Filmy,Patronat,Wielogłos

Wielogłosem o…: „Powrót”

powrót
powrót

Powrót w reżyserii Magdaleny Łazarkiewicz, który Głos Kultury miał przyjemność objąć patronatem medialnym, wchodzi do kin już 5 kwietnia. Produkcja, w której zagrały między innymi: Sandra Drzymalska, Agnieszka Warchulska i Katarzyna Herman, to oparte na prawdziwych wydarzeniach dzieło, które niezwykle trudno się ogląda, ponieważ wywołuje w widzu wiele intensywnych emocji, takich jak bunt, niedowierzanie czy bezsilność. Opowieść o młodej dziewczynie, która po dwuletnim koszmarze, kiedy była zmuszana do prostytucji, wraca do domu, lecz nie zastaje tam wcale lepszej rzeczywistości czy wsparcia – została ukazana w taki sposób i tak dobrze zagrana przez polskich aktorów, że porusza i skłania do refleksji. Powrót to ważny i odważny film, poruszający niełatwe kwestie i tematy, takie jak wiara, życie w niewielkich społecznościach, strach przed tym, co powiedzą ludzie, hipokryzja i życie w zakłamaniu. Jak dzieło Łazarkiewicz odebrali nasi redaktorzy, Sylwia i Mateusz, którzy poniżej rozmawiają o filmie? Tego dowiecie się z lektury poniższego Wielogłosu.


WRAŻENIA OGÓLNE

Sylwia Sekret: Powrót to trudny film, którego oglądanie niemal od samego początku budzi w widzu poczucie dojmującej bezradności. To, co obserwujemy na ekranie, jest przytłaczające, a świadomość, że takie rzeczy dzieją się naprawdę, a my nie mamy na to żadnego wpływu, dołuje jeszcze bardziej. Nie należy więc film Magdaleny Łazarkiewicz do tych, które ogląda się dla rozrywki czy relaksu, ale jest jednym z tych dzieł, które z ciężkim sercem przyswajamy, ale również bardzo mocno doceniamy. Za szczerość, za prawdę, za odwagę w mówieniu o ważnych sprawach

Mateusz Cyra: Magdalena Łazarkiewicz stworzyła dzieło ambitne, płynące wbrew nurtowi i jest to zdecydowanie jeden z tych obrazów, które trafi do mniejszego grona widzów niż – dla porównania – kolejne filmy Patryka Vegi, ale jak doskonale wiemy – ilość widzów nie zawsze idzie w parze z jakością produkcji, a akurat o to drugie Powrót obawiać się nie musi. Zresztą jestem pewny, że są twórcy, którzy zamiast obserwować słupki sprzedażowe, wolą po prostu opowiadać rewelacyjne historie. Historię Ulki ogląda się z ciężkim sercem, niejednokrotnie mamy ochotę rzucić czymś w ekran, bądź po prostu potrząsnąć niektórymi bohaterami filmu, ale to idealny przykład na to, jak bardzo pani Łazarkiewicz oraz całej ekipie, odpowiedzialnej za powstanie tej produkcji, udało się zrobić coś dobrego i wartego uwagi.

WADY I ZALETY FILMU

Sylwia: Wadą Powrotu będzie wspomniana już przeze mnie trudność, z jaką film się ogląda. Jest to jednak “wada”, którą wszyscy zaangażowani w jego powstanie musieli od początku przyjąć i zaakceptować, a także na którą godzi się sam widz. Takie są jednak filmy poruszające problematykę, o której mówić nie jest rzeczą prostą. Takie filmy już na wstępie przez niektórych będą “wadliwe”, bo po prostu nie dostarczają tego, z czym w pierwszej kolejności kojarzy się kino – rozrywki. Jednak kiedy uświadomimy sobie, że poza nią powinniśmy też dzięki kinu otrzymać powód do przemyśleń i ważnych dyskusji, emocje, które będą nami targały długo po seansie i niezapomniane historie (czasami niezwykle – jak ta –  przygnębiające), coś, co zostało nazwane wadą, szybko zmienia się w zaletę produkcji. To wszystko jednak zależy od tego, jak do takiego filmu podejdziemy i czy temat, jaki on podejmuje, nie okaże się dla nas za trudny i czy będziemy gotowi obejrzeć daną historię.

