Seriale,Wielogłos

Wielogłosem o…: “Shameless”, sezon 6

Shameless
Shameless

Shameless już po raz szósty bawi, wzrusza i zadziwia. To ostatnie uczucie powodowane jest tym, że serial ten przez wiele już lat trzyma równy poziom, co rzadko zdarza się w serialowym światku. Aktorzy nie tylko są świetnie dobrani do swych ról, ale także genialnie wywiązują się z powierzonego im zadania; scenariusz pełen jest zwrotów akcji i szokujących (a czasem mało smacznych) wątków; metamorfozy postaci są naturalne i wiarygodne – czego chcieć więcej od serialu, który ma być niepokorny? Przemek i Sylwia są nad wyraz zgodni, co do zalet tego sezonu, widząc w nim jednocześnie niewiele wad. Szósta odsłona Shameless nie odstaje od poprzednich, a każdy odcinek wciąga i zapewnia widzom świetną rozrywkę. Czy tutaj jest w ogóle o czym dyskutować? Jak widać jest, co nasi redaktorzy udowadniają dobitnie poniżej. Zostawiamy Was więc z Wielogłosem, a sami idziemy tańczyć w rytm najnowszego hitu –  The F Word.

WRAŻENIA OGÓLNE

Przemek Kowalski: Stare dobre Shameless wróciło po raz szósty i po raz szósty nie zawiodło. W zakończonym niedawno sezonie dostaliśmy wszystko to, co powoduje, że serial ten cieszy się niesłabnącą popularnością, będąc zarazem swego rodzaju fenomenem. Nie ma tu pobudzających wyobraźnię tajemnic (jak chociażby w Lost), nie ma wbijających w fotel epickich scen zrodzonych z wielomilionowego budżetu (Gra o tron), a kolejne odsłony nie kończą się zazwyczaj szokującymi cliffhangerami; mimo to w każdym rankingu najlepszych produkcji małego ekranu, znajdziemy Shameless w czołówce zestawienia. Dlaczego? Dlatego, że sztandarowa produkcja Showtime to świetna zabawa, która z przymrużeniem oka stara się pokazać życie takim, jakie jest, bez zbędnego upiększania. To pełna zwrotów akcji jazda bez trzymanki, czasem na granicy dobrego smaku, czasem jednak potrafiąca zmusić do przemyśleń, a nawet zadziałać jak klasowy wyciskacz łez. Wszystko to po raz kolejny otrzymaliśmy od jednej z najbardziej specyficznych rodzinek serialowego świata i choć, jak co roku, pewne wątki mogłyby zostać ciut lepiej dopracowane, to nie da się ukryć, że Shameless nadal ma w sobie to coś; coś, co powoduje, że dla mnie nadal jest to TOP 3, najlepszych emitowanych obecnie seriali.

Sylwia Sekret: Shameless kolejny raz nie zawodzi, kolejny raz przykuwa do ekranu i ze zniecierpliwieniem nakazuje wypatrywać kolejnych epizodów. Rodzina Gallagher, wydawałoby się, że już niczym nie może nas zaskoczyć, ale kolejny sezon udowodnił, że zwrotów akcji w ich życiu, a więc i w serialu, może być jeszcze cała masa. W dodatku wszystko zostaje opowiedziane tak, że chce nam się oglądać tę produkcję i śledzić losy jej bohaterów. Czekamy na kolejne libacje, na potknięcia bohaterów, śmiejemy się z ich gapiostwa, załamujemy ręce nad ich głupotą lub emocjonalnym nieogarnięciem, ale tak naprawdę niemal wszystkim kibicujemy, trzymamy za nich kciuki i przeżywamy razem z nimi drobne i większe troski i radości. Słowem – serial trzyma poziom i daje widzom wszystko to, czego oczekują od niepokornej produkcji :).

