Wielogłosem o…: “Searching”

searching

Mateusz i Sylwia są zgodni co do tego, że Searching to film przede wszystkim wyjątkowy w swojej formie. Ukazanie historii wyłącznie za pomocą ekranów telefonów i komputerów jest zupełnie innym doznaniem dla widza – momentami możemy nawet zapomnieć, że jest to film aktorski, a nie po prostu czyjeś życie, które podglądamy. Sama opowieść jednak również według naszych redaktorów się broni – film w reżyserii  Aneesh Chaganty wciąga niemal od pierwszej do ostatniej minuty, kilka razy potrafi swojego odbiorcę zaskoczyć i przede wszystkim – nie serwuje nam naiwnych lub nielogicznych rozwiązań fabularnych. Dodatkowym plusem, jaki zauważają nasi recenzenci, jest to, że porusza wiele ważnych tematów, które mogą prowokować do interesującej dyskusji po seansie. Nie przedłużając – zapraszamy do lektutry poniższego Wielogłosu. 

WRAŻENIA OGÓLNE

Mateusz Cyra: Wybrałem się na film Searching (dobrze, że nikt nie zdecydował się na tłumaczenie tego tytułu) dzięki rekomendacji naszej redakcyjnej koleżanki Martyny, która w ramach przeglądu premier uznała dzieło Aneesha Chaganty’ego za warte uwagi. Niestety jak to z pamięcią bywa – w dniu premiery nie bardzo pamiętałem zarys fabuły ani dogłębniejszych szczegółów dotyczących filmu, dlatego na dobrą sprawę do seansu zasiadałem z tak zwaną “pustką kartką” i bez żadnych oczekiwań. I cóż tu dużo mówić – dałem się wciągnąć w tę historię, a przy okazji zaliczyłem jedno z największych (pozytywnych) zaskoczeń roku!

Sylwia Sekret: Ja miałam podobnie – kojarzyłam ten film tylko dlatego, że Martyna w Co jest grane opisała go jako interesujące dzieło, na które najprawdopodobniej warto się będzie wybrać. Na szczęście nasza redaktorka miała dobre przeczucia – Searching to film, który wciąga, zaskakuje, a w dodatku jego forma jest na tyle inna od tych, z którymi na co dzień się spotykamy, że naprawdę warto było poświęcić czas spędzony w kinie na seansie. Aż dziwnie, że tak małe jest zainteresowanie tą produkcją – poza nami w kinie były tylko dwie osoby. Dlaczego? Zapewne “winę” ponosi za to między innymi Kler, który chyba przyciągnął do kin nawet tych, którzy stronią zazwyczaj od multipleksów.

WADY I ZALETY FILMU

Mateusz: Historia ojca, poszukującego nastoletniej córki, która przestała odpowiadać na jego SMS-y oraz próby połączeń, po samym opisie wydaje się być piekielnie banalna i oklepana do granic wytrzymałości, ale już pierwsze sceny wywołują w widzu dużą konsternację, a co za tym idzie – ciekawość. Searching przekazuje całą akcję… za pomocą ekranów komputerów, laptopów, smartfonów, kamer miejskich i tym podobnych urządzeń symbolizujących XXI wiek. Taki sposób tworzenia ma już nawet swoje określenie – “screenlife”, ponieważ przed filmem Searching inne produkcje próbowały już tego rozwiązania. Najpopularniejszym z nich jest Cyberszantaż z 2015 roku. Teraz jednak karty rozdaje Hollywood i metoda screenlife wchodzi na salony. Dopiero czas pokaże, czy zostanie na nich dłużej. Moim zdaniem jest na to duża szansa, ponieważ taki sposób kręcenia otwiera nowe możliwości twórcom.

Sylwia: Masz rację, choć powinniśmy wziąć pod uwagę, że im więcej takich filmów będzie powstawać, tym mniej oryginalne one będa dla widza, a z czasem… staną się po prostu zwyczajne – jak każdy inny film. Dlatego choć uważam takie przedstawienie historii za ogromny plus, mam jednak nadzieję, że nie zostaniemy nagle zalani falą podobnych produkcji. Zaletą tego, że obserwujemy poszukiwania ojca z perspektywy ekranów laptopów, smartfonów i ewentualnie z newsów w wiadomościach telewizyjnych, jest fakt, że czujemy się podobnie bezradni jak główny bohater – zagubieni w ogromie mediów społecznościowych i przytłoczeni próbą odnalezienia się w nich; próbą wyłowienia informacji, która mogłaby się okazać pomocna dla sprawy. Choć bowiem nie zdążyliśmy poznać zaginionej, zdenerwowanie i troska ojca jest tak zaraźliwa, że angażujemy się równie mocno w poszukiwania i przez długi czas mamy nadzieję, że zakończą się one szczęśliwie.