Mateusz: Dla mnie jedynym powodem, dla którego nie wystawiam Powrotowi najwyższej oceny, jest odrobinę zbyt długie wprowadzenie. Ten film kiełkuje na naszych oczach, historia wzrasta powoli, miarowo, by w końcu wybuchnąć pięknym finałem, ale coś jest w tych pierwszych scenach, że nie potrafię przyznać najwyższej noty. I nie chodzi o przedłużające się milczenie głównej bohaterki – uważam, że jest ono cholernie potrzebne i ma konkretny cel, który udaje się osiągnąć. Odnosząc się jednak do Twoich słów – rozumiem, dlaczego to, o czym mówisz, kwalifikuje się do potencjalnych wad, ale jestem tym rodzajem widza, dla którego takie działanie kina jest tylko i wyłącznie zaletą. À propos – co powiesz o nich?

Sylwia: Jeśli chodzi o zalety produkcji, to przede wszystkim wymienić należy właśnie odwagę w podjęciu tematyki, która porusza jednocześnie wiele innych ważnych spraw; jest donośnym głosem o rodzicielstwie, hipokryzji, wierze i życiu w niewielkich społecznościach. O odwadze i miłości, o ucieczce, próbach powrotu i samotności. O tym wszystkim pomogli opowiedzieć bardzo dobrzy aktorzy, którzy stanowią kolejną zaletę Powrotu. Również początkowo bardzo niespieszne tempo filmu (które Ty wymieniasz jako drobną wadę), a także to, że wiele w nim pozostaje w niedopowiedzeniu – świadczy na jego korzyść.

Mateusz: To fakt. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że Powrót, który jest przecież tak często stawiany w szeregu z Klerem Smarzowskiego, to film lepszy i trudniejszy – z prostej przyczyny. Dzieło polskiej reżyserki jest po prostu bardziej szczere, bardziej intymne, a problem przedstawiony został w skali mikro, przez co łatwiej przeciętnemu widzowi odnieść sytuację do własnych wspomnień, wrażeń oraz emocji. Dla mnie największą zaletą filmu (poza problematyką) jest rewelacyjny scenariusz (dialogi oraz portrety psychologiczne bohaterów to jest istny majstersztyk) oraz niesamowita gra przede wszystkim Sandry Drzymalskiej, ale także pozostałych aktorów.

Sylwia: Szczerze mówiąc, nie bardzo rozumiem te porównania do Kleru. Tu nawet tematyka jest jednak, jeśli przysiądziemy nad nią i się zastanowimy, inna. Ale z drugiej strony, jeśli ta przywoływana analogia ma przysporzyć Powrotowi więcej widzów i zainteresowania – to nie mam nic przeciwko.

PROBLEMATYKA

Sylwia: Film Magdaleny Łazarkiewicz opowiada o nastoletniej dziewczynie, o której wiele dowiadujemy się z półsłówek i bardzo mglistych, niewyraźnych retrospekcji. Wiemy, że po dwuletniej nieobecności wróciła do domu – do matki, ojca i braci mieszkających w niewielkim miasteczku, w którym wiara odgrywa bardzo ważną rolę, a miejscowy ksiądz jest jednocześnie wujkiem dziewczyny i bratem jej ojca, który z kolei zarabia na życie jako kierowca autobusu wiozącego pielgrzymki. Powrót Ulki nie ma nic wspólnego z padaniem sobie w objęcia, wybaczaniem błędów i łzami szczęścia. Dziewczyna jest niepewna, zachowuje się jak nieufne zwierzę, gotowe w każdej chwili uciec – w takim samym stopniu przerażone, co momentami drapieżne. Najbardziej dziwi nas jednak reakcja rodziny – nikt zdaje się tak naprawdę nie cieszyć na widok córki czy siostry, co powoduje, że słowo „powrót”, wykorzystane w tytule, kojarzące się zazwyczaj pozytywnie, tutaj wybrzmiewa wręcz z pewną dozą sarkazmu. Kolejne wydarzenia i wspomnienia uzmysławiają nam, że tam, skąd wraca Ulka, było jednak jeszcze gorzej. Zbałamucona przez pewnego mężczyznę, podczas castingu do programu typu talent show, wyjechała z nim, uciekając od rodziny, lecz zamiast zaznać lepszego życia, była bita, poniżana i zmuszana do seksu. Choć, co bardzo się twórcom chwali, niewiele z tych rzeczy zostaje powiedziane wprost. Wielu aspektów tej historii się domyślamy, przez co jeszcze mocniej działają na naszą wyobraźnię i stają się wobec tego jeszcze bardziej przerażające i przygnębiające widza.