PLUSY I MINUSY SEZONU

Przemek: Dla mnie największą zaletą Shameless jest to, że pomimo upływu lat, serial nadal jest świeży, potrafi zaskoczyć, rozbawić, a nawet wzruszyć. Choć niektóre wątki (zwłaszcza wątek Fiony) mogą wydawać się wtórne, nie ma tu mowy o tzw. „odgrzewanym kotlecie”. Kolejnym plusem, poza pokręconym scenariuszem, są świetnie dobrani aktorzy, którzy kapitalnie wczuwają się w odgrywane postaci, zupełnie tak, jakby rzeczywiście żyli w tej slumsowej rzeczywistości. Mało tego, aktorzy dołączający do stałej ekipy Shameless, idealnie się w nią wpasowują, czego najlepszym przykładem jest Svetlana, która w wielu momentach szóstej odsłony dosłownie kradła show. Jeśli mowa zaś o minusach, to ciężko mi tu cokolwiek wyliczyć z uwagi na specyfikę serialu, która nie pozwala brać wszystkiego na serio. Jeśli jednak miałbym coś „wyróżnić”, to padłoby pewnie na mnogość wątków, które czasami okazują się po prostu zapychaczami antenowego czasu (akcja ze sprzedażą domu) czy też zbyt ostre jechanie po bandzie, do którego co prawda widzowie są już przyzwyczajeni, co nie zmienia jednak faktu, że niektóre sceny (babciny masaż stóp Lipa) mogliby sobie twórcy odpuścić.

Sylwia: To, o czym wspominasz, że na plus serialu należy zapisać to, że po tylu latach (i sezonach) wciąż trzyma równy poziom, jest świętą prawdą. Naprawdę niewielu serialom udaje się trwać w tak dobrej kondycji przez lata, a Niepokornym jeśli już zdarzy się zaliczyć jakąś zmianę, to niemal wyłącznie na lepsze. Shameless pod tym względem jest wyjątkiem i naprawdę nie wyobrażam sobie porzucenia tego serialu, albo oczekiwania na kolejny sezon bez zniecierpliwienia i tęsknoty. Duża zasługa w tej niezmiennej od lat świetnej formie serialu tkwi moim zdaniem w rewelacyjnie rozpisanych postaciach i ich historiach, które dają ogromne pole do popisu. Każda postać jest “jakaś”, nikt nie jest dobry albo zły, wszyscy mają swoje mole, swoje wady, swoją historię choroby. Mam wrażenie, że ten serial mógłby trwać jeszcze przez lata i cały czas byłaby to wciągająca historia.

Plusem tego sezonu z pewnością są wątki Carla i Debbie. Na początku wątek Gallaghera, który wylądował w poprawczaku, bawił, później stawał się nieco przesadzony i obawiałam się, że jeśli tak dalej pójdzie, może zacząć robić się nudno. Jednak twórcy nie zawiedli, jakby doskonale wiedzieli, kiedy przestać, żeby nie przesadzić. Zresztą wiek, w jakim jest Carl, sugerował, że historia jego przyjaciela musiała odcisnąć na nim jakieś piętno, które pozytywnie wpłynęło na jego wątek. Co do Debbie, to muszę przyznać, że obawiałam się o jej losy, kiedy okazało się, że jest w ciąży. Przez długi czas byłam przekonana, że to Debbie ostatecznie dokona aborcji, przerażona wizją macierzyństwa, a Fiona zostanie matką, pogłębiając tym samym swoją hipokryzję. I tu twórcy mnie zaskoczyli, bo nie spodziewałam się, że pozwolą piętnastolatce zatrzymać dziecko. No cóż. znowu zapomniałam, że to Shameless, a nie jakiś “zwykły” serial.