Mateusz: Podchodząc do tematu w sposób najprostszy, a zarazem najbardziej oczywisty – Searching trzyma w napięciu od samego początku aż do finałowych ujęć. A to chyba najlepsza rekomendacja dla dreszczowca.

Sylwia: Trzeba przyznać, że w zalewie historii kryminalnych i wszelkich thrillerów, których twórcy dwoją się i troją, aby nas czymś zaskoczyć, ostatecznie rzadko zdarza się, by coś utrzymywało widza w ciągłym napięciu, o elemencie zaskoczenia już nie wspominając. Setki filmów i powieści kryminalnych nauczyły nas przewidywać nawet najbardziej nieprawdopodobne rozwiązania, a także posądzać o zło nawet wyglądających zupełnie niewinnie ludzi. Tymczasem Searching potrafi w kilku miejscach sprawić nam niespodziankę przebiegiem fabuły – bez względu na to, czy “kupimy” takie rozwiązanie, czy nie.

Warto również, podczas omawiania zalet, wspomnieć o tym, jak wiele ważnych spraw porusza Searching – choć czasem robi to w sposób naprawdę subtelny i niemal niezauważalny, kompletnie mimochodem. Oprócz tego, że jest to historia zrozpaczonego ojca, który poszukuje swojej córki, odkrywając przy okazji, że w ogóle jej nie znał, to również odnajdziemy tu opowieść o tym, jak skomplikowana bywa ludzka natura, jak wiele możemy dowiedzieć się o drugim człowieku z jego mediów społecznościowych, ale również jak możemy innych oszukać, podając się w Internecie za kogoś zupełnie innego. W pewnym momencie bohater przekonuje się również o hipokryzji ludzi i o tym, jak dla sekundy uwagi, potrafią oni skłamać lub minąć się z prawdą, nie zważając na to, jaki ból potrafi to komuś sprawić.

Mateusz: Zgadzam się, ale dodałbym również to, że Searching – mimo ukazania niebezpieczeństw i zagrożeń wynikających z nowoczesnej technologii, potrafi przedstawić ją także i w dobrym świetle – w końcu to za jej sprawą zdesperowany ojciec jest w stanie zrobić cokolwiek w sprawie zaginięcia córki.

NAJLEPSZA SCENA

Mateusz: Chyba nie potrafię wskazać. Było wiele mocnych, dobrych i pomysłowych scen. Wyróżnienie tylko jednej z nich byłoby w tym konkretnym przypadku niesprawiedliwe.

Sylwia: Masz rację – poza tym w filmie, który ma tak specyficzną formę, jeszcze trudniej wybrać jakąś wyróżniającą się scenę, bo poprzez jego konstrukcję, każda z nich wydaje nam się w jakiś sposób unikatowa. Najważniejsze jest jednak to, że Searching nie ma w sobie sceny, która zakłócałaby odbiór, która wywoływałaby zgrzyt czy niesmak.

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Sylwia: O córce głównego bohatera niełatwo cokolwiek powiedzieć, bo prawda jest taka, że poznajemy ją stopniowo, wraz z głównym bohaterem, który ku swojej rozpaczy odkrywa, że tak naprawdę nie miał pojęcia, co robi i co czuje jego dziecko. Jej ojciec natomiast to człowiek, który musi nagle stanąć w sytuacji, w której nie chce znaleźć się żaden rodzic – albo uwierzyć w to, że jego córka uciekła z domu (najprawdopodobniej dlatego, że było jej w nim źle), albo – co gorsza – że spotkało ją coś bardzo, bardzo złego. David porusza niebo i ziemię, by znaleźć córkę. Przede wszystkim przekopuje jej media społecznościowe, drogą łańcuszkową generując co rusz nowe hasła, by uzyskać dostęp do kont córki. Choć ufa pani detektyw przydzielonej do jego sprawy (jest to zresztą zasłużona w policji kobieta, z wieloma pochwałami i odznaczeniami), nie znaczy to, że zaprzestaje poszukiwań na własną rękę – co więcej, okazuje się, że jego praca przynosi więcej efektów niż praca odpowiednio wyszkolonych do tego służb.