Mateusz: Zgadzam się – jednym z istotniejszych elementów, wpływającym na jakość tej produkcji jest właśnie ta zasłona z niedopowiedzeń. Ta kotara milczenia. To z jednej strony piekielnie irytujące zjawisko, bo w momencie, w którym chcielibyśmy, by bohaterowie skoczyli sobie do gardeł, wykrzyczeli sobie swoje zadry, bóle i animozje – oni milczą i stosują metodę odwlekania oraz udawania, że problem nie będzie istniał, jeśli o nim nie będziemy rozmawiać. Świetnym tego przykładem była scena, w której brat Ulki wraca rozgoryczony do domu późnym wieczorem i lekko pijany urządza awanturę, ciskając słowami na prawo i lewo. W chwili, gdy myślimy już, że oto nastąpiła ta chwila, ten moment, w którym rodzina odbędzie wreszcie piekielnie trudną, ale niebywale potrzebną rozmowę – chłopak zostaje spacyfikowany pasem na kuchennym stole. Nie dziwi zatem duszenie wszystkiego w sobie i obronna postawa Ulki. Tak została nauczona, a jako jedna z najmądrzejszych w swojej rodzinie po prostu wie, że pewne zachowania nie mają żadnego sensu. Wystarczy jednak tej dygresji, ponieważ Ci przerwałem.

Sylwia: Jednak mimo okropnych przeżyć Ulki, to nie te zdarzenia, a właśnie ucieczkę i powrót do domu Łazarkiewicz wykorzystuje jako nić do snucia opowieści. Opowieści o odrzuceniu, o życiu w nieprawdopodobnym kłamstwie, o odpychającej hipokryzji, o braku bliskości, o rodzicielstwie, które skręca w bardzo, bardzo złą stronę. O tym, jak ważne jest wsparcie najbliższych i jakie szkody potrafi poczynić jego zauważalny brak. Powrót to również opowieść o tym, jak wyglądać może – ale nie musi, oczywiście – życie w małym miasteczku, niewielkiej wsi; w małej społeczności, gdzie wszyscy się znają. Takie – nazwijmy to – enklawy mają oczywiście swoje plusy, ale potrafią również tak zacietrzewić się w swojej maleńkości i hermetyczności, że w efekcie czynią swoim mieszkańcom (a raczej oni sami sobie) więcej szkody niż pożytku. Bardzo sprawnie ten wątek został w historii Ulki poruszony, a problem tego: “co ludzie powiedzą”, z którym tak często mierzy się jej matka, jakby zapominając o rzeczywistych i naprawdę godnych uwagi kłopotach, został tutaj idealnie i bardzo realistycznie przedstawiony.

Mateusz: Powrót porusza także istotną kwestię ludzkiej hipokryzji względem pojęcia wiary. Wiara sama w sobie nie jest absolutnie niczym złym, ale używana przez ludzi i instytucje takie jak kościół do własnych, niecnych celów to rzecz karygodna. Jeszcze bardziej godne piętnowania jest społeczne przyzwolenie na pewne zachowania i wspomnianą już kurtynę milczenia, jaką w tego typu sytuacjach się spotyka. Co z tego, że lokalna społeczność wie o problemie alkoholowym miejscowego księdza? Co z tego, że niektórzy szepczą między sobą o seksualnych kontaktach duchownego z kobietami? Ogólne przyzwolenie na takie nadużycia i działania idące wbrew idei wiary, nadziei, miłości to rzecz prawdziwie paskudna i Magdalena Łazarkiewicz idealnie ten problem obnaża i piętnuje. Powrót to bardzo smutny i bardzo prawdziwy film o niejednej polskiej rodzinie, funkcjonującej w takiej patologii, w jakiej przyszło żyć Ulce. Gdzie rodzice zamiast porozmawiać ze swoim dzieckiem i próbować mu pomóc, zsyłają je do odizolowanego ośrodka psychiatrycznego, licząc na załatwienie ich problemu przez obcych i leki. A to zaledwie przykład. Dlatego też tak wysoko cenię sobie to dzieło – ponieważ jest bezkompromisowe, bolesne i piekielnie wymowne.