Szejmles Fiona i Debbie

Co do minusów tego sezonu, to niestety, ale wątek geometryczny w przypadku Kevina, Vi i Svetlany kompletnie jak dla mnie mógłby nie istnieć. Absolutnie nie przemawia teraz przeze mnie pruderia czy zniesmaczenie, po prostu biorąc pod uwagę to, przez co już przeszli jako para (mam tu na myśli motyw z mamą Vi), jest tego po prostu za dużo. W dodatku wydaje się mało wiarygodne, biorąc pod uwagę ich miłość i podejście do związku. Mam nadzieję, że w następnym, sezonie ich sielanka przerodzi się w jakiś kryzys. Nie żebym źle im życzyła, ale jednak Shameless ujmuje tym, że jest niezwykle życiowy.

Przemek: Tak po krótce się tylko odniosę. Rzeczywiście Carl w tym sezonie był świetny, tak jak i jego przemiana (zobaczymy na jak długo). Jednak trochę więcej gangsterskiego Carla też moim zdaniem by nie zaszkodziło; generalnie liczyłem na to, że część sezonu będzie się skupiała na jego życiu za kratkami.

Sylwia: A ja nawet w ogóle nie pomyślałam, że twórcy mogliby pójść w tę stronę. Gangsterskiego Carla trochę jednak było i mam wrażenie, że twórcy zaingerowali w ten wątek akurat wtedy, kiedy było trzeba.

NAJLEPSZY ODCINEK/SCENA

Przemek: Trochę ciężko wybrać jeden najlepszy odcinek tego sezonu, jednak mimo wszystko postawiłbym na przedostatni, jedenasty odcinek pt. Sleep No More, będący kwintesencją serialu, w którym dostaliśmy 100% Shameless w Shameless. Czego tam nie było! Lesbijski seks stawiający pod znakiem zapytania przyszłość jednej z serialowych par, walkę Iana o pracę, z której wyrzucono go w związku z zatajeniem choroby psychicznej, problemy i wątpliwości ogarniające nastoletnią matkę oraz dwie wisienki na torcie czyli scenę walki o bycie głową rodziny w domu Gallagherów oraz scenę, w której Lip rujnuje swoją karierę. Co prawda więcej było w tym wszystkim dramatu niż komedii (zazwyczaj proporcje są bardziej wyważone), jednak oglądanie tego odcinka było dla fana serialu prawdziwą ucztą.

Szejmles Szon i Frank
Sylwia: Powiem szczerze, że chyba nie umiem wskazać najlepszego odcinka. Na pewno spore wrażenie zrobił na mnie ten, w którym po raz pierwszy widzimy przemianę Carla. Również dwa ostatnie odcinki były bardzo dramatyczne, a w tym ostatnim naprawdę bałam się, jak zakończy się wątek zemsty Franka. Chyba pierwszy raz, oglądając ten serial, miałam autentyczne, emocjonalne obawy. Poza tym… tyle mówiliśmy o równym poziomie serialu, jeśli chodzi o sezony… ale tyczy się to również odcinków. Naprawdę niełatwo wybrać ten jeden, wyjątkowy!

Przemek: Z wyborem najlepszej sceny nie będę miał z kolei żadnego problemu, za taką uważam bowiem tę z odcinka trzeciego (The F Word), w której Gus wykonuje przy publiczności w klubie piosenkę (o tym samym tytule, co tytuł odcinka) napisaną specjalnie na cześć Fiony. Nie dość, że jest to najbardziej oryginalna serialowa piosenka sezonu (ramówkowego, nie samego Shameless), to jeszcze idealnie oddaje uczucia widzów w stosunku do bądź co bądź głównej – poniekąd – bohaterki Niepokornych.

Sylwia: Fiona to w ogóle bohaterka na całą rozprawkę :). Ale masz rację, scena, o której mówisz, byłą świetna i szczerze mówiąc – czekałam na coś takiego długo, długo. W sumie można by powiedzieć, że utwór The F Word jest odpowiedzią, a także poniekąd muzyczną kontynuacją, utworu z filmu Eurotrip zatytułowanego Scotty doesn’t know ;). Podczas tej sceny sama miałam ochotę wejść na… scenę i śpiewać razem z Gusem. Natomiast rzednąca mina Fiony, która była święcie przekonana, że Gus zamierza piać z zachwytu nad jej osobą w tym utworze… bezcenna!