David Kim to człowiek, który przeżył już w życiu jedną tragedię – zmarła mu ukochana żona, a on został sam z córką. Teraz wisi nad nim widmo tego, że nigdy nie zobaczy również nastoletniej Margot. Podoba mi się, jak zostało przedstawione zagubienie człowieka, który miał przecież już nie raz styczność z mediami społecznościowymi, a i tak przytłoczył go zarówno ich ogrom, jak i hipokryzja ludzi, którzy w nich funkcjonują. Poniekąd za sprawą Davida zostaje przedstawione zderzenie dwóch pokoleń – tego, które zna się na technologii, ale poznawało ją z czasem, i tego, które praktycznie od dziecka wychowywane było ze smartfonem w ręku, z milionami kont – wszędzie, gdzie się da.

Mateusz: To prawda, David jest prostym facetem, który niczym szczególnym nie wybija się na tle innych przeciętnych mężczyzn klasy średniej. To taki typ, dla którego najważniejsze jest domowe ciepło, szczęśliwa żona i córka, a wszystko, co nie jest bezpośrednio związane z rodziną, jest dla Davida marginalne. Kiedy wali się jego rzeczywistość za sprawą choroby ukochanej żony, mężczyzna popada w zrozumiałe załamanie i oddala się od córki (nawet, jeśli robi to nie w pełni świadomie). Dopiero zaginięcie Margot jest wyraźnym bodźcem do zmiany i uświadamia to Davidowi, jak wiele błędów popełnił w ciągu dwóch lat od śmierci żony. Jednocześnie nie wiemy o nim nic szczególnego – nie wiemy dokładnie, gdzie pracuje, nie wiemy, ile ma lat, czym się interesuje i co znajduje się w jego kręgu zainteresowań.

Z kolei detektyw Rosemary Vick jest kobietą sukcesu – jest spełnioną policjantką, ma na swoim koncie liczne rozwiązane sprawy i potrafi połączyć dobrą służbę z macierzyństwem. Jej profile społecznościowe pokazują oddanie dla życia rodzinnego, a w trakcie śledztwa kobieta niejednokrotnie wspomina, że doskonale rozumie rozpacz Davida, ponieważ sama jest matką i nie potrafi sobie wyobrazić, co stałoby się z jej rzeczywistością, gdyby jej syn został uznany za zaginionego lub – co gorsza – za zmarłego. Policjantka dwoi się i troi, żeby odnaleźć Margot i jest w nieustannym kontakcie z Davidem, pozwalając mu na znacznie więcej, niż powinna.

AKTORSTWO

Mateusz: Aktorów tego spektaklu jest w zasadzie niewielu, a cały film opiera się na barkach Johna Cho, który wciela się w rolę coraz bardziej zdesperowanego i próbującego za wszelką cenę odnaleźć córkę ojca. Aktor wywiązał się z zadania na przysłowiową “piątkę” – jego ojcowska troska, narastająca złość, wstrząsająca bezradność i nieustanne drążenie, szukanie drugiego dna, jakiejś dziury logicznej są nie tylko wiarygodne, ale i zdają się być zupełnie naturalne. Dorzućmy do tego wciąż niezamknięty (w sercu i umyśle Davida) wątek zmarłej przedwcześnie żony, który pozwala aktorowi na dodanie kolejnych dramatycznych aspektów do swojej roli i wychodzi nam naprawdę solidne aktorstwo. Cała reszta aktorów to w zasadzie tło, bohaterowie drugiego planu, dlatego i aktorzy towarzyszący Johnowi Cho nie mieli możliwości na okazanie przesadnych aktorskich fajerwerków. Nikomu nie można absolutnie niczego zarzucić – wszyscy odegrali swoje role w zadowalającym stopniu.