NAJBARDZIEJ ZAPADAJĄCA W PAMIĘĆ SCENA

Sylwia: Nie wiem jak Tobie, ale mnie chyba najbardziej w pamięć zapadła scena, w której matka Ulki klęczy przed “ołtarzykiem” i zawczasu modli się o odkupienie za to, co za chwilę zrobi. Jest to bardzo mocno oddziałująca na widza scena, bo po pierwsze, odbiorca filmu odczuwa usilne pragnienie, by ją powstrzymać; po drugie zaczyna odczuwać do kobiety olbrzymi wstręt (a w moim przypadku także i pogardę), bo jej hipokryzja osiąga w tym momencie horrendalne rozmiary. Jej wiara i jej modlitwy stają się pustymi, pozbawionymi sensu frazesami, wypowiadanymi jedynie dla zaspokojenia potrzeb własnego sumienia, które ostatecznie chyba samo zaczyna ją zjadać od środka. Niestety obawiam się, że takich ludzi jest sporo. Jednak to, że wedle wiary katolickiej Bóg jest w stanie wszystko wybaczyć, nie powinno być przyczynkiem do planowania zawczasu czegoś, co będzie na to wybaczenie zasługiwało. Bo nie na tym chyba wiara powinna polegać…

Mateusz: To prawda. Ta scena była brutalnie szczera i chyba najodważniej punktująca może i zagubionych ludzi, ale czyniących od dłuższego czasu coś złego i żyjących w potwornej obłudzie. Cóż z tego, że Anna zaczyna żałować swojego czynu – podejmowała go w pełni świadomie, kalkulując każdy ruch, stawiając swoje życie nad życiem własnego dziecka. Aby tkwić dalej w fałszu, gotowa była na największe poświęcenie. To strasznie ciężka scena i Agnieszce Warchulskiej należy się za to olbrzymi szacunek.

Mnie z kolei tkwi w głowie niczym drzazga w dłoni stolarza ta scena – rozmowa Ulki z panią doktor w ośrodku psychiatrycznym. Ulka słusznie czuje się zdradzona przez własną matkę do takiego stopnia, że nie waha się użyć określenia, że jej matka nie żyje. Słowa Ulki mogą wydawać się niezwykle brutalne i podłe w stosunku do rodzicielki, ale odpowiedzmy sobie szczerze na proste pytanie – czy aby swoim zachowaniem Anna nie zasłużyła na tak niefajne miejsce w sercu swojej córki? No bo jak dziwić się dziecku, które zostało tak skrzywdzone przez własną mamę, że mówi i myśli takie rzeczy? Pomyślmy przez chwilę, w jak mroczne miejsce została zepchnięta bohaterka, by mówić, że jej matka nie żyje, a samą siebie określać mianem brudnej cipy. Cała ta kilkuminutowa scena nie potrafi wyjść z mojej głowy i jest dla mnie tak piekielnie przerażająca, tak dojmująca, że słowami nie jestem w stanie oddać wszystkich kłębiących mi się w umyśle myśli. Pomijając warstwę emocjonalną – to również jedna z tych scen, za które nagradzam owacjami na stojąco Sandrę Drzymalską. Niejedna Oscarowa aktorka miałaby cholerny problem z taką sceną.

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Sylwia: Sporo już powiedzieliśmy o matce Ulki, ale warto wspomnieć również o jej ojcu. Początkowo wydaje się niesamowicie chłodny i surowy – robi na nas wręcz gorsze wrażenie niż matka. Ta bowiem, choć oschła, okazuje córce jakiekolwiek zainteresowanie – kupuje jej ciuchy, zabiera do kościoła. Ojciec zdaje się ignorować jej obecność. Jednak im bliżej końca seansu, tym mocniej ich role zaczynają się w oczach widza odwracać. Ojciec Ulki, brat wiecznie zapijaczonego księdza, jawi nam się bardziej jako ofiara, żyjąca w dodatku w niewiedzy – oszukana i naiwna. Ostatecznie zaczynamy podejrzewać, że ma on być może więcej pokładów ciepła dla swoich dzieci niż jego żona, ale po prostu nie umie tego okazać.

Zastanawiałam się przez chwilę, czy nie wspomnieć również o księdzu, wujku Ulki, kolejnym obok matki naczelnym przedstawicielu hipokryzji w filmie, ale myślę, że jego wątek jest na tyle klarowny, a sama postać bardziej służy jako symbol, że nie ma sensu się nad nim “pastwić”.

Mateusz: Popieram takie podejście. Każdy widz oceni księdza na własną rękę i nie trzeba w tym miejscu specjalnie się nad nim rozpisywać. Mam również identyczne uczucia odnośnie Stanisława (bo tak nazywa się ojciec Ulki). To mężczyzna, jakich wielu – zdecydowanie przepracowany, zmartwiony finansową kondycją własnej rodziny i w swoim mniemaniu oddalony od własnych dzieci na tyle, by nie być w stanie przeskoczyć dziury, którą zapewne sam wykopywał latami. To nie jest zły człowiek, a przynajmniej nie wydaje się takim być.

Warto powiedzieć parę słów o Lenie – byłej nauczycielce Ulki, która w przeszłości wiązała wielkie nadzieje z młodą dziewczyną, mającą tak cudowny głos, że mogłaby zawojować nim świat, gdyby tylko udało jej się trafić w odpowiednie ręce. Nie zostaje to powiedziane w filmie wprost, ale można wysnuć założenie, że to, co spotkało Ulkę, poniekąd przez działania i zachęty Leny, przyczyniło się w głównej mierze do stanu, w jakim poznajemy tę kobietę. Lena jest istnym wrakiem człowieka. Jej ubiór oraz ogólne niezadbanie upodabniają ją do bezdomnej. Jeśli dodamy do tego ogromny problem z nadużywaniem alkoholu – wyłoni nam się obraz zniszczonej przez życie, samotnej kobiety, która w którymś momencie skręciła w złą stronę swojego życia. Powrót Ulki jest dla Leny promykiem nadziei, szansą na odkupienie oraz swoistą nadzieją na rozgrzeszenie (chyba głównie wobec samej siebie).

AKTORSTWO

Sylwia: Powrót stoi głównie aktorstwem – bardzo dobrym zresztą, dodajmy. Świetnie spisali się zarówno aktorzy pierwszo-, jak i drugoplanowi. Większość ciężaru spoczywała oczywiście na odtwórczyni roli Ulki, czyli na Sandrze Drzymalskiej. Młoda aktorka otrzymała – nie oszukujmy się – trudne zadanie, ale wywiązała się z niego bardzo dobrze. Dla mnie, jako dla widza, najważniejsze jest to, że jej występ nie był w żadnej chwili przesadzony – dzięki czemu z postaci bije wiarygodność i prawda. Wierzymy nie tylko jej obecnej postawie, ale także jej wspomnieniom i doświadczeniom, które uczyniły z niej owo wspomniane już przeze mnie drapieżne, bo przerażone i zjeżone, zwierzę. W wywiadzie, jaki mieliśmy okazję przeprowadzić z aktorką (a który już niedługo pojawi się na portalu), Sandra wspomina, że rola ta była dla niej sporym wyzwaniem, między innymi dlatego, że przygotowując się do niej, sporo czytała i oglądała materiałów dotyczących przetrzymywania dziewcząt i zmuszania ich do prostytucji czy wieloletniego życia w zamknięciu i bycia ofiarą nagminnych gwałtów. Te historie zrobiły na niej spore wrażenie i myślę, że to w filmie widać. Ulka w jej wykonaniu jest bardzo wiarygodna, jednocześnie nie “panosząc się” z wizerunkiem ofiary. Ona nadal pragnie dla siebie lepszego życia, nadal wierzy w dobro i nadal – mimo upokorzenia, bólu i wszystkiego, co przeszła – nie boi się wytknąć innym ich błędów i życia w zakłamaniu. W kreację Sandry Drzymalskiej bardzo łatwo uwierzyć, co okazało się kluczowe dla zaangażowania się w opowiadaną w Powrocie historię.

Mateusz: Sandra Drzymalska wyczynia w Powrocie prawdziwe cuda. Wiem, że to, co teraz powiem, zabrzmi paradoksalnie, ale mam nadzieję, że zrozumiecie, o co mi chodzi. Dawno nie widziałem aktorki, która w sposób tak świadomy, a jednocześnie tak intuicyjny wciela się w trudną i niejednoznaczną rolę. Chyba ostatni raz zaobserwowałem tę umiejętność u Agaty Kuleszy. Sandra Drzymalska… jest Urszulą. Jest jednocześnie skrzywdzoną młodą kobietą, która nie miała możliwości poznać swojego ciała, a już została zmuszona do używania go w potworny sposób. Jest także młodą dziewczyną, która buntuje się przeciw panującym w domu zasadom, przeciw wszędobylskiej hipokryzji i głupiemu zwracaniu uwagi na to “co ludzie powiedzą” oraz udawaniu, że na ludzkie problemy najlepszym remedium będzie wizyta w kościele. Sandra potrafi w jednej chwili być kompletnie wyłączona, niczym robot z wyjętymi bateriami, by w następnej w pełni oddać się potrzebie wyrzucenia z siebie energii, złości, emocji – poprzez taniec lub bójkę z nieznajomymi chłopakami na blokowisku. Jestem absolutnie zachwycony. Naprawdę – dawno nie widziałem tak wielowymiarowej roli. Zarówno psychologicznie, jak i fizycznie. Jej bohaterka jest jedną wielką niewiadomą i budzi naprawdę mieszane uczucia. Zagrać to z takim wyczuciem? Wlać duszę w zlepek słów ze scenariusza? Mistrzostwo świata. Będę się bacznie przyglądał rozwojowi jej kariery!

Sylwia: Wspomnę również o Agnieszce Warchulskiej, która wcieliła się w mamę Uli, ponieważ jest to rola nie tylko kluczowa, ale też bardzo trudna. Aktorka świetnie spisała się w roli kobiety, której widz – choćby próbował – nie jest w stanie polubić ani jej zrozumieć. Zakładam, że to dla aktora cięższe wyzwanie niż odegrać pozytywnego bohatera, któremu odbiorcy będą kibicować. Zwłaszcza jeśli bohater, którego gra aktor, wyznaje zupełnie inne wartości.

KWESTIE TECHNICZNE

Sylwia: Muszę przyznać, że trudno mi powiedzieć w tej kwestii cokolwiek wartościowego, bo sama historia Uli i jej rodziny jest tak angażująca i tak trudna jednocześnie do przyswojenia, że kwestie techniczne podczas oglądania (przynajmniej w moim przypadku) całkowicie odeszły na bok. Może jednak Ty wyłapałeś coś, o czym ja zwyczajnie zapomniałam?

Mateusz: Ten film ma bardzo fajne zdjęcia. Dominują tu szarości i często wąskie, małomiasteczkowe przestrzenie, ale jest w tej surowości przyjemny urok.

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Sylwia: Powrót w reżyserii Magdaleny Łazarkiewicz to jeden z tych filmów, przy którym ani się nie zrelaksujemy, ani nie pośmiejemy. To chłodna z pozoru, a w głębii bardzo złożona i pełna emocji opowieść o relacjach rodzinnych, o życiu w zakłamaniu, o wsparciu i konsekwencjach jego braku, o złych wyborach i tym, co potrafią zrobić z naszym życiem. To również opowieść o tym, ile złego czyha na młodych ludzi poza bezpiecznymi granicami ich małych ojczyzn, ale także, że powrót w ich objęcia nie zawsze okazuje się remedium na wszystko. Zło, niezrozumienie, spaczone myślenie – potrafią zagnieździć się wszędzie; nawet tam, gdzie się tego nie spodziewaliśmy, gdzie powinno być nam najpewniej i najbezpieczniej, jak choćby w umysłach i sercach rodziców. Odczytuję Powrót również jako opowieść o tym, że mimo wszystko warto się buntować; że druzgocące konsekwencje jednego buntu nie muszą być powodem do tego, by do końca życia ulegać i bać się własnego zdania. Należy może jedynie ostrożniej drogę tego buntu wybierać. A i wsparcie otoczenia ma niemały wpływ na przebieg takiego buntu. Bo owszem – również podczas buntu można otrzymać wsparcie – nawet jeśli nikt się z nami nie zgadza. Ale to już temat na bardziej rozległą dyskusję.

Mateusz: Nie będę owijał w bawełnę – dla mnie Powrót to solidny kandydat na najlepszy polski film wyświetlany w kinach w 2019 roku. Dzieło Magdaleny Łazarkiewicz dołącza do grona tych produkcji, którym udało się w bardzo dużym stopniu harmonizować z moim wnętrzem. To jeden z tych filmów, który może śnić się po nocach, wywołując dreszcz przerażenia, że takie historie mogą dziać się w naszym otoczeniu, na naszym osiedlu bądź na naszej klatce schodowej. Zapamiętam ten film także jako pierwszą wielką rolę Sandry Drzymalskiej.

Ocena Mateusza:9
Ocena Sylwii:8
8.5Ocena ogólna
Do NOT follow this link or you will be banned from the site!