Sylwia, Przemek (i Gus): This song is for you, babe…

Sylwia: Mnie jednak utkwiła w pamięci również scena, podczas której Carl, odbywając patrol z ojcem swojej dziewczyny, rzuca się w pościg za jednym z uciekinierów, po czym na jego pytanie, kim jest, ten odpowiada, że jest prawem. Świetna scena, którą oglądałam z wielkim uśmiechem na twarzy! Muszę też wspomnieć o niemal wszystkich scenach, podczas których ciężarna Debbie, a później już Debbie jako mama, konsekwentnie odpycha Fionę, która kazała jej pozbyć się dziecka. Mocne sceny, zwłaszcza biorąc pod uwagę właśnie upór Debbie, o którym myślałam, że będzie jedynie chwilowy.

NAJGORSZY ODCINEK/SCENA

Sylwia: No cóż, będę konsekwentna i wskażę odcinek, w którym lesbijska relacja Vi i Svietlany zaczyna nabierać realnych kształtów. Do tego grona niech więc dołączą wszystkie sceny związane z tą relacją, a już kwintesencją była scena, kiedy cała trójka budzi się po upojnej, dzikiej nocy, wyciągając spod poduszek i kołder kolejne wibratory i inne zabawki, których zapewne nazw nie znam i pewnie nigdy nie poznam. Było tego po prostu za dużo, i nie mówię tu o zabawkach czy poziomie bezwstydu i perwersji. Raczej: za dużo, jak na tę jedną parę, której miłość jest chyba najtrwalszym uczuciem w tym serialu.

Przemek: Shameless rządzi się swoimi prawami i ciężko wybrać najgorszą scenę, ewentualnie można wybrać te najmniej smaczne (nawet jak na ten serial). Więc jeśli muszę już wybierać, to daję dwa typy: miłosny trójkąt emerytów w ekowiosce oraz masaż stóp Lipa wykonany przez babcię, który doprowadził chłopaka do wzwodu. Nie jest to może wielce skandaliczne jak na Niepokornych, ale sądzę, że sezon mógłby się obejść bez dwóch wymienionych scen.

Sylwia: Chcesz powiedzieć, że to nie jest serial dla starych ludzi? Ogólnie sceny dziejące się w ekowiosce były średnio interesujące i gdyby nie fakt, że przebywała tam moja ukochana Debbie, pewnie oglądałabym je, ziewając i czekając aż wreszcie się skończą. Co do wspomnianego masażu… Czy ja wiem, czy było to niesmaczne? Przecież babcia nie robiła Lipowi dobrze, tylko pozwoliła mu uwolnić na nowo jego erotyczne “ja”… ;).

Przemek: Taka babcia to skarb!

EWENTUALNE DZIURY FABULARNE

Sylwia: Mnie zastanawiała dość intensywnie jedna rzecz. Kiedy Fiona w końcu dostała kredyt i okazało się, że dom wylicytował ktoś inny, kto przebił ich ofertę… nastąpił dla Gallagherów koniec świata. Nie mogłam rozumieć jednego – skoro Fiona dostała kredyt, to czy nie mogła przynajmniej spróbować poszukać czegoś innego, albo chociaż pomyśleć o tym, że mogliby wynająć jakiś dom? A zostało to pokazane tak, jakby albo musieli mieszkać pod mostem, albo szukać schronienia u innych ludzi. Dziwne dość.

Kolejna rzecz również łączy się ze sprawą domu. Otóż – rodzina wylicytowała dom, kupuje go, zabiera się za remont i… dochodzi do wniosku, że za dużo musieliby w niego włożyć, po czym rezygnują. Czy naprawdę ktokolwiek wydawałby tyle kasy, nie sprawdzając najpierw, w co się pakuje? Ten cały wątek w ogóle był jakiś dziwny, a twórcy wprowadzili nim tylko pusty chaos, bez żadnej konsekwencji.

Przemek: Po raz drugi z rzędu muszę to powiedzieć – ten serial rządzi się swoimi prawami, w związku z czym, czasami brakuje bohaterom konsekwencji, a wątki zmieniają się co chwila. I tu właśnie upatrywałbym ewentualnych dziur fabularnych, choć generalnie “dziurami fabularnymi” bym tego nie nazwał, raczej specyfiką serialu. Wątków było co niemiara, już sam Frank, jeśli dobrze pamiętasz, zaczynał od sceny na cmentarzu, później był gangsterem, następnie kokaina, ekowioska itd. Przykłady można by mnożyć i jest to zarazem plus, jak i może mały minus serialu. Z całą pewnością takie prowadzenie akcji nie pozwala wkraść się nudzie. Z drugiej strony później okazuje się, że niektóre wątki były zbędne, jak np. hipsterzy w barze czy wspomniana przez Ciebie cała historia związana z rodzinnym domem Galagherów. I jak (po raz trzeci, sorry) mówię – w tym serialu raczej nie należy się skupiać na rzeczach typu: czy ktoś przemyślał akcję z kredytem (choć Twoje zarzuty są oczywiście racjonalne i słuszne); mnie osobiście bardziej rusza to, że cała ta “akcja dom” była całkowicie zbędna. A tak już odnosząc się lekko do tego, co napisałaś Sylwio, to w kwestii: “czy nie mogła chociaż poszukać czegoś innego”, to ja przynajmniej tak odebrałem zachowanie rodzinki, że oni nie chcą żyć nigdzie indziej, to jest ich miejsce na Ziemi z którym czują się związani.

Sylwia: Też tak to zrozumiałam i tym sobie to tłumaczyłam, ale pokazane zostało tak, jakby nie mieli wyjścia żadnego, jakby w ogóle zapomnieli, że mają te pieniądze.

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Sylwia: Tych postaci – i to świetnych postaci pod względem ich rozpisania – jest tyle, że naprawdę można by o nich napisać osobny tekst. Muszę wspomnieć o Fionie, ponieważ ta postać jako jedyna z panteonu Shameless zmieniła moje podejście do niej niemal o 180 stopni. Pamiętam, że kiedy oglądałam pierwszy sezon (a było to stosunkowo niedawno, bo po poleceniu tego serialu przez Ciebie, nadrobiłam zaległości, w miesiąc obejrzałam pięć sezonów i ze zniecierpliwieniem zaczęłam wypatrywać szóstego), zapałałam do Fiony może nie ogromną, ale sporą sympatią. Ogarnięta, ciepła kobieta, która tak dobrze opiekuje się swoim licznym rodzeństwem, daleka od egoizmu… Teraz nie pamiętam już, czy czar prysł jeszcze pod koniec pierwszego sezonu, czy dopiero w drugim, ale od tej pory konsekwentnie moja antypatia do tej postaci rośnie, i rośnie, i rośnie. To, co wyprawia ta dziewczyna, nie mieści mi się czasami w głowie. Jej roszczeniowość, egoizm i zaślepienie własnymi potrzebami sięgają zenitu. Wymaga wiele, dając od siebie naprawdę mało. W dodatku niemal w każdym odcinku wychodzi na jaw jej hipokryzja. W tym sezonie już zupełnie jawnie jej nie kibicowałam, a wręcz przeciwnie – chciałam, aby je związek z Seanem rozpadł się wyłącznie z jej winy.

Przemek: Choć wcześniej wspólnie z Tobą (i Gusem) zadedykowałem Fionie piosenkę, to osobiście nie jestem jakimś zagorzałym przeciwnikiem tej postaci. Nie mogę się też zgodzić z kilkoma Twoimi zarzutami, ponieważ o ile czasem ujawnia się egoizm Fiony i jej lekkomyślność, to jednak od zawsze stara się dbać o młodsze rodzeństwo, a chyba sama przyznasz, że nie jest to łatwa do ogarnięcia gromadka i też trzeba mieć w jej przypadku twardą skórę ;). Nie jest aniołem i bywa irytująca, mimo wszystko ma swoje zalety i wbrew pozorom dobra z niej dziewczyna.

Szejmles Fiona i Karl

Sylwia: No nie wiem, ja od kilku sezonów tej dobroci to nie widzę za wiele w niej. Zdradza, kręci, mataczy, uważa się za nie wiadomo kogo, nie wspiera tak naprawdę rodziny i nie interesuje się nią. Wszystko załatwiają za nią tak naprawdę inni od dłuższego czasu. Już nie wspomnę o tym, że niepowodzenie związku z Gusem dorosła, pełnoletnia kobieta zrzuciła na karb tego, że ich ślub był bez sukni, obrączek, druhen i kościoła. Tak, oczywiście, nie rozpadł się dlatego, że go zdradziłaś i byłaś suką, tylko dlatego, że nie miałaś welonu. Natomiast niezmiennie moimi ulubionymi postaciami, od początku przygody z serialem, są Lip i Debbie.

Przemek: I tu się zgadzamy :).

Sylwia: Cieszę się! Dwie zupełnie inne postaci, choć tak samo niepokorne i tak samo sympatyczne. Mają oczywiście swoje wady, ale – kto ich nie ma. Dla obu bohaterów szósty sezon okazał się naprawdę trudnym. Debbie jako nastoletnia matka boryka się z wieloma problemami, w dodatku jej duma nie pozwala przyjąć pomocy od rodziny. Radzi sobie jednak dzielnie i jestem w szoku, że tak długo trzyma się swojej decyzji. Myślałam, że po kilku nieprzespanych nocach albo zdecyduje się oddać dziecko do adopcji, albo zepchnie obowiązek na rodzinę, byleby odpocząć od malucha. Tak się jednak nie dzieje, a Debbie udowadnia po raz kolejny, że jest kolejnym członkiem rodziny, który pomimo bycia młodszym, przewyższa Fionę mądrością i dojrzałością.

Lip niejednokrotnie nazywany najmądrzejszym Gallagherem, jedynym, mającym szansę na ukończenie pełnej edukacji i osiągnięcie czegoś wielkiego, kolejny raz się stacza. Bardzo mocna była scena, kiedy Kev, podając mu w barze piwo, w środku dnia, podczas kiedy Lip powinien być na uczelni, mówi mu, że tu, dokładnie na tym stołku, zawsze siada jego ojciec. Czy jeszcze coś mogłoby otrzeźwić tego mądrego przecież chłopaka, który gdzieś tam po drodze się zagubił? Do tego doszły słowa Debbie, niemal na sam koniec tego sezonu, które – mam wrażenie – ostatecznie wyratują Lipa. To świetna, wrażliwa i empatyczna postać, na której wciąż odciska swoje piętno przynależność do nizin społecznych. Lip nie wierzy, że może być kimś i ta niewiara go gubi i ciągnie na dno.

Jeremy Allen White as Lip Gallagher in Shameless (Season 6, episode 1) - Photo: Patrick Wymore/SHOWTIME - Photo ID: shameless_601_4667

Przemek: Końcówka sezonu pokazuje, że być może właśnie teraz nadchodzi przełomowy moment dla Lipa i tego mu bardzo mocno i szczerze życzę. W zasadzie do tego co napisałaś, nie ma co dodawać. Odnośnie Debbie z kolei, to ona jest takim trochę małym Lipem tej rodzinki, albo inaczej – wydaje się z nich wszystkich najbardziej dojrzała. Oczywiście miała w tym sezonie lekkie załamanie związane z pierwszą wielką miłością i zachowała się jak na swój wiek, jednak ostatecznie podjęła dobrą decyzję, a nawet kilka dobrych decyzji, jeśli doliczymy tę z wioski, i oby tak dalej. Znając jednak poprzednie perypetie Gallagherów, ciężko liczyć na to, że ta konkretna dwójka nagle “wyjdzie na ludzi”.