Sylwia: Nie chcę mówić gdzie, ale spotkałam się z opinią, że Debra Messing wcielająca się w postać detektyw Rosemary Vick, zagrała niczym aktorzy z polskich paradokumentalnych produkcji. Nie do końca rozumiem tak surową ocenę, bo w moim odczuciu Messing zagrała jak najbardziej poprawnie i sama nie potrafiłabym jej czegokolwiek zarzucić. Nie była to rola jej życia – owszem – ale aktorka wywiązała się ze swojego zadania i nie uważam, by przyniosła wstyd sobie czy ogólnie rzecz ujmując – zawodowi aktora. John Cho natomiast stworzył niezwykle wiarygodną postać, z którą współodczuwamy przez absolutnie cały film – to jednak było niezbędne i kluczowe dla tego, aby widz mógł w ogóle wczuć się w tę historię. Dobór aktora do głównej roli był więc niezwykle ważny, ale osobom odpowiedzialnym za casting udało się to naprawdę bardzo dobrze.

KWESTIE TECHNICZNE

Mateusz: W przypadku filmu Aneesha Chaganty’ego kwestie techniczne zasługują na największą uwagę – dla mnie ten film na zawsze pozostanie nowatorski, ponieważ był pierwszym, który stosuje metodę screenlife od pierwszej do ostatniej sceny. Nie uświadczymy tutaj nawet sekundy nakręconej w konwencjonalny sposób. Poszczególne ujęcia składają się z kolejnych wyświetlanych ekranów, przesuwanych okien (mimo tego że Hollywood częściej promuje Apple, Searching wykorzystuje także starego, dobrego Windowsa), aplikacji (Twitter, Facebook, Instagram, Tumblr, FaceTime, Skype, Messenger, YouTube, Gmail), miejski monitoring oraz relacje reporterów z lokalnej telewizji. Domyślam się, że takie podejście wymuszało na twórcach wiele przemyśleń, dopasowań i logistycznej układanki. Siłą rzeczy widzimy ziarniste nagrania z kamer, przycinającą się wideorozmowę za pomocą komunikatora, wymianę wiadomości online, ale to wszystko idealnie się ze sobą komponuje, a “zaniżona” jakość absolutnie w niczym nie przeszkadza.

Sylwia: Kwestie techniczne to w zasadzie serce tego filmu. Gdyby nie to, w jaki sposób został nakręcony, wielu widzów z pewnością określiłoby Searching jako jeden z tysiąca podobnych kryminałów o zaginięciu dziecka, a także rodzicu, który go rozpaczliwie szuka. Tymczasem otrzymujemy produkcję, która dzięki temu, jak została stworzona, trzyma w napięciu jeszcze mocniej, bo mamy wrażenie, że oglądamy prawdziwą historię, że podglądamy czyjeś dramatyczne poszukiwania, by potem obserwować relację w wiadomościach. Do tej tematyki filmu screenlife pasuje wprost idealnie, tworząc coś w stylu nieprzerwanego reportażu na żywo, uświadamiając nas jednocześnie, że nasza obecność w mediach społecznościowych może być w takim samym stopniu pomocna, co niesamowicie szkodliwa i wręcz przerażająca.

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Mateusz: Panie i Panowie – w dobie jednolitych kryminałów bez ładu i składu, w których występuje kolejny zblazowany aktor, biegający po mieście z bronią w ręku, na własny rachunek postanawiający wymierzać sprawiedliwość, Aneesh Chaganty odważył się zrobić film o ojcu, który faktycznie jest zwyczajny i musi polegać tylko na własnym zmyśle obserwacji, a jego bezradność autentycznie chwyta nas za serce. To świetnie skonstruowany dreszczowiec, w którym wszystkie elementy są na właściwym miejscu i trudno o doszukanie się rażących nieścisłości bądź durnot fabularnych. To dzieło, które na zawsze zostanie w mojej pamięci, głównie poprzez sposób jego realizacji.

Sylwia: Searching to film wyjątkowy w swojej formie, ale krzywdzącym byłoby stwierdzenie, że jego zalety zamykają się jedynie w kwestiach technicznych. To również wciągający thriller i dramat zrozpaczonego człowieka, który staje się nam w trakcie seansu niezwykle bliski. Zwroty akcji i wcale niegłupi finał sprawiają, że nie powinniśmy żałować spędzonego na seansie czasu.

Ocena Mateusza: 8/10

Ocena Sylwii: 8/10

Fot.: United International Pictures


Film Searching obejrzeliśmy dzięki Cinema City

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *