwróceni tylko po to, by na twoich oczach, w mgnieniu oka, starzeć się, umierać i mijać ze sobą, przy twojej świadomości, że powinni być obok siebie i się wspierać… Nie pozostaje ci nic innego jak smutek. Choć oczywiście styl Flagg sprawiał, że czytało się to przyjemne, ale jednocześnie z żalem i niedowierzaniem. Na szczęście, kiedy autorka przestaje tak skakać między kolejnymi latami, kiedy akcja nieco zwalnia i na dłużej zatrzymujemy się w tu i teraz, niektórych bohaterów odzyskujemy na dłużej i tu już wraca to ciepło, humor i wlewająca się w serce radość i nadzieja – to, za co kocham twórczość Flagg.

To tyle, jeśli chodzi o wady, natomiast zalety? No przecież to Fannie Flagg! Spłakałam się kilka razy podczas lektury, uśmiechałam i wzruszałam. Chyba u żadnego innego autora czy autorki starość nie jawi się tak radośnie i optymistycznie. U autorki Witaj na świecie, Maleńka starość to nowa młodość! Po lekturze, mimo tego przygnębiającego początku, pozostaje w nas radość i nadzieja. Przeświadczenie, że dopóki mamy trochę siły i choć jednego bliskiego nam i wspierającego nas człowieka, można naprawdę wiele. A życie nie zaczyna się ani po 30, ani po 40, ani po 60. Ono trwa. Tu i teraz. Los może się do nas uśmiechnąć w każdej chwili, coś, co wydarzyło się niemożliwe, nagle jest na wyciągnięcie ręki, a kiedy myśleliśmy, że wszystko stracone – bach! Okazuje się, że wręcz przeciwnie. 

Ważne jest też, że po tylu latach Flagg ożywiła bohaterów, którzy nic a nic się nie zmienili. Powróciłam dzięki niej do wspomnień, ale również autorka rzuciła nowe światło na niektóre sprawy. Ciekawie podopinała niektóre wątki, a fabuła, która splata ze sobą na nowo Buddy’ego i Evelyn, która znała go tylko z opowieści, została świetnie poprowadzona. Bez przesady, ale jednocześnie z tym charakterystycznym dla Flagg zrządzeniem łaskawego, ale i figlarnego losu, który uwielbia puszczać do nas oko. Ta książka po prostu tętni nadzieją na to, że najlepsze, jeśli nie dzieje się teraz – wciąż jest przed nami.

Martyna Michalska

Martyna Michalska

Zgadzam się, to skakanie po różnych liniach czasowych mocno wybijało z rytmu. Gdyby chociaż autorka zdecydowała się na pociągnięcie wątku dłużej niż przez te dwie, trzy strony, to nie byłoby tego delikatnego wrażenia chaosu, który wkradł się w powieść. Natomiast to, co mi się nie podobało, to wręcz niesamowite zbiegi okoliczności i  bajeczne osiągnięcia Evelyn Couch. Spoko, mogłabym jeszcze uwierzyć w to, że stała się potentatką na rynku motoryzacyjnym i ma kasy, jak lodu, ale pomysł z kupieniem Whistle Stop i przywróceniem go do dawnej świetności, to jest dla mnie za dużo. Owszem, w USA możliwe jest kupienie miasta, ale fakt, że w tej książce wszystko się wszystkim udaje, jest dla mnie niedorzeczne. Nawet, jeśli pojawiają się jakieś problemy, to i tak wiadomo, że szybko zostaną przezwyciężone.

Kolejna rzecz, czyli bohaterowie. Faktycznie, mają rysy postaci, które tak bardzo lubię, ale wydaje mi się, że tym razem zostali potraktowani nieco po macoszemu. Jakby autorka, wiedząc, że czytelnicy te postaci już lubią, nie przykładała wagi do tego, aby je nieco pogłębić. Przez to wydali mi się trochę obcy i nie do końca byłam w stanie przejmować się ich losami tak, jak przejmowałam się nimi, czytając pierwszą część. Więc, niestety, ja jestem mocno zawiedziona Powrotem do Whistle Stop. Brakowało mi w nim tej lekkości pierwszej części, uroku, ciepła i dobroci, które, choć autorka próbuje wpleść, to nie wypadają naturalnie, bardziej, jak mocno przesłodzona gorąca czekolada. Da się wypić, ale mdły smak pozostaje.

 

Problematyka

Sylwia Sekret

Sylwia Sekret

To trudny temat, bo gdybym miała tak po prostu wymienić wątki problematyczne, jakie porusza Flagg w Powrocie do Whistle Stop, to czytający ten Wielogłos, a niezaznajomieni z twórczością pisarki, pomyśleliby zapewne: banał, być może nawet: tandeta. Bo mamy tutaj opowieść o sile przyjaźni, która może przytrafić się w każdym momencie życia. O więzach rodzinnych (które nie muszą być równoznaczne z więzami krwi) i opiece, jaką mogą otaczać nas najbliżsi, nawet kiedy wydaje nam się, że całkowicie już od nas odeszli. Ale to właśnie pamięć o nich sprawia, że trwają przy nas i potrafią w jakiś niezrozumiały sposób mieć wpływ na nasze życie. Możemy to oczywiście nazwać także zbiegiem okoliczności. 

Powrót do Whistle Stop to opowieść o miłości, takiej zwykłej, ale silnej – po prostu do drugiego człowieka. O starości, która nie powinna nas ograniczać. O młodości, która trwa w nas tak długo, jak jej na to pozwolimy. O samotności, która nikomu nie sprzyja. O dawaniu drugich szans i o miłości do zwierząt, które również są członkami rodziny.

Martyna Michalska

Martyna Michalska

Czyli w zasadzie o tym wszystkim, o czym przeważnie pisze Flagg. Jej powieści są idealne na poprawienie sobie humoru czy przyjemne zabicie czasu. Autorka ma niezwykłą zdolność do mówienia o rzeczach prostych, ale cholernie istotnych w sposób bezpośredni i ujmujący, tak, że do wykreowanej przez nią rzeczywistości chce się wracać raz po raz. Relacje międzyludzkie i to, jak bardzo mogą one wzmocnić człowieka to właściwie temat praktycznie każdej jej powieści. Nie inaczej jest w przypadku Powrotu do Whistle Stop. Przez całą książkę przewija się mnóstwo postaci, a każda na swój wyjątkowy sposób zostawia w innych bohaterach swój ślad.

omówienie wybranych postaci

Sylwia Sekret

Sylwia Sekret

Głównymi postaciami, które pozostają w książce na dłużej, są zdecydowanie Ruth, Buddy i Evelyn. Można do tego grona zaliczyć także Marthę Lee – teściową Ruth i Dot Weems, której listy towarzyszą nam w zasadzie do ostatnich stron książki. Kto by przypuszczał, że z roześmianego, żywiołowego Kikutka wychowywanego przez Ruth Jamison i Idgie, zajadającego się smażonymi zielonymi pomidorami, wyrośnie równie żywiołowy, energiczny i pełen optymizmy staruszek Buddy? Myślę… że wszyscy fani Smażonych mogli się tego spodziewać. Osiemdziesięciopięcioletni mężczyzna zdaje się z pokorą znosic ciosy, które przygotowało dla niego życie, ale nie z miną Hioba, lecz człowieka, który wie, że po burzy wychodzi tęcza. Cieszy się z drobiazgów, ma wielkie serce, zarówno dla zwierząt, jak i dla ludzi, może poszczycić się poczuciem humoru i wspomnieniami, których niejedno z nas może mu pozazdrościć. Nie jestem jedynie w stanie wybaczyć mu (a może po prostu Fannie Flagg?), że odkąd urodziła mu się córeczka Ruth, tylko raz odwiedził swoją ciotkę Idge. Idge, dla której po śmierci jej kochanej Ruth Jamison, Buddy był całym światem. Idge, która całemu miastu pochwaliła się, że przyjeżdża do niej siostrzenica i która tak mocno ją pokochała. Po prostu serce mi się rozpada na kawałki, jak pomyślę sobie, że córka Budda niemal nie pamięta już Idge. Że ta wspaniała kobieta nie mogła jej poznać poza tymi jednymi odwiedzinami i towarzyszyć jej we wzlotach i upadkach. Ale cóż, takie jest życie, wiem… To, że spuścizna Idge i Ruth przetrwa, jest jakimś pocieszeniem.

Ciekawą postacią wydaje się także Martha Lee, ponieważ w powieści pojawia się wiele, wiele przemiłych, ciepłych serdecznych osób, które stają na drodze Ruth i Buddy’ego, którzy nie patrzą z góry, nie oceniają, nie przejmują się opinią innych, tylko troszczą się o czyjeś samopoczucie, dokładają starań, żeby komuś było miło. Natomiast teściowa Ruth to zupełnie inna para kaloszy, choć powinnam pewnie napisać – eleganckich i drogich pantofli. Ciekawa jestem jej przemiany, bo zakończenie książki każe wierzyć, że i ją w końcu dosięgnie ciepło Threadgoode’ów i całego Whistle Stop.

Martyna Michalska

Martyna Michalska

Mnie z kolei trudno mieć emocjonalny stosunek do tych postaci. Tak jak już wspomniałam wcześniej, takie skakanie z jednego wątku do drugiego utrudnia poczucie sympatii do postaci pomimo tego, że przecież w większości są to dobrze nam znani bohaterowie. Żałuję też, że więcej miejsca nie poświęcono Idgie, bo to moja ulubiona postać.

Chciałabym też zwrócić uwagę na to, jaką przemianę przeszła Evelyn od czasów Smażonych… Z niepewnej siebie i mocno zrezygnowanej kobiety w średnim wieku stała się nagle świadomą swojej wartości osobą, twardo stąpającą po ziemi, ale nie obawiającą się marzyć i do spełnienia tych marzeń dążyć. W pierwszej części były już zalążki tego (Towandaaa!), ale tylko chwilowe, za to tutaj Evelyn bardzo się zmieniła, zachowując jednak te cechy, które w niej wcześniej polubiliśmy – empatię, umiejętność rozmowy z ludźmi i wrażliwość. I, jak się okazuje, również ta miękka strona jej osobowości, a nie tylko pewność siebie, pomogła jej w osiągnięciu tak spektakularnych sukcesów.

To, co mi się natomiast podobało, to bardzo zgrabne wprowadzenie do powieści transpłciowej córki pastora (zabijcie mnie, nie pamiętam imienia). Na początku mówi się o niej jak o mężczyźnie, a mniej więcej pod koniec powieści dowiadujemy się, że przyjechała właśnie córka. Nikt nie robi z tego wielkiego halo, a autorka po prostu pisze o tym wydarzeniu, nie skupiając się szczególnie na tym. Fakt, jest to postać bardzo mocno epizodyczna, ale jednak to, że autorka zdecydowała się na umieszczenie jej w swojej powieści, jest miłym akcentem, bo różnorodna reprezentacja jest cholernie ważna.

styl, język

Sylwia Sekret

Sylwia Sekret

Fannie Flagg wplata w swoje powieści tyle ciepła, humoru i zwykłej codzienności, że czytając jej książki, niejednokrotnie ma się wrażenie, że do pokoju przez okno wpada słońce. Jej styl to nie żadne wyszukane czy poetyckie metafory, to po prostu przemyślenia zwykłych ludzi i rozmowy takowych. Z jednej strony nie ma tu nic nadzwyczajnego, z drugiej – od razu wiadomo, że masz w rękach właśnie kolejne dzieło Flagg.

Martyna Michalska

Martyna Michalska

Tak, styl jest nadal lekki i przyjemny, do czego Flagg zdążyła nas przyzwyczaić w swoich poprzednich powieściach. Dzięki temu powieść czyta się bardzo szybko, a kolejne wątki uciekają jeden za drugim i nagle orientujemy się, że przewracamy ostatnią kartę powieści. Ten prosty i bezpośredni język to cecha charakterystyczna Flagg i jeden z przyjemniejszych elementów tej powieści.

wydanie

Sylwia Sekret

Sylwia Sekret

Okładka Powrotu do Whistle Stop jest utrzymana w tej samej stylistyce, co wznowienie Smażonych zielonych pomidorów, Nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie pójdę do nieba, a także książki Całe miasto o tym mówi. Są to całkiem udane wydania, choć mam wrażenie, że nie do końca oddają wyjątkowość tych książek i to, ile skrywa się w nich ciepła i wzruszeń.

Martyna Michalska

Martyna Michalska

Okładka zdecydowanie mogłaby być ładniejsza. I choć kawiarnia w Whistle Stop to jeden z najbardziej charakterystycznych punktów całej pomidorowej historii, to projektanci mogli się pokusić o więcej polotu. Tu jest prosto, zwyczajnie i nijako..

słowem podsumowania

Sylwia Sekret

Sylwia Sekret

Powrót do Whistle Stop to bardzo udane ponowne spotkanie z Idgie, Evelyn, Buddym, Dot i innymi bohaterami, a także kilkoma nowymi, bo choć sporo z naszych ukochanych bohaterów zestarzało się i odeszło, narodzili się nowi, których mieliśmy okazję poznać. Tak jak wspominałam na początku – pierwsze zetknięcie z powieścią nie wzbudziło we mnie zbytniego entuzjazmu, a skakanie co rusz o kilka i kilkanaśnie lat wprzód, nie pozwalając nacieszyć się ani historią, ani postaciami (podobnie jak w Całe miasto o tym mówi) było niemalże ciosem prosto w serce. Kiedy jednak akcja przystopowała, a z pozostałymi w świecie przedstawionym bohaterami mogliśmy się bliżej zapoznać i zżyć, trybiki zdają się wracać na swoje miejsce, historia wciąga, wzrusza i bawi jednocześnie. To naprawdę udana książka i choć napisana po aż 34 latach, nie odczuwa się tej przepaści czasowej. Czuć, że autorka sama nigdy nie rozstała się z tymi bohaterami i wykreowanym przez siebie światem. Jeśli więc ktokolwiek tęskni za Whistle Stop, za szaloną chłopczycą Idgie, za Kikutkiem i za wiadomościami od Dot Weems – sięgajcie po najnowszą książkę Flagg i w te pędy lećcie do Alabamy. Naprawdę warto.

Martyna Michalska

Martyna Michalska

Kiedy tylko dowiedziałam się, że pojawiła się kontynuacja Smażonych… ogromnie się ucieszyłam, bo zarówno książkę, jak i film uwielbiam. Nie mogłam doczekać się ponownego spotkania z moimi ulubionymi bohaterami i wyjątkowym klimatem, który potrafi stworzyć tylko Fannie Flagg. Jednak z każdą kolejną przewróconą kartką doświadczałam coraz większego rozczarowania. Te wszystkie zbiegi okoliczności, niezwykłe sukcesy na każdym polu i praktycznie bezproblemowe życie wszystkich bohaterów były wprost niewiarygodne. Flagg uwielbiam za to, że potrafiła doskonale łączyć radości ze smutkami, trudne tematy z tymi całkiem błahymi i emanowała przy tym dobrocią, prostotą i życzliwością. W Powrocie… niestety, proporcje nie zostały dobrze wyważone i na 10 pozytywnych wydarzeń dostajemy zaledwie jedno, które może sprawić problem, ale i tak nie na długo. Książka sprawdzi się jako letnie czytadło na parę dni, ale nic więcej. Ja jestem zawiedziona.

powrót do whistle stop

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.