Sylwia: Na koniec chciałabym jeszcze wspomnieć o postaci, która w tym sezonie pojawia się tylko na chwilę, w jednym odcinku, po czym na nowo znika. Mowa o Mandy, która jest dla mnie jedną z bardziej tragicznych postaci tego serialu i mam nadzieję, że pojawiła się nie bez powodu, w związku z czy w sezonie siódmym wróci. Mandy ma ten sam problem, co Lip – jest inteligentna i wrażliwa, ale obie te cechy spycha na rzecz życia łatwiejszego –  w którym nie trzeba się starać ani też poddawać emocjom. Wydaje mi się, że ostatecznym zepchnięciem Mandy do dołka, było odrzucenie przez Lipa, które – dodajmy – było wtedy uzasadnione.

Przemek: Aż dziw, że w tej kategorii nie wspomnieliśmy jeszcze o Carlu. To on przeszedł na przestrzeni sezonu największą metamorfozę. Na ile szczerą i trwałą, to się jeszcze okaże. Rzeczywiście miłość potrafi zmienić człowieka ;).

Sylwia: Carl mówi sam za siebie. Ale cieszę się, że pozbył się już tych warkoczyków i ton złota na szyi :).

carl2

AKTORSTWO

Sylwia: Cała rodzina Gallagherów i ich znajomi grają naprawdę świetnie. Nawet Fiona, której aktualnie nie znoszę, poszczycić się może tym, że jej postać wykreowała uzdolniona aktorka, bo gdyby było odwrotnie, panna na F byłaby mi pewnie raczej obojętna. Emmy Rossum, robiąc te swoje wielkie ze zdziwienia i złości oczu, gra naprawdę dobrze, podobnie jak reszta obsady. W dodatku Rossum potrafi sprawić, że niekiedy jestem w stanie uwierzyć, że naprawdę Fionie jest przykro lub że miała dobre zamiary – także robota aktorki wykonana prawidłowo. Niezmiennie pozostaję pod urokiem Emmy Kenney. Ta młodziutka aktorka, której dorastanie mogliśmy oglądać na planie, wcielając się w Debbie, podbiła moje serce i naprawdę nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę tę dziewczynę w jakiejś innej produkcji. Ethan Cutkosky również zasługuje w tym miejscu na uznanie, bo wydaje mi się, że młodziutkim aktorom dużo trudniej przyszło wczuć się w swoje role w takim serialu jak Shameless. Cutkosky w roli Carla w tym sezonie miał chyba najwięcej do pokazania i wiarygodnie zagrał przemianę, jaka w nim zaszła. Oczywiście twórcy nie zapomnieli o tym, aby postaci nadal były wiarygodne, dlatego Carl z gangstera nie stał się oczywiście ministrantem i wciąż jest niepokorny, ale opadła ta zasłona, za która się skrywał, i w końcu zobaczyliśmy prawdziwego Carla, którego dręczą rozterki właściwe dla jego wieku, a także te właściwe dla jego rodziny. Młody aktor świetnie potrafi zagrać zarówno lekko szalonego, młodocianego przestępcę, jak i zagubionego chłopaka, który właśnie przeżywa swoją pierwszą miłość. Rośnie więc całkiem niezłe grono aktorów na planie Shameless.

Z kolei nie do końca przemówił do mnie Dermot Mulroney w roli Seana – w zasadzie cały czas z jedną, lekko skrzywioną miną, był we wszystkich scenach nijaki, nie biły od niego żadne emocje. Pytanie czy to tylko kwestia postaci, czy też właśnie aktorstwa?

Szejmles Karl i Szon nago

Przemek: Myślę, że jestem w stanie odpowiedzieć na Twoje pytanie, Sylwio. Mulroney to po prostu kiepski aktor jednej miny. Naprawdę zdecydowanie najsłabsze ogniwo szóstej odsłony Shameless i gdzie mu w ogóle do takiego Steve’a/Jimmy’ego? Phi.

O reszcie elegancko napisałaś powyżej i zgadzam się ze wszystkim, łącznie ze słowami z początku tego tekstu, że to właśnie aktorstwo jest jedną z najmocniejszych stron Shameless; tu naprawdę każdy pasuje do swej roli idealnie, zarówno aktorzy wcielający się w członków rodziny Gallagherów, jak i ci z grona ich przyjaciół. Muszę jednak kogoś specjalnie za ten sezon wyróżnić i będzie to (wnioskując z wcześniejszej części Twej wypowiedzi), Sylwio, postać, za którą chyba specjalnie nie przepadasz. Mam na myśli Svetlanę. I już nawet pomijając wątek erotycznego trójkąta, uważam, że wcielająca się w postać rosyjskiej barmanki Isidora Goreshter odwaliła kawał świetnej roboty, parokrotnie będąc motorem napędowym poszczególnych odcinków, a nawet jeśli nie odcinków, to przynajmniej scen. Jej bezczelność i bezpośredniość w stosunku do klientów w połączeniu z rosyjskim akcentem niejednokrotnie rozkładały mnie na łopatki. I tu najlepsze były sceny z hipsterami, którymi gardziła, kiedy oni sami myśleli, że mają do czynienia z głupiutką, cycatą ruską babką. A kto kupował gówniane drinki za krocie? ;).

Sylwia: O, wybacz, ale Svetlanę to ja bardzo lubię, a jej obecność w serialu wnosi jakąś świeżość i szaleństwo do już szalonego Shameless. Kiedy niepochlebnie wyrażałam się o wątku z trójkątem, nie miałam na myśli krytyki jej postaci, raczej pomysł twórców, którzy za dużo pakują udziwnień w życie jednej pary. Svetlana jest “miszczynią” i sama kupiłabym pewnie od niej drinka, dopłacając za obelgę!

Przemek: Z tego co pamiętam, jednemu ze stałych bywalców baru pokazała nawet coś więcej ;).

sviet

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Sylwia: Tak jak wspominaliśmy na początku – aż trudno uwierzyć, jak równy poziom trzyma ten serial, od sześciu sezonów bawiąc nas, wzruszając i intensywnie wciągając w perypetie rodziny Gallagherów. Czy tej produkcji może coś zaszkodzić? Póki co – szczerze wątpię. Nie mam absolutnie żadnych obaw, co do sezonu siódmego, wszystkie wątki są otwarte. A nawet, jeśli byłyby zamknięte, to… przecież to jest Shameless. Tu wszystko może się zdarzyć.

Przemek: Jest dokładnie tak, jak mówisz! Obejrzeliśmy już sześć świetnych sezonów, których wątkami i zwrotami akcji można by obdzielić 12 sezonów większości innych produkcji, a mimo to nie ma obaw ani powodów, by przypuszczać, że poziom serialu mógłby jakoś drastycznie się obniżyć. Ten serial z jednej strony jest genialny w swej prostocie, z drugiej nie można też odmówić jego twórcom fantazji w wymyślaniu kolejnych szalonych przygód Gallahgerów! Świetnie zagrany, bezkompromisowy, a zarazem lekki – to tylko niektóre z komplementów, jakimi można obdarować Niepokornych –  zdecydowanie jeden z najlepszych seriali, jakie możemy obecnie oglądać w telewizji. Oby tak dalej! SPOILER: dalej też tak będzie!

Szejles leżą na trawie

Fot.: SHOWTIME

Podobne wpisy:


Ocena Sylwii7.5
Ocena Przemka 7.5
7.5Ocena ogólna

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *